4-ka z Kozani: o napadzie, Anarchii i przyczynach schwytania przez gliny

pobity

Sprostowanie: Grecki oryginał i angielskie tłumaczenie tego tekstu zawierały błąd, który poprawiliśmy. W ostatnim zdaniu, czwórka aresztowanych towarzyszy pomyliła ze sobą towarzyszy Ryo i Riyano, błędnie używając ich imion zamiennie.
Ryo był anarchistą mieszkających w Manado na terenie północnego Sulawesi w Indonezji. Szerzył międzynarodową solidarność swoimi działaniami w grupie Negasi. Został zabity wskutek pchnięcia nożem. Natomiast Riyano pochodzi z Borneo i zmarł z powodu przemysłowego raka (industrial cancer) zwanego „kelenjar getah bening”. Ten anarchista działał w antyautorytarno/anarchistycznej gazecie Katalis, założonej w 2008 r.

Tło sprawy czwórki z Kozani: policja zatrzymuje grupę anarchistów, którzy uciekają po obrabowaniu urzędu pocztowego i banku w Kozani; po zatrzymaniu są oni przez wiele godzin dręczeni i bici; policja publikuje zdjęcia torturowanych, które wyretuszowała photoshopem aby ukryć ślady, część mediów i lewicowi politycy zaczynają domagać się wyjaśnień, zatrzymani deklarują swoją przynależność do anarchistycznego podziemia zbrojnego i zwracają uwagę, że kwestia pobić jest nieistotna wobec o wiele ważniejszej sprawy politycznego rabunku oraz represji państwa z jaką spotyka się ta rewolucyjna praktyka. Konspiracyjne Komórki Ognia/Nieformalna Federacja Anarchistyczna publikują oświadczenie w którym solidaryzują się z zatrzymanymi. Pod więzieniem i sądem odbywają się demonstracje. Dochodzi do ataków na policje w odwecie za tortury i pojmanie partyzantów.

Nasze dni obojętnie przemijają, lecz nasze noce pełne są życia.

Biegniemy szlakiem ucieczki, w czasie gdy wokół trwa obława. Zostawiamy za sobą narzucone życie, ukształtowane rękami władców w taki sposób, abyśmy swoje wewnętrzne podporządkowanie postrzegali jako obiektywne warunki na które nie mamy wpływu. Dzięki temu system praw i zasad zyskuje naszą moralną legitymację, a jednostka, człowiek, osoba staje się elementem bezosobowej logiki statystycznych wyliczeń. Daleko przed nami, świat naszych „utopijnych” marzeń, ku któremu możemy się zbliżyć jedynie dzięki przemocy. Jedno życie, jedna szansa i konkretne decyzje.

W piątek 1 lutego 2013, razem z grupą towarzyszy przeprowadziliśmy podwójny napad na Agrokultural Bank i Pocztę w Velvento, Kozani. Uważamy, że trzeba przyjrzeć się przebiegowi tych wypadków, aby poszerzyć operacyjną analizę napadu rabunkowego, naświetlając wszystkie aspekty tej sprawy, charakter naszych decyzji, błędy jakie popełniliśmy oraz przyczyny, które nas do tego doprowadziły.

A zatem, piątkowym popołudniem, zaatakowaliśmy dwa cele w dwóch odrębnych zespołach. Od samego początku zamierzaliśmy zabrać pieniądze z obu sejfów i to udało się zrealizować. Podczas ucieczki, seria niefortunnych zdarzeń oraz nasze pomyłki sprawiły, że policji udało się namierzyć nasz samochód oraz jego kierunek.

Zaraz po napadzie policja zorganizowała kontrolę całego obszaru, wobec tego towarzysz prowadzący vana, przerobionego z zewnątrz na karetkę pogotowia, szukał przejezdnej drogi ucieczki dla siebie i grupy, która przeprowadziła napad. Popełnił wówczas błąd, trzykrotnie przejeżdżając pod nosem radiowozów. W efekcie uznali go za podejrzanego i zaczęli ścigać. Podczas dalszej ucieczki zabrnął w nieznany obszar miasta i tam utknął, dojeżdżając do trzech ślepych, błotnistych uliczek, które pełne były dziur i wybojów. W jednej z nich został otoczony, nie mając już praktycznie żadnej możliwości dalszej ucieczki. I tak, zdążył jeszcze podpalić auto, po czym został aresztowany. Gdy nasi towarzysze oraz ich pojazd wpadli w ręce policji nasze możliwości działania zostały drastycznie ograniczone.

