Przemoc na krawędzi: Tottenham, Ateny, Paryż

Niewielu jest chętnych do szukania wspólnych cech, między zeszłoroczną radykalną działalnością polityczną – od protestów studenckich po demonstracje towarzyszące Kongresowi Związków Zawodowych – a zamieszkami w Tottenham. Przyczyny takiego stanu rzeczy są dość oczywiste: nie istnieje polityczny cel jednoczący „złodziei”, „chuliganów” i „bandytów”. Ich wystąpienia wydają się być „konsumeryzmem wykluczonych” – jak ktoś niedawno zażartował. Wspólne mianowniki jednak istnieją – jednym z nich jest rola policji w patrolowaniu obrzeży liberalnego społeczeństwa.

Odpowiedź na zarzuty o naganne działania policji, w każdym przypadku jest uderzająco podobna. Po pierwsze, odmowa: „on strzelił pierwszy”, „skoczył w moją stronę”, „został obezwładniony dla własnego bezpieczeństwa”. Następnie, jeśli presja jest wystarczająco duża, a dowody dość oczywiste: akceptacja i pokuta. Zawsze towarzyszy temu obietnica wyśledzenia wszystkich zgniłych jabłek i usunięcia ich z drzewa. Wreszcie, kiedy furia zostaje rozproszona, zarzuty są oddalane bądź uderzenie zbiera na siebie jedna osoba – rzadko jest to coś mocniejszego niż przywołujący do porządku klaps. Jak mówi Alex Wheatle, żaden policjant nie został nigdy skazany za śmierć „czarnego” w więzieniu. To nie powinno nas dziwić. Próbując się bronić, policja zwiera szeregi. Polityczny i prawny establishment toleruje to. Biorą pod uwagę „trudną pracę, jaką wykonują funkcjonariusze”. Ten typ rozumowania mija się z codzienną, zwykłą policyjną przemocą, a co za tym idzie, przemocą państwa (i prawa). Inny punkt widzenia pojawia się, kiedy na chwilę odmawiamy automatycznej akceptacji  zalegalizowanej policyjnej przemocy.

Spoglądając na wydarzenia z ostatnich trzech dni, warto zwrócić uwagę na pewny schemat: Policja odpowiada z niewspółmierną siłą na drobne nieporozumienie. Mark Duggan najwyraźniej „zagroził bezpieczeństwu” funkcjonariusza SO19, który w następstwie zastrzelił go. Później, podczas protestu przed komisariatem w Tottenham, 16-letnia dziewczyna „rzuciła czymś, może kamieniem, w kordon prewencji”. [Ale]… to spotkało się z gwałtowną odpowiedzią – około 15 gliniarzy natarło na nią, bijąc ją po ciele trzymanymi w rękach tarczami. Widzący to tłum eksplodował i zaczęła się przemoc. To wzór podobny dla wielu tego typu zdarzeń. Weźmy, na przykład zamieszki w Banlieue na przełomie 2005 roku. Wszystko zaczęło się, kiedy nastolatki, Zyed Benna i Bouna Traore, zostały porażone prądem (na torach) podczas policyjnego pościgu. Podobnie, grudniowe zamieszki w Atenach miały swój początek po zamordowaniu przez dwóch policjantów Alexa Grigoropoulosa.

Innymi słowy, istnieje punkt zapalny dla bulgoczącego pod powierzchnią społecznego wrzenia. Niepewna swojego losu populacja, zawsze zabarwiona podejrzeniami o działalność przestępczą: W Grecji była to grupa młodych bezrobotnych, ciągle nękanych przez policję. We Francji, ekonomiczni i rasowi „inni” z przedmieść. W Tottenham, całym wschodnim i zachodnim Londynie, znajduje się część populacji, która jest rutynowo zatrzymywana i przeszukiwana przez policję, pod pozorem posiadania broni, narkotyków, nie ważne czego. Ci ludzie są przedmiotem legalnej przemocy. Codzienne doświadczenie liberalnego kapitalizmu opiera się na przemocy używanej do obrony granic przez innymi. Innymi, których produkuje ten system. To banalne i upokarzające pojęcie „wykluczenia społecznego”, pozwala nam zapomnieć o materialnym doświadczeniu wykluczenia i podmiotowości. W tym przypadku ostatnią kroplą była śmierć Duggana i nadmierna reakcja prewencji na rzucony w jej kierunku kamień. Doświadczenia niepewności, podejrzliwości i codziennej rutyny wykluczenia, rozwiały się w przytłaczającym powrocie do przemocy. Londyn, raz jeszcze, jest świadkiem ciskanych w policję kamieni, płonących budynków i niszczenia własności. Działań, które pociąga za sobą każde wykluczenie.

Illan rua Wall

Źródło: criticallegalthinking.com

Dyskusja

  • piotr 10 lat temu

    mowiac krotko policja to skonczone skurwysyny