„Demokracja nie wygra” – komunikat Komórek Ognia po ataku na grecki parlament

Pełny tekst komunikatu Partyzanckiej Grupy Terrorystów – Konspiracyjnych Komórek Ognia z okazji ich ataku na grecki parlament w dniu 9 stycznia, 2010 r.

 

 

 

 

 

 

„…Oto kraina martwa
Kraina kaktusów
Gdzie przed wzniesionymi
Posągami z kamienia
Dłoń umarłego wzywa łaski głazu
Pod migotaniem spadającej gwiazdy.

Pomiędzy myślą
A rzeczywistością
Pomiędzy zamiarem
A czynem
Kładzie się cień

Pomiędzy pomysłem
A dziełem
Pomiędzy wzruszeniem
A odczuciem
Kładzie się cień

Życie jest bardzo długie

Pomiędzy żądzą
A spazmem rozkoszy
Pomiędzy możnością
A istnieniem
Pomiędzy istotą
A jej zstąpieniem
Kładzie się cień

Albowiem Twoje jest Królestwo
Albowiem Twoje jest Życie

Albowiem Twoje jest
Oto jak kończy się świat
Nie z trzaskiem, lecz ze skomleniem

( odwrócony fragment wiersza T. S. Eliota pt: „Puści ludzie”, opowiadającego o Guy’u Fawksie, który usiłował wysadzić w powietrze brytyjski parlament)

Jeśli współcześnie wydaje nam się rzeczą nie do pomyślenia, by ktokolwiek wypowiadał się przeciwko demokracji, nie otrzymując przy tym etykietki konserwatysty albo faszysty, to dzieje się tak, ponieważ demokratyczna propaganda zamieszkuje w umysłach swoich poddanych oraz pod dachami ich domów. Innymi słowy, demokratyczny totalitaryzm nie musi niczego zazdrościć poprzednim totalitarnym reżimom. Nepotyzm, arystokracja, kasta sądowa, mężowie stanu, uprzywilejowani, biznesmeni, mediatorzy, kontrahenci i wydawcy to postacie, które wciąż rządzą życiem społecznym. W tym samym czasie, poniżej, pod ich stopami, nadal znajdują się ci niesprawiedliwie traktowani, zawsze chętnie żywiący złudzenia i zawsze gotowi, by dać się „oszukać”.

Społeczeństwo trwa nadal, biernie ich znosząc, jednocześnie pragnąc zająć ich miejsce. Ambicje łatwego wzbogacenia, spektakularnego awansu do wyższej klasy społecznej, kariery, akumulacji własności, ubezpieczonych dóbr materialnych oraz drzwi z podwójnym zamkiem – oto obietnice, jakie przynosi ze sobą demokratyczna koniunktura. W ten sposób, dobrowolni poddani systemu, rezygnują z demokratycznej perspektywy na rzecz totalitaryzmu kapitalistycznego panowania. Zaś świadome jednostki, osaczone z każdej strony przez kapitalistyczną dominację, występują przeciwko demokracji. Narasta wyzysk naszej pracy i naszego życia, rosną społeczne nierówności, światowa polityka ulega militaryzacji, spektakl triumfuje – materialnie, a wielu ludzi popada w intelektualną i emocjonalną dekadencję. Większość tych zjawisk nie jest czymś nowym. Mniej lub bardziej, tak wyglądało życie społeczne pod rządami każdej władzy. Dzisiejsza demokracja osładza jednak tę pigułkę. System demokratyczny to zamach stanu, który zamiast czołgów wyprowadza na ulice kamery TV oraz reporterskie mikrofony. Demokracja panuje dzięki sile swojej propagandy. Konstytucja chroni pracę, jako naczelne prawo, nierówności społeczne uznaje się za osiągnięcia wolnego rynku i konkurencji, policja chroni i służy społecznemu zapotrzebowaniu na bezpieczeństwo, spektakl ochrania wolność wypowiedzi. Co prawda sąsiad za drzwiami obok, może popaść w trudności, jednak ciebie to nie dotyczy, więc, po co się tym przejmować…

