Historia RAF: Schyłek partyzantki miejskiej lat siedemdziesiątych w RFN

Schyłek partyzantki lat siedemdziesiątych

Przegrawszy stawkę w pojedynku zwycięzca-bierze-wszystko, bojownicy znaleźli się teraz pośród najbardziej poszukiwanych zbiegów w Europie. Po raz kolejny, szukali schronienia za granicą, przegrupowując się w Iraku, gdzie PFLP (EO) (Ludowy Front Wyzwolenia Palestyny – Operacje Zewnętrzne) posiadał autonomiczne bazy, z których z łatwością mogli podróżować do Południowego Jemenu, który pomimo niedawnych napięć wciąż stanowił bezpieczną przystań.

Pierwsze aresztowania nastąpiły w Holandii. Christof Wackernagel i Gert Schneider przebywali w Amsterdamie, nieświadomi, że ich kryjówka została zidentyfikowana i znajduje się pod ciągłą obserwacją. 11 listopada śledzono ich gdy wyszli z mieszkania; kiedy zrozumieli, że są otoczeni przez policję sięgneli po broń i zaczęli strzelać, rzucając nawet granat ręczny. Wówczas ogień otworzyli snajperzy: jeden partyzant został trafiony w klatkę piersiową i brzuch, drugi przeżył pocisk, który trafił go w głowę.Schneider był poszukiwany w związku z porwaniem Schleyera, Wackernagel w związku z zamachem bombowym na sąd w mieście Zweibrucken w Nadrenii-Palatynacie. Razem z Knutem Folkertsem (aresztowanym zaledwie kilka tygodni wcześniej) było teraz trzech członków RAF przebywających w holenderskim więzieniu.
Następnie, 21 stycznia 1978, pojmana została Christine Kuby po tym jak w jednej z hamburskich aptek między nią a policją wywiązała się strzelanina. Okoliczności tego zatrzymania – próbowała kupić narkotyki używając podrobionej recepty – wskazywały na problem, który od jakiegoś czasu jątrzył się w RAF: Peter-Jurgen Boock, człowiek, który odegrał ważną rolę w organizacji i przeprowadzeniu kampanii ’77 był uzależniony od narkotyków.

Jako, że Boock i jego uzależnienie, będą mieli równie istotny wpływ na powodzenie RAF w 1978, a jego przypadek stanie się częścią historiografii, która narośnie wokół grupy, pojawiając się nawet w przyszłych procesach sądowych mających miejsce trzydzieści lat później, w okresie gdy powstaje ta książka, warto szczegółowo przyjrzeć się historii jego stosunków z partyzantką.
Związki Boocka z RAF były osobiste i długotrwałe. Po raz pierwszy spotkał Andreasa Baadera i Gudrun Ensslin we Frankfurcie jeszcze w 1970 – był wówczas nastolatkiem który właśnie uciekł z poprawczaka – gdy przyszli przywódcy partyzantki próbowali organizować młodocianych przestępców wokół linii antyautorytarnej. Boock chciał do nich dołączyć gdy schodzili do podziemia, jednak jego propozycję odrzucono: nie tyle ze względu na jego wiek (niektóry członkowie grupy również byli nastolatkami), co z powodu jego uzależnienia od narkotyków, które z upływem lat tylko się jeszcze pogłębiło.

Niemniej jednak, dzięki temu, że w połowie lat ’70 przywództwo RAF znalazło się w więzieniu, zaś Boock znał ich gdy byli jeszcze na wolności, a przy tym wciąż pozostawał zaangażowany w sprawę ich uwolnienia, stał się przez to szczególnie wartościowym zwolennikiem. Jak bez ogródek wyjaśniła to wiele lat później Monika Berberich: „W środowisku zwolenników panowała hierarchia, na szczycie której znajdowali się więźniowie oraz ludzie którym ci ostatni ufali. P. Boock i V. Speitel są przykładami takich zwolenników, cieszących się uprzywilejowanymi stosunkami, mimo powszechnej krytyki, jaka otaczało ich w środowisku.”

W sierpniu 1972 Boock przeniósł się do kolektywnego domu razem z Klausem Dorffem i Waltraudą Liewald, którzy mieli kontakt z partyzantką. W 1974 cała trójka zeszła do podziemia. Ich grupa, do której dołączyli także Rolf Clemens Wagner i Jurgen Tauras, zamierzała uwolnić Baadera, w tym celu nawiązała kontakt zarówno z RAF jak i z Komórkami Rewolucyjnymi. Gdy w 1976 aresztowano Dorffa i Taurasa, a Komórki zerwały z nimi kontakt, Boock, Liewald i Wagner dołączyli do RAF.
W przeciągu krótkiego okresu czasu, Boock znalazł się w Jemenie Południowym, gdzie brał udział w przygotowaniach mającej nadejść ofensywy. Powiedział swoim towarzyszom, że potrzebuje lekarstw z powodu bólu wywołanego rakiem jelit, który pomału go zabija. I chociaż nie wszyscy uwierzyli w tę historyjkę, początkowo przed krytycyzmem chroniła go reputacja jaką cieszył się z powodu znajomości z Baaderem i Ensslin, oraz ze względu na związek z Brigitte Mohnhaupt, będącej wówczas jedną z seniorek na scenie partyzanckiej. Na dłuższa metę sytuacja ta stwarzała zbyt wiele problemów, zwłaszcza gdy dostęp do leków był ograniczony, a Boock popadał w stany narkotycznego głodu. Aresztowanie Kuby’ego pokazało z jakim niebezpieczeństwem wiązało się zdobywanie dla niego narkotyków, partyzanci podjęli więc decyzję by poszukać pomocy medycznej.

W międzyczasie trwały aresztowania: następny w ręce policji wpadł Stefan Wisniewski, zatrzymany 11 maja 1978 na paryskim lotnisku Orlym, gdy wsiadał na pokład samolotu lecącego do Jugosławii. Znaleziono przy nim nie tylko pokaźną ilość środków przeciwbólowych ale również przeszmuglowany z więzienia list od Karla-Heinza Dellwo. Fakt, że Wisniewski wybierał się Jugosławii wskazywał, że mogą się tam znajdować inni partyzanci. Potwierdziło go już następnego dnia aresztowanie Boocka i trójki innych członków RAF – Mohnhaupt, Wagnera i Sieglinde Hofmann – w drodze tranzytowej przez Zagrzeb. Jak donosiła francuska gazeta Liberation:

„Aresztowanie w Jugosławii było rezultatem bliskiej współpracy niemieckiej i jugosłowiańskiej policji. Ruchy czwórki były uważnie śledzone przez tajnych agentów zachodnioniemieckich, którzy na bieżąco informowali jugosławiańskie władze. Według Francuskiej Agencji Prasowej te aresztowania mają związek z zatrzymaniem Stefana Wisniewskiego… ujętego przez francuską policję na lotnisku Orly w drodze do Jugosławii.”

Zachodnioniemieccy agenci o których mowa, należeli prawdopodobnie do jednostki Zielfahndung, grup „poszukiwawczych celu” („target search” squads), które tropiły – a gdy nadarzyła się okazja zatrzymywały – członków RAF. Z pomocą Ulricha Wegenera, szefa GSG-9, Ziefahndung powstały bezpośrednio na skutek ofensywy RAF w ’77, zaledwie w tydzień po wydarzeniach w Mogadiszu. Włączono do nich agentów z różnych jednostek LKA (Krajowej Policji Śledczej podzielonej na landy), którzy operowali teraz pod egidą BKA (Federalnej Policji Kryminalnej), mocno polegając na jej systemie komputerowym stworzonym przez państwo specjalnie po to by gromadzić dane na temat partyzantki.

„Nowa jednostka, sformowana przez [BKA] początkowo składała się z 90 śledczych operujących w małych zespołach Zielfahndung. Metoda polegała na tym by każda jednostka skupiła się na jednym terroryście przenikając do jego życia, używając w tym celu komputera w Wiesbaden, którego baza danych zawierała miliony stron informacji na temat podejrzanych, nawet takich, których sam ścigany nie byłby w stanie podać. Dla grup poszukiwawczych żadna informacja nie była zbyt trywialna. Jeśli wiedziano, że dana osoba zawsze telefonowała do swojej matki w dniu jej urodzin, jej telefon był podsłuchiwany, jeśli kibicowała jakiejś drużynie sportowej, śledczy podróżowali pojawiając się na jej meczech w kraju i za granicą.”

