Drugi list Konstantiny Karakatsani

Drugi list Konstantiny Karakatsani na temat przerwania strajku głodowego oskarżonych o udział w KKO

Truck drivers clash with police over rising fuel prices — Shanghai, China A two-day strike over rising fuel prices turned violent in Shanghai  on Thursday as thousands of truck drivers clashed with police in the  latest example of simmering discontent over inflation. About 2,000  truck drivers battled baton-wielding police at an intersection near  Waigaoqiao port, Shanghai’s biggest, said two drivers who were at the  protest. Drivers, who blocked roads with their trucks, had stopped  work on Wednesday demanding the government do something about rising  fuel costs, workers said. “I want the government to stand up to  solve our problems because we cannot take this any more. We are unable  to bear the cost of operating now,” said a driver named Chen, 33, from  Henan province who has been driving for eight years. The strike  comes against a backdrop of rising consumer prices and fuel price  increases. China’s inflation rate hit 5.4 per cent in March, prompting  officials to renew vows to use all available means to contain price  rises. Police arrested at least six people and beat up some protesters with batons, said Chen. Truck drivers also staged strikes in other ports in Shanghai including Baoshan and Yangshan. The  strikes and protests, if they continue, could become a worry for the  ruling Chinese Communist Party, which fears public discontent that could  erode its authority and alarm investors. Workers say their wages  have not kept up with rising prices. The Chen said his disposable income  had fallen to 4,000 yuan ($613 US) a month, from 6,000 to 7,000 yuan a  month last year. At a parking lot three blocks away from the  protest site, about 30 anti-riot policemen arrested two truck drivers  and dispersed a crowd of 50 to 70. ROE Logistics, a Montreal-based  customs broker and freight forwarder, issued a statement on Wednesday  about a strike at a Shanghai port, saying it could result in delays. China’s  state media have been silent on the protest, underscoring the  sensitivity of unrest for the ruling Communist Party, which normally  stamps out protests, fearing a threat to stability. China said in early April it would increase retail gasoline and diesel prices by five to 5.5 per cent to record highs. Last  May, a burst of labour disputes disrupted production for many foreign  automakers including Toyota and Honda, which laid bare the rising  demands of China’s 150 million migrant workers and raised questions  about the region’s future as a low-cost manufacturing base. http://www.theprovince.com/news/Drivers+clash+with+police/4659986/story.html

1. O „Zgodzie”

Starając się uniknąć publicznych kontrowersji, mogłabym nie odpowiadać na oświadczenie tych, którzy ocenili moją postawę (negatywnie – przyp.tłum.), aby poskładać do kupy ich rozproszone idiotyzmy. Ale jednak robię to, by być konsekwentną w moim oddaniu szerszej walce. Nie zamierzam wspinać się po plecach innych, by samemu pozornie się wywyższyć, tym niemniej mam parę rzeczy do powiedzenia.
Ograniczanie się do rozpatrywania tego, co powiedzieliśmy lub nie powiedzieliśmy w rozmowie z kimś, byłoby bezwartościowe i także mogłoby nie przysłużyć się obecnej sytuacji politycznej. Konieczne zerwanie (naszych związków – przyp. tłum.) jest wyzwalające, mogę zatem więc bez wahania złamać tabu publicznej krytyki bojowych działań. I jako, że niektórzy mówili więcej niż powinni, zmuszona jestem wspomnieć o sprawach, których w innym przypadku wolałabym nie umieszczać w publicznym tekście. Dlatego, po pierwsze, wyjaśnię moją pozycję, szukając też sposobności dla dorzucenia swojego kamyczka do rozważań, jakie towarzyszą nam odkąd stanęliśmy zakłopotani naprzeciw tej nietypowej sytuacji.

