Pegida – europejscy patrioci, których szef pozował jako Hitler

22Germany-master675

Pegida to niemiecka organizacja antyislamska, która na fali lęku przed uchodźcami wyprowadziła w ostatnich latach na ulice niemieckich miast tysiące zwolenników skrajnej prawicy, kiboli i zdezorientowanych obywateli. Po ostatnich wydarzeniach w Kolonii (gdzie podczas Sylwestra grupki młodych imigrantów świętujących na placu przed dworcem głównym miały napastować seksualnie i okradać obecne tam kobiety) Pegida znów zmobilizowała swoich zwolenników, usiłując ubić kapitał polityczny na wrogości wobec muzułmanów jaką wywołały te wydarzenia. Jej demonstracja szybko przerodziła się w utarczki z policją i została rozwiązana przez władze. Nie powstrzymało to grupek kiboli i młodych neofaszystów przed urządzaniem patroli, które zgodnie z prawicową logiką odpowiedzialności zbiorowej, zaatakowały i pobiły przypadkowych mężczyzn-imigrantów. Dwóch Syryjczyków i dwóch Pakistańczyków trafiło do szpitali.

Efekt Pegidy został osiągnięty – zamiast piętnować sprawców przemocy seksualnej, udało się skatalizować gniew i rozszerzyć go na całą społeczność uchodźców (mimo, że jej przedstawiciele stanowczo potępili sprawców), przeobrażając pełzający w szeregach Pegidy stan wrogości religijnej i rasowej w przemoc, która od dłuższego już czasu owocuje licznymi podpaleniami ośrodków dla uchodźców, pobiciami i prześladowaniami.

Tymczasem pierwszy protest, jaki odbył się po sylwestrowych wydarzeniach zorganizowały kolońskie feministki i przedstawiciele lokalnych środowisk lewicowych. Pod hasłami „Stop seksizmowi – stop rasizmowi!” protestowały one przeciwko seksistowskiej przemocy, podkreślając jednocześnie niebezpieczeństwo wykorzystania tych wydarzeń przez skrajną prawicę jako pretekstu do nowej fali ataków. Kolonia od dłuższego już czasu jest sceną zdecydowanego oporu stawianego Pegidzie przez lokalne środowiska. Niemieccy aktywiści i duża część społeczeństwa dobrze znają wybiegi skrajnej prawicy i nie dają się łatwo nabrać na parawan patriotycznych haseł, które w polskich warunkach pozwalają ukryć, a nierzadko po prostu uzasadnić, odrażający rasizm i sadystyczno-totalitarne ciągoty niektórych grup społecznych.

Historyk Jan Tomasz Gross uważa, że za polską nienawiścią do uchodźców skrywa się nieuleczona i głęboko wyparta trauma mordów, jakich Polacy masowo dopuszczali się na swoich żydowskich sąsiadach w okresie okupacji i tuż po niej. Gross twierdzi, że Polacy podczas okupacji zabili na terytorium swojego kraju więcej Żydów niż Niemców, i przedstawia konkretne wyliczenia (liczby idą w dziesiątki tysięcy) oraz świadectwa historyczne na potwierdzenie tej tezy. Warto zapoznać się z wynikami jego badań. Być może ten interesujący trop daje nam szansę lepszego zrozumienia fenomenu obecnej popularności skrajnej prawicy w polskim społeczeństwie. Mechanizm wyparcia staje się jeszcze bardziej uderzający, jeśli zwrócimy uwagę na powszechne milczenie jakie otacza obecnie polski udział w okupacji Iraku i Afganistanu. Wojskowa okupacja obcego kraju zupełnie nie pojawia się w toczonych obecnie w Polsce debatach publicznych, wystąpieniach polityków i prawie w ogóle w refleksjach publicystów. A przecież Polacy zabijali tam ludzi, pośrednio i bezpośrednio. Mordowali partyzantów, ranili cywili, więzili ludzi, ale również przyczynili się do zniszczenia kraju, które pociągnęło za sobą śmierć, choroby i nędzę wielu osób.

Szokujące dane ONZ opublikowane w 2013 r. ujawniły straszny bilans okupacji, okupacji trwającej od 2002 r. (w ramach której Polacy kontrolowali rozległy obszar prowincji Ghazni). Badania ujawniły, że aż 55% małych Afgańczyków cierpi na nieodwracalny niedorozwój fizyczny i umysłowy. Przyczyną było niedożywienie w najważniejszym okresie dwóch pierwszych lat życia dziecka, a więc w czasie okupacji. U nieco starszych na ostre niedożywienie cierpiało 1/3 spośród tych, które nie przekroczyły 5 roku życia. Dzisiejsza propaganda nacjonalistów doskonale wpisuje się w politykę wyparcia tych faktów uprawianą przez polski establishment. Szowiniści spod znaku ONR i spółki, protestujący przeciw przyjmowaniu uchodźców bezceremonialnie posługują się absurdalnym hasłem „Nie nasze wojny- nie nasi uchodźcy.” Czy można wyświadczyć większą przysługę Leszkowi Millerowi? Nacjonaliści są nie tylko niedouczeni, są także pożytecznymi idiotami systemu i polskich elit, marząc o międzynarodowej pozycji Polski, budowanej na grobach Irakijczyków i Afgańczyków.

Jednak upiory przeszłości powracają w nowych, nierzadko karykaturalnych odsłonach, nie tylko w Polsce. Na początku ubiegłego roku niemieckie brukowce nagłośniły sprawę zdjęcia ówczesnego szefa i współzałożyciela Pegidy Lutza Bachmanna, na którym pozuje on jako Hitler, z charakterystyczną grzywką i wąsem. 41-letni Bachmann, znany z wychwalania Ku-Klux-Klanu i nazywania imigrantów „śmieciami”, „bydłem” i „bestiami” najpierw nie odbierał telefonów od dziennikarzy, a w końcu przyjął linię obrony, że był to żart z okazji wydania książki „On wrócił” (satyra political fiction o powrocie Hitlera do współczesnych Niemiec). Nikomu jednak nie było do śmiechu i Bachmann musiał ustąpić ze swojej funkcji, a w ślad za nim podążyło trzech innych liderów Pegidy. Przy okazji wyszło na jaw, że Bachmann ma na koncie wyroki za włamania i handel kokainą. Z takiego pnia puściła swoje pędy „patriotyczna troska o chrześcijańską Europę” deklarowana przez Pegidę. Ujawnienie tych informacji podkopało jej „wiarygodność” i potwierdziło tylko zarzuty środowisk antyfaszystowskich. Sam Bachmann został objęty ochroną policji z powodu pogróżek jakie zaczął otrzymać od środowisk skrajnie lewicowych.

 

 

Dyskusja