Marliere: Narodziny podklasy

Katarzyna Falęcka, Krytyka Polityczna: Czy można powiedzieć, że Wielka Brytania jest bardziej narażona na brutalne protesty niż inne kraje europejskie?

Prof. Philippe Marlière: Nie wydaje mi się, żeby Wielka Brytania była bardziej podatna na takie protesty ze względu na jakieś predyspozycje kulturowe lub ludzkie. Do takiego zasięgu i intensywności ostatnich wydarzeń przyczyniły się jednak tutejsze warunki społeczno-ekonomiczne, a także sytuacja polityczna. Łatwo potępiać ten wybuch przemocy, pęd do kradzieży i niszczenia cudzej własności, lecz jeśli chcemy zrozumieć, skąd się ta przemoc wzięła, musimy rozważyć szerszy kontekst i wziąć pod uwagę różne czynniki.

W jaki sposób czynniki społeczne i ekonomiczne wpłynęły na brutalizację protestów?

Obecne zamieszki w pewnym stopniu przypominają zamieszki w Brixton z początku lat 80., które zbiegły się z ograniczaniem wydatków przez rząd Margaret Thatcher. Cięcia budżetowe, które przeprowadzono ostatnio na dużą skalę we wszystkich obszarach pomocy społecznej, stały się już odczuwalne i szczególnie mocno wpłynęły na osoby znajdujące się w złej sytuacji ekonomicznej. Wymownie zwracano uwagę na to, że niektórzy z uczestników zamieszek pochodzili z klasy średniej, jednak znacząca większość pochodziła z ubogich grup społecznych. Widać tu czytelną zależność pomiędzy cięciami wydatków publicznych a rozruchami. Pracownicy socjalni, którzy najlepiej znają tych młodych ludzi, nieustannie zwracają uwagę na istniejącą zależność pomiędzy ubóstwem i brakiem perspektyw w ich życiu. Jednym z największych błędów obecnego rządu było zamknięcie wielu ośrodków dla młodzieży, które były praktycznie jedynym miejscem, gdzie mogli się oni spotykać, przebywając jednocześnie pod nadzorem pracowników socjalnych. Ale to jest wyjaśnienie krótkoterminowe. Prawdziwym problemem jest pogłębiająca się przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi – zjawisko widoczne we wszystkich krajach zachodnich, ale te podziały są silniejsze w Wielkiej Brytanii, niż choćby we Francji lub Niemczech.

Od początku XX wieku Wielka Brytania była postrzegana jako kraj bogaty, ale jednocześnie o wielkich nierównościach społecznych.

Anglia ma długą historię jaskrawych podziałów klasowych. To nigdy nie był kraj otwarty na idee socjalistyczne lub republikańskie. Społeczeństwo brytyjskie do dziś pozostaje społeczeństwem klasowym, jest to miejsce gdzie klasy się nie mieszają, a ludzie mają bardzo silne poczucie przynależności do swoich społecznych korzeni. My zawsze sławiliśmy multikulturalizm, który do pewnego stopnia się sprawdza, ale ma również swoje słabości. Londyn jest dobrym przykładem miasta, w którym różne grupy etniczne żyją obok siebie, ale nie wchodzą ze sobą w interakcje. W Londynie często można też spotkać budynki komunalne na końcu spokojnej i zielonej ulicy zamieszkałej przez klasę średnią, tylko że ci „sąsiedzi” nawet nie rozmawiają ze sobą. Taki układ sprawdza się na ogół w czasach wzrostu ekonomicznego, lecz może okazać się zgubny w czasie recesji.

Cameron twierdzi, że uczestnicy tych zamieszek nie mają „ani moralności, ani zasad, ani rodziców”, ale unika analizy głębszych przyczyn tych wydarzeń. Czy te cztery dni jeszcze bardziej podważą jego pozycję jako przywódcy, czy raczej wykreują jego bohaterski wizerunek jako obrońcy narodu?

