List od Gerasimosa Tsalakosa

List od Gerasimosa Tsalakosa – Członka Więziennej Komórki Konspiracyjnych Komórek Ognia

(11-12. 2011)


Rankiem, 1-go listopada, wspólnie z towarzyszem i bratem P. Argirou, poruszaliśmy się na terenie Pagkrati, realizując akcję zorganizowaną przez KKO w ramach kampanii międzynarodowej solidarności.  Znaleźliśmy się jednak w sytuacji, w której pozostawał nam niewielki wybór i która doprowadziła do ujęcia nas przez policję. Stało się tak, ponieważ świnie z grupy DIAS oraz inne siły policyjne wyizolowały tamten obszar i zostaliśmy otoczeni, wskutek detektywistycznej ciekawości pracownika firmy kurierskiej oraz pewnych naszych błędów. Po schwytaniu zostaliśmy zaprowadzeni do budynku GADA (kwatera główna policji) na piętro, gdzie znajduje się policja antyterrorystyczna.

Na mój widok jeden z szefów któregoś wydziału, pośród kopniaków i ciosów, zadawanych mi, gdy siedziałem w stabilnej pozycji, krzyknął: „To Makis”. Pomimo, że moje rozpoznanie było natychmiastowe, odmawiałem, przez pierwszych kilka godzin, podania moich danych, z nadzieją zyskania cennego czasu, który mógł pomóc moim towarzyszom. Odmówiliśmy zgody na pobranie odcisków palców, wykonania fotografii i pobrania próbek dna. Generalnie, by w jak najmniejszym stopniu pomóc tym świniom, odmówiliśmy również składania jakichkolwiek podpisów, zachowując oczywistą postawę, jaką powinien wykazać się każdy rewolucjonista. Przesłuchanie rozpoczęło się od zwykłych, ofensywnych komentarzy. Ustały one na chwilę, gdy przesłuchujący mnie, zauważyli mój tatuaż ze słowem „konspiracja”, wskutek czego zmienili swoje postępowanie. Wiedząc, że spróbują zrobić mi zdjęcie i podać je do publicznej wiadomości, siedziałem z pochyloną głową, by tego uniknąć. Udając, że będą transportować mnie do aresztu, wyprowadzili mnie na korytarz 12 piętra, gdzie, ciągnąc mnie za głowę, powiedzieli, bym patrzył gdzie idę. Wówczas zostałem sfotografowany przez aparat znajdujący się na korytarzu. Stąd pochodzi fotografia, którą opublikowano po naszym aresztowaniu. Potem zaczęło się przesłuchanie, trwające z grubsza 3 dni. Jego intensywność i przebieg zależały od tego, co działo się na zewnątrz. Rozdrażnieni niezmiennym powtarzaniem przez mnie odpowiedzi „Nie mam nic do powiedzenia” na nowo zaczęli mnie prowokować, ubliżając i i usiłując wywołać u mnie zdenerwowanie, pytaniami, odnośnie osób, które znałem lub których nie znałem. Przesłuchanie odbywało się w dwóch pomieszczeniach. W jednym z nich pozwolono mi porozumiewać się z matką i adwokatem. Ostatniego dnia oficer jednostki antyterrorystycznej poinformował mnie, że w obu znajdują się mikrofony i kamery. Jeśli chodzi o moje DNA, to po aresztowaniu, natychmiast odebrano mi moje skarpetki, w celu uzyskania odpowiednich próbek, a w czasie, gdy byłem przewożony, zmusili mnie do opuszczenia głowy. Wówczas ktoś w chirurgicznych rękawiczkach, zdecydowanie wyrwał mi włosy z głowy, dla ponownego uzyskania próbek DNA.  Widząc nasze negatywne nastawienie do zadawanych pytań, ich niepokój i nacisk wzrastały, podczas gdy w tym samym czasie, na zewnątrz, zgodnie z planem organizacji, trwało dostarczanie paczek zapalających, ich odbiorcom. Groźby nasilały się, mówili o tym, że zabiją mnie na górze Imitos oraz, że wyrzuciliby mnie przez okno, gdyby były problemy z jakimś samolotem. Oczywiście chodziło im o samolot, który wylądował we Włoszech i paczkę dla Berlusconiego.
Ich krętactwa trwały nadal, gdy mówili o mojej domniemanej obecności ostatnimi czasy, w klubie nocnym, kiedy to rzekomo mieli mnie namierzyć, oraz na temat tego, że wskutek wybuchu paczki zginął pracownik firmy kurierskiej. Mówili także o innych niespójnych rzeczach, usiłując w ten sposób wykrzesać coś z niczego.
