Meksyk: Drugi list rannego towarzysza Mario ‚Tripy’ Lopeza

Towarzysze, postaram się streszczać, gdyż jako więzień będę miał jeszcze wiele okazji, aby przybliżyć wam swoje refleksje oraz wyjaśnić przyjęte stanowisko. Pozostaje ono niewzruszone: jestem anarchistą, a także jedyną osobą odpowiedzialną za swoje czyny. Dziękuje towarzyszom za okazaną solidarność oraz „obalenie” kilku zarzutów z całej hordy, na którą powołują się w tym kłamliwym procesie. Sprawy nabrały dobrze znanego biegu tuż po tym, kiedy określiłem się mianem anarchisty, czego absolutnie nie żałuję i za co nigdy nie będę przepraszał!

1. Oskarżam lekarzy szpitala Ruben Lenero w Mexico City o współpracę z prokuraturą w zakresie modyfikacji oświadczeń, tak by pokrywały się z wersją oskarżenia. Odnoszę się przede wszystkim do zeznań, które pozyskano ode mnie w zaledwie trzy godziny po interwencji chirurgicznej, kiedy znajdowałem się pod wpływem środków przeciwbólowych, cierpiąc silne nudności i zawroty głowy. Tutaj nie kończy się współudział lekarzy. Medycyna sądowa przedstawiła dokumenty potwierdzające moją zdolność do złożenia wyjaśnień, choć w rzeczywistości nie zbadał mnie żaden lekarz. Nie zadano mi ani jednego pytania odnośnie stanu zdrowia fizycznego i psychicznego w jakim się znajdowałem.

2. W pewnym zakresie przyjąłem wyłączną odpowiedzialność za przypisywane mi czyny. Jako jednostka, odpowiadam wyłącznie przed sobą – dlatego w momencie aresztowania zidentyfikowałem się jako anarchista. Jednakże po zapoznaniu się ze szczegółami złożonego oświadczenia, odnalazłem w nim wiele zdań, których nigdy nie wypowiedziałem. Biorąc pod uwagę sytuację, spodziewałem się, że będą przekręcać moje wypowiedzi. Precyzując, właśnie tutaj zaczyna się rola prawnika z urzędu, działającego na korzyść prokuratury poprzez aktywny udział w tym procederze.

3. Co więcej, sędzia przydzielony do tej sprawy działa w zmowie z prokuraturą. Od momentu, w którym zmieniłem adwokata, wyrzekając się tym samym obrońcy z urzędu, zastawił na naszej drodze wiele pułapek i przeszkód, z oczywistym zamiarem przeszkodzenia mojemu prawnikowi w dokładnym przestudiowaniu dokumentów i przygotowania obrony. Najbardziej cynicznym tego przykładem, było odrzucenie dowodów wykluczających moje autorstwo oświadczenia złożonego w szpitalu. W skutek anestezji, nie byłem w stanie czytać, a tym bardziej pisać, dlatego zmusili mnie do podpisania tej deklaracji. Ponadto, sędzia nie zaakceptował analizy grafologicznej, wykazującej jasno, że charakter pisma na oświadczeniu nie należy do mnie.

4. Od chwili zatrzymania, prokuratura izolowała mnie na wszelkie możliwe sposoby. Utrudniano wizyty, pozwalając na jedno widzenie w tygodniu wyłącznie mojej matce. Usiłowano również przetrzymywać mnie w pomieszczeniach nie spełniających standardów higienicznych koniecznych dla mojej rekonwalescencji, która na szczęście posuwa się do przodu, głównie dzięki staraniom lekarzy, bym mimo wszystko przebywał w relatywnie czystym otoczeniu. Podczas pobytu w szpitalu Ruben Lenero, umieszczono mnie w pokoju nieprzystosowanym do leczenia moich obrażeń, ze strażnikami wokół łóżka, zdanego na łaskę śledczych. Wszyscy ci funkcjonariusze cynicznie wykorzystywali sytuację, grożąc mi doprowadzeniem do infekcji z powodu zaniechania wymogów higienicznych.

5. Chciałem także poinformować o ciągłym „molestowaniu”, jakiego doświadczają moi prawnicy z powodu przyjęcia tej sprawy. Są nachodzeni we własnych domach, a członkowie ich rodzin zastraszani. Spotykają się z kpiącym uwagami i groźbami.

6. Wyrażam publiczne uznanie dla więźniów osadzonych w tej samej placówce. Udzielili mi pomocy w trudnej sytuacji z lekami, jedzeniem, higieną osobistą oraz utrzymywali przestrzeń woków mnie we względnej czystości – wszystko to pomaga mi wydobrzeć.

Towarzysze, celem tych wszystkich deklaracji i wyjaśnień nie jest zajęcie pozycji ofiary, ani błaganie o współczucie ze strony naszych odwiecznych wrogów: sędziów, policji i reszty najemników systemu dominacji. Niczego od nich nie oczekuję, nie zamierzam też błagać o wolność. Cały „proces sądowy” jest niczym więcej niż strategią. Piszę, by powiadomić o swojej sytuacji towarzyszy, przyjaciół, rodzinę oraz poczynić wkład do międzynarodowej sieci wzajemnej solidarności. Po głębokiej refleksji, rozważam zerwanie wszelkiej współpracy ze śledczymi, co powinienem był zrobić od samego początku. Choć to nie najlepsza decyzja ze względów prawnych, wynika ona z moich przekonań oraz konsekwencji pozycji zajętej przeze mnie w stosunku do władzy.

Nie jest to dla mnie łatwe doświadczenie, ale z dozą siły, gniewu i wsparciem bliskich, brnę do przodu.

Dziękuje wszystkim za wsparcie!
Doceniam pomoc okazaną Felicity, bez pomijania kogokolwiek – każdy ma swoją wagę i znaczenie.

Dziękuję również towarzyszom z Konspiracyjnych Komórek Ognia za słowa, które dodały mi sił, by kontynuować walkę. Solidarność jest najlepsza bronią.

¡Que Viva la Anarquia! (Niech żyje anarchia!)

actforfree.nostate.net

Więcej informacji o sprawie Maria:

Dyskusja