Niewypłacalność Grecji: gra w euro-cykora?

Tłumaczenie tekstu opublikowanego przez portal anarkismo.net przed podpisaniem kolejnego „pakietu ratunkowego” dla Grecji.

Duży zły wilk z Europejskiego Banku Centralnego Wielki zły wilk sapie i dmucha tak długo, ale trzy małe świnki (PIGS) nie pokazują, że zamierzają się poddać. Za spektaklem greckiego ludu buntującego się przeciw rządowi i centralnym mocarstwom w Unii Europejskiej przewija się historyczny cień – cień Jugosławii.

Dziś, Grecja znajduje się pod presją Europejskiego Banku Centralnego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego, które wstrzymują wypłatę kolejnej transzy tzw. „pomocy” uzgodnionej w zeszłym roku. Wypłata 12 miliardów euro miała już nastąpić w czerwcu. Bez niej, Grecja nie będzie mogła spłacić istniejących zobowiązań finansowych wynikających z obligacji wygasających w dniu 15 lipca.

Celem szantażu jest zmuszenie aktualnego rządu i całej greckiej klasy politycznej do przeprowadzenia rozbójniczego programu prywatyzacji i cięć socjalnych, pod dyktando centralnych państw euro-strefy, wbrew jasno wyrażanemu sprzeciwowi większości greckiego społeczeństwa, co widoczne było na ulicach w ciągu ostatnich tygodni.

Jednak to coś więcej niż manewry polegające na straszeniu katastrofalnymi konsekwencjami upadku euro, którymi wypełnione są wiadomości TV. Wyraźnie widać podział, co do metod radzenia sobie z kryzysem pomiędzy Francją, a Niemcami – najsilniejszymi krajami euro-strefy, pomiędzy tymi krajami a EBC, oraz pomiędzy europejskimi instytucjami, a MFW. Nieporozumienie pomiędzy głównymi mocarstwami spowodowały wzrost niepewności, który zmienił sztucznie wywołany kryzys na realny kryzys całej euro-strefy.

Najpierw musimy jednak omówić warunki, które doprowadziły do narzucenia Grecji takiego reżimu przez tzw. „trojkę”, czyli EBC/UE/MFW. Później przyjrzymy się przyczynom napięć pomiędzy krajami centrum, a na koniec możliwym konsekwencjom grożącym, gdyby gra w cykora skończyła się czołowym zderzeniem, zamiast uległości greckiego społeczeństwa i innych świnek (PIGS).

Kryzys kredytowy

Kryzys kredytowy z 2007-2008 r. zakończył się kompletnym wyschnięciem między-bankowych pożyczek w październiku 2008 r. W konsekwencji, Europejski Bank Centralny zaczął kredytować niewypłacalne banki strefy euro (zarówno w państwach centralnych, jak i peryferyjnych), bez zadawania zbędnych pytań. Był to środek tymczasowy. Gdy ryzyko implozji całego systemu finansowego zmalało w 2009 r., a jednocześnie deficyty państwowe osiągnęły niebezpieczne rozmiary w wyniku ratowania niewypłacalnych banków, EBC zaczął zabezpieczać krótkoterminowe pożyczki dla banków zabezpieczając je innymi aktywami. Tymi aktywami były dodatkowe obligacje, które musiały zostać wyemitowane przez poszczególne państwa. W ten sposób miała zostać pokryta dziura w budżecie, którą spowodował spadek dochodów związany z utratą pracy przez pracowników i przez wycofanie środków z obrotu przez klasę kapitalistów, oraz rosnące koszty zasiłków dla nowych bezrobotnych. Pieniądze wycofane przez klasę kapitalistów musiały zostać zastąpione pieniędzmi państwowymi.

