Rozmowa z pewnym antyfaszystą. Po 2 m-cach aresztu opowiada o więzieniu i komentuje sprawę Wawa3

demonGwO: Poprosiłem Cię o komentarz w sprawie Wawa3 ponieważ kilka lat temu sam przeszedłeś przez doświadczenie jakim jest kontakt z policją i prokuraturą oraz aresztowanie. Czy mógłbyś przypomnieć za co Cię zatrzymano, ile czasu spędziłeś za kratami oraz jaki wyrok dostałeś?

Zanim udzielę odpowiedzi na zadane przez ciebie pytania, pozwolę sobie dokonać małego wstępu, który przybliży naturę mojego zaangażowania. Wstęp ten jest konieczny, żeby zrozumieć drogę, którą podążam i konsekwencje jakie z tego wynikają.

Wywodzę się ze środowiska dążącego do wolności totalnej. Nie boję się wolności – wolność jest mi tak bliska jak świat bez zasad, w którym nie gra roli konwencjonalność lecz namysł. Wszyscy doskonale wiemy, że istnieją ludzie, którzy nie rozumieją wolności i boją się jej.

Boją się bowiem nieuporządkowanego świata bez zasad, który jest jak nieskończoność… Nieskończoność, w której wszystko jest możliwe – możliwa jest zatem strata, degradacja, porażka…

To jest właśnie źródło strachu – skoncentrowanie uwagi na możliwości porażki. Tak negatywnie myślą zamknięte umysły, w których obawa przed pewnym wariantem zdarzeń zrodziła typ prześladowcy.

Wystąpiłem przeciwko prześladowcom, którzy zatruwają mi życie i stają na drodze wolnym Duchom mającym za nic prawo, konwenanse i moraliznę. Typ prześladowcy jest moim przeciwnikiem – Nie chodzi tylko o neonazistów, orków z blokowisk wyznających terytorializm osiedlowy czy policyjne pały, które są sługami prawnego terroru – chodzi o każdego człowieka, którego strach przed wolnością skłania do represjonowania.

Wpadłem w niebieskie łapy, ponieważ brałem udział w zemście za prześladowanie środowiska wolności totalnej. Mściłem się na tych, którzy wyrzekli się wolności zostając prześladowcami.

Jestem i będę mścicielem. Z tego powodu za kratami spędziłem około miesiąca. Ślepa dziwka z ciężką wagą i tępym mieczem zasądziła półtora na cztery (zawiecha).

2. Jak zachowywała się policja? Jak zniosłeś wywierane na ciebie naciski, żebyś ujawnił tożsamość innych osób które brały udział w waszym ataku?

Funkcjonariusze, których działania redukują się do „czynności proceduralnych” zachowali się tak, jak można się było po nich spodziewać – potrzebowali materiału na sprawę , w związku z czym starali się na różne sposoby wycisnąć zeznania, które pozwoliłyby sklasyfikować to co zrobiłem za pomocą paragrafów. To ich robota, są przecież zwykłymi maszynami egzekucyjnymi. Metody, które stosują są różnorakie, jednak ich cel jest jeden: zeznanie, które koreluje z paragrafem. Niebiescy próbują grozić, perswadować, sugerować, zachęcać mamiąc perspektywą złagodzenia kary, kłamliwie i podstępnie „oferują swoją pomoc w życiowych tarapatach”, wykazują pozorne zrozumienie, straszą widmem porażki życiowej etc. Oczywiście stosują ograną taktykę podziału na „złego” i „dobrego” glinę. „Zły” straszy kłopotami, „dobry” oferuje „pomoc” w kłopotach.

O jednej rzeczy trzeba pamiętać zawsze: wszystko to, co robią niebiescy służy uzyskaniu zeznania, które umożliwia postawienie zarzutów… im cięższych zarzutów, tym lepiej. Im większą „winę” tobie udowodnią i im cięższe zarzuty tobie postawią tym większe są ich „zasługi”.

Opornych i hardych próbują łamać biciem, potrafią też znęcać się w bardziej subtelny i wyrafinowany sposób – co świadczy o tym, że etos prześladowcy jest im bardzo bliski.

Cały ten wachlarz policyjnych technik śledczych nie zrobił na mnie większego wrażenia. Pamiętam pewną scenkę: jeden z gliniarzy – ten „dobry” trzymał w ręku mój telefon. W pewnym momencie telefon zadzwonił – na dzwonek miałem ustawiony utwór Rotting Christ’a – Fateless – niebieski nawiązał porozumiewawczy kontakt wzrokowy i powiedział: „ciężka muza, co?”. Wydało mi się to tak żałosne, że się roześmiałem. Chyba go to zirytowało, bo wstał i wyszedł, na odchodne mówiąc do kolegi (tego „złego”) – „weź ty kurwa z nim rozmawiaj!”. Więcej już go nie spotkałem. „Zły” oczywiście zaczął mnie straszyć… Wiedziałem, że próbuje mnie jedynie wytrącić z równowagi. To był klucz: wyprowadzić cię z równowagi za wszelką cenę, wtedy człowiek się sypie.

