Komunikat „Komórki Rewolucyjnej Solidarności” (01.2011)

KOMÓRKA REWOLUCYJNEJ SOLIDARNOŚCI

Ogłoszenie odpowiedzialności – Saloniki

(01.2011)



WOJNA TRWA NADAL

Umocnienie się Władzy i jej atak przeciwko wewnętrznemu wrogowi (ruchowi rewolucyjnemu – przyp.tłum.), staje się dziś, bardziej niż kiedykolwiek dotąd, palącą koniecznością. Pod wpływem strachu przed zbliżającymi się buntami oraz dynamikom (procesom), które, głównie w ostatnich latach, uległy rozwinięciu, system Dominacji zmuszony jest bronić swoich interesów i będzie ich bronił.
Tak, więc stajemy wobec bezprecedensowego przypływu represji i kontroli. Mechanizmy ścigania wroga, narzucane i ulepszane są, zarówno na poziomie ludzkim (ang: human level) jak i technicznym, podczas gdy ich prawny arsenał rozrasta się i staje bardziej elastyczny. Nowe „antyterrorystyczne” prawo, które uznaje posiadanie własnej opinii za przestępstwo, super-„pluskwy”, przenikające w głąb prywatnej, osobistej komunikacji między ludźmi, tysiące zrekrutowanych gliniarzy, krążących po ulicach, w te i z powrotem, są tylko niektórymi z przykładów, poprzez złożenie których w całość, można odczytać to co państwo chce nam zakomunikować: że jest tu obecne i to obecne wszędzie. Władza przemawia do nas, zanim wprowadzi zakaz, ale zarazem narzuca swoją ingerencję tam gdzie środki bezpieczeństwa nie zapobiegły powstaniu zbrojnego sumienia, które ją zwalcza.
Demokracja oddaje ciosy i mści się, ma swoje lochy i więźniów tej wojny. Więźniów, których usuwa z pola bitwy jak dzikie zwierzęta pozamykane w klatkach, zadbawszy wcześniej o to, by wszelkimi środkami odebrać im godność, potępić ich życie i ostatecznie zatuszować głębie ich życiowych wyborów, które nie są niczym innym niż rzeczywistym sprzeciwieniem się wszystkiemu, co jest wrogie naszemu życiu.
Oczywiście, w tej rozgrywce, Władza ma swoich sojuszników, żałosną świtę dziennikarzy. Nigdy nie mieliśmy wątpliwości odnośnie hipokryzji skrywanej za ich demokratyczną maską, ani odnośnie pozorowanej polifonii jaką się posługują. Plus, nie jesteśmy także zaskoczeni ich awansem do awangardy represji w jej najbardziej paranoicznej i delirycznej wersji. Dziennikarze byli, są i będą zapleczem (ang: para-shop) policji i jednostki antyterrorystycznej.


ŚWIADOMOŚĆ JEST CELEM

System dominacji, jako uprzywilejowany i główny użytkownik masowego terroru, dobrze wie, że projekcja siły, strach, który zasiewa w ludziach, jest dużo ważniejsza niż sama siła. Uczucia słabości i daremności wszelkiego rodzaju walki są o wiele bardziej efektywne niż jakakolwiek armia gliniarzy i każdy super zaawansowany technologicznie system nadzoru. Uczucia te prowadzą do wycofania i ciszy. Do konsolidacji strachu. Jest on pielęgnowany przez władzę, rozkwita jednak w naszym wnętrzu. Przenika ludzką egzystencję do szpiku kości i wywołuje korozję wszystkich relacji społecznych. Zarówno na poziomie grup społecznych, odnoszących się do siebie nawzajem, jak i na poziomie indywidualnym, wreszcie przenika on także dominujące systemy etyczne. Lęk uszkadza relacje pomiędzy ludźmi i skazuje ich na rozkład, prowadzący do niezadowolenia i nudy. Przede wszystkim jednak powstrzymuje on powstawanie prawdziwych związków wzajemności. Związków solidarności, związków wywrotowych i niebezpiecznych.


