11 listopada – medialny chaos i szowinistyczne kłamstwa

Od piątkowego popołudnia, przez cały kolejny dzień wszystkie polskojęzyczne media głównego nurtu zdają się bez przerwy wałkować jeden temat – zamieszki, do których doszło w centrum stołecznego miasta w dniu narodowego święta Polaków. Każdy, kto wieczorem 11 listopada choć na moment włączył telewizor lub spojrzał na główne strony sobotnich gazet i portali internetowych, mógł zobaczyć zamaskowanych

chuliganów, którzy pośród dymu, wywracanych koszy, płonących samochodów, rzucanych kamieni i butelek czy wyrywanych płyt chodnikowych byli jedną ze stron ulicznych starć. Medialne statystyki na okrągło wyliczają te same liczby: 40 policjantów rannych, 14 radiowozów zdewastowanych, 30 osób przewiezionych do szpitali, 72 tys. zł strat, uszkodzone nawierzchnie brukowe, chodniki, 1 przystanek zniszczony, zatrzymanych łącznie 210 osób, w tym 95 obcokrajowców, a co najważniejsze – 92 Niemców…92 Niemców!!!…92 NIEMCÓW!!! Co więcej, zatrzymani Niemcy to członkowie lewackich grup bojowych!! Prawicowe ikony polityczne i medialne, na czele z Jarosławem Kaczyńskim, od sobotniego ranka trąbią o tym, że w dniu polskiego święta niepodległości „Niemcy przyjechali bić Polaków”…

O ile w piątek po zakończeniu niepodległościowej zadymy starano się znaleźć faktyczną przyczynę eskalacji ulicznej przemocy, wskazywano na jej rzeczywistych inicjatorów w osobach stadionowych bandytów, którzy inwigilowani faszystowską propagandą nienawiści i zaproszeni na Marsz Niepodległości przez aktywistów organizacji nacjonalistycznych i neonazistowskich, postanowili wyładować swoje frustracje najpierw na zwykłych przechodniach, potem na oddziałach prewencji skierowanych do tłumienia ulicznych zamieszek, o tyle kolejnego dnia, mówiąc o dramatycznych wydarzeniach jakie miały miejsce w piątek, większość dziennikarzy jednym tchem podkreślała obecność i zatrzymanie przez policję owych 92 Niemców, którzy przyjechali do Warszawy rzekomo w celu rozpętania zadymy. Sobotni „Teleekspress” mówi o oburzeniu opinii publicznej w reakcji na przyjazd do Warszawy niemieckich anarchistów. Portale internetowe, takie jak Onet.pl czy choćby Wirtualna Polska stawiają niemieckich antyfaszystów na równi z chuliganami demolującymi warszawski Plac Konstytucji. Te same informacje na temat „agresorów z Niemiec” są przytaczane przez telewizję publiczną i kanały komercyjne, które chcąc zrobić wrażenie na widzach, non stop pokazują płonące samochody, przy czym każdy z nich przynajmniej z dziesięciu ujęć, tak aby wrażenie ilościowego rozmiaru zniszczeń było tym większe. Mając w pamięci obrazy z piątkowych walk ulicznych zauważamy zatem pewną sprzeczność, a przynajmniej nieścisłość informacyjną. Otóż, czyżby zamaskowani osobnicy, którzy trzymając biało-czerwone flagi rzucali w policję wyrwanymi płytami chodnikowymi to też byli Niemcy? Czy może osoby trzymające transparenty z hasłami „Polska cała tylko biała!” albo „Zakaz pedałowania”, krzyczący po polsku: „Precz z żydowską propagandą!”, również byli Niemcami? Czy wyrostki zawinięte w piłkarskie szaliki z napisami „POLSKA” albo „LEGIA WARSZAWA”, ludzie zamaskowani kominiarkami, ubrani w czarne bluzy z nadrukami: „WHITE POWER”, biegający od południa w okolicy Placu Konstytucji i Placu Trzech Krzyży z metalowymi rurami i drewnianymi pałkami siejąc postrach wśród przypadkowych przechodniów, to właśnie ci niemieccy lewacy? Czy to Niemcy trzymali transparenty Obozu Narodowo-Radykalnego z krzyżami celtyckimi, które jak wiadomo używane są w zastępstwie zakazanej swastyki?…