Zacznę od sprawy „porozumienia”, które podobno zawarłam z moimi współoskarżonymi. Napisali oni, że „poważnie rozmawiali o możliwości, odbywania się procesu za zamkniętymi drzwiami i jak mogliby na to zareagować”. Co do mnie, nigdy nie uczestniczyłam w tego typu dyskusjach, które nigdy nie posunęły do przodu, żadnej uprzednio zaplanowanej wspólnej akcji.
Jedyną kwestią, o której mi wspomniano, była sprawa publiczności, tzn. chodziło o to, by nie pozwolić gliniarzom zajmować siedzeń, tak by w solidarności z nami na salę rozpraw mogła wejść jak największa liczba ludzi. To jedyna rzecz w związku z którą osiągnęliśmy porozumienie, a wszystkie pozostałe kwestie wyszły na światło dzienne zupełnie niespodziewanie. Oznacza to, że ich żądania nie były wynikiem porozumienia, a przynajmniej ja nic na ten temat nie wiedziałam.

Oczywiście, nie wyraziłam żadnego sprzeciwu wobec jakichkolwiek żądań, a to, co wydarzyło się pierwszego dnia, cieszyło się moją akceptacją. Z pewnością przez moment rozważałam, jako akt protestu, wycofanie się z udziału w procesie, ponieważ nikt z nas nie wiedział o możliwości jego prowadzenia przy naszej absencji. Od momentu, gdy zostaliśmy o tym poinformowani, ponownie poddaliśmy wszystko dyskusji. Jak długo odczuwałam sceptycyzm, unikałam podejmowania nieprzemyślanych ruchów i składania nieprzemyślanych oświadczeń, których nie byłabym w stanie przeanalizować w napiętych i ograniczonych ramach czasowych. A zatem, nie zobowiązywałam się do czegoś, pozostawiając chwilową lukę w mojej postawie. Ponieważ działałam zupełnie indywidualnie, tak jak zaplanowałam, nie komunikowałam zatem nikomu moich przemyśleń. Dlatego, jeśli pozostawiłam pole do niewłaściwej interpretacji (moich zachowań- przyp. tłum.), była to moja wina i oczywiście odpowiedzialność za to biorę na siebie. Istnieje ogromny dystans pomiędzy moją zgodą na wysunięcie żądań a zgodą na bycie sądzonym w absencji (pod nieobecność).

Obscenicznym kłamstwem jest twierdzenie, że pytano mnie o zdanie, a ja „zapewniłam, że wciąż się zgadzam”, a także kłamstwem są inne, tego typu twierdzenia. Przeciwnie, pozostali oskarżeni wiedzieli, że nie zwróciłam się do swoich prawników z informacją, iż wstrzymuję ich działania. W każdym razie od początku tej sprawy po dziś dzień, działam zupełnie niezależnie, więc uważam, że nie dałam moim współoskarżonym odczuć czegokolwiek, co pozwalałoby im wyobrażać sobie tego typu porozumienia, wymagające uprzednio należytych konsultacji, zamiaru pozostawania w bojowej koegzystencji i braterskich więzi. Koncepcje te z pewnością nie charakteryzują naszych relacji… wyjaśniałam im to od początku, podczas wspólnego przebywania w celach: „powinniście wiedzieć, że nie czuję żadnej jedności z kimkolwiek z was”.  W międzyczasie, podczas tygodnia, poprzedzającego następną rozprawę, dla wszystkich powinna stać się widoczna odmienność mojego stanowiska: moi prawnicy nie wzięli udziału w konferencji prasowej, moi rodzice nie podpisali tekstu pozostałych rodziców, ja zaś nie przyłączyłam się do tekstów i oświadczeń pozostałych. Dlatego też oczywiste jest, że zmagam się z obecną sytuacją, w pojedynkę oraz, że nigdy nie przystąpię do współpracy z kimś, kto teraz wydaje mi się jeszcze bardziej podejrzany. Wydaje mi się, że być może, dążą oni do przeobrażenia procesu w spektakularny hollywoodzki show i znajdą zapewne, ten czy inny sposób, aby tak się stało. (Szczerze mówiąc nie wydaje mi się, by wszyscy mieli takie same intencje) .