WYKROCZENIE POZA DWUBIEGUNOWY MODEL PROSPOŁECZNOŚCI I ANTYSPOŁECZNOŚCI

Rozwój planu rewolucyjnego działania nie jest możliwy, jeśli ustaniemy w ciągłym dążeniu do zrozumienia procesu społecznego, tak by odnajdywać sojuszników i rozpoznawać wrogów. Nie postrzegamy społeczeństwa, jako jednego ciała, ogólnie poddanego w swoim całokształcie, uciskowi, podporządkowaniu czy też będącego potencjalnie rewolucyjnym. Relacje społeczne tworzą wielopoziomowy obszar, którego nie da się zinterpretować w kategoriach etyki tego, co słuszne, a co niewłaściwe, w kategoriach ofiary i kata, Zła i Dobra. Widzimy jak władza manifestuje w nich samą siebie, głęboko zakorzeniona i sięgająca, aż do punktu, w którym przestaje być wystarczająco dostrzegalna, uchwytna. Z drugiej strony, widzimy transcendentalne (wykraczające – przyp.tłum.) zachowania i rewolucyjne sumienia, wyłaniające się na tym obszarze, gotowe spoglądać życiu prosto w oczy… Ta wielokształtna mozaika sprzeczności (zderzających się postaw – przyp.tłum.) składa się na „strefę” w której toczy się rewolucyjna wojna.


WŁAŚCIWY MOMENT JEST TERAZ, A WRÓG JEST WSZĘDZIE

Pojęcie „obiektywnych warunków” wydaje nam się być bardzo abstrakcyjne i nie zamierzamy czekać bezczynnie aż one „dojrzeją”. Nie ustanawiamy długofalowych celów, a także nie będziemy mówić ani o okresie przed-rewolucyjnym, ani o społeczeństwie po-rewolucyjnym. Z jednej strony, dlatego, że nie postrzegamy rewolucji, jako jednego wydarzenia, które ma miejsce w bardzo konkretnym czasie i przestrzeni, lecz raczej, jako nieprzerwanie ewoluujący proces, o ciągle zmieniających się cechach. Z drugiej zaś strony, dlatego, iż uważamy, że systemy polityczne, o dowolnym teoretyczno-ideologicznym uzasadnieniu, z czasem, jako takie ulegać będą instytucjonalizacji, staną się przestarzałe, i w ten sposób nam wrogie. W opozycji do tego, proponujemy organizację tu i teraz. Kolektywizację odmów poprzez bieżące zastosowanie naszych propozycji (zamierzeń). Tworzenie wojujących struktur i infrastruktur w czasie teraźniejszym, które stężeją w stałym ruchu rewolucyjnego procesu destrukcji i kreacji. Na rzecz narodzin autentycznych relacji i więzi między towarzyszami walki, poprzez wspólne doświadczania ataku i rzeczywistej solidarności.


O WSZYSTKO ALBO O NIC

Istniejąca rzeczywistość tworzy strefę wojny, o tysiącach zbadanych i niezbadanych aspektów. Lokalizujemy wroga w szeroko rozgałęzionym splocie ról, relacji i zachowań. W mechanizmach ucisku, dominujących systemach etycznych i w szantażu trwającego niewolnictwa. W drobnych codziennych kompromisach zawieranych z samym sobą. Odrzucamy częściową walkę, jako skazaną na porażkę. Pragnąc dotknąć całości uznajemy konieczność totalnego ataku o wielu formach. Rozpatrujemy atak, jako świadome zerwanie z wrogiem, przy użyciu wszelkich środków, jakimi nasze działania mogą zostać wyrażone. Nie wierzymy w istnienie generalnie rewolucyjnych albo generalnie reformistycznych działań i środków, rozumianych, jako integralna część prawdziwego życia każdego rewolucjonisty. Sens każdego działania wypływa z motywów oraz doboru przedmiotu, którymi się go realizuje. Uzbrojone mogą być tylko sumienia. Dłoń zaś zawsze trzyma tylko narzędzie.