W obliczu serwowanych nam przez media i polityków populistycznych spekulacji nacechowanych szowinistyczną propagandą antyniemiecką, przestaje być dziwnym fakt

społecznego przyzwolenia na odbywanie się pochodów w stylu Marszu Niepodległości. Oficjalna scena polityczna mówi o „demokracji”, która rzekomo wymaga zezwalania na głoszenie wszelkiego rodzaju poglądów czy propagowanie każdego typu zachowań, nawet tych, które definitywnie przeczą jakiejkolwiek demokratycznej idei. Międzynarodowa opinia publiczna, dotychczas często nierozumiejąca skrajnie konserwatywnych i radykalnie fundamentalistycznych tendencji, jakie mają miejsce w Polsce, niedługo zacznie z pewnością dostrzegać to, o czym my mówimy od dawna. Chodzi mianowicie o problem panowania w tym kraju faszystowskiego układu, który generują politycy, podtrzymują media, propagują nacjonalistyczni aktywiści i prawicowi celebryci oraz eskalują na ulicach stadionowi chuligani. Policja jest tu siłą pokazową, która dla podtrzymania błędnego koła kierowana jest do tłumienia zamieszek dopiero wtedy, gdy nad głowami ludzi latają kamienie, płoną samochody, bici są zwykli przechodnie. Czy nikt nie mógł przewidzieć tego co stanie się w Warszawie, gdy na Placu Konstytucji zbierze się chuligańsko-narodowa hołota?

Zniszczone zostało centrum stołecznego miasta, dziesiątki ofiar znalazło się w szpitalach, Polska stała się obrazem cywilizacyjnej nędzy i społecznej rozpaczy na arenie międzynarodowej po tym jak zadymiarze wybijający się z tłumu skupionego wokół manifestacji narodowej dumy i siły raczyli pokazać swoje prawdziwe oblicze. Zważywszy na to, że powstałe szkody zostaną pokryte z pieniędzy publicznych, wydarzenia te zdają się być na rękę panującej władzy. Otóż pojawił się pretekst do zaostrzenia rygorów i sankcji prawnych dotyczących organizowania zgromadzeń publicznych i szeroko rozumianego życia społecznego. Już padają propozycje wprowadzenia zakazów maskowania twarzy, zakazów równoległego organizowania dwóch manifestacji w jednym miejscu, zwiększenia uprawnień funkcjonariuszy państwowych, wzmożenia kontroli środowisk organizujących wydarzenia potencjalnie zagrażające bezpieczeństwu publicznemu itp. Z drugiej strony, opozycja ma okazję do obarczania winą koalicji rządzącej, a koalicja rządząca zarzuca opozycji podburzanie i prowokowanie manifestantów. Wieczorne wydanie Wiadomości 12 listopada, podpierając się tendencyjnymi wypowiedziami Kaczyńskiego i Gowina, przywołuje incydent rzekomego oplucia jednego z członków grupy przebranej za kawalerzystów napoleońskich przez niemieckiego anarchistę. Toż to Niemiec opluł Polaka! W obliczu tego, że kilka ulic dalej tysiąc Polaków atakowało parę tysięcy innych Polaków kamieniami, butelkami i płytami chodnikowymi, podpalało im samochody i wybijało szyby, to faktycznie poważne zajście… Następna okazja do odwrócenia uwagi od istoty całej sprawy i rzeczywistej przyczyny zaistniałych zajść. Tuba propagandowa nie spuszcza z tonu, padają głośne pytania: „Kto ich tutaj zaprosił?”, „Po co Niemcy na polskim święcie niepodległości?”… Populistyczna prawica żeruje na niedoinformowanym tłumie odbiorców, tłum odbiorców zasypuje komentarzami główne portale i fora internetowe, rośnie fobia antyniemiecka i anty-„lewacka”, rosną nastroje szowinistyczne, pojawiają się faszyzujące wypowiedzi oraz pomysły zorganizowania silnego państwa utrwalanego przemocą, stworzenia bezwzględnego sądownictwa egzekwującego prawo siłą i terrorem… – cel wspomnianego faszystowskiego układu polityczno-medialnego powoli zostaje osiągnięty, wnioski na przyszłość wyciągnięte: „Nie zapraszać Niemców!”, „Zakaz zasłaniania twarzy!”…i w zasadzie tyle.

"Faszystowska świnio, twoi ideowi poprzednicy już tu byli - nie pozwolimy na odrodzenie się waszych idei"