Zielfahndung interesował się gatunkiem papierosów, jakie pali jego cel, preferencjami seksualnymi, związkami, grupą krwi, wizytami u dentysty i wieloma innymi rzeczami. Znajomi, krewni i dawni przyjaciele, kontaktowano się z nimi wszystkimi by zdobyć jakiekolwiek informacje, poszerzające obraz. Jeśli istniały nagrania czyjegoś głosu, badano je. Przeglądano prace napisane na studiach i w liceum porównując je z dokumentami ruchu – banalny błąd gramatyczny, wada wymowy czy często powtarzająca się fraza, mogły stać się dowodem w sprawie.
Tego rodzaju skoncentrowane polowanie i gromadzenie danych stanowią dziś codzienny element represji, jednak w 1978, rezprezentowały one nowy, niespotykany dotychczas poziom wyrafinowania ze strony państwa. Chociaż potężna baza danych w komputerze BKA
budziła zaniepokojenie ówczesnych obrońców swobód obywatelskich to jednocześnie istnienie i aktywność zespołów Zielfahndung w większości przypadków nie wywoływały żadnych kontrowersji.

Jednak w przypadku Jugosławii istotniejsze od metod śledczych policji był postęp we współpracy na linii Wschód-Zachód, a aresztowania w Zagrzebie okrzyknięto poważnym przełomem na tym polu. Partyzanci musieli przełknąć gorzką pigułkę, Wschód raptownie okazał się mniej bezpieczną strefą niż dotąd sądzono.
Sytuacja była alarmująca, jednak jak wkrótce się okazało, wyrządziła mniej szkód niż się obawiano, albowiem rząd jugosłowiański nie zamierzał wydawać pojmanych bojowników nie otrzymawszy czegoś w zamian. Po zainicjowaniu rozmów z Bonn zaproponowano wymianę czwórki z RAF na ośmiu chorwackich nacjonalistów, przetrzymywanych w RFN. (Przypis: W tamtym czasie RFN była ważną bazą dla faszystowskich Ustaszy i innych chorwackich organizacji nacjonalistycznych, z których wiele angażowało się w ataki na jugosłowiańskie konsulaty i przedstawicieli dyplomatycznych. W 1976 zabili oni jugosłowiańskiego konsula we Frankfurcie).

Rząd zachodnioniemiecki nie palił się do realizacji tego pomysłu, co zapoczątkowało długotrwały okres negocjacji. Zajęło to sześć miesięcy, nim wreszcie RFN jasno oświadczyła, że nie pójdzie na tę wymianę, odrzucając dowody przeciwko Chorwatom jako nieprzekonujące. Wobec tego, 17 listopada, korzystając z dogodnej pozycji jaką dało mu fiasko negocjacji, rząd w Belgradzie uznał dowody przeciwko członkom RAF również za niewystarczające i pozwolił im udać się do dowolnie wybranego przez nich kraju.

Jak można dowiedzieć się ze wspólnego oświadczenia wydanego dziesięć lat później przez kilku członków RAF, wśród których znaleźli się Hofmann, Mohnhaupt i Wagner, cała czwórka jedynie podróżowała przez Jugosławię zmierzając do hospicjum, gdzie miano odpowiednio zająć się „rakiem” Boocka. Chociaż dał on jasno do zrozumienia, że nie podoba mu się ten pomysł nie mógł otwarcie sprzeciwić się tym planom bez wzbudzenia podejrzeń swoich towarzyszy. Przebywając w areszcie dokonali oni interesującego odkrycia, gdy poddano ich obowiązkowym badaniom medycznym, okazało się, że Boock nie choruje na raka i jest zwyczajnym narkomanem, który zwodzi i okłamuje własnych towarzyszy. Ujawnione rewelacje sprawiły, że dalsza podróż stała się zbędna i rozczarowani partyzanci wrócili na Środkowy Wschód.

willy-peter(na zdjęciu: Willy Peter Stoll)

Gdy ta czwórka przebywała w areszcie, inni członkowie RAF nie przysiadali na laurach, pewne przesłanki sugerują, że planowali wtedy akcję mającą się odbyć pod koniec 1978 roku. W sierpniu Christian Klar, Heidi Schulz i Willy Peter Stoll z trudem uciekli przed policją po tym jak wynajęli helikopter, którym latali nad górami Odenwald. Podejrzewano, że wykonywali rekonesans w celu odbicia Stefana Wisniewskiego, który był przetrzymywany w więzieniu w Frankenthal. Helikopter został wynajęty przez nich po raz drugi i pilot skontaktował się z policją, zaniepokojony zdjęciami robionymi przez pasażerów oraz ich pytaniami czy pojazd zdołałby wylądować na dziedzińcu więzienia dla potrzeb sceny kręconego przez nich rzekomo filmu.

Niedługo później, 6 września, jeden z tej trójki został rozpoznany gdy jadł w chińskiej restauracji w centrum Dusseldorfu. Wezwano policję, wywiązała się wymiana ognia i Stoll został zastrzelony. Był partyzantem który uczestniczył w kampanii ’77, a swoją walkę zaczął gdy rzucił studia doradcy podatkowego i za pośrednictwem sieci wspierającej więźniów dołączył w 1976 do RAF.
Kilka dni później, dzięki donosowi sąsiadów, policja zidentyfikowała mieszkanie używanego przez Stolla i innych. Policja twierdziła, że poza zaszyfrowanym notesem, małym arsenałem (zawierającym improwizowaną wyrzutnię rakiet) i odciskami szóstki podejrzanych, znalazła także dowody mające potwierdzać istnienie spisku, którego celem miało być porwanie magnata biznesu z rejonu Rury. Później potwierdziło się, że Stoll faktycznie miał taki pomysł i prowadził obserwację szefa Deutsche Banku Friedricha Wilhelma Christiansa.
W ślad za tym posypały się setki kolejnych donosów i wkrótce namierzono drugą kryjówkę. Według policji znaleziono tam odciski Klara, Schulz i Silke Maier-Witt, razem z dokumentami zawierającymi nazwisko Wolfganga Gramsa, studenta, który został oskarżony teraz o pełnienie roli kuriera między partyzantką i zwolennikami działającymi na powierzchni. Grams został szybko aresztowany na mocy paragrafu 129a i miał spędzić w areszcie 153 dni.(Ostatecznie wypuszczono go z braku wystarczających dowodów; otrzymał nawet rekompensatę w wysokości 10 marek za każdy dzień spędzony w areszcie. Potem dołączył do RAF) Nie był jedynym który (…): Christine Biehal i Leila Bocooc zostaną aresztowane we wrześniu, a mąż Biehal Harald w listopadzie, i oskarżeni o członkostwo w organizacji terrorystycznej z paragrafu 129a.

speitelNieco później w tym samym miesiącu policja zaskoczyła trójkę członków RAF ćwiczących strzelanie w lesie koło Dortmundu. Partyzanci otworzyli ogień, zabijając oficera Hansa-Wilhelma Hansena i raniąc jego partnera, który mimo to zdołał posłać w ich kierunku serię z karabinu maszynowego gdy upadał. Angelika Speitel (na zdjęciu) otrzymała postrzał w nogę a Michael Knoll odniósł rany głowy, podbrzusza i wątroby. Wernerowi Lotze, który nie odniósł żadnych ran, udało się uciec, zabierając ze sobą karabin maszynowy policjanta. Podczas gdy Speitel doszła do siebie w szpitalu, Knoll nie miał tyle szczęścia. Zmarł 7 października w szpitalu.

(Przypis: Podczas procesu Speitel szarpała się ze strażnikami i nazwała sędziego Klausa Wagnera „workiem gnoju, katem i kolaborantem amerykańskiego kapitalizmu”. Oskarżona o morderstwo i usiłowanie morderstwa, żałowała jedynie, że nie udało jej się zabić obu policjantów.)

Do następnej potyczki między partyzantami i ich prześladowcami doszło 1 listopada, gdy rozpoznano Rolfa Heiblera i Adelaide Schulz podczas przekraczania przez nich granicy Holandii. W wyniku strzelaniny zginęli dwaj strażnicy graniczni, 19-letni Dionizos de Jong i jego kolega Johannes Goemans.