Donoszę o tym wszystkim, nie z pozycji ofiary policyjnej przemocy, gdyż zupełnie tego tak nie odczuwam, lecz po to, by przekazać innym pewne osobiste doświadczenia. Dzięki temu, gdyby jakiś bojownik znalazł się w tak „pechowym” położeniu, będzie miał on lepszy obraz sytuacji, której przyjdzie mu stawić czoła. Groźby i przemoc ze strony glin są czymś spodziewanym i zrozumiałym, stanowiąc zasadniczą cechę, pełnionej przez nich roli. Co więcej, tysiące więźniów, bezustannie cierpiało i nadal cierpi brutalne tortury, wszędzie na lokalnych posterunkach policji, co sprawia, że zachowanie przesłuchujących mnie, mogłoby się nawet wydawać cywilizowane. Nie żądamy lepszej policji, ani jej humanizacji, lecz jej całkowitego zniszczenia, poprzez decyzję ciągłego ataku. Nie ma dobrych i złych oficerów policji, są tylko gliny, a Organizacje Rewolucyjne, powinny atakować ich zawsze i wszelkimi środkami. Jestem członkiem Konspiracyjnych Komórek Ognia, należę do ruchu anarchistyczno-rewolucyjnego i napawa mnie to dumą. Reprezentuję nową tendencję, Rewolucyjny Nihilizm i Anarchizm Antyspołeczny. Jestem przekonany, że władzy nie tworzą tylko prawa, policja, sędziowie, więzienia i politycy. Owszem, ta administracja nie jest wolna od odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie. Wszystkie te jednostki, dysponujące stanowiskami władzy są zbieraniną lizusów, kłamców, oszustów i sadystów, którzy podejmują wiele druzgocących dla nas wszystkich decyzji. Jest to niezaprzeczalny fakt. Kto jednak w takim razie na nich głosuje? Kto okazuje im szacunek przez schylanie przed nimi głowy? Kto ich podziwia i sam chce być taki jak oni, oraz chce, by takie same były jego własne dzieci? Kto milczy wobec tych rażących niesprawiedliwości, jakich oni się dopuszczają? Odpowiedź jest jedna. SPOŁECZEŃSTWO. Ono ich wybrało, ono dało im władzę podejmowania decyzji w jego sprawach. Jeśli jednak założymy, że każdy ma prawo popełniać błędy, to stałe popełnianie tego samego tragicznego błędu, wygląda dla mnie na umyślne działanie. Tak, więc, pomimo, że tłum często narzeka, gdy chodzi o jego pensje, to niemniej jednak, akceptuje on (a czasami szuka) tyrańskich rozkazów władzy. Społeczeństwo pozwala jej szpiegować się w miastach za pośrednictwem kamer, wyposażać armię w nowe systemy broni, zapełniać ulice gliniarzami oraz wydawać polecenia poprzez telewizyjne ekrany, podczas gdy wystarczyłoby powiedzieć Nie. Jedno głośne, stanowcze i praktyczne nie. Nie dla ucisku, nie dla wyzysku, nie dla kompromisów. Jednakże, w większości za postawą macho, kierowaną w stronę własnej rodziny, stanowiącą erupcje władzy, kryją oni (członkowie społeczeństwa – przyp. tłum.) swoje tchórzostwo i niechęć, by wziąć życie we własne ręce. To jest właśnie coś, czego nie toleruję. Rezygnacji z życia. Dlatego właśnie deklaruję się jako Anarchista Antyspołeczny. Ponieważ uważam, że rozwinięte do dziś relacje społeczne, jako takie, powinny być poddane ciągłemu kwestionowaniu.
Poprzez swoje działanie i krytycyzm, odrzucam tłum, który wspiera się na tych wyalienowanych relacjach, pozostając od nich zależny. Jestem wrogiem reżimu i społeczeństwa jako takiego, w jego obecnej formie. Nie chroni nas już dłużej wiara w uciskaną większość, w  „uniewinnienie” jej pasywności oraz rozpoznanie tej większości jako rewolucyjnego podmiotu, który pozostaje uśpiony pod wpływem istniejącej opresji.
Poprzez nasz przekaz polityczny i nasze działania, musimy uderzać w dominującą cechę obecnego społeczeństwa, jaką jest uległość i podporządkowanie.  Uderzać tak, aby wykreować mniejszość, która poprzez Rewolucyjne Sumienie i Etykę, odrzuci wartości kultury panującej. Tylko poprzez godność, dumę i honor możemy osiągnąć nasze teoretyczne dążenia. Samoorganizacja, solidarność i gniew uzbrajają nasze pragnienia. Praktyczna teoria zniszczenia istniejącego (porządku – przyp. tłum.), we wszystkich jego formach, powinna stać się sposobem, jednoczącym podgrupy tej mniejszości w ramach Rewolucyjnej perspektywy. Prowadzimy wojnę przeciwko temu systemowi i jego wasalom. Prowadzimy wojnę przeciwko społeczeństwu, które wierzy w wyborcze złudzenia, ponieważ obawia się chaosu i przeraża je uczynienie kroku w stronę zmiany, ku czemuś nowemu, czemuś, co jest nieznane.