No cóż… te ich gierki wydawały mi się tak autentycznie żałosne, że czułem jedynie coś w rodzaju politowania dla ludzi, którym wydaje się, że wykonują „poważną robotę”.

Muszę przyznać, że wielkim oparciem w chwilach „testu prawdy” jakiemu poddawali mnie niebiescy były nauki stoickie i niereligijna praktyka zen. W szczególności ćwiczenie premeditatio malorum – czyli stoickie ćwiczenie duchowe polegające na wyobrażeniu sobie zła, które ma nastąpić, oswojenie się z myślą o tym, że zło nastąpi i maksymalna mobilizacja Ducha, czyli mentalno-fizycznej jedni, w obliczu nadchodzących trudności. Z zen zaś świadomość tego, że każda sytuacja ma dobre i złe strony – „kij ma dwa końce”. Złe aspekty mojego położenia już znam, teraz muszę się dowiedzieć jakie są te dobre… A dobre są zawsze, nawet w najgorszej sytuacji, trzeba tylko umieć je znaleźć. Zawsze na to jest czas. Zawsze!…-:)

3. Jak wspominasz pobyt w areszcie? Jakie wyniosłeś stamtąd obserwacje? Jak to jest być anarchistą, antyfaszystą w więzieniu?

Przede wszystkim warto wiedzieć, że życie za kratami wcale nie jest takim koszmarem, za jaki się powszechnie uważa. Uwięzienie większości z nas kojarzy się z nieznośnym ograniczeniem swobody bycia. Owszem ograniczenie istnieje i jest realne, ale to tylko jedna strona medalu. Drugą jest niesamowita wręcz solidarność więźniów – prawdziwa solidarność, która sprawia, że to co zdaje się być wielką sumą różnych ograniczeń, jest w istocie ukrytą możliwością działania. To zadanie więźnia – odkryć możliwości przekraczania ograniczeń.

Zupełnie nie gra roli z jakiego środowiska się wywodzisz. Jeśli odznaczasz się twardym charakterem, to współwięźniowie bez żadnych oporów będą skłonni do gestów solidarności, będą cię bowiem cenić za to, kim jesteś. Jeśli wykażesz się wewnętrzną siłą, to jeszcze bardziej się wzmocnisz, jeśli jednak ulegniesz iluzji – dostrzegając jedną stronę medalu – czyli nieznośne ograniczenie, brak perspektyw i możliwości, to pochłonie cię koszmar. Współwięźniowie będą wtedy dążyć do zniszczenia ciebie i słabości, którą uosabiasz… będziesz bowiem jak zły omen – cień człowieka, przejaw samodegradacji i świadectwo złamanego ducha. Nikt nie chce doświadczać takiego upadku i bezradności, dlatego gardzi się ludźmi, których pochłonął koszmar uwięzienia. To swojego rodzaju egzamin dojrzałości. Dostrzegasz złożoność sytuacji, a w niej ukryte możliwości, czy widzisz jedynie brak perspektyw? Przyznam, że w zdaniu tego egzaminu znacznie pomogła mi filozofia: stoicyzm – spokój umysłu, epikureizm – pogoda Ducha, zen – nieskończone możliwości, Platon – jasność myśli, cynizm – wszystko jest jedynie ćwiczeniem rodzącym cnotę (askesis), Nietzsche: „w sprawach Ducha trzeba być rzetelnym aż do twardości”. Praktyka filozoficzna daje wielką wewnętrzną Moc…

Przyczepiono się kiedyś do mnie z powodu irokeza, którego nie zamierzałem zgolić. Jacyś kamraci z celi obok postawili mi ultimatum: „ścinasz, albo wpierdol!”. Przypomniałem sobie wtedy sytuację koleżki, którego ochroniarz złapał na kradzieży, postawiono mu podobne ultimatum: „płacisz stówę, albo wpierdol”. Kolega odpowiedział: „wpierdol!”-:), ochroniarz go puścił. Uśmiechnąłem się w duchu i postanowiłem zrobić podobnie. Pomyślałem sobie: „tacy twardzi są ci kamraci? Jest ich kilku, poza tym są w innej celi. Z pewnością łatwo jest im straszyć, ale straszenie w takiej sytuacji nie jest oznaką twardości lecz albo stadną słabością, w której moc jest iluzją, albo czymś podobnym do drażnienia tygrysa w klatce, albo jednym i drugim. A może zapomnieli, że zostałem zawinięty za udział w bójce?” Postanowiłem ich zignorować i nic się nie stało. Jakiś czas później naciskał mnie gad (stróż więzienny): „Zetnij te włosy. Nikt z nas przecież nie chce kłopotów – prawda?”. Postanowiłem go posłuchać… zanim nastąpiła wieczorna inspekcja celi, wziąłem maszynkę do golenia i dokładnie (na tyle na ile mogłem w tych warunkach) wygoliłem boki głowy. Współwięźniowie patrzyli na to z uznaniem… Gdy do celi weszła grupka gadów, to wszyscy dosłownie zdębieli…