Kilku członków RAF, którzy zdecydowali się później na współpracę z policją zeznało, że RAF w tamtym okresie rozważała wiele nowych akcji. Oprócz planów porwania czy odbicia z więzienia, o których już wspomnieliśmy, miały pojawiać się także bardziej śmiałe, lub jak kto woli, zależnie od punktu widzenia, szalone pomysły. Na przykład Maier-Witt twierdziła później, że po zabójstwach i aresztowaniu w Dusseldorfie i Dortmundzie, zastanawiano się nad podjęciem akcji odwetowej. Pomysł miał polegać na zwabieniu policji w zasadzkę tak by jej pojazd wjechał na minę. Mniej zaskakujące – i biorąc pod uwagę dalsze wydarzenia, bardziej wiarygodne – wydaje się jednak, że planowano porwać wysokiego rangą oficera NATO.

Cokolwiek planowano, faktem jest, że ciągłe aresztowania i zabójstwa nie pozwalały organizacji odzyskać równowagi, zapobiegając przejściu do ofensywy. Nie zaskakuje więc raczej, że kilku jej członków zaczęło nawet powątpiewać w sens kontynuowania walki zbrojnej. Przyszłość wyczerpanej i oszołomionej RAF wydawała się jawić jeszcze mniej pewnie niż kiedykolwiek dotąd.
To chyba dobry moment byśmy przyjrzeli się teraz jak układały się losy innych głównych grup partyzanckich i ich zwolenników w RFN.

RUCH DRUGIEGO CZERWCA

Aktywność Ruchu 2 Czerwca (2JM), który tkwił korzeniami w komunach zachodnioberlińskiej kontrkultury, była niemal tak długa jak RAF. Podczas gdy Frakcja rozwijała swoje stanowisko w serii rozwlekłych dokumentów-manifestów mających oparcie w marksizmie-leninizmie, podejście 2JM było bardziej przystępne i utrzymane w lżejszym tonie. Chyba najsłynniejszym wyrazem tej specyfiki był sposób obrabowania banku w 1975, podczas którego członkowie grupy rozdali ciastka jego klientom i pracownikom, opróżniając następnie kasy. Nawet podczas procesów sądowych oskarżeni z 2JM łączyli swoje oświadczenia z inteligentnymi dowcipami, nie bez powodu więc zaczęto ich nazywać „Spassguerilla” (gra słów nawiązująca do Stadtguerilla – partyzantka miejska) czy „fun guerilla”.

Początkowa strategia 2JM miała na celu ujawnienie sprzeczności w metropolii, tak by ugruntować walkę w społeczeństwie w którym powstała. Chociaż członkowie Ruchu wielokrotnie działali w solidarności z RAF krytykowali jednocześnie sposób w jaki osadzała ona swoją walkę, ujmując ją w kategoriach kontekstu międzynarodowego. Jak w 1975 argumentował członek 2JM Werner Sauber:

„RAF nie udało się zorientować wokół form walki najbardziej wyzyskiwanych: kobiet, obcokrajowców i młodych, niemieckich robotników niewykwalifikowanych. Praktyczna debata na temat związku pomiędzy walką zbrojną i bojowym proletariatem była czymś czego RAF nie chciała. Zamiast tego, towarzysze działali jak rewolucyjne „tajne służby”, które widziały swoją bazę wyłącznie w ruchach wyzwoleńczych na Trzech Kontynentach. Zgodnie z istotą ich koncepcji rewolucyjnej największy sens miało przyłączenie się do do trzecioświatowych walk wyzwoleńczych i oparcie walki w metropolii na tej podstawie. W efekcie jednak, RAF nie była ani rybą w oceanie ani ptakiem na niebie. Pracowali tylko ze zmarginalizowanymi grupami i lewicą by uzyskać więcej wsparcia dla antyimperialistycznego terroryzmu, nie rozwijając silnej walki klasowej uciskanych w metropolii.”

Bycie „rybą w oceanie” i „ptakami na niebie” – tzn. zakorzenienie i korzystanie z kamuflażu dostarczanego przez ruch masowy – stanowiło dla wczesnego 2JM priorytet, dlatego właśnie grupa starała się ograniczyć swoją aktywność do Berlina Zachodniego, środowiska w którym się rozwinęła i które znała najlepiej. Jak widzieliśmy, stopniowo przechodząc od rabunków banków i podpaleń, w 1974 przeprowadziła nieudaną próbę porwania, zabijając berlińskiego sędziego Sądu Najwyższego Guntera von Dremkmanna w zemście za śmierć uwięzionego bojownika RAF Holgera Meinsa. Z większym powodzeniem, na początku 1975, 2JM porwała Petera Lorenza, kandydata CDU na fotel burmistrza, żądając 120 000 marek i uwolnienia sześciu więźniów politycznych. Po pięciu dniach negocjacji, państwo ustąpiło pozwalając więźniom bezpiecznie udać się do Jemenu Południowego.

21m

(Kilkoro przypuszczalnych członków Ruchu 2 Czerwca. Od lewej: Anne Reiche, Inge Viett, Ralf Reinders, Werner Sauber i Till Meyer. )

Takie akcje zostały przyjęte w środowisku radykalnym relatywnie dobrze, choć oczywiście nie wystarczyło to by ochronić partyzantkę przed kontratakiem państwa. W rzeczywistości atmosfera wywołana porwaniem Lorenza doprowadziła w kolejnych latach do osaczenie 2JM, a sytuację dodatkowo pogorszył brak zgody co do dalszej strategii. Zaczęło się od ujęcia członków 2JM Geralda Kloppera i Ronalda Fritzscha w Berlinie Zachodnim, 28 kwietnia 1975 roku, zaledwie w kilka tygodni po uwolnieniu Lorenza. Następnie, 9 maja, późną nocą podczas strzelaniny na parkingu podziemnym w Kolonii zabity został Werner Sauber. W tej wymianie ognia życie stracił także oficer Walter Pauli. Dwóch innych mężczyzn, Karl-Heinz Roth i Rolando Otto zostało aresztowanych, dopiero po poważnym postrzeleniu Rotha (byłego lidera SDS oraz ważnego intelektualistę lewicy komunistycznej). Obu postawiono zarzuty, jednak zostali oczyszczeni z zarzutu morderstwa Pauli.

Z kolei 9 września, członkinie 2JM Inga Viett, Juliana Plumbeck oraz Ralf Reinders zostali ujęci w Berlinie. Kilka dni później ten sam los spotkał członka 2JM Fritza Teufela i członkinię Gabriele Rolnik. Wszyscy byli podejrzewani o o udział w porwaniu Lorenza, ponadto Plambeck oskarżono o zabójstwo sędziego Drenkmanna. Viett była poszukiwana od czasu ucieczki z więzienia przed dwoma laty, kiedy to przepiłowała kraty w swojej celi; po raz pierwszy schwytano ją w 1972 gdy spała w samochodzie z innymi partyzantami, w bagażniku którego znaleziono pewną ilość materiałów wybuchowych (Prawdopodobnie planowali wysadzenie konsulatu Turcji). 26 marca 1976 w ręce policji wpadł jeszcze Andreas Vogel, również oskarżony w związku z porwaniem Lorenza.
Ruch 2 Czerwca otrzymywał jeden cios za drugim, ale nie był to jeszcze jego koniec. Kilku partyzantów wciąż pozostawało na wolności, i to właśnie z ich pomocą, Viett ponownie udało się uciec – tym razem z więzienia Lehrter Strasse, w towarzystwie Plambeck, Rollnik i członkini RAF, Moniki Berberich. Jak donosiła Associated Press:

„Kobietom udało się wydostać z celi w środę. Gdy w skrzydle pojawiły się dwie strażniczki przeprowadzające rutynową kontrolę, Pani Viett wycelowała w nie pistolet. Używając prześcieradła związały i zakneblowały strażniczki, zamykając je w zewnętrznym pomieszczeniu biblioteki, skąd wspięły się na dach i przedostały na róg budynku. Następnie poruszając się po kratach okien przeszły na drugą stronę muru, gdzie najwidoczniej czekał już na nie samochód.”

Zagadka w jaki sposób kobiety zdobyły broń i klucze do swoich cel wywołała niemałą konsternację wśród stronników państwa, co doprowadziło do rezygnacji zachodnioberlińskiego ministra sprawiedliwości z ramienia SPD i zastępcy burmistrza Hermanna Oxforta.
Lipcowa ucieczka sprawiła, że do akcji powróciły doświadczone bojowniczki. Viett, Plambeck i Rollnik wkrótce udały się na Środkowy Wschód, podróżując przez Irak do bazy PFLP(EO) w Jemenie Południowym. Berberich miała mniej szczęścia, zaledwie dwa tygodnie później, próbując zaaranżować spotkanie między 2JM i RAF, ponownie została aresztowana, gdy przypadkowo natknęła się na swojego brata idącego ulicą, który od czasu jej ucieczki był pod stałą obserwacją BKA. Tak oto spotkanie obu grup, którego celem najprawdopodobniej było przedyskutowanie bliskiej współpracy, zostało odsunięte w czasie.