2. O sądzie.

W poprzednim liście odniosłam się już krótko do tego, czemu zdecydowałam się nie wycofywać z procesu. Pierwszym fakt, to sąd pozostający w idealnej harmonii z totalitarnym reżimem. Nie stanowi to żadnego zaskoczenia, gdyż jest to część ogólnego kontekstu „specjalnego traktowania” dysydentów, w ramach którego wszystko zostaje zmienione na „specjalne”. Warunki przewożenia, warunki przetrzymywania, warunki procesu sądowego. Doświadczamy tego, jako „specjalnych” aresztowań, uwięzień, oskarżeń. Wskutek tego, określenia takie jak „legitymizacja działania sędziów” stają się definicjami świadczącymi o powierzchownym podejściu. Nikt nie idzie do sądu dobrowolnie. Czy zatem kiedy rewolucjonista znajduje się w sądzie o „specjalnym” charakterze, to wówczas legitymizuje on/ona jego działania, a przez to jego istnienie? Kiedy przewożą cię w kamizelkach kuloodpornych z wyciągniętymi automatycznymi karabinami maszynowymi, to znaczy, że legitymizujesz proces, a w związku z tym istnienie policji antyterrorystycznej? Czy kiedy byliśmy w biurze prokuratora, wówczas również je „legalizowaliśmy”? Czy kiedy jest się więźniem, ponownie wbrew własnej woli, czy „legitymizuje” się w ten sposób istnienie więzień? A ponieważ znajdujemy się w miejscach, naturalnie cechujących się opresywnością (cele, sądy, więzienia), to ogólnie to, co robimy jest „legitymizowaniem” państwowego terroryzmu? Ostatecznie, w dzisiejszych czasach każdy może doświadczyć tych procedur, pytanie jednak brzmi jak się do nich ustosunkujemy. Jeśli ktokolwiek wciąż sądzi, że obecność w sądzie równoznaczna jest „legalizacji”, wówczas zrobiłby najlepiej, nie biorąc udziału w jakichkolwiek procedurach towarzyszących tej sprawie, a także w innych, a również w sądach apelacyjnych. Ponieważ dowody tożsamości nadal będą zatrzymywane i generalnie nie przestaną istnieć takie same warunki jak w naszym przypadku. Tymczasem my nadal tu będziemy. Nikt inny, oprócz czasu nie zweryfikuje stałości naszych wyborów. Nie brać udziału w procesie, by tym samym odebrać mu sens (wartość – przyp.tłum.), to decyzja odmowy zasługująca na szacunek. Nie iść na proces, bo chciałeś coś osiągnąć, a to nie zadziałało i wpadłeś w pułapkę własnego egoizmu, to rezultat złej strategii.


Co do mnie, będę tam, aby nie pozostawać widzem własnego skazania, szczególnie, że jest to sprawa, w której odrzucam stawiane mi zarzuty oraz generalnie prowadzone przeciwko mnie dochodzenie. I oczywiście każdy taki proces, nie może być dla nas niczym innym niż środkiem konfrontacji z państwem, wyłaniania się i szerzenia idei wywrotowych. Nie powinien zaś prowadzić do marnotrawienia insurekcji każdego z nas, poprzez stworzenie, co prawda silnego, ale jednak nieefektywnego, pola walki.

3. O strajku głodowym.

Wkrótce sytuacja została sprowadzona do dwubiegunowego wyboru obecności lub nieobecności na procesie. Przybrała jednak inny wymiar, gdy niektórzy zdecydowali się rozpocząć strajk głodowy, zamierzając powrócić na salę sądową po tym jak ich żądania dotyczące zatrzymywania dowodów tożsamości, zostaną spełnione, czyli oczekując czegoś, co było niemożliwe. Jeśli pomyśleli oni tę mobilizację, jako obejmującą wszystkich oskarżonych (jak sami to przyznali), wówczas proces mógłby szybko się zakończyć. Mogłoby nie starczyć czasu na rozwinięcie ataku, wyroki zostałyby ogłoszone, państwo zignorowałoby tę mobilizację i trwale oraz bez żadnego skrępowania, uwolniłoby się od kwestii sprawy Halandri (chodzi o jedno z najechanych przez policję mieszkań, które uznano za kryjówkę KKO, aresztując przebywające w nim osoby – przyp. tłum.).  Z kolei my zostalibyśmy rozproszeni po więzieniach z poczuciem niezadowolenia ciążącym nam na sumieniu.

