Artur Domosławski: Rewolta zranionej pamięci

Antyzachodnie urazy na południu naszej planety odradzają się. Dlaczego właśnie teraz, po kilku dekadach, jakie minęły od upadku kolonializmu?

Przykład pierwszy: koncern farmaceutyczny Pfizer szuka materiałów kompromitujących prokuratora generalnego Nigerii, który odważył się wszcząć śledztwo przeciw firmie. Pfizer testował na nigeryjskich dzieciach nowy antybiotyk; niektóre z nich zmarły.

Przykład drugi: koncern naftowy Shell, który od dziesięcioleci eksploatuje nigeryjską ropę, ma wtyczki w niemal każdym ministerstwie rządu Nigerii.

Takie rewelacje ujawnione przez portal Wikileaks wywołują coś więcej niż zakłopotanie. Można usłyszeć, że to jakiś nowy kolonializm, albo żartobliwie gorzką uwagę, że kiedy komunistyczna propaganda mówiła o zachodnim imperializmie, to może nie wszystko było zmyślone.

W ostatnich dwóch dekadach świat się zmienił, dla ludzi z Europy Wschodniej nawet bardziej niż dla innych. Historia nas przesunęła: należymy teraz do Zachodu, a z perspektywy ubogich krajów Południa – do zamożnej Północy. Kłóci się to z myślowym przyzwyczajeniem, że jesteśmy pokrzywdzeni przez historię i los. Dziś należymy do klubu krajów uprzywilejowanych.

Kpina praw człowieka

Nowy ład ekonomiczny budzi od lat 90. protesty na terytoriach, które niegdyś były koloniami lub półkoloniami: w Afryce, Azji, Ameryce Łacińskiej. Mieliśmy rozmaite odsłony tego sprzeciwu: ruchy alterglobalistyczne, rewolty etniczne i biedoty wiązane z nazwiskami m.in. Marcosa, Luli, Chaveza, Moralesa; a także ruchy fundamentalistyczne w świecie islamu. Te ostatnie są reakcją na porażkę modernizacji bądź sprzeciwem wobec polityki Zachodu odbieranej jako eksploatacja słabszych politycznie, ekonomiczne i militarnie krajów, społeczeństw i ich bogactw.

Kraje Południa stają się niezależnymi od USA i Europy aktorami polityki, niejednokrotnie budują sojusze w opozycji do nich. Chiny, Indie, Brazylia wyrastają na światowe potęgi gospodarcze – współpracując między sobą, a także z innym krajami Ameryki Łacińskiej, Afryki, niektórymi państwami Bliskiego Wschodu stworzą prawdopodobnie układ sił w świecie różny od tego, który znamy dziś.

Polska stała się częścią Zachodu i bogatej Północy nie tylko w porządku symbolicznym. Jest członkiem Unii Europejskiej i NATO, u boku armii USA wzięła udział w inwazji na Irak bez mandatu ONZ, wspierając mit liberalnego imperium – mit, który w XIX w. wyrażał się w formule niesienia cywilizacji gorzej rozwiniętym ludom, a dziś – niesienia im demokracji i ideałów praw człowieka. Nawet jeśli nigdy nie mieliśmy kolonii, jesteśmy teraz częścią świata, na którego dziejach ciąży zbrodnia kolonializmu. Możemy się od niej odcinać, choć lepiej byłoby ją przemyśleć. Brak takiej refleksji sprawił, że w trakcie inwazji na Irak nie brano na serio pytań w rodzaju: czy nie bierzemy przypadkiem udziału w wojnie o strategiczne surowce skrywającej neokolonialne cele pod retoryką humanitarną?