9 listopada, na początku nieudanej ofensywy ’77 RAF, 2JM przeprowadził swoją największą akcję pozyskania pieniędzy od czasu sprawy Lorenza: grupa partyzantów porwała w Wiedniu magnata giełdowego Waltera Palmersa, wyciągając go z samochodu, gdy przyjechał do domu na obiad.
palmers

(Zachodnioniemiecki prezenter Eduard Zimmermann ogłasza porwanie Palmersa: partyzanci mieli nadzieję, że będzie to wyglądało na robotę zwykłych kryminalistów)

Nie było to koordynowane, dlatego gdy niedługo później RAF porwała Schleyera, co dodatkowo podgrzało atmosferę i zwiększyło ciśnienie, partyzanci dyskutowali czy kontynuować uprowadzenie Palmersa. Postanowili wytrwać, a ponieważ Austria była stosunkowo bezpiecznym rejonem, dostarczającym wygodnej drogi w kierunku Włoch, próbowali ukryć polityczny charakter porwania, żywiąc nadzieje, że zostanie ono uznane za zwykłe przestępstwo kryminalne. Początkowo fortel ten sprawdził się i w pierwszych dniach po porwaniu zarówno austriacki kanclerz Bruno Kreisky jak i szef policji Otto Kornek publicznie odrzucili możliwość udziału grupy partyzanckiej.
Według relacji Viett, gdy już mieli Palmersa z niepokojem stwierdzili, że w rzeczywistości nie był tak młody jak wyglądał na zdjęciach; zgodnie z jej słowami: „nagle mieliśmy w rękach starego człowieka„. Pomimo potencjalnych komplikacji, wszystko przebiegło gładko – Palmers dziękował później swoim porywaczom za dobre traktowanie – i magnat w dobrej formie odzyskał wolność zaledwie cztery dni później, po tym jak jego syn przekazał okup w wysokości 31 milionów szylingów.

Pieniądze wziął 2JM, dzieląc je na trzy części, dał je RAF, pilnie potrzebującej wówczas środków, oraz palestyńskiej grupie oporu.
Nie upłynęło jednak wiele czasu, gdy policja natrafiła na pierwszą wskazówkę sugerującą że nie było to zwykłe porwanie. Dziesięć dni po uwolnieniu Palmersa, aresztowano dwóch studentów teatru, próbujących wjechać do Włoch ze Szwajcarii. Thomas Gratt i Othar Keplinger byli znani władzom jako członkowie Arbeitskreis Politische Prozesse (APG; Grupa Robocza ds Procesów Politycznych), wiedeńskiej grupy wspierającej więźniów politycznych. Po przeszukaniu ich auta policja znalazła dwa pistolety użyte wcześniej w akcjach partyzanckich, pieniądze z okupu za Palmersa oraz maszynę do pisania na której przygotowano tekst dotyczący porwania.
W tym samym czasie, policja otrzymała donos na temat Reinharda Pitscha, studenta filozofii, który rok wcześniej założył APG, sugerujący, że to właśnie on dzwonił do rodziny Palmersów z żądaniem okupu. Pitsch został aresztowany 28 listopada.

Wyglądało na to, że 2JM zrekrutował trzech zwolenników, prawie jeszcze nastolatków (Keplinger miał tylko dziewiętnaście lat), do pomocy w logistyce operacji, licząc na to, że austriacki akcent pomoże zataić udział niemieckiej partyzantki. Rola młodych austriaków dotyczyła aut użytych podczas akcji, biletów pociągowych oraz wykonania niezbędnych telefonów. Pomimo dobrych intencji, trzech studentów nie było przygotowanych na stawienie czoła konsekwencjom współpracy z partyzantką; po pięciu dniach przesłuchań i upokorzeń ze strony policji, Pitsch pękł przed sędzią śledczym, i jak doniosły gazet udzielił obszernych wyjaśnień. Razem z Grattem obaj zostali uznani przez całe środowisko za zdrajców. Pitscha skazano na sześć i pół roku więzienia, z czego odsiedział trzy lata i osiem miesięcy, Keplingera na pięć lat, które sąd zredukował później do czterech – odsiedział cały wyrok. Gratt – który pilnował Palmersa i w pełni został włączony do 2JM – otrzymał wyrok piętnastu lat, z których odsiedział trzynaście.

austria

(Od lewej: Reinhard Pitsch, Othmar Keplinger, and Thomas Gratt.)

Pech jaki spotkał na granicy Gratta i Keplingera powtórzył się 20 grudnia, kiedy to Gabriele Krocher-Tiedemann usiłowała wjechać do Szwajcarii w towarzystwie Christiana Moellera. Znaleziono przy nich broń, fałszywe dowody tożsamości i pieniądze z okupu za Palmersa. Nim jednak zostali obezwładnieni, Kroecher-Tiedemann zdołała poważnie zranić dwóch strażników granicznych (*). Trzy tygodnie później w berneńskim biurze prokuratora prowadzącego tę sprawę wybuchł granat. Odpowiedzialność za atak przyjęło Komando Benno Ohnesorg, obiecując kolejne ataki jeśli zatrzymana dwójka zostanie poddana ekstradycji ze Szwajcarii do RFN.

( * – Podczas gdy media odtrąbiły to jako „ważne uderzenie” w RAF, minister spraw wewnętrznych RFN, Werner Maihofer zdewaluował te aresztowania, oświadczając, że Christian Moeller, 28, kierowca, w żadnym razie nie należał do trzonu RAF, a Gabriele Kroecher-Tiedemann nie jest nikim ważnym, a jedynie co najwyżej „symboliczną figurą”. W rzeczywistości wywodziła się ona ze środowiska 2JM i wcale nie należała do RAF. Zgodnie z niektórymi źródłami Moeller był tylko zwolennikiem, który tego dnia miał po prostu zawieźć ją do Szwajcarii. Skazano go na 11 lat więzienia. Kroecher-Tiedemann, która została uwolniona w wyniku wymiany więźniów na porwanego Lorenza, odsiedziała 2/3 ze swojego 15-letniego wyroku zanim poddano ją ekstradycji do Niemiec w 1987, gdzie ponownie stanęła przed sądem za udział w napaści na OPEC z 1975. Z braku wystarczających dowodów w maju 1990 oddalono te zarzuty i zwolniono ją z więzienia w 1991. Zmarła na raka 7 października, 1995, w wieku 44 lat.)

Na wolności pozostała Inge Viett, jedna z bojowniczek 2JM. W kolejnych latach odegrała ona ważną rolę w określeniu kierunku zachodnioniemieckiej partyzantki; nie tylko 2JM ale także RAF.
Urodzona w 1944, Viett była jednym z milionów dzieci osieroconych w chaosie wojny i pozostawionych przez nią zniszczeń. Przygarnęła ją rodzina w Szlezwiku-Holszteinie, jednak od najmłodszych lat stało się dla niej jasne, że służy im tylko jako źródło taniej siły roboczej, jej status tylko nieznacznie różnił się od statusu zwierzęcia hodowlanego. Spała na sienniku w przybudówce gdzie zarzynano świnie, a jej dzieciństwo, jak opisuje w swojej autobiografii, którą czyta się jak smutną dickensowską powieść, obfitowało w nędzę i upokorzenia.(Padła m.in. ofiarą gwałtu) Po ucieczce z „domu”, jako nastolatka dużo podróżowała, doceniając później czas jaki spędziła w Afryce Północnej, gdzie przeżyła swoje polityczne przebudzenie. Po powrocie do RFN, Viett dołączyła do APO, gdzie spotkała inne radykalne kobiety, w tym Verene Becker, z którymi chodziła na nocne wyprawy podczas których wybijały szyby sex-shopów i sklepów z sukniami ślubnymi.
Obie kobiety wstąpiły do 2JM. Becker została aresztowana w 1972, w wieku dziewiętnastu lat, i oskarżona w związku z zamachem bombowym na Brytyjski Klub Jachtowy w Berlinie Zachodnim. Skazano ją na sześć lat więzienia, jednak została uwolniona w 1975 podczas wymiany więźniów na Lorenza. Wtedy przeszła do RAF. Jak zobaczymy, ponownie aresztują ją w 1977, razem z Gunterem Sonnenbergiem w miasteczku Singen.