ROZSZERZAJĄCA SIĘ REWOLUCYJNA MIEJSKA PARTYZANTKA JAKO POZYCJA WALKI

Metody partyzanckie nie są czymś, co wyciągamy z zamkniętej szafy historii. Są one działaniami, stosowanymi w różny sposób, przez rewolucjonistów w każdym zakątku planety. Taktyka zaskoczenia, wyboru miejsca i czasu gdzie zostanie zrealizowana akcja, jest być może – w obecnych warunkach – jedyną zdolną uderzyć w infrastrukturę i personel, sztab wroga. Stawiamy sobie za cel sabotaż państwowo-kapitalistycznej infrastruktury, jak również jest dla nas celem terroryzowanie naszych wrogów, wysuwanie osobistych pogróżek (pod adresem konkretnych osób – przyp.tłum.) Chcemy, by stało się dla nich jasne, tak jak jasne jest to dla nas, że wojna zawsze ma miejsce pomiędzy dwiema stronami, a my, dokonawszy wyboru, po której stronie stoimy, robimy krok naprzód. Stojąc naprzeciw monstrum kapitalizmu, które rozrywa ludzkie życie i godność, decydujemy się na zbrojną koncepcję, sumienie i działanie.


SOLIDARNOŚĆ JEST BRONIĄ

Od meksykańskich gór i szczytów w Andach, po ataki bombowe w Chile i podpalenia w Belgii, swoje istnienie manifestują ludzie, zdecydowani nie zwieszać głowy. Walka o wolność jest ich własnym życiem, nie czymś poza czy ponad nim.
Wiedza, że na krawędzi świata istnieją ludzie, żyjący i umierający dla tych samych lub podobnych powodów, stosujący te same lub podobne środki, i przez to w jakiś sposób dzielący z nami, te same lub podobne uczucia, myśli, lęki i marzenia, wszystko to jest dla nas czymś więcej niż tylko wsparciem. To coś, co popycha nas ku temu, by nie poddawać się nawet w najtrudniejszych czasach, wypełniając siłą i dając nam nadzieję, że w końcu zwyciężymy. Jeśli dotąd nie odnieśliśmy zwycięstwa, to częściowo związane jest to z faktem, iż nie jesteśmy jeszcze wspólnotą, ani nawet siecią.

Czysta, czcza wiedza akademicka niezmiernie przydaje się w nigdy, nie mających końca dyskusjach, przy tanim winie. Jednak, jeśli nie ulegnie ona przeobrażeniu, wcielając się w sumienie, pozostaje tylko nieszkodliwą paplaniną. Sumienie zaś przychodzi, realizuje się jedynie poprzez praktykę, doświadczenie.
Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej, zachodzi konieczność kontynuowania walki przez każdego członka wspólnoty. Dowiadywania i uczenia się, co dzieje się wszerz i wzdłuż całego globu, by zyskać bodziec, sygnał od rewolucjonistów całego świata, potwierdzający, że działania wojenne nadal trwają. Konieczność kontynuowania walki nie poprzez wkład, polegający na zwykłej aktualizacji (wiedzy, informacji – przyp.tłum.), lecz poprzez znalezienie się w miejscu, w którym każdy rewolucjonista/rewolucjonistka uzna siebie za część tej sieci i działając w jej ramach, przechodząc do ataku. Co byłoby, gdyby w odpowiedzi na każdy strajk, uderzenie, podjęte przez członka naszej wspólnoty, wprawiana w ruch byłaby międzynarodowa kampania kontrinformacji, dotycząca bieżącego zdarzenia, a rewolucjoniści na całym świecie przechodziliby do działania, wywierając nacisk na władze, urzędników każdego kraju, tak, że nie byliby oni w stanie znaleźć dla siebie kryjówki? Tym właśnie jest międzynarodowa solidarność i tak właśnie przełamuje ona granice.