Władza, funkcjonujące dziś sprytniej, niż poprzez, obecny w ubiegłych dekadach, cynizm, charakteryzujący niegdyś jej krasomówczą retorykę. Oferuje możliwość społecznego rozwoju, rozmaitym podgrupom takim jak imigranci, burżuazja, proletariusze i drobna burżuazja.  Perspektywa takiego rozwoju, choć pożądana przez wszystkich, pozostaje dostępna jednak tylko dla niewielu. Jej obietnica ucisza każdego niezadowolonego, podtrzymując w ten sposób związek, między wiarą w system, a osobistymi dążeniami (ambicjami) tych podgrup. Wskutek tego, zasadniczo odmienne grupy społeczne, podzielają to samo pragnienie podtrzymywania istniejącego porządku, czyniąc je charakterystyczną zasadą swoich wyborów. Nowe dane na temat kryzysu ekonomicznego oraz świadomość, że dopiero się on zaczyna, z pewnością dają nam szansę uświadomienia sobie, że podkopywane są przywileje średnich i niższych klas, a zatem na nowo aktualne staje się postrzeganie proletariatu, jako podmiotu rewolucyjnego. Naszym zdaniem dominującą ideologią systemu jest ekonomia, która kieruje masami i „oferuje” im, albo obietnicę materialnej obfitości, albo strach przed niedoborem i nędzą. Jeżeli te negatywne konsekwencje, zarezerwowane przez ekonomiczny kryzys dla przyszłości, zbliżają te mniejszości ku postawie odrzucenia systemu, to z pewnością należy uznać to za coś pozytywnego. Niemniej jednak, przegląd wydarzeń ubiegłego wieku i warunków, jakie nastawały, po kryzysach podobnych do tego, w jakim znajdujemy się obecnie, uwidacznia, że tymczasowe niezadowolenie, prawie nigdy nie ulegało transformacji w totalne odrzucenie i zerwanie z systemem. Z tego powodu, nie uważamy by ostrzem naszej krytyki, pozwalającym na rozpowszechnianie rewolucyjnego przekazu i działań, powinno być akcentowanie nieprzyjemności sytuacji ekonomicznej, sytuacji mogącej być po prostu przejściowym stadium samego kapitalizmu. Zamiast tego staramy się akcentować, trwające, egzystencjalne ubóstwo, będące permanentnym następstwem takiego świata. Staramy się pociągnąć niezadowolonych w stronę totalnej krytyki oraz ataku na ubóstwo komunikacji i fałszywe uczucia, na brak godności oraz małe i duże przejawy dominujących relacji społecznych. Podburzamy do krytyki i ataku na niechęć, jaką wywołuje w ludziach ryzyko poszukiwanie bardziej wolnego świata, na lęk, jaki rodzi myśl o zerwaniu z systemem. Pragniemy stworzyć rewolucyjną sieć, złożoną z mnóstwa nielegalnych organizacji i jednostek, która poprzez ciągłe ataki i posunięcia, wspierać będzie rozszerzanie się nowej rewolucyjnej wojny partyzanckiej.  Sieć daleką od przestrzegania różnego rodzaju tabu, skutkujących oczernianiem pewnych metod i decyzji dotyczących tego, jaki charakter będzie miała czyjaś walka. Koktajle mołotowa, bomby, kamienie, pistolety, są po prostu środkami działania, uzyskującymi znaczenie zgodnie z wyborami, dokonywanymi przez stosujący je podmiot. Uczyńmy, zatem te metody działania, naszymi, i pozwólmy, aby stały się one elementem wielowymiarowej i rozszerzającej się miejskiej wojny partyzanckiej. Nie pokładamy wiary w „ekspertach do spraw przemocy” ani w rewolucyjnych pionierach (awangardzie – przyp.tłum.). Nie pokładamy jej także w hierarchii środków, uwarunkowanej skutkami prawnymi bądź też zdeterminowanej przez różnorodne odmiany fetyszyzmu. Twoje sumienie i wyniki działania, wyznaczają środki, którymi posłużysz się adekwatnie do danego celu. Istniały, istnieją i istnieć będą jednostki, kolektywizujące swoje postawy odmowy, dzielące wspólne przeżycia i doświadczenia. Jednostki zorganizowane w rewolucyjnych formacjach, przygotowanych do działania i atakujących. Ryzykując życie i wolność, w obronie tego, co reprezentują ich sumienia i godność, całkowicie odrzucają one istniejący system. Rozszerzająca się wojna partyzancka, ponieważ każdy może stać się jej częścią i każdy może ją rozwijać. Działając zgodnie z sumieniem, odpowiedzialnością, oddaniem i wyobraźnią, zbierając informacje oraz stosując materiały znajdujące się w szerokim obiegu, dzięki czemu można przeprowadzić jeszcze więcej udanych ataków. Naszym celem jest zarówno ciągłe ulepszanie stosowanego materiału i technicznej infrastruktury, jak również ciągłe teoretyczne poszukiwania, rozwój wszystkich rewolucjonistów wraz z ich organizacjami. Chcemy także stać się bardziej niezawodni, bardziej bezpośredni, celniejsi i bardziej niebezpieczni. Wcielenie teorii w praktykę, oto, co uosabiamy i coś odnośnie czego będziemy absolutnie konsekwentni.

