Edwin Bendyk: Koniec kapitalizmu

Koniec kapitalizmu

Światowa gospodarka przyspiesza! – taki powiew optymizmu napłynął z Forum Ekonomicznego w Davos. Koniec kryzysu? Niestety, to dopiero początek końca. I nie kryzysu, lecz… kapitalizmu. Co go zastąpi?

Jedyną pewną rzeczą jest to, że obecny system nie może dalej trwać. Najważniejsza walka polityczna toczy się o to, jaki system zastąpi kapitalizm, a nie o to, czy kapitalizm zdoła przeżyć” – przekonuje w najnowszym numerze prestiżowego magazynu „Foreign Policy” Immanuel Wallerstein, amerykański badacz rozwoju systemów społeczno-gospodarczych. Uczony przypomina, że rozwijający się od 500 lat kapitalizm polega na nieustannej akumulacji, której źródłem jest szeroko rozumiana eksploatacja zasobów ludzkiej pracy, surowców i środowiska.

Możliwości akumulacji dobiegają jednak końca. Rezerwy taniej siły roboczej nieuchronnie się wyczerpują, rosną natomiast aspiracje płacowe i konsumpcyjne chińskich, indyjskich i brazylijskich robotników. To prawda, że w ub.r. chiński PKB wzrósł imponująco o ponad 10 proc. Jednocześnie jednak indywidualna konsumpcja wewnętrzna w Chinach wzrosła o 18 proc., płace minimalne o 20 proc., w całym kraju wybuchały strajki z żądaniami podwyżek wynagrodzeń, których władze tym razem nie tłumiły. W efekcie koszty produkcji w Chinach błyskawicznie rosną – sami Chińczycy próbują sobie z tym radzić, przerzucając fabryki do Wietnamu, Bangladeszu, Korei Północnej i Birmy. Dostępne jednak tam zasoby pracy nie obsłużą nawet rosnącego apetytu obywateli Państwa Środka, gdzie w ciągu dwóch dekad klasa średnia ma się powiększyć o jakieś 250 mln osób.

Jeszcze gorzej ze środowiskiem. Jak wyliczają ekonomiści zajmujący się ekologią, już od lat 80. ubiegłego stulecia człowiek żyje na kredyt wobec natury: zużywa więcej, niż globalny ekosystem może odtworzyć. Narastają niekorzystne zmiany w środowisku, które po prostu zaczynają coraz więcej kosztować. Chiny znowu są doskonałym przykładem: gdyby uczciwie policzyć ich PKB, to trzeba by odjąć od wspomnianych 10 proc. jakieś 3 punkty potrzebne na obsługę kosztów skutków zniszczeń ekologicznych. A to dopiero początek, prawdziwym wyzwaniem będą skutki zmian klimatycznych – trudno o bardziej spektakularną ilustrację problemu niż australijska powódź przełomu roku.

Szczęśliwi Kubańczycy

Jeśli więc wszystko policzyć, okaże się, że koszty wzrostu gospodarczego rosną i zmniejsza się rentowność kapitału oraz maleje nieuchronnie możliwość jego akumulacji. Tym samym dobiega kres samego kapitalizmu. Co go zastąpi? Ostrożny Wallerstein nie daje odpowiedzi, twierdzi jedynie, że ludzkość wkracza w okres chaosu – kilku dekad kształtowania się nowego systemu społeczno-gospodarczo-politycznego.

Więcej prognostycznej odwagi wykazuje Minqi Li, chiński ekonomista z amerykańskiego University of Utah. Skoro nie kapitalizm, to jedynym rozwiązaniem jest powrót do planowego, koordynowanego centralnie socjalizmu. Jako modelowy przykład gospodarki dającej sobie radę w warunkach chronicznego niedoboru zasobów Li podaje Kubę. Nie jest to kraj o kwitnącej konsumpcji indywidualnej. O wiele lepiej radzi sobie jednak z katastrofami żywiołowymi niż potężny sąsiad – Stany Zjednoczone, nie mówiąc o zaskakująco wysokiej jakości systemach powszechnej edukacji i służby zdrowia.

Kuba fascynuje także autorów raportu Green New Deal (Zielony Nowy Ład), firmowanego przez brytyjską Fundację Nowej Ekonomii. Pokazują w nim, jak to Kubańczycy przymuszeni przez okoliczności zrealizowali w praktyce to, o czym śnią najbardziej awangardowi ekourbaniści: 60 proc. warzyw spożywanych przez Kubańczyków pochodzi z ogrodów miejskich, w samej Hawanie jest ich 26 tys. Nie jest jednak tajemnicą, że nawet tak rozwinięte miejskie ogrodnictwo nie wystarcza, by w pełni zaspokoić apetyt, i Kubańczycy nie dojadają.