Nadarza się kolejna okazja, by nadrobić braki. Nie tylko dzięki Wikileaks. Rok temu ukazała się książka Svena Lindqvista „Wytępić całe to bydło” – o ludobójstwie dokonywanym przez Europejczyków w imię postępu w XIX-wiecznej Afryce. Teraz ukazała się kolejna ważna książka – „Nienawiść do Zachodu” Jeana Zieglera. Ten szwajcarski socjolog i dyplomata, były specjalny sprawozdawca ONZ ds. prawa do wyżywienia i doradca Rady Praw Człowieka ONZ ukazuje w niej jeszcze bardziej szokujące przykłady niż Wikileaks. I stawia fundamentalne pytanie: dlaczego zapewnienia polityków z Europy i Ameryki o promowaniu przez nich praw człowieka, rozwoju i inwestycji brzmią dla wielu ludzi z Południa jak kpina?

Zanim zbudowano Auschwitz i Kołymę

Tego się w szkole nie uczyliśmy: generał Thomas Robert Bugeaud, generalny gubernator Algierii w latach 40. XIX w., wynalazł tzw. wędzarnię – metodę eksterminacji tubylców, która zyskała uznanie w Paryżu. „Polegała – pisze Ziegler – na spędzeniu ludności całej wioski do pieczary, u wejścia do której podkładano ogień. Żołnierze posilali się spokojnie, oglądając płomienie i słuchając dochodzącego z ogarniętej dymem jaskini skowytu uwięzionych kobiet i dzieci. Gdy umilkły ostatnie krzyki umierających ludzi, żołnierze zamurowywali wejście do pieczary”. To jeden z dziesiątków przytaczanych przez Zieglera przykładów.

„Cała ta filozofia obsesyjnej pogardy i nienawiści, podłości i zdziczenia, nim zainspirowała budowę Kołymy i Oświęcimia, została wieki wcześniej sformułowana i zapisana przez kapitanów »Marthy « i »Progresso «, »Mary Ann « czy »Rainbow « w ich kabinach, kiedy patrząc przez okno na lasy palmowe i rozgrzane plaże, czekali na swoich statkach uczepionych wysp Sherbro, Kwale czy Zanzibar na załadunek kolejnej partii czarnych niewolników”. To już nie Ziegler, lecz Ryszard Kapuściński.

„Chcemy, by początkiem i końcem ludobójstwa był nazizm. Tak jest najwygodniej” – dodaje szwedzki pisarz i reporter Sven Lindqvist.

Gdy Europejczycy popełniali zbrodnie ludobójstwa na Południu, słowo „ludobójstwo” nie istniało – wymyślono je dopiero po II wojnie światowej (jego twórcą był polski prawnik Rafał Lemkin). A gdy brakuje słowa dla nazwania zła, to owo zło może umknąć uwadze, zwłaszcza że o tak strasznej zbrodni własnej nie chce się pamiętać.

Europa nie chciała i nie chce rozpamiętywać swoich zbrodni na Południu również dlatego, że przez długi czas europejscy mężowie stanu i elity umysłowe nie traktowały ich jako okrucieństwa popełnionego wobec równych sobie istot. Nie tylko prymitywni kapitanowie statków, lecz także XIX-wieczni myśliciele uzasadniali podbój wyższością rasową. Na takiej m.in. literaturze i w takiej atmosferze intelektualnej – jak ukazuje Lindqvist – wychował się Hitler.

Potoczna obserwacja skłania do wniosku, że dla wielu ludzi wyrosłych w czasach PRL zbrodnie imperializmu europejskiego i amerykańskiego to kłamstwa, a w najlepszym razie wyolbrzymienia ówczesnej propagandy. Tymczasem antyzachodnie urazy na Południu odradzają się. Czy są irracjonalne? I dlaczego odradzają się teraz, po kilku dekadach, jakie minęły od upadku kolonializmu?

Ziegler odwołuje się do ustaleń badacza świadomości zbiorowej Maurice’a Halbwachsa: „Podobnie jak jednostki, tak i społeczeństwa mogą znaleźć się w stanie szoku i paraliżującego rozbicia wywołanego nieoczekiwaną napaścią z zewnątrz, której towarzyszy niebywała przemoc niemieszcząca się w żadnej istniejącej wcześniej kategorii. A jak reaguje społeczeństwo dotknięte takim szokiem? Spycha traumatyzujące wydarzenie, z którym nie potrafi sobie poradzić jego świadomość, w najgłębsze zakamarki pamięci”.