Wszerz i wzdłuż wszystkich zachodnich stolic ratyfikowano nową, społeczną umowę demokracji – pomiędzy skonfiskowanymi samochodami, niekończącymi się kolejkami po zasiłek, a torturami na komisariatach. Ratyfikowano ją w ramach specjalnych ofert nowych modeli telefonów komórkowych, szerokoekranowych plazm, zasiłków dla bezrobotnych, problemów psychologicznych i samotności, pomiędzy przypływami narodowej dumy a niespłaconymi ratami kredytów. Co najistotniejsze, żadnej z tych rzeczy nikomu nie narzucono siłą, nie wprowadziły ich żadne zarządzenia jakiejś generalskiej junty. Ponieważ są to „wielkie osiągnięcia ludzkości”. Dlatego też uważamy, że demokracja oznacza technikę i umiejętność sprawowania władzy, na skutek której ludzie przestają zauważać ucisk. Kapitalizm jest szefem, a demokracja jego rzecznikiem. Nie jesteśmy tak naiwni, by sądzić, że winna takiemu stanowi rzeczy jest „garstka wybrańców”, na którą zagłosowali wyborcy. Oczywiście, owi „dżentelmeni i damy honoru” są doręczycielami i wspornikami państwowych zarządzeń, jednak większości z tych ludzi nie można brać poważnie. Główną rolą demokracji jest tworzenie zasłony dymnej dla monstrualnej kapitalistycznej machiny. To pralnia, ładnie wyglądająca od frontu, za którą kryje się mafijna ekonomia. „Pierze ona brudne pieniądze”, utrzymuje „zewnętrzną czystość”, pilnując by wszyscy dostali swoją „łapówkę” (od pracowników parkingu po piosenkarzy), posiadając własną armię ochroniarzy (od formalnych sił policyjnych po agencje parapaństwowe) oraz wiernych klientów (np. dumnych obywateli), którzy płacą zawsze na czas.

Byłoby z naszej strony błędem, nie wspomnieć o wzroście roli, jaka w ramach tych stosunków przypada dziennikarzom. We współczesnej demokracji media przyjęły na siebie funkcję mediatorów, pośredników, zarezerwowaną dotychczas tradycyjnie dla partii politycznych. Nie jest zbiegiem okoliczności, że w środowisku polityków wzrasta liczba osób, które wcześniej były dziennikarzami. Stanowi to część nowoczesnej demokratycznej strategii komunikacyjnej. Widoczne staje się jak dziennikarze i politycy działają ręka w rękę. Retoryka, jaką się posługują, mogłaby wydawać się zróżnicowana i odmienna, czy to w wiadomościach TV, bądź na forum programów talk-show, zależnie od tego, który z nich i w czyim interesie akurat zabiera głos – niemniej, łączy ją jeden wspólny punkt: usprawiedliwiać i bronić demokracji. Wszelkie dysputy i kłótnie ustają dokładnie w tym właśnie miejscu. Dla osiągnięcia takiego stanu rzeczy, symulują oni wyimaginowany dialog pomiędzy społeczeństwem a politykami, w którym rola mediatorów przypada właśnie dziennikarzom. Dlatego też używają oni argumentu demokratycznej „opinii publicznej”. Budują „nienaruszalną” prawdę większości, której nikt nie ośmiela się zakwestionować. Prawdę, zawartą w badaniach opinii publicznej i statystykach. W ten sposób opinia publiczna staje się zależna od partii politycznych i vice versa, dzięki czemu politycy i dziennikarze wpływają na stosunki społeczne, formując je zgodnie z własną wolą. Zarazem, relacje, postawy, zmieniają się stosownie do wyników badań opinii publicznej, wyprowadzonych rzekomo ze społeczeństwa, ostatecznie powracając do niego jako narzędzia jego kształtowania w ramach spektaklu. I tak oto, wyłącznie jako konsumenci, ludzie zawsze mają rację i postępują słusznie.

W tym pojedyńczym, klientelistycznym związku, demokracja, sprzysiężona z mediami, zaczyna wyznaczać i narzucać ramy społecznych zachowań. Szczególnie teraz, gdy mamy do czynienia z rozprzestrzeniającą się epidemią strachu. Z jednej strony przyczyniają się do tego, kierowani przez Amerykanów, pracownicy Ministerstwa Policji, wydający oświadczenia, pełne zmyśleń i fantazji, dopuszczający się „przecieków informacji” o bezwzględnych terrorystach, z drugiej zaś widzimy dziennikarzy, publikujących krzykliwe nagłówki oraz historie na temat „wzrostu przemocy” oraz „brutalności i zagrożenia”. W budowanym przez nich obrazie zostają ściśnięte i wymieszane ze sobą zupełnie odmienne i przeciwstawne zdarzenia – rabunki banków z pospolitymi kradzieżami, ataki podpalaczy z mafijnymi porachunkami, uprowadzenia bogaczy z chęcią zyskania okupu, wyznaczenie nagród za głowy trzech ukrywających się towarzyszy z poszukiwaniami osób, które chciały zamordować Kunevę (imigrancką robotnicę i działaczkę związkową)…