Nawet nie wiedzą, jakimi są szczęściarzami – zachwycają się autorzy z New Economics Foundation. Badania opublikowane w „American Journal of Epidemiology” wykazały bowiem, że na Kubie dzięki skromniejszej diecie w okresie od 1997 do 2002 r. o połowę zmalała otyłość i w efekcie o połowę zmniejszyła się liczba zgonów spowodowana przez cukrzycę, a o 35 proc. przez chorobę wieńcową. Jakkolwiek groteskowe, zachwyty nad modelem kubańskim odsłaniają kluczowe dziś pytanie: jeśli rację ma Wallerstein, że mechanizmy kapitalistycznej machiny zacierają się i systemu opartego na hiperkonsumpcji oraz przerzucaniu kosztów na zewnątrz (środowisko, kraje rozwijające się) nie da się dłużej utrzymać, to czy można wyobrazić sobie system alternatywny, wolny jednak od licznych wad modelu kubańskiego?

Idee ważniejsze od kapitału

W sukurs przybywa inny ekonomista i badacz rozwoju systemów społeczno-gospodarczych Paul Romer, który zasłynął publikacją „Endogenous Technological Change” (Wewnętrzna zmiana technologiczna), opublikowaną w 1990 r. w „Journal of Political Economy”. Dowodzi on, że kapitał i praca wcale nie są tak ważne dla wzrostu gospodarczego, jak by to wynikało z ekonomii klasycznej. O wiele istotniejsze są idee, czyli innowacje, dzięki którym człowiek radzi sobie z odwiecznym problemem niedostatku zasobów dla zaspokojenia potrzeb rozwijających się społeczności. Innowacje można podzielić na technologie, czyli sposoby wytwarzania rzeczy i zaspokajania potrzeb materialnych, oraz zasady, czyli reguły rządzące społeczeństwami.

Nawet najlepsza technologia nie przyniesie skutków w niesprzyjającym środowisku. Chiny w XVII w. dysponowały lepszymi technologiami niż Europa, lecz brakowało im odpowiednich zasad, które umożliwiłyby ich upowszechnienie w codziennym życiu.

Kapitalizm, by kwitnąć, potrzebował takich rozwiązań instytucjonalnych jak wolny rynek, silna własność prywatna, ochrona własności intelektualnej, kultura akceptacji dla zmiany, w końcu system polityczny umożliwiający w sposób koncyliacyjny rozwiązywanie napięć i konfliktów wywoływanych ciągłymi przemianami i rosnącymi nierównościami.

Jeśli Romer nie myli się opisując kluczowe czynniki rozwoju, które napędzały historię od początku ludzkości, to sposobem uniknięcia modelu kubańskiego jest wyzwolenie kolejnej fali innowacji. Nowe technologie wytwarzania żywności, pozyskiwania energii, ochrony środowiska i zdrowia rozwiążą problem niedoboru zasobów. Laboratoria naukowe na całym świecie pracują w poszukiwaniu nowych killer applications – przełomowych rozwiązań, które spowodują, że widmo głodu i chłodu odsunie się na zawsze. Jeśli jednak rację ma Wallerstein (i Romer), to technologie te nic nie dadzą w systemie instytucjonalnym, który doprowadził do obecnego kryzysu. Na dodatek, co dość dokładnie wylicza Minqi Li, spowalniająca akumulacja kapitału powoduje, że podaż innowacji również się zahamuje.

Trop ten podejmuje francuski filozof Bernard Stiegler, badający logikę działania kapitalizmu w jego obecnej postaci. Stiegler dowodzi, że wyczerpały się nie tylko zasoby środowiska i pracy, lecz także zasoby psychologiczne potrzebne do napędzania akumulacji. Kapitalizm ostatnich dekad trwał dlatego, że opierał się na potędze konsumpcji. Pasję kupowania udawało się podtrzymywać ponad wszelkie granice dzięki odkryciu, że pragnienie konsumpcji można połączyć z pożądaniem i impulsami tkwiącymi w ludzkiej podświadomości. Od czasów Freuda wiadomo zaś, że pożądanie nie zna zaspokojenia – tym samym popyt na nowe produkty i usługi także mógłby stale rosnąć.

Mógłby, lecz na przeszkodzie staje nie tylko wyczerpanie zasobów materialnych i kapitałowych. Stiegler przekonuje, że ludzie poddawani coraz bardziej wyrafinowanemu programowaniu marketingowemu, ingerującemu coraz głębiej w struktury umysłu i podświadomości, tracą zdolność do kreatywnego myślenia, które z kolei jest podstawą innowacyjności niezbędnej, by dokonać kolejnego skoku rozwojowego.