Z punktu widzenia Camerona zamieszki są „aktem barbarzyństwa” i „zwykłą przestępczością”. Niektórzy zabrani do aresztu rzeczywiście popełnili poważne wykroczenia, ale niektórzy po prostu głupio dołączyli się do tłumu i ukradli jakieś drobiazgi. Pewien student, wracając w nocy od swojej dziewczyny, ukradł dwie butelki wody warte trzy i pół funta, za co został skazany na 6 miesięcy więzienia. Cameron musi teraz przekonać swój elektorat, że jest w stanie kontrolować przemoc, jednak nikt nie wykazuje zainteresowania, by pochylić się nad prawdziwymi przyczynami pojawienia się tej przemocy. Rząd musiałby wtedy przyznać, że jego polityka jest nieskuteczna i zawiodła część społeczeństwa, a także przedsięwziąć radykalne zmiany.

To bardzo kuszące – nazwać wszystkich zaangażowanych w zamieszki „przestępcami”, zapełnić nimi więzienia i wyrzucić klucze, by już nigdy ich nie zobaczyć. Może faktycznie nie mają zasad moralnych. Może ich rodzice naprawdę nie potrafią ich przypilnować. Rzucało się jednak w oczy, że wielu z nich okradało i niszczyło cudzą własność, nie okazując żadnego strachu, tak jakby nie mieli nic do stracenia. Dla niektórych groźba pójścia do więzienia nie stanowi już czynnika odstraszającego. To pokazuje, jak bardzo wyalienowani stali się niektórzy z tych młodych ludzi.

Żyją w społeczeństwie konsumpcyjnym, gdzie są codziennie bombardowani reklamami, jednak większość z nich nie może sobie pozwolić na ten luksusowy styl życia, którym wydają się tak zafascynowani.

To zabawne, ale zarówno poprzedni, jak i obecny rząd od lat powtarzają, że świadectwem osobistego sukcesu jest posiadanie różnych dóbr, między innymi tych gadżetów, które młodzi ludzi kradli ze sklepów. Jak wiemy, siła kapitalizmu leży w wytwarzaniu nowych dóbr i usług, których na ogół nikt nie potrzebuje, ale kapitalizm nakłania nas do ich kupna. W tak konsumpcyjnym i materialistycznym społeczenstwie jak nasze, jeśli nie jesteś w stanie kupować, jesteś postrzegany jako wyrzutek i nieudacznik.
Niektórzy młodzi ludzie dostrzegli w zamieszkach i kradzieżach okazję by „poczęstować się” produktami, których w przeciwnym razie nie mogliby kupić. Protekcjonalny ton klasy średniej, krytykującej rzekomo konsumpcyjną postawę uczestników zamieszek, pokazuje tylko, jak niewiele wiedzą jej członkowie o socjalno-ekonomicznych warunkach, w jakich żyją w Londynie ich biedniejsi sąsiedzi.

W jaki inny sposób ci młodzi ludzie mogą wyrazić swoje niezadowolenie?

Twierdzi się, że nie można uznać tych zamieszek za „polityczne”, ponieważ nie stała za nimi żadna spójna idea łącząca uczestników. Nie zgadzam się z tym poglądem. Oczywiście nie wydaje mi się, żeby te zamieszki miały jakieś przesłanie polityczne i nie porównałbym ich do protestów studentów i związkowców z wiosny tego roku, jednak brak jasno wyartykułowanych żądań wcale nie oznacza, że były one całkowicie apolityczne.

Oczywiście nie można wymagać od tej młodzieży, która jest w większości źle wyedukowana i pozbawiona możliwości, aby stworzyła nową partię polityczną lub organizowała demonstracje jak studenci z klasy średniej. Oni nie rozumieją politycznego establiszmentu czy nawet wyborów, ani też nie są nimi zainteresowani, bo postrzegają siebie jako wyrzutków pozbawionych swojego miejsca w społeczeństwie. Rozumieją za to, że ten świat nie jest dla nich, ten świat ich nie wspiera. Ktoś może powiedzieć: jesteśmy w Wielkiej Brytani, w bogatym kraju, który pomaga wszystkim swoim obywatelom. Możliwe, ale należy pamiętać, że brytyjskie państwo opiekuńcze dramatycznie się skurczyło przez ostatnie trzydzieści lat, a do tego dochodzą, ujawnione ostatnio, wielkie polityczne skandale.