Pomijając kwestię tego, czy w obrębie systemu istnieje perspektywa bezpośredniego, masowego konfliktu, żyjemy i działamy w teraźniejszości. Dla spełnienia naszego Ego jak i dla indywidualnej materializacji naszych pragnień, kolektywizujących się w ramach infrastruktury, rozszerzającej się rewolucyjnej wojny partyzanckiej.

Zachęcamy do zakładania i samoorganizacji nielegalnych grup, stawiających na czele swoich posunięć, niszczenie materialnych symboli i przedstawicieli systemu. Chcemy także, włączyć do nowej miejskiej wojny partyzanckiej, odmowę pracy. Stanowi ona część tej wojny, to jeszcze jeden akt, nierozerwalnie związany z pozostałymi wyborami, towarzyszącymi walce. Rabowanie banków i kapitalistycznych obiektów, organizowanie grabieży w świątyniach konsumpcji, kradzież produktów z supermarketów i innych dużych sklepów sieciowych to nic innego jak wprowadzenie teorii w życie. Nie zgadzamy się na egzystencję w warunkach zarobkowego niewolnictwa i wybieramy inne życie, oparte na rabunku strzeżonego, bankowego bogactwa oraz rabunku ludzi bogatych. Wybieramy nielegalność w świecie, w którym niesprawiedliwość i eksploatacja stanowią prawo.

Tam gdzie to możliwe, należy rozwijać konfliktowy charakter protestów, aby zgodnie ze strategią „uderz i uciekaj”, realizować na ulicach poważniejsze uderzenia w cele, które znajdują się w centralnych punktach. Tak by dokonujący ich towarzysze mogli ukryć się w tłumie „oburzonych” drobnomieszczan, wypełniających związkowe protesty-epitafia.

Nawołujemy do wznoszenia barykad i przezwyciężenia wszelkiego poczucia winy, które po 5 maja (dniu masowych protestów, podczas których podpalono bank, w którym znajdowali się pracownicy i klienci, czego rezultatem było uduszenie się i śmierć 3 osób) stanowi przeszkodę dla insurekcyjnej przemocy.

W celu uniknięcia podobnych wypadków w przyszłości, zachęcamy do tworzenia nielegalnej infrastruktury i organizacji oraz do konsekwentnego przygotowywania ataków. Ogólne potępienie takich środków walki nie jest niczym innym jak wąskoświadomościowym punktem widzenia, za którym czai się kompromis z reformistycznymi formami „walki”, akceptowanymi przez sam system.