Wspomniane obligacje, jak np. w przypadku Irlandii, miały 8% oprocentowanie. Obligacje były skupowane przez banki, takie jak AIB i BOI za np. 5 miliardów euro. Te obligacje były następnie wykorzystywane jako zabezpieczenie pożyczki na ich zakup. Pożyczki w wysokości 5 miliardów euro udzielał Europejski Bank Centralny – z oprocentowaniem rzędu 1%. A więc banki zarabiały na tym na czysto 7% (kosztem społeczeństwa). Tak zwany „kryzys państwowego długu” w rzeczywistości jest od początku do końca kryzysem bankowym. Początkowe gwarancje bankowe i zastrzyki gotówki od państwa w przypadku Irlandii wynosiły od 70 do 90 miliardów euro. Także teraz, państwowy budżet traci ogromne sumy z powodu wysokiego oprocentowania swoich obligacji.

Oznacza to, że banki w peryferyjnych krajach, takich jak Irlandia, Portugalia i Grecja, które zostały wyparte z międzynarodowego rynku pożyczkobiorców, posiadają ogromne zasoby obligacji państwowych, które właściwie należą do EBC jako zabezpieczenie pożyczek dla tych banków. Przypomnijmy sobie jednak, dlaczego w ogóle doszło do bankructwa banków w krajach peryferyjnych.

Bankructwo banków w krajach peryferyjnych jest konsekwencją wielkiego napływu pieniędzy pochodzących z banków, funduszów emerytalnych i firm inwestycyjnych krajów centralnych w okresie od powstania strefy euro do krachu w 2008 r. Pieniądze płynęły do krajów peryferyjnych z powodu szybszej stopy wzrostu w tych krajach (związanej ze spodziewanym akcesem do strefy euro), oraz perspektywą lepszych zwrotów z inwestycji, niż w krajach centralnych, nadal pogrążonych w stagnacji po zjednoczeniu Niemiec. Powodem dla którego rządzące kliki w Irlandii, Grecji i innych PIGSach nie pozwoliły na bankructwo banków jest to, że spowodowałoby to straty dla banków w Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech. A przecież nasza lokalna klasa kapitalistów jest całkowicie zależna od kapitału pochodzącego z tych źródeł.

Kryzysowy zawrót głowy

Niezdolność do spłaty obligacji wyemitowanych przez peryferyjne kraje, takie jak Grecja, stawia EBC w bardzo niewygodnej sytuacji. Po pierwsze, bank centralny może sam stać się niewypłacalny, gdyż te obligacje były skupowane podczas przeszłych prób stabilizacji cen, oraz są dla banku centralnego zabezpieczeniem pożyczek dla innych banków, figurującym po stronie „ma”.

Dla banku centralnego to nie jest aż taki problem, gdyż zawsze ma możliwość wydrukować więcej pieniędzy. Jednak problem jest natury politycznej. Jest to właściwie ten sam scenariusz, który zakończył się rozpadem byłej Jugosławii w latach 90’tych.

Echa Jugosławii

Mały powrót do przeszłości: na początku lat 90’tych Jugosławia słaniała się pod naciskiem planu oszczędnościowego narzuconego przez MFW (podczas Zimnej Wojny MFW finansowało Jugosławię, by utrzymać kraj z dala od wpływów ZSRR z powodów politycznych). Federacja składała się z nieefektywnej części opartej na ciężkim przemyśle wzorowanym na modelu sowieckim, która skoncentrowana była w Serbii, oraz z części która zachowywała płynność finansową: Słowenii i Chorwacji. Serbski prezydent Milosevic nie był w stanie finansować policyjnych represji wobec pracowników sektora publicznego, którzy urządzali zamieszki z powodu braku wypłat, gdyż policjanci przyłączyli się do zamieszek. W tej sytuacji, Milosevic wykorzystał swoją kontrolę nad bankiem centralnym, by dodrukować dinary i zapłacić pracownikom sektora publicznego i policjantom.

Słowenia i Chorwacja (sprawa Bośni wypłynęła później) potraktowały to jako bezpośredni transfer bogactwa z tych krajów do Serbii – poniekąd słusznie. Stało się to pretekstem do ich wystąpienia z Jugosławii, przy poparciu Niemiec. Serbia walczyła o utrzymanie regionów, które dokonały secesji, próbując odtworzyć Jugosławię jako swoje imperium, ale okazało się to militarnie i ekonomicznie niewykonalne.