Wspomnienia o traumatycznych zdarzeniach wracają po latach: ofiara zaczyna mówić o krzywdach, upomina się o godność, publiczną pamięć o zbrodniach, zadośćuczynienie. Dzisiejsza niechęć czy – jak pisze Ziegler – nienawiść wielu ludzi i społeczeństw Południa do Zachodu jest tego mechanizmu ilustracją.

Mit liberalnego imperium

Gdy na Południu zraniona pamięć budziła się ze snu – miałem nieraz okazję obserwować to zjawisko na zlotach ruchów sprzeciwu w Porto Alegre, w trakcie podróży do Ameryki Łacińskiej i Afryki – na Zachodzie odradzała się idea liberalnego imperium, które czy to poprzez „programy dostosowawcze” Międzynarodowego Funduszu Walutowego, czy to poprzez zbrojne interwencje niesie południowcom „sprawdzone” rozwiązania ekonomiczne i liberalną demokrację – najchętniej tym, którzy mają strategiczne surowce. Wyrazicielami tej filozofii byli zarówno prawicowi przywódcy Bush i Chirac – nawet jeśli ten ostatni nie przyłączył się do najazdu na Irak – jak i „nowolewicowy” Blair. Z perspektywy Południa ideologiczne różnice między nimi są niuansami.

W XIX w. krytyka imperializmu była rodzajem prowokacji, stać na nią było niewielu, jak Josepha Conrada czy szkockiego arystokratę i socjalistę Cunninghame’a Grahama, który próbował spojrzeć na europejski imperializm oczami podbijanych. Podbijani – jak pisał ten ostatni – „doskonale zdają sobie sprawę, że postulaty poprawy rządów, postępu i prawości stawiane słabszym narodom przez potęgi chrześcijańskie mają na celu ich aneksję”.

Propagatorzy współczesnej wersji mitu liberalnego imperium ignorują ten punkt widzenia. Na przykład Niall Ferguson zachwalał dorobek kolonializmu w Indiach: sieć kolejową i instytucje takie jak parlament. Jak gdyby zapomniał, że w latach 1876-79 znaczną część Indii dotknęła – według ówczesnej prasy – „najbardziej niszczycielska susza w dziejach świata”. Jej skala pewnie nigdy nie zostanie ustalona, szacunki wahają się od 5,5 do 12 mln ofiar głodu. Żniwo śmierci było efektem połączenia dwóch czynników: suszy i polityki Brytyjczyków. Ludzie umierali mimo istnienia kolei i milionów ton zboża w obrocie handlowym. Imperialny wolny rynek karmił indyjskim zbożem inne części świata, z Londynem na czele.

Tę gigantyczną katastrofę humanitarną zrekonstruował amerykański historyk Mike Davis w książce „Late Victorian Holocausts. El Nino Famine and the Making of the Third Word” (Książka Roku 2002 według World History Association). Davis dowodzi, że w epoce wiktoriańskiej tkwią korzenie dzisiejszego status quo obszarów, które podczas zimnej wojny zaczęto nazywać Trzecim Światem. Miliony Hindusów zmarły z głodu, bo ich praca i produkcja stały się częścią nowoczesnej gospodarki światowej – na prawach prowincji.

Dobrze jest pamiętać o tamtej tragedii dziś, gdy rozmaite „programy dostosowawcze” dla krajów biednych są opakowywane przez Europę i Amerykę w retorykę włączania biednych peryferii w krwiobieg globalizacji – oczywiście na warunkach podyktowanych przez Północ.

Bez moralnej legitymacji

Tamta historia ma reperkusje współczesne. Ziegler pisze o swoim spotkaniu z Saralą Fernando, dyplomatką ze Sri Lanki. „Pamięta pan – mówi Fernando – co [Anglicy] zrobili z indyjskimi tkaczami? Żeby zniszczyć przemysł tekstylny w Indiach i narzucić monopol, obcinali palce miejscowym tkaczom – mężczyznom, kobietom i dzieciom. A kiedy dotarli do nas, na Sri Lankę, setki tysięcy hektarów ziemi, na których mieszkali i z których żyli lankijscy chłopi, uznali za waste lands – ziemię nienależącą do nikogo. Miejscowi chłopi zostali z niej wypędzeni. Setki tysięcy osób umarły wówczas z głodu. Angielskie plantacje herbaty powstały na zbiorowych grobach naszych rolników…”.