Biorąc pod uwagę te fakty, warto zastanowić się, na czym moi współoskarżeni oparli twierdzenie, że „moglibyśmy odnieść znaczące zwycięstwo”. Nie tylko nie było szans na zwycięstwo, lecz moim zdaniem również sprawa została niewłaściwie postawiona. Niepowodzenie strajku głodowego było przesądzone, dlatego usiłowano go anulować. Na koniec rozpoczęto go tydzień później, z egoistycznych pobudek, tylko dlatego, że został on wcześniej zapowiedziany. Koniec końców, moja obecność w sądzie oznaczała zyskanie czasu. Jeśli głodujący traktowali swój cel poważnie, dostrzegliby w tym okazję do prowadzenie swojej walki. Okazję wykorzystania trwania procesu, doprowadzając strajk do punktu, w którym stan ich zdrowia wywarłby większy nacisk, i jeśli wszystko dobrze by się potoczyło, być może na horyzoncie pojawiłaby się obiecująca perspektywa. Ponieważ jednak zrezygnowali z tej próby, więc prawdopodobnie to nie Ja jestem osobą, niezdolną udźwignąć ciężaru (tamtej sytuacji – przyp. tłum.) Osobiście, w żaden sposób nie byłam zainteresowana zajmowaniem się takim posunięciem, ponieważ od początku widziałam niestosowną przesadę i bezproduktywność (takiego kroku – przyp. tłum.), nie można więc obwiniać mnie o jakąkolwiek rolę czy wpływ na to co się stało. Naciskać na państwo mogą ci, którzy strajkują, a nie ci, którzy jedzą.

I żeby skończyć już z tymi popisowymi gierkami, niech będzie jasne, że jak tylko uświadomili sobie, że zabrnęli w ślepy zaułek, jednocześnie zrozumieli, że nie mogą się cofnąć, tak by nie wyglądało to na porażkę, znaleźli więc w mojej osobie świetne usprawiedliwienie. I oczywiście, gdy stanęli twarzą w twarz z własną odpowiedzialnością, starali się uniknąć rozpoznania, iż wpadli w pułapkę błędnego działania. Dlatego usiłowali zarzucić mi moralne i polityczne zacofanie, dzięki czemu ich własna wiarygodność pozostała nienaruszona. W dodatku moje zachowanie okazało się pasować każdemu. Po pierwsze: powiedziałam wyraźnie, że nie chcę być sądzona zaocznie i że się na to nie zgadzam, po drugie oni też nie chcieli być sądzeni zaocznie, oczekiwali jednak, że sprawca podziału, Karakatsani, weźmie na siebie winę, a wreszcie w grę wchodziła jeszcze pozostała część tej układanki, poszukiwanie gładkiego wyjścia ze strajku głodowego. Kwestia, odnośnie której, przerzucono na mnie wszelką odpowiedzialność, w poszukiwaniu źródeł politycznego niepowodzenia głodujących. Which better not be historically recorded as such, but as a result of a political imbalance, because then it reaches the point of commodization of the instrument, its individual goals and achievements. To not historically be recorded as such, odkąd spuścizna ruchu podtrzymuje żywą pamięć o strajku głodowym Christophorosa Marinosa w roku 1995, domagającego się wolności, pamięć o tureckich więźniach politycznych, którzy w 2000 r. głodowali przeciwko specjalnemu systemowi izolacyjnemu (ang: white cells), umierając w ten sposób jeden po drugim, pamięć o strajku głodowym Holgera Meinsa eksterminowanego przez państwo niemieckie, po uprzednim okresie przymusowego odżywiania w 1974 r. itd. W naszej pamięci pozostają wspomnienia przypominające nam, że taki strajk nie jest zwykłym, bezbolesnym narzędziem działania, ale środkiem walki narażającym życie i zdrowie, tych, którzy się na niego decydują. Żywy lub Martwy. Albo zwycięzca utrzymujący swoją pozycję albo przegrany i powalony na ziemię. Nie istnieje w tym przypadku stan pośredni i żadna Karakatsani nie usprawiedliwi ucieczki przed tą opcją. Bądźmy zatem nieco przyzwoitsi. Uczciwa samokrytyka stwarzałaby większe szansę zdobycia szacunku, niż lękliwe cofnięcie się, które przerzuca jej ciężar na moje barki.