W ten sposób przywraca się popyt na bezpieczeństwo oraz produkuje ideologię terroru. Przytaczamy te przykłady, albowiem są one wskazówkami, pozwalającymi dostrzec prowizję, jaką przynosi operacja demokracji. W rzeczywistości bowiem, wszystkie tego rodzaju stwierdzenia i oświadczenia, alarmujące nas o „przestępczości”, nie służą wcale chęci stawienia czoła jej problemowi.”Służą ona częściowo pewnym interesom państwa. Dlatego też, celami nie są tu konkretnie ani bezpieczeństwo ani porządek, lecz ich spektakularne odzwierciedlenie. Dokładnie to samo dzieje się w przypadku demokracji. Gdy instytucjonalny minister policji deklaruje, że nie przeobrazi Aten w miasto policyjne, gdy spotyka się z lokalnymi urzędnikami w celu przedyskutowania problemu przestępczości oraz gdy oświadcza, że wydziały policji oraz parlament pozostaną „niestrzeżone”, dzięki czemu zachowa się swobody demokracji, wówczas po prostu nie mówi on prawdy. W rzeczywistości, bowiem demokracja jest spektakularnym odzwierciedleniem i substytutem wolności. Dopóki istnieć będzie demokracja, niemożliwa jest jakakolwiek wolność.

Gdyby nawet jednak, pomimo tych sztuczek i technik, zaistniała realna demokracja, to i tak nigdy nie zrozumielibyśmy aksjomatu, który przedkłada „obiektywne” prawo większości ponad opinię nielicznych. Historia dowiodła już wielokrotnie, iż nie powinniśmy pokładać zaufania w opinii mas. Osoby, które na opisanie samych siebie, chętnie przyswajają określenia „ludu”, które wypowiadają się jako część „nas, ludzi, którzy za to wszystko płacą”, te właśnie osoby porzucają wszelkie twórcze odruchy samostanowienia i zaufania własnym decyzjom, pozwalając sobie na dryfowanie w ślad za mitem własnych przywódców. To właśnie są ludzie, tym właśnie jest lud. Hałaśliwa masa ze zwieszonymi głowami, ciągle narzekająca, o nędznej mentalności tłumu, degradującej życie do poziomu rutynowych czynności i sekwencji narzuconych im praw. Brak jest dobrego powodu, abyśmy mieli szanować ich sądy oraz wybory. Pragniemy świata, gdzie każdy z osobna weźmie na siebie własną odpowiedzialność, przedstawi swoje poglądy, dokona wymiany argumentów oraz zdobędzie się na odwagę posiadania własnego zdania, nawet wbrew większości, nie chowając za przedstawicielami i mediatorami.

Wyborcy pod rządami demokracji nigdy nie są zadowoleni ani ze swojego życia, ani z otoczenia. Zawsze się na coś uskarżają, czymś irytują, są rozzłoszczeni i protestują – lecz mimo to, raz za razem, zapakowują własne sumienie w obiecująco błyszczący papier karty wyborczej i po raz kolejny użyczają poparcia systemowi. Odraczają do następnych wyborów, rozstrzygające decyzję dotyczące ich życia, wierząc, że nowo wybrani zrobią coś odpowiedniejszego, bardziej właściwego i uczciwszego, niż ich poprzednicy u władzy. Uparcie odrzucają twierdzenie, że do kierowania ich własnym życiem, nie nadaje się lepiej i bardziej nikt inny, niż oni sami, albowiem gdyby dopuścili do siebie taką myśl, musieliby automatycznie stawić czoła dotychczasowej pustce swojego życia, latom przeżytym w monotonnej rezygnacji i całemu niewolniczemu obrazowi własnej egzystencji – przede wszystkim jednak musieliby przyznać, że byli niewolnikami, ofiarami swoich błędnych wyobrażeń – nikt jednak nigdy nie będzie miał ochoty przyznać się do czegoś takiego przed samym samą, a tym samym stracić wiele we własnych oczach. Ludzie wolą obwiniać innych, nieudolność polityków, obcokrajowców, terrorystów, wszystkich tylko nie siebie. Nikt nie zamierza podważać własnego ego, nawet jeśli przez resztę czasu, pozwala, by system deptał jego godność.