Kto sieje burzę, zbiera wiatr. W pewnym sensie. Najwięksi poplecznicy secesji Chorwacji – Niemcy, Francja i EBC, sami są dziś w takiej sytuacji jak była Jugosławia – przynajmniej na pewnym poziomie. Gdyby EBC zaczął drukować euro, by pokryć straty na obligacjach krajów peryferyjnych, oznaczałoby to faktyczny transfer bogactwa z krajów centralnych z nadwyżkami, do obecnie zbankrutowanych krajów peryferyjnych.

Tak przynajmniej widzą to coraz bardziej eurosceptyczne prawicowe siły polityczne w “północnych” krajach, takich jak Niemcy, Benelux, Finlandia i inne. Dlatego prawicowi politycy coraz głośniej domagają się zakończenia realizacji kolejnych „planów ratunkowych” dla Grecji i innych PIGSów. Pomimo, iż tak naprawdę, „plany ratunkowe” są tak zaprojektowane, by chronić oszczędności w krajach centralnych przed stratami wynikającymi z krachu. W tym sensie, jak to ujął jeden z komentatorów, pomysł, by Grecja stała się kolejnym „Lehman Brothers” jest niedorzeczny. Straty są takie same, z tą różnicą, że interwencja spowodowała przeniesienie strat z ksiąg rachunkowych banków do ksiąg rachunkowych budżetów państwowych. Oczywiście popularne brukowce w państwach północnych lubią podkreślać, że straty zaksięgowane na konto państw peryferyjnych są w całości wynikiem działań samych PIGSów. Ale przecież nowoczesne finanse i skomplikowane funkcjonowanie wzajemnie powiązanych kapitałów nigdy nie były domeną brukowców.

Może się to wydać niewiarygodne, ale faktyczna suma greckiego długu jest stosunkowo dość mała. To około 340 miliardów euro, co może brzmi jak wielka suma, ale nie jest to nie do przełknięcia na skalę europejską. Jak już było wyjaśnione wyżej, nie jest to oczywiście tylko kwestia ekonomii. Ale w kategoriach monetarnych, nawet jeśli „zagrożona wartość” jest niska, tak jak w przypadku Lehman Brothers, reperkusje mogą być bardziej groźne.

Efekt domina instrumentów pochodnych

Groźba efektu domino spowodowanego przez instrumenty pochodne służące do przenoszenia ryzyka kredytowego (tzw. „Credit Default Swaps” czyli CDS [CDS jest umową, w ramach której jedna ze stron transakcji w zamian za uzgodnione wynagrodzenie zgadza się na spłatę długu należnego drugiej stronie transakcji od innego podmiotu – podstawowego dłużnika – w przypadku wystąpienia uzgodnionego w umowie CDS zdarzenia kredytowego (w praktyce zdarzeniem tym jest niespłacenie podstawowego długu przez podstawowego dłużnika) – przyp. tłum.]) pojawiła się znowu. Nie chodzi tu nawet o CDSy oparte na greckich obligacjach skarbowych, których wartość na rynku publicznym wynosi jedynie 5 miliardów euro. Choć więcej może być w obrocie na prywatnym rynku OTC, całkowita wartość obligacji w obrocie raczej nie jest o wiele większa, gdyż więksi inwestorzy, jak fundusz hedgingowy Macro z coraz większą podejrzliwością odnosiły się do skłonności UE do manipulowania zdarzeniami kredytowymi [których spełnienie się wymusza realizację obietnicy spłaty długu przez stronę umów CDS – przyp. tłum]. Jak już zostało powiedziane, jest to bardziej kryzys bankowy. Pożyczki płynące z banków z krajów centralnych do banków z krajów peryferyjnych zostały oplecione pajęczyną instrumentów CDS.

