Renzo Novatore – „Moje Maksymy” (Z intymnego dziennika)

beznosaRenzo Novatore to pisarski pseudonim  Abela Rizieri Ferrari (12 maja 1890 r. – 29 listopada 1922 r.), włoskiego anarcho-indywidualisty, illegalisty i antyfaszystowskiego poety, filozofa i bojownika, dziś znanego głównie z powodu jego pośmiertnie opublikowanej książki Toward the Creative Nothing („Ku Twórczej Nicości”, wł: „Verso il nulla creatore”). Novatore związany był z lewicowym skrzydłem futuryzmu. Na jego przemyślenia wpływ wywarli Max Stirner, Fryderyk Nietzsche, Georges Palante, Oscar Wilde, Henrik Ibsen, Arthur Schopenhauer i francuski symbolista Charles Baudelaire.

Moje Maksymy po raz pierwszy ukazały się 15 października 1920 r. w Magazynie „Iconoclasta!” („Obrazoburca!”). Dziękujemy za nadesłane tłumaczenie.

Moje Maksymy

Bóg: Wymysł chorej fantazji. Mieszkaniec starczych i bezsilnych mózgów. Kompan i pocieszyciel duchów urodzonych w niewoli. Pigułka dla obstrukcyjnych umysłów. Marksizm dla słabych serc.

Człowieczeństwo: Abstrakcyjne słowo z negatywną konotacją, przez długi czas w mocy, na krótko w prawdzie. Obsceniczna maska wymalowana na podłej twarzy przebiegłych karierowiczów w celu zdominowania zastępów sentymentalnych idiotów i kretynów.

Państwo: Służba karna dla wpół-inteligentnych, chlew głupoty. Kirke która przekształca jej popleczników w psy i świnie. Prostytutka dla rządzących, alfons wobec obcych. Dzieckożerca, szkalujący rodzic, prześmiewca bohaterów.

Rodzina: Zaprzeczenie miłości,życia i wolności.

Socjalizm: Dyscyplina, dyscyplina; posłuszeństwo, posłuszeństwo; niewolnictwo i ignorancja, w ciąży z władzą. Burżuazyjne ciało groteskowo utuczone przez nieokrzesane chrześcijańskie monstrum.

Organizacje, organy ustawodawcze i związki: Kościoły dla bezsilnych. Lombardy dla skąpych i słabych. Wielu ich członków zostaje spłodzonych w pasożytniczy sposób na plecach entuzjastycznych i naiwnych towarzyszy. Niektórzy przyłączają się by szpiegować. Inni, najbardziej szczerzy, dołączają by skończyć w więzieniu, skąd mogą obserwować całą tą tchórzliwą resztę.

Solidarność: Odrażający ołtarz wykorzystywany przez zdolnych komediantów wszech rodzaju, dla podkreślenia ich kapłańskiego talentu do przewodzenia masom. Jej beneficjenci płacą nie mniej jak 100%-owym upokorzeniem.

Przyjaźń: Błogosławieni ci, którzy pili z tego kielicha, bez konieczności urażenia lub zatrucia ich dusz. Jeśli istnieje choć jedna taka osoba, zachęcam ją do wysłania mi jej zdjęcia. Jestem pewien spoglądać wtem na twarz idioty.

Miłość: Mistyfikacja ciała i ułomność ducha. Choroba psyche, atrofia mózgu, osłabienie serca, uszkodzenie zmysłów, poetyckie bajdurzenie na skutek, którego jest się dziko otumanionym od dwóch do trzech razy dziennie, tylko po to by wyczerpać to cenne, acz głupie życie jeszcze szybciej. A jednak wolałbym umrzeć z miłości. To jedyne oszustwo, po Judaszowym, które może zabić pocałunkiem.

Człowiek: Paskudna plwocina służebności, tyranii, fetyszyzmu, strachu, próżności i ignorancji. Największa obrazą jaką można popełnić przeciwko osłu jest nazwać go człowiekiem.

Kobieta: Najbardziej brutalne ze zniewolonych zwierząt. Największa ofiara wlokąca się po ziemi. I, zaraz po mężczyźnie, najbardziej odpowiedzialna za swoje problemy. Chciałbym wiedzieć, co chodzi jej po głowię kiedy ją całuję.

tłum: Raskolnikow

Dyskusja