Postanowiliśmy więc zatrzymać przejeżdżające auto, gdyż zwiększało to nasze szanse na bezpieczne wymknięcie się obławie. W tej nowej sytuacji najistotniejsze było, żeby gliny nie dowiedziały się o nowym pojeździe naszych towarzyszy – my natomiast zdecydowaliśmy się zatrzymać kierowcę razem z nami w naszym vanie, do czasu aż się wymkniemy. Niedługo później natknęliśmy się na policyjne auto, co stopniowo przerodziło się intensywną pogoń za nami aż do miasta Veroia, w której uczestniczyła większość sił policyjnych dostępnych w tym rejonie. Oczywiście ani przez moment nie dopuszczaliśmy możliwości użycia naszego zakładnika jako żywej tarczy (co nie stanowiłoby dla nas problemu gdybyśmy mieli do czynienia na przykład z menadżerem banku) – tym niemniej policja nie wiedziała nawet, że ktoś taki jest z nami w samochodzie. Koniec końców, stał się on żywą tarczą osłaniającą gliny, bez ich wiedzy – ponieważ to właśnie ze względu na niego postanowiliśmy wstrzymać się od użycia broni. Zrobiliśmy tak z powodu naszego systemu wartości, który nie pozwala nam ryzykować życia przypadkowej osoby, która znalazła się w takiej sytuacji wbrew swojej woli.

Podkreślamy, że mieliśmy przy sobie broń nie dla przestrachu tylko po to, żeby jej użyć w razie starcia z glinami.
To, że z niej nie skorzystaliśmy było wynikiem warunków w jakich się znaleźliśmy wskutek naszych błędnych kalkulacji. Jedynym sposobem ucieczki w tamtym momencie było wciśnięcie gazu – staraliśmy się osiągnąc maksymalną prędkość i zyskać przewagę nad ścigającymi nas glinami. Veroia nie daje jednak możliwości takiej jazdy, zatem wkrótce znaleźliśmy się w jednej z jej wąskich uliczek, co zakończyło się naszym aresztowaniem. Jedyne o czym powiedzieliśmy glinom w jego trakcie, to że nasz zakładnik nie jest jednym z nas ani nie ma nic wspólnego z napadem. Mimo to, gliny biły również i jego, co najmniej tak długo, jak długo mieliśmy z nim kontakt wzrokowy.

Opisujemy te wypadki nie po to, żeby się wywyższać czy auto-promować. Chcemy wykorzystać je, by wyjaśnić innym jakie warunki doprowadziły do takiego końca.

****************

Historia tego pościgu kończy się na policyjnym posterunku w Veroi, gdzie gliny torturują trzech z nas przez wiele godzin. Robią to w znany wszystkim sposób: nakładają nam na głowy kaptury, krępują ręce z tyłu przy pomocy kajdanek i zaczynają bicie.

Liczymy się z tym, ponieważ między nami a systemem przebiega wyraźna linia, oznaczająca wojnę pomiędzy dwoma światami. Światem dominacji, represji i podporządkowania a światem wolności, który stwarzamy i utrzymujemy przy życiu dzięki naszej niezmordowanej walce z władzą.

Policyjne świnie stanowią w tej wojnie permanentny cel ataku dla anarchistycznych partyzantów, uosabiając linię frontu i represywne ramię mechanizmów dominacji. Dlatego zachowanie policjantów nie było dla nas niczym zaskakującym. Jeśli państwo nas nie zwalcza jest to poważny powód aby zacząć się martwić. Tortury jako metoda, były, są i będą bronią obecną w arsenale każdej władzy. My, natomiast, jako anarchiści, odrzucamy stosowanie ich wobec naszych wrogów, preferując zamiast tego dumną praktykę „egzekucji” politycznych. Chcemy wyeliminować zgniliznę tego świata zamiast ją powielać.