Nie opowiadam tego po to, żeby przechwalać się niczym jedna z tych byle jakich, słabych dusz, rozpaczliwie pragnących dowartościowania. Dzielę się tymi opowieściami po to, by dobitnie pokazać możliwości jakimi człowiek dysponuje w wiezieniu – w miejscu, które błędnie kojarzy się z brakiem możliwości.

4. Po ujawnieniu szczegółów na temat sprawy warszawskiej Trójki część osób potępiła oskarżonych. Pojawiły się określenia takie jak „rozjebusy” czy „donosiciele”. Faktem jest, że w pierwszych zeznaniach zwłaszcza jednego z nich pojawiły się informacje o osobach pomagających w przygotowaniu ataku na komisariat. Anarchiści wycofali się jednak z tych zeznań, które jak już wiemy zostały wmuszone torturami. Jak oceniasz zachowanie Warszawskiej Trójki? Czy dla Ciebie są donosicielami?

Pewne jest to, że zostali złamani. Niektórych złamać łatwiej innych trudniej. Niektórzy są zaś niezłomni – takich jednak jest niewielu. Żeby być niezłomnym, trzeba wykazać się niezwykłym hartem ducha… hartem, który rodzi bardzo wymagająca praktyka życiowa. Suworow w książce Specnaz pisał, że nikt nie był w stanie stawiać oporu metodzie wyciągania informacji polegającej na piłowaniu zębów pilnikiem do metalu. Ta metoda była ponoć absolutnie skuteczna, co zresztą wcale nie dziwi. Współcześnie raczej rzadko stosuje się aż tak drastyczne metody, które mogłyby złamać nawet niezłomnego (dodać należy, że ów niezłomny świadom kresu wytrzymałości, wcześniej odszedłby w pustkę odbierając sobie życie). Faktem jednak jest, że tortury takie czy inne potrafią złamać człowieka, każdy bowiem ma jakiś kres wytrzymałości. Zadaniem kata jest doprowadzić do kresu. Każdy oddany sługa paragrafowego ładu specjalizuje się w egzekwowaniu procedur chroniących ów ład. Każdy jest w jakimś stopniu egzekutorem… jeśli zaś egzekutorem, to człowiekiem specjalizującym się w wymuszeniach. Zawsze gdy podejmuje się jakąkolwiek próbę starcia z paragrafowym porządkiem, to trzeba liczyć się z reakcją. Każda forma buntu jest akcją, na którą będą reagować wyznawcy legalizmu. Trzeba liczyć się z presją, próbą wymuszenia a ostatecznie z próbą łamania za pomocą upokarzania, izolowania, bicia i znęcania się, czyli z torturowaniem, które w konwencjonalnej nowomowie nazywa się czynnościami dochodzeniowo-śledczymi.

Nie każdy jest jak John Rambo… jeśli jednak zamierza się podjąć trudną walkę we wrogiej strefie, to trzeba mieć w sobie moc. Żeby zaś stać się takim – pełnym mocy, to należy podjąć wymagającą praktykę.. praktykę, która rodzi ludzi takich jak Rambo. Dość byle jakich jednostek, które potrafią jedynie być trybami w maszynie, dość też romantyków, którzy podejmują się zadań ponad swoje siły. Trzeba mieć w sobie Moc by działać, w przeciwnym razie człowiek prędzej czy później padnie ofiarą słabości.

Źle, że wywrotowcy dają się łamać, źle, gdy wywrotowcy okazują się być naiwnymi romantykami. Jednak zawsze jest szansa na to, że romantyk stanie się hardym buntownikiem. Jeśli ktoś postanowił „zagrać w grę” – Nieposłuszeństwo, przegrał kilka partii a mimo to stara się grać dalej, to postawa taka warta jest uwagi. Kontynuowanie gry pomimo doświadczenia mroku porażki jest świadectwem przezwyciężenia wewnętrznej słabości, a to z kolei jest już jakąś formą zwycięstwa.

Ludziom niezwykle łatwo przychodzi formułowanie surowych, deprecjonujących ocen, jednak ci, którym tak łatwo to przychodzi, zazwyczaj nie są „niezłomnymi”, którzy zachowują spokój Ducha w każdych okolicznościach. W odróżnieniu od nich uważam, że cenna jest postawa człowieka, który mimo piętrzących się trudności dokonuje niełatwego wyboru i podejmuje próbę konfrontacji z owymi trudnościami. Co będzie dalej? – czas pokaże czy starczy im wytrwałości. Na nic nie liczę, wiem bowiem, że ludzie są niezwykle zawodni, jednak to, że postanowili wyrzec się słabości sprawia, że warto zwrócić na nich uwagę, przychylnie przyglądając się grze, którą podjęli.