My jednak widzimy to inaczej. Sprawą zasadniczą jest dla nas zakwestionowanie i zerwanie z dominującym systemem, bez względu na to jak bardzo liberalnie by się on nie prezentował. Zdajemy sobie sprawę, że zdolność kierowania życiem jest naszą integralną częścią – a decyzje jak powinno ono wyglądać należą tylko do nas. Coś, czego zrozumienia, odmawiają wyborcy: siły ich własnego ja, zdolnej przekraczać ustanowione bariery, zakazy, systemy moralne oraz ideały, by samodzielnie tworzyć własne Ego. Z tego powodu przekonani jesteśmy, że to sami wyborcy odpowiedzialni są za większość rzeczy, jaka ich spotyka. To efekt ich własnych życiowych decyzji i wyborów, uwieczniających wciąż te same warunki egzystencji.

„… Wszystko, co nas przeraża wynika z logiki systemu, a terror ów, wywołuje wyborca wewnątrz nas, podtrzymujący system…”

(cytat z wywiadu z więźniem V. Stefanakosem)

„Pośród tego wszystkiego, ruch nowej miejskiej wojny partyzanckiej „… nie jest jałową i czczą polityczną propozycją, lecz ujęciem problemu ludzkiej egzystencji w rewolucyjnym wymiarze. Przejście ku nielegalnemu działaniu obala ograniczenia marnego, rutynowego procesu przetrwania, urealniając rewolucyjne istnienie.”

(Grupa Rewolucyjnej Solidarności Międzynarodowej „Christos Kassimis”)

Zacząć walczyć oznacza przestać widzieć samego siebie oczyma systemu, przestać pozwalać sobie na uleganie przymusom, uwolnić od lęku. Tę palącą potrzebę wyzwolenia odnaleźć można w grupach partyzanckich i rewolucyjnych aliansach. Zrozumiałe jest, że dla rozprawienia się z tymi zjawiskami, wróg nie zawaha się uciec do języka kłamstw i kalumnii. Nie zaskakuje nas, że jak zwykle demokratyczna propaganda posuwa się do tanich chwytów w rodzaju lansowanej przez nią „teorii naczyń połączonych” (policja twierdzi, że pewne grupy partyzanckie mają wspólnych członków i przywództwo – przyp. tłum.) Doszukiwanie się istnienia jakiejś centrali oraz jej tajnych szefów, wyspecjalizowanej kadry konstruktorów bomb i kolektywnego funduszu rewolucyjnego, zmierza do izolacji ruchu nowej guerilli, do przedstawienia go, jako mrocznej kliki postaci o podejrzanych koneksjach. W praktyce rzecz jasna, sprawy wyglądają o wiele prościej. Sumienie oraz determinacja niektórych osób, z jakimi zrywają one z nawykiem walki o przetrwanie, stanowią wystarczającą podstawę dla przejścia od oporu do ataku, do postawienia na porządku dziennym kwestii wyzwolenia – nie dotyczącego mglistej przyszłości następnych pokoleń, lecz kwestii wyzwolenia, podnoszonej permanentnie tu i teraz, w teraźniejszości, dla siebie – w ten właśnie sposób powstają grupy zbrojne. Jednak przeciwnik doprowadza do tego, że historia powtarza się jako farsa. „Teoria naczyń połączonych” jest niczym innym jak kalką „teorii skraplania”, techniki propagowanej w latach zaraz po upadku dyktatury. Kłamano wówczas, że ludzie powiązani z juntą i faszyści biorą udział w działaniach partyzanckich oraz w konfliktach społecznych, aby zdestabilizować sytuację i doprowadzić w ten sposób do przywrócenia dyktatury. Wtedy również domniemywano istnienie pewnych „ukrytych ośrodków decyzyjnych oraz wspólnego dyrektoriatu”. „Wyjaśnianie” pewnych zjawisk zgodnie z własnymi życzeniami, w sposób korzystny dla siebie, jest stałą taktyką państwa, gdy nie chce ono dopuścić do rozpoznania właściwego stanu rzeczy. Władza zniekształca wówczas obraz historii starając się zapobiec w ten sposób rozszerzeniu aktywności działań partyzantki. Nie da się, bowiem zaprzeczyć oczywistemu istnieniu, wzdłuż i wszerz całej Grecji, rozpowszechnionej sieci partyzanckiej, w skład której wchodzą stare i nowe anarchistyczne grupy podpalaczy, dokonujące ataków w centrach miast, czego przykładem mogą być Wydarzenia Grudniowe czy aktywność organizacji Anarchiści Działania w mieście Kavala. Zjawiska te dowodzą, że zaplecze, tylne linie kapitalistycznego terytorium Grecji, nigdy już nie będą spokojnym i bezpiecznym miejscem.