Ekologia, młodzi, kobiety

Co wyłoni się z chaosu wokół poszukiwań nowego systemu społeczno-gospodarczego, a także związanego z nim globalnego systemu podziału i sprawowania władzy? Jakie siły i procesy ukształtują przyszłość?

Narastająca świadomość katastrofy ekologicznej to tylko jedna z nich. Lepiej już także szykować się na wojny pokoleń. Na całym świecie wchodzi w życie generacja młodych ludzi o wiele lepiej wykształconych niż ich rodzice. Rozpoczynają dorosłość ze świadomością, że będą musieli spłacać długi swoich „starych”, którzy przebimbali życie na kredyt.

Co gorsza, młodym coraz trudniej będzie znaleźć jakąkolwiek pracę, nie mówiąc o pracy adekwatnej do wykształcenia. To ta świadomość wypchnęła na ulice jesienią ub.r. francuskich licealistów protestujących przeciwko rządowemu projektowi reformy emerytalnej.

Głównymi animatorami rewolucji w Tunezji, w Egipcie (jak wcześniej w Iranie) są ludzie młodzi, studenci lub absolwenci uczelni daremnie szukający szans na przyszłość w stetryczałym systemie społecznym i politycznym. Coraz więcej mówi się o rosnącym niezadowoleniu młodych Chińczyków, którzy uwierzyli, że uniwersyteckie dyplomy są dla nich przepustką do lepszego życia, a przekonali się, że wcale już nie zapewniają dobrych posad. W Stanach Zjednoczonych pojawiła się nowa kategoria bankrutów: absolwentów uniwersytetów, którzy zadłużyli się, by uzyskać dyplom dobrej uczelni, a teraz nie mogą znaleźć pracy.

Lecz przecież chodzi nie tylko o różnice międzypokoleniowe. Druga linia podziału biegnie przez całe społeczeństwo i wyraża podstawową różnicę, która dzieli świat społeczny na kobiety i mężczyzn. Skutkiem tej różnicy była utrwalona przez epoki męska dominacja, która błyskawicznie traci realne podstawy.

Kobiety są coraz lepiej wykształcone i już dystansują pod tym względem mężczyzn zarówno w krajach rozwiniętych, jak i rozwijających się. Systematycznie i pracowicie gromadzą kompetencje, które będą miały kluczowe znaczenie w przyszłości, co spowoduje, że realna władza przejdzie w ręce kobiet.

To proces nieunikniony, a jedną z jego konsekwencji będzie przełom kulturowy, który trudno sobie na razie wyobrazić, bo cała dotychczasowa historia pisana była językiem męskiej dominacji i – po prostu – brakuje odpowiednich pojęć czy wyobrażeń. To jednak właśnie ta nowa kultura, której jeszcze nie znamy, będzie miała decydujący wpływ na funkcjonowanie świata, jaki wyłoni się w ciągu najbliższych dekad z kryzysowego chaosu. Kapitalizm zakwitł, przypomnijmy, w wyniku szczęśliwego połączenia fali innowacji technicznych z innowacjami instytucjonalnymi. By taka fuzja stała się możliwa, niezbędna była odpowiednia kultura sprzyjająca oszczędzaniu i akumulacji, indywidualizmowi, innowacyjności. Potrzebny był „duch kapitalizmu”, jak przekonywał już sto lat temu wielki niemiecki socjolog Max Weber.

Ducha nowego systemu ukształtuje kultura, jaka będzie wynikiem nabierającej tempa wielkiej przemiany. Czy coś ją może powstrzymać? Nie, choć do końca nie zabraknie ludzi przekonanych, że nic się nie zmieniło i wszystko idzie po staremu. Bo jak przekonuje brytyjska filozofka Mary Midgley, największą zagadką człowieka jest psychology of denial – niezdolność do dostrzegania zmian i trwanie w okowach starych, wygodnych schematów.