Dlatego też, niech mnożą się rewolucyjne grupy, wydobywające piękno akcji bezpośredniej na światło dzienne zwykłego życia. Nie ustępujmy nawet o centymetr wrogom wolności, przejdźmy do ataku, jako pierwsi, przy użyciu wszelkich środków, dokonując transferu strachu do ich „kryjówek”  z których kontrolują oni nasze życia.

Teraz chciałbym krótko powiedzieć, jak z pozycji więźnia, postrzegam sprawę solidarności.

Solidarność jest wartością, na której powinno się budować autentyczne braterskie (w sensie towarzyszy walki, ang: comradely – przyp.tłum.) relacje, powinna ona stawać się punktem wyjścia przy wywoływaniu procesów rewolucyjnych. Nie powinna wyrzekać się wzorców reagowania na prześladowanie zakładników (uwięzionych bojowników – przyp.tłum.) ani ograniczać się do wyrażania potępienia policyjnej arbitralności. Być może taka jest logika niektórych anarchistów, wybierających tę bezbolesną pozycję obrony, w swoim pragnieniu zbliżenia się do społecznej większości, by móc propagować niektóre sprawy anarchistycznych zakładników państwa. Oczywiście, dochodzi do fabrykacji i spraw, gdzie związki pomiędzy osobami zostają poddane kryminalizacji, nie oznacza to jednak, że naszą rolą, jako rewolucjonistów, jest skupianie się właśnie na tym, bez zasadniczego odniesienia się do czegoś więcej. Jesteśmy rewolucjonistami, a nie prawnikami, których mowa obrończa zmuszona jest ograniczać się do prawnej arbitralności narzuconej przez gliniarzy i sędziów. Zresztą, to do prawników należy ta rola. Nie powinniśmy także traktować solidarności, jako czysto przyjacielskiej sprawy, co prowadzi często do kwestii tego, jak bardzo znany i lubiany jest dany więzień wśród uczestników ruchu, nie zaś do skupienia się na ocenie samej sprawy czy postawy oskarżonego. Wskutek tego, osoby, odznaczające się przyzwoitą postawą, nie będące jednak znanymi czy lubianymi przez niektórych, pozostają zapomniane na ołtarzu tych „uprzywilejowanych”, przyjacielskich związków. Solidarność powinna być agresywną procedurą, zdystansowaną do towarowego poziomu więzi przyjacielskich, który to poziom nie może stanowić kryterium, określającego mobilizację ludzi w danej sprawie. Ponieważ w ten sposób dochodzimy do modeli i relacji, reprodukujących kulturę panującą, a nie do rewolucyjnego antyautorytaryzmu. Dla mnie solidarność oznacza niezmienny zamysł prowadzenia walki, stanowi kontynuację i dalszy rozwój rewolucyjnego działania, za które dany towarzysz został uprowadzony.

Solidarność to ciągły atak skierowany przeciw systemowi i społeczeństwu, działanie, do którego nie pasują sfabrykowane słowa, niewinny, winny. Ponieważ obowiązkiem rewolucjonistów jest pozostawać zawsze winnymi w oczach tego systemu, zawsze niebezpiecznymi i zawsze dumnymi ze swoich wyborów. Nie jesteśmy prześladowani z powodu naszych idei, lecz dlatego, że żałosny wydał nam się, brak ich wcielania w życie.