Ziegler nie dziwi się tym słowom, bo zna historię; dziwi się jednak, że dyplomatkę ze Sri Lanki oburza potępienie przez Zachód reżimu w Sudanie oskarżanego o ludobójstwo w Darfurze. Próbuje zrozumieć motywy rozmówczyni. „Odbierała potępienie dyktatury Omara Baszira jako niedopuszczalny atak wymierzony w narody południowej półkuli”. Dlaczego? Bo „wziąwszy pod uwagę zbrodnie popełnione i nadal popełniane przez Zachód, uważa za nieprzyzwoitość powoływanie się przez zachodniego ambasadora na prawa człowieka, niezależnie od okoliczności, w jakich ma to miejsce. W Nowym Jorku i Genewie ogromna większość jej algierskich, filipińskich, senegalskich, egipskich, pakistańskich, bengalskich, kongijskich kolegów myśli tak samo jak ona. Ich pamięć przechowuje te same blizny…”.

Innym razem Ziegler pyta dyplomatę zachodniego, dlaczego wielu światłych dyplomatów z Południa odmawia współpracy z Zachodem w kwestii praw człowieka. Odpowiedź: „To reakcja na sprawę Iraku i Palestyny”.

Kolonializm nasz dzisiejszy

Nie chodzi więc tylko o pamięć przeszłych krzywd. Po upadku kolonializmu Zachód zrobił sporo, by urazy ludzi Południa wybudzić z długiego snu.

Ziegler poświęca sporo miejsca podróżom do Afryki prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego, który retorycznie odcina się kolonializmu, a zarazem potrafi mówić, że zacofanie kontynentu to efekt niezdolności Afrykanów do wyzwolenia się z kulturowych mitów. Zapewnia, że Francja jest z Afrykanami, ale gdy dochodzi do konkretów, tak samo jak jego poprzednik Chirac jest pierwszym przeciwnikiem zniesienia subwencji dla rolnictwa w UE, które zabijają szanse afrykańskich rolników na rynkach światowych.

Pisze Ziegler: „W oczach większości mężów stanu i działaczy ruchów społecznych z Południa system, który uderza w najbiedniejsze warstwy społeczeństw półkuli południowej, jest bezpośrednią kontynuacją kolonialnych i opartych na pracy niewolniczej metod produkcji”.

Co konkretnie ma na myśli? Wypowiada to cytowany w książce polityk z Wybrzeża Kości Słoniowej: „Wy, którym wydaje się, że niewolnictwo przestało istnieć, zastanówcie się raz jeszcze. Jak inaczej wytłumaczyć, że ceny produktów wytwarzanych długotrwałą i ciężką pracą w świątek czy piątek przez miliony rolników ustala ktoś, kto w klimatyzowanym biurze siedzi wygodnie przed swoim komputerem i nie ma pojęcia o trudzie włożonym w tę pracę. (…) Handlarze niewolników nie zniknęli. Przekształcili się w inwestorów giełdowych”.

Zdaniem Zieglera zachodnie reguły gry zostawiają mieszkańców w położeniu niewolników, półniewolników, a w najlepszym razie Baumanowskich „ludzi zbędnych”.

Państwa Mali, producenta bawełny, finansowo nie stać na walkę na forum Światowej Organizacji Handlu ze Stanami Zjednoczonymi, które subwencjonują rodzimych producentów bawełny, łamiąc w ten sposób przyjęte reguły. Gdy Mali staje okoniem, np. nie dopuszczając do podjęcia konsensualnych decyzji w WTO, Waszyngton przyciska cherlawego konkurenta za pomocą MFW. Walka pięściarza wagi ciężkiej i piórkowej.