W tym czasie, Viett pozostanie w 2JM, jednak do 1976 stanie się gorącym zwolennikiem zbliżenia z RAF.
Ten nowy kierunek zostanie wymuszony przez smutną rzeczywistość, gdzie nawet tętniące życiem środowisko Berlina Zachodniego nie było w stanie uchronić partyzantki przed represjami, oraz przez fakt, że kilku członków 2JM żyło razem z bojownikami RAF w obozach PFLP(EO) na Środkowym Wschodnie.

Dodatkowo proces ten został przyśpieszony przez ciśnienie jakie wywołała Niemiecka Jesień RAF oraz zakulisowy podział w 2JM, który podzielił się na dwie frakcje, „społeczno-rewolucyjną” (lub jak nazywali ją krytycy „populistyczną”) i „antyimperialistyczną”.
Należy jednak zdawać sobie sprawę, że mimo odmiennych nazw tych dwóch obozów politycznych, wszyscy ich uczestnicy z radością powitaliby rewolucję, tak samo jak wszyscy byli przeciwnikami imperializmu. W kontekście skrajnej lewicy Niemiec Zachodnich, na co niemały wpływ miała RAF, „antyimperializm” oznaczał identyfikację z trzecioświatowymi walkami narodowo-wyzwoleńczymi i wyrażał głęboki pesymizm w kwestii krótkookresowych szans masowego ruchu rewolucyjnego w metropolii.

W swojej skrajnej postaci „antyimperializm” ten prowadził do poglądu, że partyzantka w metropolii powinna stapiać się z lub działać pod przywództwem trzecioświatowych rewolucjonistów walczących za granicą. (Mimo, że RAF nigdy nie prezentowała takiego stanowiska, o czym przekonamy się w dalszych rozdziałach, niektórzy bojownicy Komórek Rewolucyjnych postanowili ją zastosować, płacąc za to tragicznymi konsekwencjami.)

—————————————————————

Definiując Antyimperializm

Antyimperialistyczne stanowisko, które przyciągało tak wielu radykałów z generacji APO zawsze było przede wszystkim kojarzone z RAF-em lat 70-ych. Tak stanowisko grupy wyjaśniał jej członek Knut Folkerts:

Uważaliśmy, że każdy kto opiera swoje analizy na warunkach panujących w metropolii, biorąc je za punkt wyjścia w ocenie perspektywy globalnej, skazany jest na błędną ocenę sytuacji. Należało wyjść od warunków globalnych, inaczej popadało się w szowinistyczny punkt widzenia relatywnie uprzywilejowanych.(1)

Zarzucanie RAF, że koncentrując się na analizie globalnej ignorowała „rodzime” sprzeczności jest zwyczajnym uproszczeniem, ignorującym wysiłki RAF, ukierunkowane na zintegrowanie obu tych rzeczywistości w jedną wszechstronną krytykę. Warto przywołać tu komentarze Brigitte Mohnhaupt na temat antyimperializmu, internacjonalizmu i rewolucji społecznej:

„Biorąc pod uwagę, że odnoszą się one do tego samego, tych koncepcji nie można sobie przeciwstawiać – w przeciwnym razie zamienią się we własną karykaturę: internacjonalizm zostanie zredukowany do apeli o solidarność z rewolucjonistami walczącymi gdzieś indziej, przez co pytanie czy ludzie tutaj chcą rewolucji dla samych siebie z ulgą zostanie pominięte; antyimperializm do badań nad imperializmem, gdzie abstrakcje/abstrakcyjne prawdy zawodzą w wyjaśnianiu praktycznej kwestii jak stawiać mu opór; zaś rewolucja społeczna jako synonim spraw społecznych, które muszą zostać rozwiązane dla zaspokojenia potrzeb ludzi, co może doprowadzić tylko do reformizmu, dopóki ignorowana jest podstawowa sprawa, tzn. jakie stosunki władzy muszą zostac zniszczone dla ludzi całego świata aby ich potrzeby zostały zaspokojone. Takie podejście tylko blokuje wszelki proces uczenia się i praktykę, która mogłaby doprowadzić do zjednoczonego ataku.” (2)

—————————————————————-

Z drugiej strony, priorytetem rewolucjonisty jest dążenie do odnalezienia bazy i obszaru dla działalności politycznej wewnątrz własnego społeczeństwa – pogląd ten reprezentowali właśnie krytycy RAF, oskarżający Frakcję, że sprzeniewierzyła się tej idei w swoim dokumencie z 1972 r. pt. „Czarny Wrzesień„.
To społeczno-rewolucyjne podejście przez lata definiowało fundamenty 2JM, jednak w następstwie porwania Lorenza w 1975 r. zostało odrzucone przez większość bojowników Ruchu przebywających na wolności. (Wśród więźniów, Reinders, Teufel i Fritsch związali się ze skrzydłem społecznym, a Vogel, Meyer i Krocher-Tiedemann /w Szwajcarii/ z antyimperialistami. /Klopper zdystansował się w tym czasie do partyzantki/ Klaus Viehmann był jedynym znanym pozostającym wówczas na wolności, który pozostał z rewolucjonistami społecznymi, podczas gdy Inga Viett, Juliane Plambeck, Gabriel Rollnick, Gudrun Sturmer i Angelika Goder, wszyscy przesunęli się do obozu antyimperialistycznego.)
Rozłam ten został ostatecznie skonsumowany podczas procesu grupy w 1978, w trakcie którego Ralf Reinders, Fritz Teufel, Ronald Fritzsch, Gerald Klopper, Andreas Vogel i Till Meyer zostali oskarżeni o zabójstwo Drenkmanna i porwanie Lorenza. Na czele sądu zasiadł sędzia Friedrich Geus, dobrze znany pokoleniu lat sześćdziesiątych jako sędzia, który oczyścił z zarzutów Karla-Heinza Kurrasa, policyjnego zabójcę, który 2 czerwca 1967 r zastrzelił Benno Ohnesorga – to właśnie od daty tego morderstwa pochodziła nazwa 2JM.
Oskarżeni utrzymywali, że są niewinni, deklarując jednocześnie swoje poparcie dla walki zbrojnej i działań rewolucyjnych w RFN – niezależnie od tego, jak sobie je wyobrażali.
W takim właśnie kontekście frakcja antyimperialistyczna 2JM przystąpiła do działania, przeprowadzając akcję, którą jedna z gazet nazwała „pierwszą poważną akcją zwolenników walki zbrojnej od czasu Stammheim i Mogadishu”. Jak donosiło UPI:

„Dwie terrorystki udając adwokatki, przedostały się w sobotę na teren ucieczko-odpornego więzienia, uwalniając stamtąd jednego z najbardziej poszukiwanych w RFN mężczyzn po czym swobodnie opuścili więzienie tuż pod nosem policyjnego patrolu.

W trakcie tego pieczołowicie zaplanowanego rajdu jeden ze strażników został wzięty przez sprawców jako zakładnik i postrzelony w nogę. Wszyscy terroryści uciekli nie odnosząc żadnych obrażeń…

Dwie kobiety, które posłużyły dowodami osobistymi prawników aby wejść do więzienia, zsynchronizowały swoje przybycie z wizytą prawdziwych adwokatów Meyera i Vogela.

Gdy były już w środku wyjęły pistolety i zaczęły krzyczeć do Meyera i Vogla aby wyszli ze swoich cel, które pozostawały otwarte podczas spotkań z adwokatami. Meyerowi udało się to bez problemu podczas gdy Vogel został uwięziony w celi przez strażnika, który wyrwał jednej z kobiet broń i zamknął się razem z nim, blokując drzwi od wewnątrz. Wszczął on następnie alarm, który postawił na nogi pozostałych strażników, nie docierając jednak do policyjnych patroli na zewnątrz budynku.

Wtedy obie kobiety wzięły jako zakładnika innego strażnika zmuszając jego kolegów do otworzenia drzwi bezpieczeństwa, prowadzących do niestrzeżonych drzwi frontowych.

„By pokazać, że nie żartują, postrzeliły go w nogę” powiedział [minister sprawiedliwości Jurgen] Baumann.

Spisek był tak starannie zaplanowany, a więzienne kontrole tak niedbałe, że kobiety wydostały się na ruchliwą ulicę głównym wejściem, na oczach policyjnego patrolu, skąd odjechały busem marki Volkswagen, kierowanym przez wspólników.