Programy informacyjne, mówiąc o tym, że jeden z Niemców opluł jakiegoś Polaka, praktycznie nie wymieniają żadnych innych incydentów, w których mieliby brać udział napiętnowani „chuligani z Niemiec”. Czyżby za wspomniany wyczyn jednego Niemca aresztowano jeszcze 91 innych? Dlaczego mainstreamowi dziennikarze nie wyjaśniają w pełni okoliczności zatrzymania całej kilkudziesięcioosobowej grupy niemieckich antyfaszystów? Nikt z nich nie mówi o tym, że zatrzymanie to miało miejsce około południa, czyli na parę godzin przed rozpoczęciem ulicznych burd. Właśnie wówczas w okolicach Placu Trzech Krzyży biegały uzbrojone grupy agresywnych nacjonalistów, nie pozwalające na swobodne poruszanie się po okolicy. Grupy owe siały spustoszenie i postrach w pobliskich restauracjach i innych miejscach użytku publicznego. Nie sposób było zatem przechodzić tamtędy w pojedynkę, czy nawet małą grupą. Przyjezdni skupili się więc w większej grupie, jednak nie uchroniło to ich przed nacjonalistycznym atakiem ze strony „prawdziwych Polaków”. Ponieważ policja oczywiście nie była w stanie zapewnić na ową chwilę wystarczającego bezpieczeństwa zwykłym przechodniom, każdy musiał bronić się sam. Zanim jeszcze ścierające się grupy (atakujących narodowców i broniących się antyfaszystów) zostały rozdzielone, jedna z niemieckich antyfaszystek była okładana kolbą od karabinu przez wspomnianego uczestnika napoleońskiego oddziału rekonstrukcyjnego, który nie wiedzieć czemu krzyczał: „Won szkopy!”. Grupa niemieckich aktywistów podążając dalej w kierunku centralnego punktu obchodów została zatrzymana przez policyjny oddział prewencji, którego nieuświadomiony dowódca nie zdając sobie sprawy co dokładnie zaszło kilka ulic wcześniej oraz kto jest winny temu, że doszło do wspomnianego zajścia, wydał rozkazy aresztowania Niemców. Mało kto wspomina o owym bezpodstawnym zaatakowaniu przez policję na ul. Nowy Świat grupy spokojnie idących aktywistów z Niemiec i o okrzykach dowódcy policjantów mających treść: „Brać Niemców, Polacy co jest z wami?”.

Mało kto mówi o masowych kontrolach autokarów zmierzających do Warszawy i powracających z niej, o przymusowym przeszukiwaniu, filmowaniu twarzy i nieuzasadnionym legitymowaniu działaczy antyfaszystowskich oraz o jednoczesnym względnym braku reakcji na autokary pełne pijanych narodowców. Dlaczego nikt nie wspomina faktu, że policja nie reagowała wystarczająco szybko, gdy członkowie organizacji Combat 18 (Combat Adolf Hitler) atakowali manifestantów zgromadzonych w blokadzie na ul. Marszałkowskiej i od początku źle zabezpieczała cały teren, skupiając się przede wszystkim pod kancelarią Prezesa Rady Ministrów? Wygląda na to, że całe zamieszanie wokół „zadymiarzy z Niemiec” zostało wywołane dla odwrócenia uwagi od rzeczywistej istoty i przyczyny zamieszek mających miejsce 11 listopada 2011 w Warszawie. Czyżby przyjazd niemieckich antyfaszystów do Polski stał się wygodną okolicznością i łatwym wytłumaczeniem dla polityków i samorządowców, którzy nie byli w stanie, a może po prostu nie chcieli zapewnić wystarczającego bezpieczeństwa w centrum stolicy? To właśnie oni – przedstawiciele władzy – doprowadzili do tego co się stało. To oni zezwolili na legalizację Marszu Niepodległości, dopuszczając tym samym do pojawienia się w Warszawie agresywnych grup faszystowskich bojówkarzy. Skoro niemieccy aktywiści byli obserwowani i kontrolowani od momentu wjazdu na teren RP, a nawet wcześniej, to dlaczego polskie władze nie wykazały się wystarczającą przewidywalnością i zapobiegliwością wobec faszystów? Należy wyraźnie podkreślić fakt, że to nie Niemcy, a polscy nacjonaliści zdemolowali Plac Konstytucji i jego okolice.