Bruksela namawia biedne kraje Południa do otwarcia rynków dla międzynarodowych korporacji, obiecuje napływ kapitału. Zapomina, że gdy Europa i Ameryka się rozwijały, same chroniły własną produkcję przed konkurentami zagranicznymi, m.in. poprzez bariery celne. WTO dopuszcza cła ochronne na nie więcej niż 20 proc. ogólnej wartości handlu danego kraju. Kraje Południa muszą wybierać, co chronić: podstawowe produkty spożywcze czy powoli rozwijający się przemysł. A cła to często jedno z nielicznych źródeł dochodów budżetu w krajach, gdzie system podatkowy działa kiepsko lub wcale.

Silne antyzachodnie urazy są obecne w Egipcie, gdzie masy wyszły na ulicę przeciwko dyktatorowi Hosniemu Mubarakowi. Dlaczego? Bo Ameryka, głosząca idee demokracji i praw człowieka, wspierała przez lata tego satrapę, którego reżim na co dzień zabijał i torturował oponentów. Wskaźnik niechęci do USA w Egipcie należy do najwyższych na świecie: wyraża ją ponad 80 proc. ankietowanych. Niechęć ta jest więcej niż zrozumiała.

Krzywdy zlekceważone

Nienawiść do Zachodu, która jest reakcją na cynizm, hipokryzję i stosowanie podwójnych standardów, „nie jest – jak pisze Ziegler – w żadnym wypadku ślepa i zwyrodniała, wręcz przeciwnie, rozwija dyskurs w oparciu o racjonalne argumenty. Przynosi ona w efekcie kompletne sparaliżowanie działań ONZ. Blokując międzynarodowe negocjacje, pozostawia bez rozwiązania konflikty i poważne problemy, również te, których rozwiązanie ważne jest dla naszego przetrwania. Zachód pozostaje niewzruszony i głuchy na głosy narodów Południa, które są wyrazem dążenia do wyzwolenia i sprawiedliwości. Nie jest w stanie zrozumieć, skąd bierze się ta nienawiść. Pamięć Zachodu jest dominująca i nie poddaje się żadnym wątpliwościom. Pamięć Południa jest pamięcią zranioną. Zachód zaś bagatelizuje powagę i bolesność tych ran”.

Ziegler jest świadomy zagrożeń, jakie niesie taka nienawiść: zasklepienie się w tożsamościach narodowych i plemiennych, celebrowanie własnej krzywdy (omawia to m.in. przykładzie indiańskiego separatysty z Boliwii Felipe’a Quispe’a, który chciałby pogonić białych z kraju). Krzywdy Południa bywają wykorzystywane przez lokalne reżimy do legitymizowania autorytarnej władzy, np. Roberta Mugabe w Zimbabwe. Dyktatury takich przywódców nie powinny jednak zwalniać z przemyślenia historii i współczesnej polityki wobec Południa.

Pracę umysłową, polityczną i wysiłek etyczny powinna wykonać przede wszystkim Północ, czyli również my. Bo zasklepienie w tożsamościach i świętowanie ran na Południu to przede wszystkim reakcja. Krzywdy, jakie Europa i Ameryka wyrządziły Południu powinny stać się składnikiem pamięci o ich dziedzictwie – inaczej współcześni nie dostrzegą, że wiele działań dzisiejszych wywodzi się z filozofii kolonialnej.

A i marzy się, żeby Polska jako kraj, który doznał w historii wielu krzywd – Kapuściński tłumaczył Afrykanom, że Polacy są Afrykanami Europy – była choć od czasu do czasu głosem w obronie pokrzywdzonych z Południa. Nasze doświadczenia powinny nas popychać ku takiej postawie, a nie ku przyłączaniu się do neokolonialnych awantur w imię niesienia kaganka „dzikim”.

Sven Lindqvist, „Wytępić całe to bydło „, WAB 2009

Jean Ziegler, „Nienawiść do Zachodu „, Książka i Prasa 2010

Źródło: Gazeta Wyborcza

http://wyborcza.pl/1,76842,9057403,Rewolta_zranionej_pamieci.html?as=2&startsz=x

Dyskusja