Porzucony pojazd znaleziono później niedaleko więzienia. Po ulepszeniach, które kosztowały 2 miliony, więzienie było reklamowane jako budynek z którego nie da się uciec.”

Cała operacja, od czasu gdy kobiety dotarły do więzienia do czasu gdy je opuściły, zajęła zaledwie 6 minut. Niemal natychmiast na miejscu zaroiło się od policji, która wkrótce zlokalizowała, porzuconego 5 mil dalej minivana, jednak partyzantki dawno już tam nie było. O czym bojownicy z pewnością nie wiedzieli, ich akcja zagrała państwu podwójnie na nosie, gdyż tego właśnie dnia Baumann, który zastąpił Oxforta na fotelu zachodnioberlińskiego ministra sprawiedliwości, musiał odwołać spotkanie ze swoim kolegą z Badenii-Wirtembergii w czasie którego miał mu zaprezentować to „jedno z najbezpieczniejszych więzień w Europie”. Po ucieczce w 1978 r. Baumann poczuł się zobligowany do ustąpienia, podobnie jak jego poprzednik, który musiał zrezygnować po ucieczce partyzantek w 1976 r.

(Na zdjęciu: okładka czasopisma zachodnioberlińskiego ruchu, świętująca odbicie Tilla Meyera.) 

tillAkcja odbicia Meyera zadecydowała o przewadze frakcji antyimperialistycznej. Przeprowadzono ją nie tylko wbrew obawom, że (tak jak RAF) zostanie uznana za przejaw „guerilli na rzecz uwolnienia guerilli„, było pewne, że nieuniknione zaetykietowanie w ten sposób podgrzeje spory w zachodnioberlińskim środowisku radykalnym, wywołując jeszcze większą konsternację osób, które żywiły nadzieje na podtrzymanie strategii rewolucji społecznej. Co więcej, grupa, która ją przeprowadziła nazwała się „Komando Nabil Harb” – honorując tym samym bojownika PFLP (OE), który zginął w Mogadiszu – a więc pomimo faktu, że „populistyczny” 2JM i jego tradycyjny zwolennicy bardzo krytycznie ocenili tamto porwanie, odrzucając je jako nieludzkie. Jak później wyjaśniła to Gabriele Rollnik:

„W Moabit znajdowali się także inni więźniowie polityczni, wybrałyśmy jednak Tilla Meyera i Andreasa Vogela, ponieważ obaj zgadzali się z naszą linią polityczną. Inni mężczyźni skrytykowali nas, mówiąc, że zerwałyśmy ze starym 2JM. Komunikacja z nimi była bardzo trudna lub niemal całkowicie zanikła. Uważali, że to co robimy jest kompletnie błędne. Nie rozumieli dlaczego nie przeprowadzałyśmy już żadnych akcji społeczno-rewolucyjnych w Berlinie Zachodnim. Dla nas, walka weszła w nowy etap i należało ją prowadzić mając na uwadze kontekst międzynarodowy. Till Meyer i Andreas Vogel zgadzali się z tą decyzją, dlatego to właśnie ich wyzwoliłyśmy.”

Zdaniem Klausa Viehmanna, uwolnienie Meyera było przysłowiową kroplą która przelała czarę goryczy, dzielącą organizację i doprowadzającą do odejścia Viehmanna, który został aresztowany zaledwie tydzień później, gdy jechał autem, pozostawionym mu przez Komando Nabil Harb. Jak wyjaśnił, był to rezultat podwójnego błędu: jego niegdysiejsi towarzysze nie poinformowali go, że auto jest kradzione, a on zapomniał ich o to spytać. Ostatecznie został skazany za udział w odbiciu Meyera, porwaniu Palmersa oraz serii napadów na banki, spędzając w więzieniu piętnaście lat, z czego sporą część w izolacji.

Co do Meyera i kobiet z Komanda Nabil Harb, rozproszyli się, szukając schronienia w różnych krajach Bloku Wschodniego z zamiarem przegrupowania się na Bliskim Wschodzie. Była to błędna ocena sytuacji, gdyż stosunki partyzantki ze światem „realnego socjalizmu” pozostawały w tym okresie ambiwalentne, zaledwie w kilka tygodni po aresztowaniach RAF w Zagrzebiu.Dlatego też, miesiąc po uwolnieniu, 21 czerwca, Meyer został ponownie schwytany, razem z Rollnik, Gudrun Sturmer i Angeliką Goder w kurorcie wczasowym Złota Plaża w Bułgarii.

Federalny Minister Spraw Wewnętrznych Gerhart Baum publicznie przechwalał się, że aresztowania były efektem pracy grupy Zielfahndung – chociaż krążyła także wersja, że Meyera rozpoznał zachodnioberliński strażnik, który przebywał tam akurat na wczasach. Zdaniem Rollnik, prawdopodobne było również, że bułgarskie służby zdradziły ich RFN, gdyż oba kraja łączyła bliska współpraca przy zwalczaniu handlu narkotykami. Ponieważ partyzanci codziennie dzwonili do Berlina Zachodniego, istnieje także teoria, że zostali w ten sposób namierzeni przez amerykańską Agencję Bezpieczeństwa Narodowego.

Bez względu na to jak do tego doszło, nie ma również jasności co do dokładnego przebiegu ich aresztowania. Siedząc w kafejce, cała czwórka została niespodziewanie otoczona przez ciężko uzbrojonych napastników w cywilu; nie mając możliwości wykonania żadnego ruchu partyzanci zostali zaprowadzeni do pobliskiego bungalowu, gdzie zostali związani i przez kilka godzin czekali, leżąc na podłodze. Gdy tylko zorientowali się, że zatrzymali ich Niemcy, zażądali rozmowy z bułgarskimi władzami. Ich prośba została spełniona, nie przynosząc jednak oczekiwanego rezultatu: bułgarzy współpracowali z niemieckimi służbami i prośby o azyl spotkała się z odmową. Ze skutymi rękoma i nogami, w środku nocy zabrano ich na lotnisko, gdzie zostali załadowani do samolotu Lufthansy razem z grupą niemieckich policjantów. Wisienką na torcie był przedstawiciel Bońskiej Grupy Bezpieczeństwa, który przywitał ich szyderstwem: „Nazywam się Scheicher. A teraz wracajmy do domu, do Rzeszy!”