Widmo “epidemii” krąży po europejskich salonach. Upadek greckich banków spowodowany przez ich niewypłacalność, mógłby mieć reperkusje dla garstki globalnych banków, które sprzedają 95% wszystkich instrumentów CDS na międzynarodowym rynku finansowym. Te giganty są tak ściśle ze sobą powiązane, stanowiąc dla siebie wzajemną gwarancję, że upadek któregokolwiek z tych banków mógłby spowodować upadek pozostałych, jak w grze w kręgle. Inne powiązania finansowe krajów PIGS z resztą UE i światowego systemu finansowego mogą spowodować, że upadek w Grecji mógłby stać się równie poważny, co wstrząsy spowodowane problemami AIG w 2008 r.

Od początku roku było jasne, że “plan ratunkowy” uzgodniony w maju będzie trwać aż do początku 2012 r., a więc zajdzie konieczność uzgodnienia drugiego planu. Podczas negocjacji dotyczących drugiego planu, powstały różnice pomiędzy jedną frakcją, czyli Francją i EBC, oraz drugą frakcją, czyli administracją Angeli Merkel. Niemcy naciskały, by część kosztów pomocy ponieśli prywatni wierzyciele posiadający greckie obligacje skarbowe, za pomocą przymusowej wymiany obecnych obligacji na obligacje z opóźnionym o 7 lat okresem spłaty.

Zamieszki otrzeźwiają

Zamieszki w Grecji, które miały miejsce podczas strajku generalnego, spowodowały, że rząd Niemiec szybko postanowił, że konieczny jest zjednoczony front państw centralnych. Merkel i Sarkozy spotkali się w Berlinie, by oznajmić, że zeszli ze ścieżki wojennej i że wyrzucono do kosza plan ministra finansów Schauble’a, polegający na przeniesieniu strat na wierzycieli posiadających obligacje. Jednak nie wszystkie przeszkody zostały przezwyciężone, gdyż MFW ogłosiło powołując się na nikomu nie znany zapis, że nie wypłaci kolejnej transzy kredytu o wartości 12 miliardów euro, dopóki grecki parlament nie przegłosuje najnowszych ustaw oszczędnościowych.

USA, za pośrednictwem swojego figuranta, pełniącego obowiązki szefa MFW Johna Lipsky’ego, wykorzystało okazję, by skorzystać na kryzysie. Lipsky zablokował wypłatę (na prośbę Tima Geithnera, Sekretarza Skarbu USA) i wydał oświadczenie wzywające eurokratów do wspólnego działania i ostrzegając przed groźnymi konsekwencjami kłótni. Władze w Waszyngtonie z przyjemnością popsuły szyki europejskim rządom, właśnie wtedy, gdy atmosfera w Atenach stawała się nieco zbyt gorąca i władze zastanawiały się czy nie wycofać się z tej gry w cykora.

Ale dlaczego władze Niemiec popychały w innym kierunku, niż władze Fracji i EBC? Stanowisko EBC zostało wyjaśnione powyżej, a stanowisko Francji też daje się sprowadzić do kwestii finansowych. Francuskie banki i korporacje udzieliły prawie cztery razy tyle pożyczek Grecji, co Niemieckie banki i firmy.

Ale są też polityczne różnice pomiędzy stanowiskiem Francji i Niemiec. Pozycja chadeckiej koalicji Angeli Merkel w Niemczech staje się coraz bardziej niepewna. Zdaniem cyników, plan Schauble’a i Merkel, by prywatni pożyczkodawcy pokryli część strat, został zaprojektowany na potrzeby niemieckich wyborców, oburzonych wykorzystywaniem podatków do ratowania – jak piszą brukowce – „leniwych, skorumpowanych i niekompetentnych południowców” (do tej kategorii zaliczono też Irlandczyków).