Edwin Bendyk


http://archiwum.polityka.pl/art/koniec-kapitalizmu,430307.html

  • Kacper 15 lat temu

    Co za brednia… Stek bzdur i co gorsza sofizmatów, na które niektórzy mogą dać się nabrać. 1. Gdzie ten facet widział kapitalizm na świecie od jakichś 100lat? Te interwencjonistyczne, zbiurokratyzowane i zadłużające się molochy Zachodu na pewno państwami kapitalistycznymi nie są. 2. jeśli skończy się tania siła robocza, a będzie na nią zapotrzebowanie, to na tym polega piękno wolnego rynku, że znajdzie się nowa technologia, która tę potrzebę zaspokoi. Równe brednie można było opowiadać o rolnikach: co to będzie jak przyjdą traktory i rolników nie będzie potrzeba już tylu. Czy ludzie od tego poginęli? Nie. Po prostu zmienili sektor zatrudnienia… 3. Kuba jako przykład gospodarki dającej sobie radę rozwalił mnie na łopatki i dalej się śmieje 😀 Jeszcze się skubańcy nie nauczyli, że socjalizm nie dąży do rozwoju, a jedynie do tego by każdy chcąc robić jak najmniej chciał nachapać się jak najwięcej – ten system jest ekonomicznie nieudolny, wystarczy trochę logiki, a nawet jeśli kogoś na nią nie stać, to niech sobie popatrzy jak wygląda to życie na ‚niekapitalistycznej’ Kubie 4. „Dowodzi on [Paul Romer], że kapitał i praca wcale nie są tak ważne dla wzrostu gospodarczego, jak by to wynikało z ekonomii klasycznej. O wiele istotniejsze są idee, czyli innowacje”. No to teraz zastanówmy się chwile, kiedy jeśli nie w XIXw. – wieku kapitalizmu świat ruszył najbardziej z innowacjami do przodu? A wszelkie innowacje biorą się z inwestycji, a inwestycje z oszczędzania – ergo akumulacji kapitału. 5. Młodym faktycznie trudno znaleźć pracę, ale to dlatego że rząd wtrąca się w rynek pracy z płacą minimalną, obowiązkowym ubezpieczeniem pracownika i innymi ograniczeniami, które sprawiają, że przedsiębiorcy zatrudniać młodego się nie opłaca. Z resztą kolejny dowód na punkt 1. Ja wiem, że te wyliczenia niewiele zmienią, a czerwoni i różowi dalej będą bełkotać swoje paszkwile, ale może chociaż ktoś z czytających i wstępnie zachwycających się artykułem oprzytomnieje…

    • Jaro 15 lat temu

      Ad. 1

      Prawdziwie kapitalistyczna gospodarka może funkcjonować wyłącznie w obrębie dyktatury. Sam mówisz o 100 latach historii, rzeczywiście zaświadczają one o nieskuteczności tego modelu, który może funkcjonować tylko w momencie przypisania ludziom pewnych praw i swobód (chociażby świadczenia socjalne). Ale wtedy pojawia się problem, niektórzy wznoszą okrzyki o braku “kapitalizmu w kapitalizmie”. Niestety eksperymenty klasyków “gatunku” przedstawiane są w taki sposób, że trudno odróżnić przemoc stosowaną np. przez Pinocheta od określonego programu ekonomicznego, który wymagał jej użycia. Elity ekonomiczne już dawno zrozumiały, że lepiej pozostawić sobie zasoby taniej siły roboczej w trzecim świecie (tutaj kapitalizm ma najprawdziwsze oblicze), a reszcie świata ułożyć według pozornie “demokratycznego” modelu czyt. zanieczyszczonego kapitalizmu, by czerpać jak największe zyski. Prokapitalistyczne trolle internetowe jeszcze nie.

      • Kacper 15 lat temu

        Dyktatura to słowo o wydźwięku dość pejoratywnym, ale jeśli pomyślimy o demokracji jak o dyktaturze to w sumie racja. Ja osobiście jestem monarchistą. 100 lat w bliskim do ideału ustroju to i tak dużo, a już na pewno na tyle, by rządzący zorientowali się jak olbrzymie pieniądze trafiają do tych którzy je wypracowali zamiast do kieszeni rządzących. Niestety interwencjonizm odwrócił tę sytuację, a ludzi przyzwyczaił do bycia okradanymi. Ale błagam, nie tłumacz mi, że to dobrze albo, że się nie da. Elity ekonomiczne już dawno zrozumiały, że tanim kosztem mogą żyć dostatnio, dlatego płacimy te wszystkie ZUSy, NFZty, PITy, VATy, – razem 8/10 tego co mamy. To 8x tyle co chłop pańszczyźniany. Natomiast kapitalizm nie ma nic wspólnego z ‚tanią siłą roboczą w trzecim świecie’, bo kapitalizm nie opiera się na taniej sile roboczej, tylko na oszczędzaniu=inwestowaniu=nowych technologiach. Dzięki temu świat idzie do przodu…

  • B-M 15 lat temu

    No popatrz, sto lat, a Ci głupi komuniści nic nie zrozumieli! Dziwne.

  • Bartek 15 lat temu

    Kacper ! Słyszałeś może kiedyś o czymś takim jak „prawo wartości” ?