Po dotarciu do kraju, Rollnik trafiła do izolatki w Kolonii. Dopiero po trzydziestodniowym strajku głodowym władze przeniosły ją do Berlina, gdzie uzyskała kontakt z Berberich i innymi więźniami politycznymi. (W 1980, razem z Berberich, Goder i Sturmer zostaną przeniesione do wysoko-strzeżonego skrzydła w więzieniu Moabit.)
Aresztowania w Bułgarii, tak jak aresztowania zbiegów RAF w Jugosławii, nie wróżyły dobrze, przepowiadając nową erę współpracy Wschód-Zachód przeciwko „terroryzmowi”. Stawało się jasne, że sekcje aparatu bezpieczeństwa Bloku Wschodniego kooperowały z Zachodem. Jednak świat międzynarodowych siatek szpiegowskich jest mroczny, jego ścieżki nierzadko krzyżują się, a polityczne czynniki nieustannie wymuszają zmianę stosownie do sytuacji, dlatego w grę mogły wchodzić tu dwie możliwości.
Po pierwsze, możliwe, że Zielfahndung wolał ująć i wywieźć partyzantów z Bułgarii ze względu na opieszałość Jugosławii, która wciąż nie chciała wydać Mohnhaupt, Boock’a, Hofmann i Wagnera. Ta odmowa ekstradycji podkopała nadzieje RFN na „antyterrorystyczne” zbliżenie ze Wschodem, a uniknięcie powtórki tej sytuacji było jak najbardziej w interesie Bonn.
Po drugie, niewykluczone, że w obu tych przypadkach Wschód współpracował, ponieważ został przyłapany na gorącym uczynku przez Zielfahndung, który namierzył partyzantów zupełnie niezależnie. Mogło to postawić władze w niekomfortowej sytuacji, zmuszającej albo do przyznania, że udzielają partyzantom schronienia albo do współpracy i udawania, że o niczym nie wiedziały. Gdy weźmiemy to pod uwagę, niewykluczone, że nacisk Belgradu na wymianę członków RAF w zamian za chorwackich nacjonalistów – na tyle na ile rzeczywiście chcieli ich mieć – miał dostarczyć wygodnej wymówki pozwalającej ostatecznie wypuścić partyzantów.
Dalsze dowody skomplikowanych relacji między partyzantami a krajami Bloku Wschodniego miały miejsce zaledwie w kilka dni po zasadzce na Złotej Plaży. 27 czerwca, Viett, jej wieloletnia towarzyszka i współczłonkini 2JM Regina Nicolai i jeszcze jedna bojowniczka 2JM Ina Siepmann, zostały zatrzymane gdy przejeżdżały przez Czechosłowację w drodze do Bagdadu. Wszystkie trzy zostały szczegółowo wypytane o stosunek 2JM do krajów socjalistycznych, siłę antykomunizmu w łonie zachodnioniemieckiej lewicy oraz powody ich podróży na Środkowy Wschód – RFN jednak nigdy nie została poinformowana o tym przesłuchaniu. Po trzech dniach, zmęczone partyzantki zażądały aby poinformować NRD, że zatrzymano Inge Viett. Gdy informację przekazano, trzej agenci z Departamentu XXII (Terroryzm) MfS zostali wysłani aby przejąć i przewieźć bojowniczki do NRD, gdzie podjął je porucznik Harry Dahl, major Helmut Voigt i jego zastępca Gerd Zaumseil. Kobiety pozostawały w NRD przez dwa tygodnie, zanim ruszyły dalej do Bagdadu.
Viett prawdopodobnie po raz pierwszy skontaktowała się ze Stasi po ucieczce z więzienia w 1976. Teraz Niemcy Wschodnie wyciągnęły ją z opałów i wydawało się, że obie strony skłonne są patrzeć na siebie z życzliwością. Sytuacja ta miała nie pozostać bez dalszych konsekwencji.
Jednak w tamtym momencie, 2JM, tak jak RAF, był w kryzysie. Bez względu na piękno uwolnienia Meyera w 1978, znów siedział on w więzieniu, tak jak szereg innych członków grupy. Grupa podzieliła się, i następcy ’77 – ich doświadczenie z austriackimi studentami stało się lekcją unaoczniającą wyzwanie rekrutowania nowych członków – nie troszczyli się o przeprowadzanie nowych akcji. Najważniejszą cnotą stała się dyskrecja, pozostawanie w cieniu i poza krajem wydawało się tym, którzy zostali najwłaściwszą drogą postępowania.

KOMÓRKI REWOLUCYJNE (RZ)

revolutionare-zellenInaczej niż RAF i 2JM, trzecia zachodnioniemiecka grupa partyzancka nie wywodziła się z Berlina Zachodniego, tylko z samozwańczego „antyautorytarnego” skrzydła post-APOwskiej lewicy we Frankfurcie czyli z tego samego środowiska w którym zrodzili się Spontis.
Nazywani „partyzantką po pracy”, Komórki Rewolucyjne przyjęły zupełnie inne podejście niż RAF czy 2JM. Każdy mógł przeprowadzić akcję pod szyldem ich polityki – definiowanej jako „antyimperializm, antysyjonizm i wspieranie walk robotników, kobiet i młodzieży”- i zadeklarować ją jako atak RZ. Zgodnie z tą linią, Komórki nie posiadały partyzantów w podziemiu, doradzając zamiast tego swoim towarzyszom, by przeprowadzali zakonspirowane akcje nie porzucając swojej codziennej egzystencji. Wreszcie w samej RFN grupa celowo powstrzymała się od przeprowadzania zabójczych ataków, jedyny śmiertelny przypadek jaki wydarzył się w ciągu ich 19-letniej aktywności, dotyczył polityka, który wykrwawił się po tym jak komórka RZ postrzeliła go w kolano (tzw. kneecapping). Grupa opublikowała wówczas oświadczenie wyjaśniające, że nie chodziło im o to aby go zabić.
Oprócz zamachów bombowych na konsulat Chile, biura linii lotniczych El Al, posterunki policji, bazy armii USA, budynki rządowe i auta szefów, RZ przez lata podrabiały także przejazdówki transportu publicznego, rozdając je wielu ludziom i kartki na żywność, które trafiały do bezdomnych rodzin. Mimo, że niektóre z tych działań były stosunkowo zaawansowane technicznie, wymagając tyle samo planowania i pociągając takie samo ryzyko jak zamachy organizowane przez RAF, ataki RZ generalnie były łagodniejsze, jak możemy się przekonać przeglądając poniższą listę z okresu, którego dotyczy ta książka:

– W kwietniu 1979 przy pomocy pestycydów zniszczono ogród we frankfurckim domu prezesa IGM Eugena Lorderera, a do domu vice-prezesa tej samej firmy Hansa Mayra wrzucono bomby dymne – stało się to po tym, jak robotnicy IGM przegrali swój strajk po 6 tygodniowej walce.

– W listopadzie 1979 wsypano cukier do baków i przecięto koła w pojazdach firmy Seeland Trucking, zaangażowanej w budowę elektrowni atomowych.

– W styczniu 1981 spalono cztery ciężarówki, należące do Bilfinger i Berger, frankfurckiej firmy budowlanej zaangażowanej w gentryfikację.

– W maju 1982 w proteście przeciw gentryfikacji spalono mercedesa, należącego do szefa frankfurckiego biura nieruchomości.

– W listopadzie 1982, do domu Georga Luze, redaktora Braunschweiger Zeitung wrzucono śmierdzącą substancję, w odpowiedzi na jego rolę w wypchnięciu innych gazet z branży.

Jak widać, akcje RZ oscylowały wokół rozmaitych tematów i czasami mogły być postrzegane nawet jako coś niewiele większego niż zwykły wandalizm. (Pewien żartowniś, porównując je do RAF, powiedział o nich „frakcja zniszczenia mienia”). Inaczej niż w przypadku nielegalnych działań przeprowadzanych przez środowisko zwolenników RAF – które podporządkowywało się tematycznym i czasowym ramom kampanii samej Frakcji, z bojownikami podejmującymi inicjatywę w ślad za partyzantką – Komórki starały się przejmować swój kierunek od samego ruchu. Przed rozpłynięciem się w morzu movementyzmu chroniła je ideologia i tożsamość wykazywana gdy akcja była podpisywana jako dzieło Komórek. Pogłębiając ten proces, od czasu May Day 1975, działacze ze środowiska RZ zaczęli wydawać rocznik Revolutionarer Zorn (Rewolucyjny Gniew), co pomagało im w nakreśleniu wspólnych ram dla akcji i polityki RZ; został on natychmiast zakazany z paragrafu 88a, jednak mimo to środowisko nadal powszechnie go czytało.
7Ostatecznie z Komórek Rewolucyjnych wyłoniła się autonomiczna grupa kobiecej partyzantki o nazwie Rote Zora (nazwa pochodziła od bohaterki książki dla dzieci, która przypominała Pippi Pończoszankę). Jej pierwsza akcja miała miejsce 29 kwietnia 1977 w Karlsruhe i był nią zamach bombowy na Federalne Stowarzyszenie Lekarskie w odwecie za jego sprzeciw wobec reformy aborcyjnej.

W tym samym czasie, bez wiedzy większości obserwatorów, niektórzy członkowie RZ zdecydowali się przyjąć perspektywę antyimperialistyczną, nie w sensie (takim jak u RAF) samego uznania trzecioświatowych walk za globalną awangardę, tylko w sensie dosłownego podjęcia się walki u boku trzecioświatowej partyzantki. W praktyce oznaczało to walkę we wspólnych oddziałach (komandach) pod dowództwem PFLP-EO (Ludowego Frontu Wyzwolenia Palestyny – Operacje Zagraniczne). Czasem nazywani „międzynarodowym skrzydłem” RZ, a innym razem Międzynarodową Grupą Rewolucyjną, sekcja ta składała się z niewielkiej liczby bojowników, i chociaż mogliby oni odnaleźć swój początek we wczesnych dniach historii Komórek, nie należy ignorować ich znaczenia.

Pierwsza akcja międzynarodowego skrzydła została przeprowadzona 24 grudnia 1975 z udziałem Hansa Joachima-Kleina i członkini 2JM Gabriele Krocher-Tiedemann, uczestniczących w łączonym niemiecko-palestyńskim komandzie pod dowództwem wenezuelskiego awanturnika Ilicha Ramireza Sancheza, lepiej znanego jako „Carlos”. Klein, początkowo uliczny bojownik Spontis, najpierw dołączył do środowiska zwolenników uwięzionych członków RAF, by ostatecznie, po śmierci Holgera Meinsa, stać się częścią Komórek Rewolucyjnych. Mając na uwadze, że był on jedynym członkiem Komórek Rewolucyjnych uczestniczącym w tej akcji oraz że później zerwał z partyzantką, niektórzy są zdania, że nie można mówić o udziale międzynarodowego skrzydła RZ w tym ataku. (Co do Krocher-Tiedemann, nie ma wątpliwości, że wzięła udział w tej operacji niezależnie od 2JM.)