Czytałem niedawno artykuł mówiący o tym, że Brytyjczycy są narodem złodziei, tylko każdy kradnie na inny sposób. Mamy bankierów rabujących astronomiczne kwoty z publicznych pieniędzy, którym uchodzi to płazem. Mamy też parlamentarzystów wplątanych w skandal z wydatkami, który wybuchł ponad rok temu. To naprawdę zabawne, że niektórzy posłowie nawołujący do surowego ukarania młodych uczestników zamieszek, to ci sami posłowie, którzy nieuczciwie rozliczali się ze swoich wydatków służbowych. Część posłów została ukarana, ale większość uniknęła jakichkolwiek konsekwencji.

Młodzi ludzie biorący udział w zamieszkach rozumieją, że ten świat, a szczególnie świat polityki, jest im obcy. Posunąłbym się nawet do stwierdzenia, że jest przed nimi całkowicie zamknięty.

Iain Duncan Smith, były przewodniczący Partii Konserwatywnej, stwierdził, że Wielka Brytania jest świadkiem powstawania „podklasy”.

Przynależność do „podklasy” nie jest kwestią decyzji, po prostu stajesz się jej członkiem. Oznacza to bycie poza jakimikowiek społecznymi strukturami i formami reprezentacji. Twierdzenie, że osobom biednym po prostu podoba się otrzymywanie zasiłków od państwa, jest oburzające. Należy pamiętać, że ludzie mogą dokonywać wyborów i podejmować próby poprawy swojej sytuacji, ale tylko do pewnego momentu. Wybór jest luksusem zamożnych i wyedukowanych. Trzeba posiadać odpowiednie umiejętności, by dokonywać wyboru między różnymi opcjami. W większości przypadków to majątek pozwala na dokonywanie wyborów, oczywiście tych właściwych.

Powstawanie podklasy jest rezultatem dekad zaniedbań ze strony kolejnych rządów. W głośnym wywiadzie dla BBC z 2001 roku Tony Blair stwierdził, że jego rząd poprawił warunki życia zarówno bogatych, jak i biednych. Kiedy prowadzący wywiad zwrócił uwagę na to, że za jego kadencji bogaci stali się niewyobrażalnie bogatsi, a biedni otrzymali tylko odrobinę pieniędzy, Tony Blair odpowiedział, że to nie ma znaczenia, bo przecież nie każdy musi być bogaty!

Od czasu rządów Blaira ta przepaść jeszcze się pogłębiła, szczególnie po ostatnich cięciach budżetowych. Osiągneliśmy obecnie stan „zdziczałego kapitalizmu”, w którym bogaci mają pewność, że staną się jeszcze bogatsi, a biedni zdaje się, że nie mają innej opcji niż tylko stać się jeszcze biedniejszymi. Państwo już nie pomaga tym, którzy pochodzą z biednych rodzin lub utknęli w niebezpiecznych dzielnicach. To jest to, co neoliberałowie – zarówno spod znaku Thatcher, jak i Blaira – nazywali „niezależnością jednostek”. Natomiast ja widzę w tym powrót do okrutnego i głęboko niesprawiedliwego społeczeństwa, jakie mieliśmy w wiktoriańskiej Anglii. Dzisiejsi uczestnicy zamieszek to nowa „niebezpieczna klasa”, jak ta z czasów sprzed państwa opiekuńczego. Pojawiła się całkowicie nowa kultura, pozbawiona empatii i sympatii dla tych, którzy dzień po dniu walczą o przetrwanie.

W międzyczasie David Cameron powinien nam wyjaśnić, dlaczego to zawsze w krajach o największych nierównościach społecznych (jak USA lub Wielka Brytania) dochodzi do takich drastycznych i brutalnych form protestów, a nie, na przykład, w krajach skandynawskich. Budowa bardziej egalitarnego społeczeństwa byłaby w tym momencie słusznym wyjściem z sytuacji – jedynym możliwym wyjściem. Niestety nie potrafię wyobrazić sobie tego rządu ani tej beznadziejnej labourowskiej opozycji, podejmujących w najbliższym czasie próby rozwiązania problemu nierówności.

przełożyła Magdalena Chojnowska


*Philippe Marlière jest profesorem na University College London. Zajmuje się europejską socjaldemokracją, ruchami społecznymi i francuską teorią społeczną. Jest publicystą „Guardiana ”  i bloguje dla Rue89, najważniejszej francuskiej gazety internetowej.

Źródło: krytykapolityczna.pl

Dyskusja