Bezpodstawnie zatrzymani niemieccy aktywiści od kilku godzin siedzieli już wtedy w aresztach, nie mogli wobec tego być w tym czasie na miejscu zamieszek. Nie ponoszą więc winy za to, że do nich doszło. Pośrednio dowodzi tego choćby fakt, że większość z zatrzymanych Niemców została wypuszczona bez postawienia żadnych zarzutów, co do reszty – sądy wstrzymały dochodzenie ze względu na brak dowodów i świadków. Skazani jak na razie są wyłącznie faszyzujący kibole i bojówkarze nazistowscy. Czyżby niemieckim „zadymiarzom” darowano winy? Nie – niemieccy „zadymiarze” okazali się nie być żadnymi zadymiarzami, bo w istocie – nie zrobili nic złego. W każdym razie jak dotychczas nikt nie jest w stanie czegokolwiek im udowodnić. Stali się jednak niestety ofiarami prawicowej nagonki i medialnej propagandy, które chcą ukryć winę niekompetentnych władz, złośliwych szowinistów w osobach uczestników Marszu Niepodległości oraz niewyżytych bandytów w osobach kiboli. W niedzielny wieczór 13 listopada redakcja Onet.pl przywołała na swojej głównej stronie kwestię aresztowania Niemców na długo przed zamieszkami odbywającymi się na Placu Konstytucji, jednak zrobiono to w ten sposób, aby osoby czytające tę informację miały wrażenie, że zdarzyło się tak wyłącznie w opinii niemieckich antyfaszystów. Napisano mianowicie: „Niemieccy antyfaszyści TWIERDZĄ, że podczas zamieszek od kilku godzin byli już w areszcie”. Wystarczy przeczytać komentarze pod tym artykułem, żeby przekonać się jaki był cel stworzenia tak brzmiącego tytułu. Jak już wielokrotnie zauważaliśmy, specyfiką polskich mediów głównego nurtu jest najpierw obrzucanie gównami i błotem niewinnych ludzi, a potem – gdy mit jest już wystarczająco zadomowiony w opinii publicznej – niezręczne odkręcanie sprawy, często w sposób skandaliczny i żenujący.

Mamy XXI wiek, a w tym kraju ciągle klasyfikuje się ludzi na dobrych i złych ze względu na kraj, z którego pochodzą. Ciągle na siłę forsuje się przekonanie, że w Polsce Polak jest zawsze dobry i niewinny, źli są zawsze obcokrajowcy, którzy przyjeżdżają choćby na obchody polskiego święta niepodległości, żeby zakłócić jego przebieg, bić Polaków, wzniecać chaos i zamieszki. Zakrawa to na skandal skali międzynarodowej. W żadnym normalnym społeczeństwie coś takiego nie mogłoby mieć miejsca. Polska rzeczywistość nie pozwala nam jednak zapomnieć, że nie żyjemy w kraju normalnym. Ten kraj jest przesycony ksenofobią oraz konserwatywno-narodowymi atawizmami i frustracjami, które przynajmniej raz do roku wybuchają na ulicach Warszawy. W tym roku prawicowi populiści mieli na kogo zwalić winę. Wszystkiemu winni mają być Niemcy i inni wichrzyciele z zagranicy.

I tak, po raz kolejny przychodzi nam wyciągnąć smutne wnioski. Politycy zasiali nienawiść, media znalazły i nagłośniły sensację, kibole się wyżyli, środek miasta zniszczony, społeczeństwo nakarmione chorobliwym bełkotem, wzmożona niechęć do „obcych”, są podstawy aby zwiększyć uprawnienia policji, zakazać blokowania faszystowskich przemarszów, nieświadomi podatnicy zapłacą za straty…oto właśnie polskie święto niepodległości. Zastanówmy się tylko kto i komu/czemu nie-podlega? Otóż zdaje się, że dające się manipulować społeczeństwo tego kraju nie podlega jeszcze w stopniu wystarczającym ludzkiemu zdrowemu rozsądkowi oraz umiejętności obiektywnego myślenia i analizowania faktów bez konieczności podpierania się obłędnymi opiniami.

Pozostaje w tym miejscu wyrazić serdeczne podziękowania i solidarność z naszymi przyjaciółmi, aktywistami i aktywistkami ze wszystkich zakątków Polski, a w szczególny sposób z działaczami antyfaszystowskimi przybyłymi z zagranicy, zwłaszcza owymi 92 zatrzymanymi obywatelami i obywatelkami Niemiec oraz 3 pozostałymi z innych krajów. Jako anarchiści nie uznajemy granic nakreślonych przez polityków, nie są w stanie podzielić nas bariery narodowe, nie uznajemy przynależności państwowych – wszyscy jesteśmy ludźmi i otwarcie, wspólnymi siłami walczymy z faszyzmem w każdym miejscu i każdym czasie. Faszyści po raz kolejny nie przeszli zaplanowaną trasą, pod ochroną policji przedostali się inną drogą pod pomnik swojego bandyckiego szowinistycznego wzoru „prawdziwego Polaka”. Cieszmy się choćby z tego, że ich plany nie wypaliły, a wypierając się swoich bojówkarzy skompromitowali się w naszych oczach oraz sami przed sobą. Pamiętajmy, że byliśmy, jesteśmy i zawsze będziemy razem, solidarni wobec siebie i przeciwko faszyzmowi. Blokowaliśmy, blokujemy, blokować będziemy! NO PASARAN!

Z.-FAL

Źródło: raf.la.org.pl

Dyskusja