Kończąc ten wątek, chciałbym powtórzyć coś, o czym pisała już nasza organizacja, z czym w pełni się zgadzam. Wy,”hieny solidarności” trzymajcie się od nas z daleka. Ta ponura mniejszość, niczym permanentny cierń, pasożytuje na ruchu i jego rozwoju. Jej członkowie rozsiewają pogłoski i plotkują w „środowisku” na terenie kawiarni, plotkują nawet przez swoje telefony komórkowe, pozostając obojętnymi na fakt, że narażają w ten sposób inne osoby na ryzyko, zamieniając w żart, warunki konspiracji, od których zależy istnienie naszej infrastruktury czy realizacja akcji. Brak odpowiedzialności  i zaściankowe zachowania, popychają te osoby do sytuacji w których, dostarczają one policji okazji do zdobycia informacji, w ten sposób więc rozmowy te sprowadzają się do tego poziomu. Ostatnim tego przykładem był sposób rozpatrywania przez część ruchu, wypadku z 5 maja. Podpalenie banku, działanie, które oczywiście popieram, zostało wykonane w najgorszy z możliwych sposobów, doprowadzając do ponurego rezultatu, do śmierci trzech osób.
Niektórzy anarchiści, oczywiście pod wpływem taktyki Mediów, przekształcili amfiteatry (miejsca anarchistycznych zgromadzeń w Grecji – przyp.tłum.) w „sądy”, stając się ich przewodniczącymi, wskutek czego te szumowiny ruchu anarchistycznego oraz ich „werdykt”, doprowadziły policyjne dochodzenie do zlokalizowania poszukiwanych osób.  Z tego powodu na celowniku znalazła się nowa generacja ruchu anarchistycznego. Doszło do tego, ponieważ jedynym ich „błędem” było zerwanie z tymi wszystkimi anarcho-ojcami (kierującymi amfiteatrami),zaś po tym zerwaniu samodzielnie się zorganizowali i zostali zgnieceni, gdy wyszli na ulicę. Wskutek tego nabyli nowych doświadczeń, zdolnych uczynić każdego prawdziwym przeciwnikiem systemu. Stali się celem, ponieważ pod wpływem tych doświadczeń przeszli do ataku. Wszystkim tym służalczym politykierom, mówimy, co oczywiste, że takie zachowanie nie zostało im zapomniane, dlatego też, nie powinni nawet ośmielać się mieszać w sprawę Konspiracji, ani pojawiać z jakiegokolwiek powodu na naszym procesie.  W przeciwnym razie policzymy się tam lub gdziekolwiek indziej. Ich niewielu zwolenników, starających się ich naśladować, powinno się odpierdolić i dać przestrzeń wielu nowym osobom, obdarzonym zdrowym sposobem myślenia i rewolucyjną godnością, by działać.

Wraz z tym dodatkowym wyjaśnieniem, całkowicie zrozumiałe powinno być, że nie mówię o całym ruchu Anarchistycznym/Antyautorytarnym, lecz o marnej mniejszości donosicieli i plotkarzy. Ktokolwiek wierzy w to, że jesteśmy przeciwni akcjom solidarnościowym z Uwięzionymi Bojownikami, prawdopodobnie nigdy nie czytał naszych komunikatów. Czy to poprzez moje działanie w ramach Koordynatywy Działania na rzecz Uwięzionych Bojowników, czy też poprzez teksty naszej organizacji, widoczne jest, że sprawa więźniów była i wciąż pozostaje obecna w naszych codziennych dyskusjach oraz posiada specjalne znaczenie w naszej koncepcji, naszych zamierzeniach. Ponieważ ktokolwiek zapomina o więźniach, ten ostatecznie zapomina o samej wojnie. Dlatego szanuję anarchistów, stosujących różne metody, bazujących jednak na zdrowym procesie rewolucyjnym, dających swoimi działaniami, wszystkim nam tutaj, siłę, łącząc to jednocześnie z postawą zerwania z istniejącym porządkiem. Jeśli uznaję je za najlepsze punkty wyjścia dla procesu fermentacji oraz rozwoju percepcji i zachowań, odtąd bezwzględnie popieram takie przedsięwzięcia, podburzające do wielokształtnej i agresywnej solidarności.

Na koniec, przesyłam moje wyrazy szacunku i przyjaźni Rewolucyjno-Nihilistycznym armiom, które podczas ostatnich protestów w Atenach dynamicznie zaznaczały swoją obecność, poprzez mury, wznoszę ku nim pięść. Wysyłam partyzanckie sygnały organizacjom nowej miejskiej wojny partyzanckiej oraz wściekłym towarzyszom z Salonik i Okolicy, sygnały pokazujące, że nic się nie skończyło, lecz wręcz przeciwnie, pokazujące, że nowa miejska wojna partyzancka dopiero teraz się zaczyna…

NIE MNIEJ NIŻ WSZYSTKO
WALKA DLA REWOLUCJI

SZACUNEK I SOLIDARNOŚĆ Z PARTYZANTAMI ORGANIZACJI 17 LISTOPADA, Z KRYMINALNYMI I POLITYCZNYMI ZAKŁADNIKAMI PAŃSTWA, KTÓRYCH DROGĘ WYZNACZA WŁASNA GODNOŚĆ

MAMY WOJNĘ

Gerasimos Tsakalos
Członek Więziennej Komórki Konspiracyjnych Komórek Ognia


KONTEKST ZATRZYMANIA GEORGIASA TSALAKOSA i P. ARGIROU

Źródło: baader-meinhof.la.org.pl

Dyskusja