Postrzegamy solidarność, jako dynamiczny, obustronny i wielopoziomowy związek wzajemności, Obustronny, ponieważ składający się z dwóch lub więcej części, które jednakowo go doświadczają (po równo – przyp.tłum.), porzucając, zasługujący na pogardę, nawyk podziału na transmitera (dającego – przyp.tłum.) i odbierającego, tego, który „czyni” solidarność i tego, który ją „otrzymuje”. Wielopoziomowy, gdyż poziom jego prawdziwości, zależy od tego jak dalece wspólne są cele, pragnienia i bóle, tych, którzy go tworzą. Dynamiczny zaś z tego powodu, że zawsze dążący do rozwijania, do wynajdywania twórczych sposobów, na to jak przyoblec się w ciało i kości (urzeczywistnić – przyp.tłum.)

Za niezbędne dla ewolucji planu rewolucyjnego, uważamy bieżącą realizację propozycji stworzenia sieci międzynarodowej. Budowanie poziomej, rozszerzającej się i ciągle wypracowywanej sieci. Narzędzia otwartej komunikacji i dialogu, pełniącego również, pomiędzy rewolucjonistami, funkcję transmitera idei i działań. A zatem, włączamy nasze ostatnie ataki w ramy apelu o solidarność z sądzonymi członkami Konspiracyjnych Komórek Ognia, jak również na rzecz powstawania nieformalnej federacji anarchistycznej, opartej na propozycjach F.A.I., przywróconych do życia przez Konspiracyjne Komórki Ognia.
12-go i 13-go stycznia posunęliśmy się naprzód, wzniecając falę ataków na terenie miasta Saloniki, wysyłając w ten sposób naszym towarzyszom, ogniowe sygnały. W ten sposób, uderzyliśmy w:


W południe 12 stycznia:

– biuro Angelosa Koloktronisa, dziennikarza i parlamentarzysty z ramienia partii L.A.O.S. Była to nasza ocena jego 35-letniej służby na stanowisku redaktora naczelnego w dużych gazetach, takich jak nasza, dobrze znana, donosicielska Makedonia (w oryginale dokonano gry słów, nazywając gazetę: „snitch-donia” łącząc w ten sposób słowo „donosiciel” z jej tytułem.) jak również w wielu innych parainformacyjnych mediach, a także ze względy na jego skrajnie prawicowe przekonania.

– biura Związku emerytowanych policjantów na ulicy Promitheos


Nocą 13 stycznia:

– 2 samochodów należących do policji w regionie Peraia
– samochodu należącego do korpusu dyplomatycznego w regionie Ano Toumpa


SOLIDARNOŚĆ z bojownikami miejskiej partyzantki GERASIMOSEM TSAKALOSEM – PANAGIOTISEM ARGIROU – HARISEM HADJIMICHELAKISEM, członkami R.O. Konspiracyjne Komórki Ognia oraz wszystkimi, którzy sądzeni są w tej samej sprawie.

WOLNOŚĆ dla PANAGIOTISA MASOURASA – KONSTANTINY KARAKATSANI – GIORGOSA KARAGIANNIDISA – ALEXANDROSA MITROUSIASA

Nigdy nie zapomnimy naszych nieposłusznych braci DIMITRISA DIMTSIADISA – HARALAMBOSA TSILIANIDISA – DIMITRISA FESSASA – SOKRATISA TZIFKASA – GIANNISA SKOULOUDISA i chcielibyśmy przypomnieć im, że nasz wybór drogi niszczenia i tworzenia trwa nadal.

nieformalna federacja anarchistyczna – Komórka Rewolucyjnej Solidarności


Źródło: baader-meinhof.la.org.pl

Dyskusja