Wydaje się, że walczący ludzie są skłonni przypisywać taki pogląd mechanizmom represji, internalizują tym samym ideę klęski w środowiskach wywrotowych. Oznacza to zgodę na koncepcję ograniczonej wojny przeciwko wrogom wolności, będąca zarazem zgodą na burżuazyjną legalność i moralność społeczną. By nie pozostawiać wątpliwości kogo mamy na myśli, taką postawę odnajdujemy w oświadczeniach ANTARSYI czy A.K. [Ruch Antyautorytarny]. Służy to bardziej reformizmowi niż radykalizacji.

Nie widzimy konieczności odnoszenia się do dziennikarzy, SYRIZY oraz innych części systemu, które puszczają do nas oko w swoich „przyjacielskich” oświadczeniach, w nadziei na to, że przechwycą tych świadomych, którzy zaczynają wyłamywać się z norm, i poddaństwa. Takie przechwycenie pomogłoby jedynie reżimowi w stabilizacji.

***********

A teraz odnośnie tortur: nasza odpowiedzią powinien być polimorfizm (wielotorowość – przyp.tłum.) działań. Niezbędne jest nagłaśnianie konkretnych przypadków poprzez działania kontr-informacyjne, takie jak komunikaty, plakaty, wiece, demonstracje etc., tak by coraz więcej ludzi zaczęło wyciągać wnioski z takich przypadków. Wnioski, które nie pozostawią miejsca na mówienie o „pojedyńczych sytuacjach” czy „reakcjach zemsty”, lecz pozwolą zrozumieć, że przemoc fizyczna zawsze była narzędziem represji i kontroli, stosowanym przez społeczeństwo. To samo tyczy się wojny dominacji z rewoltą.

Rzecz jasna, takie informacje muszą rozprzestrzeniać się równolegle z przesłaniem terroru dostarczanym tym naturalnym katom jakimi są gliny. Gdy chcemy powstrzymać ich bicie, wewnątrzsystemowe donosy czy legalne procedury nie mają sensu – ponieważ one również niosą w sobie nasze zezwolenie i nieformalną akceptację dla władz sądowych i dziennikarskich. Musimy stawić opór – a nasz opór także musi być przemocą. Ponieważ zaatakowanie glin – nie tylko tych w Veroi – czy to przy pomocy kamieni, czy mołotowów, czy broni, niewątpliwie skłoni je do namysłu nad swoimi decyzjami, a zanim znów podniosą na kogoś rękę, zastanowią się dwa razy, licząc swoje rany. Ponieważ, jak to bardzo trafnie zostało ujęte, nasi wrogowie posiadają nazwiska i adresy.

******************

Nie będziemy tu szczegółowo odnosić się do roli banków – w naszych czasach sprawa ta jest zrozumiała dla każdego. Ich istnienie jest nieustannym rabunkiem. Dla nas jako anarchistów, każdy sposób ataku przeciwko nim jest czymś dobrym: podpalenia, zamachy bombowe, napady. Oczywiście, wiele dyskutowano o naszej sprawie i na pewno musimy przezwyciężyć te opinie i wrażenia.
Musimy uderzyć w ciągłe próby podważenia naszych wyborów, a także naświetlić zgniliznę socjologicznych interpretacji i pseudo-humanitarnego gadania o wpływie środowiska, co próbuje się nam przepisać w związku z [naszym] wiekiem.

„Dzieciaki z sąsiedztwa atakują bank. Dlaczego?”

Ponieważ rabunek to świadomy akt polityczny. Nie ma nic wspólnego z burzliwym okresem dorastania, pragnieniem wzbogacenia się, czy rzekomym lenistwem, jakie próbuje się nam przypisać. Tym niemniej towarzyszy mu pragnienie wyzwolenia własnego życia z brutalnej eksploatacji pracy najemnej. Odmawiamy w ten sposób bycia trybami w finansowych interesach. To nasz opór przeciwko umysłowemu i moralnemu bankructwu ich świata, nabierającemu coraz większego tempa.