Na koniec pozwolę sobie na małą dygresję – Otóż wiadomo, że wśród stróżów paragrafowego ładu są różne jednostki. Są maszyny egzekucyjne, są też skorumpowani mający gdzieś procedury, a także zagubieni szukający sprawiedliwości i nie widzący jej w sekwencjach paragrafów… Zwracam się do tych skorumpowanych i zagubionych marzycieli – śmiało wykraczajcie poza proceduralne schematy, niszczcie od środka paragrafowy ład, w który tak naprawdę nie wierzycie-:> Przyłączcie się do nas – buntowników. Bezprawie nie jest synonimem niesprawiedliwości. Dobrze przecież wiecie, że można wyrządzać krzywdę w „majestacie prawa”. Musicie zatem zdawać sobie sprawę, że prawo nie chroni przed niesprawiedliwością. Sprawiedliwość jest poza prawem.

Chodźcie z nami drogą wolności totalnej, wybaczymy wam służalczość i słabość, która spowodowała, że założyliście mundur.

Swojego czasu „zaprosiliście” mnie do swojej gry w paragrafy, teraz ja zapraszam was do robienia tego, co tak naprawdę chcecie zrobić, lecz do czego boicie się przyznać. Wolności nie należy się bać, wolność to nieskończone możliwości… możliwości, których nie trzeba ograniczać, lecz nauczyć się mądrze je wykorzystywać. Otwórzcie swe umysły… porzućcie ograniczenia.

Sathaniell Zakalwe

Dyskusja

  • j 2 lata temu

    „slepa dziwka” ty wes sie doucz to ten zwrot nie ma nic wspolnego z „totalna wolnascia” ktora wyznajesz. To czysto seksistowski zwrot. Prosze ludzie, zacznijcie zwracac na takie „szczegoly” uwage, bo nie mozna byc wojownikiem o wolnosc tylko na pewnych plaszczyznach ale na wszystich (frontach).)

    • Franz 2 lata temu

      Naprawdę tak Cię to zbulwersowało?

    • Sathaniell 2 lata temu

      No cóż, ja z kolei mogę się zrewanżować stawiając aż 5 zarzutów twojej, krótkiej wypowiedzi-:) 1)Paternalizm – czyli pouczanie tonem przekonanym o własnej wyższości w kwestiach światopoglądowych („weź się doucz”). 2)Militaryzacja języka – przejawiająca się w użyciu słów „wojownik” i „front”. 3)Niezamierzona hipokryzja – zakładam, że od czasu do czasu używasz wulgaryzmów. Wiedz zatem, że prawie każdy wulgaryzm, będąc mniej lub bardziej bezpośrednim odniesieniem do sfery seksualnej człowieka, jest zarazem formą seksizmu. 4)Stygmatyzacja za pomocą pojęć ze sfery religijnej – nazywasz mnie wyznawcą wolności, tak jakbym wolność pojmował w kategoriach religijnych. Błąd – dążę do zwiększenia zakresu wolności nie będąc żadnym wyznawcą. 5) I ostatnie – dogmatyzm – jeśli uważasz, że wolność jest czymś, co się wyznaje, to twoje pojmowanie wolności jest dogmatyczne. Takie pojmowanie wolności wyklucza jakąkolwiek wolność. Dlaczego? – dlatego że dogmatyzm polega na dążeniu do mechanicznej zgodności praktyki i wyznawanej zasady. Mechaniczność tej czynności jest po prostu brakiem wolności. Potraktuj jednak to wszystko z przymrużeniem oka, nie przywiązuję bowiem większej wagi do stawiania tobie zarzutów-:) Nie bez przyczyny nazwałem temidę „dziwką”. Kierowało mną to samo co Staszewskim, gdy nazywał artystów prostytutkami. Jeśli sprawiedliwość jest czymś, co służy interesom władzy, to taka „sprawiedliwość” nie jest czymś bezinteresownym, czy bezstronnym. Instytucjonalna „sprawiedliwość” jest tym, czym kupiona miłość. Jedno i drugie to coś nieautentycznego i fałszywego – coś podporządkowanego interesowności.

  • Assata 2 lata temu

    Sathaniell czy jako kobieta, moge sama zadecydowac kiedy czuje sie w opresji?, tylko dlatego , ze slowo na k.. spowszechnialo, nie znaczy, ze jest niewinne.

  • anar 2 lata temu

    gdzie mozna znalesc inromacje nt tych poczatkowych wsyp?