Tak zwany „Ruch Arabskiej Rewolucji 21 Grudnia” dostarczył wówczas krwawą wiadomość Organizacji Krajów Eksportujących Ropę (OPEC) podczas jej spotkania w Wiedniu. Jako zakładników wzięto sześćdziesięciu ministrów ds ropy z całego świata, a austriacki policjant i libijski dyplomata zostali zabici. W zamian za uwolnienie ministrów partyzanci zażądali – i dostali – 5$ milionów okupu po czym odlecieli do Algierii, skąd powrócili do podziemia.

Cała operacja była pomyślana jako kara dla OPEC za jej niedawną decyzję o uchyleniu embarga przeciwko Izraelowi. Nie uznano jej jednak za sukces: plan zakładał, że partyzanci dokonają egzekucji dyplomatów z Arabii Saudyjskiej i Iranu, ważnych amerykańskich sojuszników; zamiast tego, Carlos wynegocjował okup za ich uwolnienie. Wiele relacji twierdziło, że za tą samowolę został wykluczony z PFLP (EO).
Chociaż ograniczyło to rozlew krwi nie złagodziło licznych głosów krytykujących operację: przedstawiciele PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyny – OWP) oskarżyli Carlosa o zorganizowanie „kryminalnego czynu” mającego „podważyć naturę walki Palestyńczyków”. Akcja była ich zdaniem tak dużą katastrofą, że mogła być imperialistyczną operacją fałszywej flagi – czym jednak nie była. Niemniej, wszyscy partyzanci przeżyli (chociaż Klein został poważnie ranny), nie była to więc całkowita porażka.

Nie dało się tego natomiast powiedzieć o kolejnej operacji z udziałem członków międzynarodowego skrzydła RZ.
27 czerwca 1976, wspólne komando składające się z członków PFLP (EO) i RZ porwało samolot Air France, lecący z Tel Avivu do Paryża, kierując go do Entebbe w Ugandzie. Porywacze zażądali uwolnienia 53 więźniów politycznych przetrzymywanych w Izraelu, Niemczech Zachodnich, Francji, Szwajcarii i Kenii, w tym niektórych członków RAF i 2JM. Wymiana zaczęła się przedłużać, częściowo dlatego, że zaangażowanych było w nią wiele rządów.
Po tygodniu przetrzymywania wszystkich 260 pasażerów i załogi, partyzanci uwolnili wszystkich oprócz żydów. 4 lipca, lotnisko zostało wzięte szturmem przez izraelskie komando, które zabiło wszystkich partyzantów i ponad 40 ugandyjskich żołnierzy strzegących terenu. Ponad setka żydowskich zakładników odzyskała wolność, szybko odlatując do kraju.

Entebbe stało się fiaskiem, wyrządzając Palestyńczykom tak wiele szkody, że ówcześni brytyjscy dyplomaci brali nawet pod uwagę, że mogła to być operacja fałszywej flagi, przygotowana przez Mossad – nie była to jednak prawda. To właśnie w reakcji na Entebbe Stany Zjednoczone stworzyły swoje pierwsze wojskowe jednostki antyterrorystyczne. W Izraelu z kolei, Mossad otrzymał rozkaz zabicia głowy PFLP (EO) Waddiego Haddada, co udało mu się w 1978 r.
Wielu komentatorów uznało ostatecznie, że widoczna selekcja żydów, oddzielenie ich od innych pasażerów, stanowiło dalece większą porażkę polityczną od jakiejkolwiek militarnej. Nie ulega wątpliwości, że Entebbe dostarczyło wyraźnego przykładu nieumiejętności odrzucenia antysemityzmu przez niektórych lewicowców.

(Przyp: Do dnia dzisiejszego trwają spory na radykalnej lewicy czy celem partyzantów było oddzielenie żydów czy izraleczyków. Redakotrzy niniejszej książki nie są w stanie w pełni zbadać intencji przyświecających tej decyzji, faktem jest jednak, że zarówno izraelscy jak i nie-izraelscy żydzi nie zostali wypuszczeni.)

Początkowo, dla większości krytyków problemem nie było to, że żydów poddano segregacji – fakt, który wielu zignorowało, podobnie jak państwowa propaganda – ale, że porwano samolot. Kar-Heinz Dellwo, który był wówczas uwięzionym członkiem RAF, pamięta uczucie niedowierzania oraz ulgi gdy z listu przeszmuglowanego od Gudrun Ensslin dowiedział się, że chce ona publicznie potępić tę akcję, do czego ostatecznie nie doszło. Ensslin wstrzymała się od krytyki ze względu na szacunek dla dwójki zabitych partyzantów RZ. Helmut Pohl również wspominał, „Byliśmy krytyczni wobec tej akcji z wielu powodów: selekcja pasażerów z izraelskimi paszportami, oświadczenie o Trzech Kontynentach zamiast metropolii, i co najważniejsze taktyka uprowadzenia samolotu.”
Wewnątrz 2JM, Entebbe zaledwie wywołała zdenerwowanie, co było dopiero początkiem napięć między antyimperialistami i społecznymi rewolucjonistami. Niemniej, tu również nikt nie czuł, że potępienie byłoby właściwą reakcją. Jak wyjaśnił później Fritz Teufel:

„W następstwie porwania w Entebbe rozważaliśmy publiczną krytykę. Byłem temu przeciwny. … To niełatwe krytykować towarzyszy, którzy zaryzykowali i stracili własne życie usiłując oswobodzić swoich towarzyszy. Brutalność i militarna precyzja izraelskiego wojska i komanda GSG-9 podczas akcji w Entebbe i Mogadiszu oraz śmierć towarzyszy, początkowo wywołały proces, który zablokował nas na refleksję o sensie i wspomnianych brakach tych akcji, zawiesił nasze myślenie.”

Tragicznie, brak publicznej krytyki z szeregów bojowników zbrojnych pozostawił uchylone drzwi dla przyszłych porwań, w tym dla klęski w Mogadiszu.

Co do międzynarodowego skrzydła, w następnych latach nadal podążali oni swoją kłopotliwą drogą, ostatecznie stając się franczyzą Carlosa i różnych służb wywiadowczych. Jednak, w przeciwieństwie do Mogadiszu, gdzie RAF doznała poważnej politycznej porażki, spotykając się z szerokim potępieniem, Entebbe nie ściągnęło żadnej anatemy na „krajowe” Komórki Rewolucyjne. częściowo dlatego, że żaden z zakładników nie był niemcem, samolot nie należał do niemieckiej firmy, a akcja nie odbyła się na niemieckiej ziemi i nie włączała bezpośrednio niemieckiego państwa. Wielu lewicowcom mogło wydawać się to czymś odległym, i pomimo wiodącej roli odegranej przez dwójkę członków RZ, zostało zignorowane jako nie mające nic wspólnego z RFN.

Wyglądało na to, że w miarę jak lata ’70 dobiegały końca, wszystkie trzy główne grupy partyzanckie w RFN stanęły przed wyzwaniami dotyczącymi ich tożsamości i poczucia celu. Były to jednak odmienne wyzwania, i miały zostać rozstrzygnięte w różny sposób. Tym niemniej, poruszając się po wspólnym im wszystkim obszarze nielegalności, grupy te nie dokonywały swoich wyborów w izolacji, lecz raczej bazując na swoim wzajemnym doświadczeniu, osiągnięciach i niepowodzeniach.

Tak samo jak żadna z partyzantek nie funkcjonowała w mydlanej bańce odizolowanego konfliktu zbrojnego – z możliwym wyjątkowiem międzynarodowego skrzydła RZ, wszystkie trzy organizacje, zarówno antyimperialistyczne jak i socjal-rewolucyjne, pozostawały głęboko zakorzenione w szerszym politycznym kontekście, krajowo i międzynarodowo. Dlatego, by zrozumieć obrane przez nie ścieżki, musimy przyjrzeć się teraz wzrostowi bojowego oporu na, po pierwsze zasadniczo jawnym i bez wątpienia nieoczekiwanym obszarze: ruchowi przeciwko energii nuklearnej.

Dyskusja