To oczywiste, że w naszych środowiskach nie brak kreatywności. Mimo wszystko, przygotowanie napadu rabunkowego wymaga umysłowej i fizycznej pracy. Nie chcemy jednak podporządkowywać naszej kreatywności światu produkującemu i reprodukującemu pracę. Rzecz jasna, negacja pracy najemnej nie miałaby dla nas znaczenia, gdybyśmy nie dążyli jednocześnie do jej zniszczenia. Jesteśmy nieskruszonymi anarchistami i nie szukamy sympatii, współczucia ani zrozumienia, dlatego, że ponoć postępujemy „źle”, bo żyjemy w „złym” świecie. Dążymy do popularyzowania naszych wartości i działań, będziemy o to walczyć do naszego ostatniego słowa, do naszego ostatniego pocisku.

*************

uciekaja

Każda nasza agresywna akcja oznacza pełną rewolucyjną wojnę rozgrywaną na wszystkich poziomach. Nie zamierzaliśmy wydać pieniędzy z tego rabunku na dostanie się jakiegoś sztucznego raju dla konsumentów. Były dla nas jedynie narzędziem służącym do zasilenia rozmaitych form walki. Od drukowania komunikatów po zakup broni i materiałów wybuchowych oraz do zakładania nielegalnych struktur obrony i ataku. Od wynajmowania naszych nielegalnych mieszkań po gromadzenie materiałów, pozwalających wysadzić w powietrze ich fałszywy pokój społeczny.

Naszym celem jest rozpowszechnianie akcji bezpośredniej skierowanej przeciwko całokształtowi zniewalających nas warunków. Czy to w grupie partyzanckiej czy otwarcie, twarzą w twarz, wszelkimi sposobami, każdy z nas stara się dać z siebie jak najwięcej i jak najskuteczniej, sięgając po dowolne metody preferowane przez daną osobowość czy grupę, wnoszące wkład do walki. Celem każdego naszego posunięcia, każdego ataku partyzanckiego, jest zawsze rozpowszechniać świadomość rewolucyjną. Aby świadomie zajmować pozycję przeciw światu powszechnego zniewolenia, przeciw każdemu wrogowi, który przybiera rozmaite kształty, byle tylko wchłonąć to co staje mu na drodze. Przeciwko tym warunkom, konieczna jest walka o wolność oraz dążenie do rozpozniania najbardziej bojowych elementów w bieżącym układzie anarchistycznej walki.

Ponieważ w świecie uniwersalnej uległości, anarchia nigdy nie będzie grzeczną i przyjemną ideą, za to pozostanie z nim w wiecznym starciu. Nie może ona ograniczać siebie do nieszkodliwych i demokratycznie dopuszczalnych form ekspresji, ani fetyszyzować wybranych środków – stanowi raczej niepodzielną totalność wszystkich postaci walki. Każda osobowość oraz grupa, w zgodzie z własnymi pragnieniami, intencjami i powodami, przyczynia się, wszelkimi możliwymi środkami, do tego by walka trwała nadal. Anarchia to nasz własny sposób organizacji, życia i walki. To organizacja bez żadnych ograniczeń i restrykcji, walka, która nigdy nie ustaje. -To także ekstremalne braterstwo, jakiego doświadczamy w zbuntowanych społecznościach, na przekór zgniliźnie społecznej fabryki postaw.

Kończąc chcielibyśmy pozdrowić wszystkich towarzyszy, którzy działają. Klejąc plakaty, wznosząc okrzyki, organizując wiece, wydając solidarnościowe oświadczenia (po obu stronach więziennych murów). Tych, którzy w tym momencie, przygotowują swoje ataki.

PS.1 Przesyłamy wyrazy solidarności Spirosowi Dravilasowi, który prowadzi strajk głodowy, podejmując twardą i bolesną walkę, aby zaczerpnąć powietrza wolności. Dużo siły.

PS.2 Niedawno w przypadkowej bójce zginął towarzysz Ryo z Indonezji. Był on anarchistą, który swoim działaniem organizował międzynarodową solidarność. Teraz, pomimo, że opuścił szeregi naszej wrogości wobec istniejącego, jesteśmy przekonani, że wciąż spoglądamy w stronę tej samej gwiazdy, gwiazdy nieustającej anarchistycznej rewolty. Chwała towarzyszowi Ryo.

Anarchiści:

Nikos Romanos
Dimitris Politis
Andreas-Dimitris Bourzoukos
Giannis Michailidis

Dyskusja