Jestem i pozostanę W OPOZYCJI do tych, którzy banalizują rewolucyjną praktykę, degradując formy walki, które historycznie rzecz biorąc wyznaczają punkty demarkacyjne walk prowadzonych zgodnie z rewolucyjnymi procedurami. Nie będę odczuwała obowiązku SZCZEROŚCI wobec tych, którzy przenoszą własną odpowiedzialność na innych, odbierając w ten sposób samokrytyce wszelki sens. Postępuję i zawsze będę postępować WROGO w stosunku do tych, którzy decydują się na kroki, na krawędzi autowiktymizacji (autorepresji), dostarczając powodów do bezużytecznego obmawiania mojej postawy politycznej i sabotując w ten sposób rewolucyjną wizję skuteczniej niż sam system dominacji (wspomnę tylko o podpaleniu na Uczelni Prawa) A także z honorem pozostaję i będę również w przyszłości pozostawać WŚCIEKŁA na osoby przejawiające zachowania i postawy, spoza horyzontu mojego politycznego uznania. Poza tym, pośród innych określeń, będę również zdrajcą, wobec wszystkiego, co nie pokrywa się z moimi wartościami i pozostaje w sprzeczności z moją pozycją ataku.

P.S.1 Poprzedni list wysłałam z bardzo konkretnego powodu. Chciałam powiedzieć kilka słów na temat procesu, ale głównie po to by zablokować niektórych dziennikarzy, którzy przesadzili komentując cała sytuację na mój rachunek, oczywiście po to, by wylansować „rozłam wśród oskarżonych”. Pęknięcie, które tak czy siak, miało miejsce. Uważałam jednak, że powinno zostać ono potraktowane, jako nasza wewnętrzna sprawa (pomiędzy tymi, którzy jadą na jednym wózku). Chciałam w ten sposób chronić sytuację przed wszelkiego rodzaju wrogami, tymi widocznymi i tymi ukrytymi, którym na rękę są takie oświadczenia. Przede wszystkim zaś nie chciałam narażać tego pęknięcia na wzajemny kanibalizm. Jednakże, jak się okazało, byłam jedyną osobą trzymającą się tej reguły.


P.S.2 Przyglądając się tekstowi moich współoskarżonych, widzę, że posiadając niewielkie polityczne doświadczenie, usiłowali oni nastawić przeciwko mnie także tych, którzy się solidaryzują. Piszą zatem, że „legitymizuję decyzję sądu by rejestrować ludzi” W oczywisty i świadomy sposób tracę zaufanie/ dyskredytuję tych, którzy umyślnie, bez przeżuwania, naiwnie przełykają tego typu sądy. Wszystko, co mam do powiedzenia osobom angażującym się w budowanie silnego ruchu rewolucyjnego, na zdrowych warunkach, które nie depczą szacunku, lecz rozwijają go, to by nie urywali swoich politycznych błędów, lecz zamiast tego wyciągali z nich wnioski.Jak długo obecna sytuacja znajdować będzie poparcie wewnątrz ruchu, tak długo będą go oni destabilizować, dezintegrując od środka.

KONSTANTINA KARAKATSANI
-żeńskie więzienie Koridallos 25/2/20011


HISTORIA SPORU:

List oskarżonych więźniów KKO informujący o wycofania się z udziału w rozprawach

Oświadczenie o zakończeniu strajku głodowego czterech oskarżonych w sprawie przeciwko G.R. K.K.O. (11.02.2011)

List Konstantiny Karakatsani oskarżonej w sprawie Konspiracyjnych Komórek Ognia

Źródło: raf.la.org.pl

Dyskusja