Chiny: Koniec taniej siły roboczej?

Fala strajków na południu Chin zatrzymała taśmy produkcyjne w fabrykach Toyoty i Hondy, otwierając światu oczy na rosnącą asertywność tutejszej siły roboczej w walce o lepsze zarobki.

Oto garść wyjaśnień, co to może oznaczać dla zagranicznych firm prowadzących działalność bądź zaopatrujących się w Chinach.

NA ILE POWAŻNE SĄ TE STRAJKI?

Najbardziej spektakularne akcje strajkowe uderzyły jak dotąd głównie w dostawców części dla zakładów japońskich koncernów samochodowych oraz ich miejscowych kooperantów, ale do ich uciszenia wystarczyły kilkudniowe negocjacje. Uczestniczyła w nich jednak zaledwie garstka lokalnej armii robotników.

Rządząca Partia Komunistyczna bacznie przygląda się protestom o większej skali, które mogłyby zachwiać jej pozycją, i natychmiast przystąpiłaby do wygaszenia ognisk zapalnych, jeśli istniałoby zagrożenie przeobrażenia się takich strajków w poważniejsze starcia.

Tymczasem strajkowa reakcja łańcuchowa dowodzi, że pracownicy stają się coraz zuchwalsi, a to może skłonić część firm do uprzedzenia ewentualnych protestów i asekuracyjnej podwyżki płac.

,,Akcje strajkowe skoncentrowały się w kilku lokalizacjach i firmach, ale mamy do czynienia z poważniejszymi problemami, które dotąd udawało się stłumić,” twierdzi Chang Kai, profesor zbiorowych stosunków pracy pekińskiego Uniwersytetu Renmin, który doradzał strajkującym w fabryce poddostawcy Hondy.

,,Zamiast skupiać się na samych strajkach, powinniśmy zająć się szerszym problemem,” dodał.

O CZYM WIĘC ŚWIADCZĄ STRAJKI?

Strajki sygnalizują głębsze zmiany, z którymi wielu inwestorów będzie musiało zacząć się liczyć: chińscy robotnicy stają bardziej asertywni i wybredni oraz skłonni do wyrażania sprzeciwu zarówno poprzez strajki, jak i spowolnienia produkcji, a najczęściej – porzucenie pracy.

Rządowe statystyki wskazują, że liczba oficjalnych sporów zbiorowych rośnie.

Ostatnie akcje protestacyjne zorganizowane były w przeważającej mierze przez silną 150-milionową rzeszę chińskich robotników migrujących ze wsi do miast i regionów przemysłowych w poszukiwaniu pracy.

Młodsi z nich zgłaszają coraz większe roszczenia odnośnie warunków pracy. Swą przyszłość wiążą z miastem, ani myśląc o powrocie na rolę, stąd presja na odkładanie oszczędności pomimo rosnących kosztów życia.

Ich siła przetargowa zresztą rośnie, gdyż na rynku jest coraz mniej poszukujących pracy na skutek większej liczby ofert i słabnącego napływu nowych robotników wraz ze starzejącą się populacją.

CZY TO JUŻ KONIEC CHIŃSKIEGO ELDORADO TANIEJ BAZY PRODUKCYJNEJ?

Koszty pracy w Chinach rosną tak czy inaczej i – częściowo w rezultacie starań władz, które chcą uczynić z rolników i robotników bardziej pewnych siebie konsumentów – ten proces będzie kontynuowany.

Trend ten sam w sobie nie jest jednak w stanie zagrozić dominującej pozycji Chin w sektorze wytwórczości zorientowanej na eksport. Wszak koszty pracy stanowią zaledwie ułamek całkowitego kosztu towarów produkowanych w Chinach.

Tym niemniej wzrost ogólnych kosztów oraz ryzyko strajków, mających na celu wymuszenie nagłych podwyżek płac, może skłonić więcej firm do przeniesienia działalności z zatłoczonych regionów nabrzeżnych do tańszych miejsc w głębi kraju, a nawet do państw o niskich kosztach produkcji, jak Wietnam.

,,Chiny są wciąż atrakcyjnym kierunkiem dla większości firm szukających wydajnej bazy produkcyjnej, choć wiele z nich przyjęło w ostatnich latach strategię Chiny plus jeszcze jedna lokalizacja, a nawet Chiny plus dwie inne bazy, aby zróżnicować swe źródła produkcji,” twierdzi Geoffrey Crothall z China Labour Bulletin w Hongkongu, który popiera walkę o prawa robotników. ,,Nie sądzę jednak, byśmy mieli stać się świadkami masowego odpływu firm z Chin.”

CO Z SIECIAMI DOSTAWCÓW?

Zarówno Honda, jak i Toyota zostały zmuszone do przejściowego zawieszenia produkcji w swych chińskich zakładach montażowych, gdyż strajki w fabrykach ich podwykonawców wstrzymały dostawy części samochodowych.

Ich ograniczone sieci dostawców, funkcjonujące w oparciu o system redukcji zapasów dostarczanych „dokładnie na czas,” naraził je na zakłócenia cyklu produkcji, uważa Wen Xiaoyi, badacz Chińskiego Instytutu Stosunków Przemysłowych z Pekinu, który zajmuje się zagadnieniem zbiorowych stosunków pracy w chińskim sektorze motoryzacyjnym.

Ryzyko takiego zakłócenia może skłonić niektóre firmy do zmiany modelu zarządzania zapasami i zdywersyfikowania sieci dostawców, przypuszcza Wen.

Vincent Chen, analityk Yuanta Securities z Tajpej, mówi, że zagraniczni producenci przemysłowi w Chinach zwykle przechowują w swych magazynach zapasy wystarczające na trzy do czterech tygodni cyklu produkcji, co powinno im wystarczyć, by przetrwać strajk.

,,Renomowane firmy najbardziej niepokoją się obecnie tym, co będzie, jeśli ucierpi jeden z ich słabszych poddostawców,” tłumaczy Chen. ,,W branży technologicznej wszyscy dostawcy polegają jeden na drugim, wystarczy więc jedno słabe ogniwo i firma nie będzie nie w stanie dostarczyć swego produktu do odbiorcy.”

Tymczasem stojący na czele Nissana Carlos Ghosn zapewnił w tym tygodniu, że nie widzi powodu, by zmieniać model magazynowania zapasów w swych chińskich zakładach. Inni producenci aut wypowiadają się w podobnym tonie, twierdząc, że strajki są tylko jedną z wielu ewentualności, jakie mogą zakłócić dostawy.

CZY RZĄD ZAINTERWENIUJE?

Wybuch protestów pracowniczych może skłonić nieufny wobec wszelkich rozruchów rząd do energiczniejszego zajęcia stanowiska w sprawie poziomu płac i warunków pracy, które zostały narzucone przez lokalnych oficjeli w obawie przed ucieczką inwestorów.

Premier Wen Jiabao oznajmił, że migrujący robotnicy zasługują na lepsze traktowanie.

Protesty mogą też zintensyfikować wysiłki rządu w celu wprowadzenia procedur układu zbiorowego pomiędzy pracownikami i menedżerami, systematyzującego negocjacje w sprawie płac i warunków pracy. Zarejestrowane związki zawodowe będą nadal sterowane przez rząd, jednak w relacjach z kierownictwem fabryki mogą stać się bardziej ofensywne w egzekwowaniu żądań pracowniczych.

Nie należy się jednak spodziewać, że Partia Komunistyczna zacznie nagle hołdować idei niezależnych związków zawodowych.

Copyright (2010) Thomson Reuters

Źródło: onet.pl

Dyskusja