Europa transferów

Zwiększający się eurosceptycyzm prawicy w “północnych” krajach dotyczy tzw. „Europy transferów”, czyli z ich punktu widzenia, transferu pieniędzy od wydajnych i pracowitych mieszkańców „północy” do „leniwych i nieodpowiedzialnych pijawek z południa”. Tak naprawdę, już teraz mamy do czynienia z Europą transferów. Ale te transfery bogactwa płyną w drugą stronę: od krajów peryferyjnych do krajów centrum. Tak zwane „plany ratunkowe” są tylko kolejnymi pożyczkami, na oprocentowaniu znacznie przewyższającym koszt pożyczek zaciągniętych na potrzeby „planu ratunkowego” przez kraje centralne. Efektem pożyczek dla Grecji, Irlandii i Portugalii, których brokerem były EBC i MFW, będzie transfer pieniędzy od pożyczkobiorców do pożyczkodawców.

To jest sedno problemu. W jakimkolwiek wspólnym systemie monetarnym, zjednoczonych Niemczech, Jugosławii po 1989 r., czy w byłym Imperium Brytyjskim, gdy na początku istnieje nierówność, system transferów funkcjonuje przez cały czas, w taki lub inny sposób. W starym modelu imperialnym, gdy uderzały kryzysy, regiony centrum starały się zepchnąć negatywne skutki ekonomicznej zapaści, bezrobocia i ubóstwa na ludność peryferiów, tak aby utrzymać lojalność pracowników w centrum. Model wspólnoty zakładałby transfer pieniędzy w przeciwnym kierunku, od bogatszych regionów, do biedniejszych. Taki model wdrażały Zachodnie Niemcy po zjednoczeniu.

Niemożliwy jest tylko model utopii neoliberalnej, na którym oparta jest strefa euro i który zakłada, że we wspólnej przestrzeni gospodarczej nie będzie żadnych transferów pomiędzy krajami. Wiadomo było, że ten domek z kart rozleci się przy pierwszym kryzysie. No i kryzys właśnie nastąpił. Przyszedł czas podjęcia decyzji.

Nic w sumie dziwnego, że prawica preferuje imperialny model jedności europejskiej – prawica pozostaje sobą. Jak powiedział Marx, historia się powtarza, najpierw jako tragedia, potem jako farsa. Czas imperiów się skończył, a jakakolwiek próba utworzenia strefy euro na modelu imperialnym jest skazana na sromotną porażkę. To już nie jest epoka walki na karabiny maszynowe przeciw łukom i dzidom. Rozpad Jugosławii też to uświadomił. W XIX wieku i wczesnym XX wieku imperia posiadały uprzemysłowione centrum i znacznie większe peryferia, znajdujące się na przed-kapitalistycznym etapie rozwoju. Dziś, liczby są odwrócone. Kraje peryferiów stanowią jedynie ułamek populacji krajów centrum. Pomysł, by te kraje pokryły wszystkie straty krachu banków centrum jest niemożliwy z matematycznego punktu widzenia. Dlatego tak wielu komentatorów uważa, że rozpad strefy euro jest jedynym wyjściem z impasu.

Odmowa posłuszeństwa

Nie da się jednak utworzyć modelu wspólnoty za pomocą odgórnych metod. Tylko aktywny udział zwykłych ludzi może zbudować solidarność, która będzie w stanie przekroczyć narodowe granice. W krajach peryferyjnych, ten aktywny udział musi się zacząć od odmowy – odmowy poddania się wewnętrznej kolonizacji i opór wobec imperialnej konstytucji euro-strefy.

Pracownicy w Grecji wyszli na ulice, by oblegać Parlament debatujący nad kolejnymi cięciami socjalnymi, w i tak już zdewastowanym kraju. Pracownicy w Irlandii, Portugalii, Hiszpanii i innych krajach będą się im przyglądać i im kibicować, czekając na dzień, kiedy sami podejmą walkę przeciwko traktowaniu ich jak mieszkańców peryferiów imperium. Zobaczymy, kto pierwszy będzie miał cykora.

Paul Bowman

Źródło: cia.bzzz.net / Yak

Dyskusja