USA: Czwarta noc gwałtownych zamieszek w Anaheim

Czwartą noc z rzędu, policja w kalifornijskim mieście Anaheim ścierała się z rozwścieczonym tłumem, który wybijał okna i rzucał kamieniami w funkcjonariuszy. Protesty rozpoczęły się po zastrzeleniu w weekend przez policję dwóch mężczyzn, w tym jednego nieuzbrojonego.

Oddziały prewencji użyły gumowych pocisków oraz gazu łzawiącego, atakując tłum demonstrantów, który zgromadził się pod ratuszem we wtorek wieczorem. W tym samym czasie, rada miasta głosowała nad wystąpieniem do prokuratora generalnego z wnioskiem o zbadanie ostatnich policyjnych morderstw.

Kiedy mieszkańcy nie zostali wpuszczeni na salę obrad, w ruch poszły kamienie i koktajle Mołotowa. Około 250 funkcjonariuszy zaatakowało blisko tysięczny tłum podpalający pojemniki na śmieci, skandujący anty-policyjne hasła i atakujący sklepowe witryny. Nad miastem krążyły policyjne helikoptery, a jedna ze stacji benzynowych została zamknięta, po doniesieniach o demonstrantach napełniających benzyną kanistry i budujących płonące barykady. Aresztowano 24 osoby, a 6 zostało rannych.

W sobotę od policyjnych kul zginął 25-letni Manuel Diaz. Mężczyzna nie był uzbrojony. Według szefa lokalnej policji, Diaz wraz z grupą innych mężczyzn „zachowywał się podejrzanie”. Policjanci założyli, że mają do czynienia z członkami gangu. W serwisie YouTube anonimowo opublikowano wideo, na którym widać wykrwawiającego się mężczyznę i brak reakcji ze strony funkcjonariuszy.

Dzień później, podczas pościgu samochodowego, policja zastrzeliła 21-letniego Joela Mathew Acavedo. Podczas konfrontacji z policją doszło do wymiany ognia.

Rodzina zabitego Manuela Diaza domaga się od miasta 50 mln dol. odszkodowania. Twierdzi, że mężczyzna nie był członkiem gangu i nie popełnił żadnego przestępstwa.

Pojawiły się również zarzuty, że policja dopuszcza się tzw. profilowania rasowego, czyli kieruje się stereotypami związanymi z przynależnością etniczną podejrzanych. W obu przypadkach ofiarami byli Latynosi.

 

Dyskusja