Zgodnie z tą strategią, w sobotni wieczór 9 stycznia, podłożyliśmy na terenie parlamentarnego dziedzińca, materiał wybuchowy. Został on umieszczony, zaraz przy pomniku nieznanego żołnierza. Dwóch towarzyszy poruszało się na terenie dziedzińca, podczas gdy dwaj inni pozostawali na szerszym obszarze, aby w razie kłopotów udzielić im wsparcia. Dwaj gliniarze stojący w odległości, mniej więcej 8 metrów od miejsca podłożenia bomby, stojący w jednym miejscu przez bardzo długo, w żaden sposób nas nie niepokoili, toteż nie mieliśmy żadnych problemów z wykonaniem tej akcji. Tak, więc odnośnie obszaru, określanego, jako rzekomo „ściśle strzeżony” odpowiadamy, że determinacja, plan oraz wyobraźnia, uzbrajają rewolucjonistów na tyle wystarczająco, że potrafią oni osiągnąć coś, co przedstawiane jest jako „nieosiągalne”. Okazały, „królewski” budynek, świątynia demokracji, otoczona przez systemy najostrzejszego dozoru oraz dużą liczbę policjantów, mimo wszystkich tych zabezpieczeń stał się bezbronnym obiektem naszego ataku. Pozbawieni jakichkolwiek moralnych wahań, chcieliśmy naruszyć ten symbol i prestiż demokracji. Każde miejsce ma swoje słabe punkty, zaś ich odnajdywanie za każdym razem dostarcza wiele satysfakcji. Co do informacyjnej propagandy na temat rzekomego heroicznego postępowania straży prezydenckiej, która mimo zagrożenia pozostać miała na swoim miejscu, to jest to co najmniej niedokładny opis zdarzeń. Prawda jest taka, o czym wiemy zarówno my jak i nasi wrogowie, że zanim doszło do eksplozji, zostali oni dla własnego bezpieczeństwa przesunięci w górę dziedzińca. Podobnie jak policyjni pirotechnicy, wiemy, że ktokolwiek znajdowałby się w promieniu dziesięciu metrów (od eksplozji) ten mógłby zostać co najmniej zraniony.

Wreszcie na koniec, chcielibyśmy zauważyć, że po około czterech miesiącach od naszego domniemanego rozbicia, w oczywisty sposób pozostajemy nadal aktywni. Spektakularna fiesta po nalocie na dom jakiegoś studenta, gdzie nie znaleziono absolutnie niczego, co świadczyłoby o powiązaniach z naszą organizacją, demaskuje jedynie państwową skłonność do aktów zemsty: niewinne osoby stają się obiektami ataku, innych przetrzymuje się bez procesu, podczas gdy dochodzenie ciągnie się bez końca, a wszystko w oparciu o polityczną tożsamość zatrzymanych, bez najmniejszej prowadzącej w naszym kierunku poszlaki. Nasza organizacja nie ucierpiała dotąd wskutek żadnego uderzenia, wręcz przeciwnie rośniemy w siłę, jako część Rewolucyjnego Rozwoju. W każdym razie, nasze działania mówią same za siebie. Nie mamy dla demokracji ani krzty szacunku, jedynie gniew i atak.

ŻĄDAMY NATYCHMIASTOWEGO UCHYLENIA PREWENCYJNYCH ARESZTOWAŃ 3 OSKARŻONYCH O PRZYNALEŻNOŚĆ DO KONSPIRACYJNYCH KOMÓREK OGNIA

ŻĄDAMY PRZERWANIA DOCHODZENIA PRZECIWKO OSOBOM, KTÓRYM ZARZUCA SIĘ ZWIĄZKI Z NASZĄ ORGANIZACJĄ

PRZEDŁUŻAJĄCE SIĘ PRZETRZYMYWANIE ICH JAKO ZAKŁADNIKÓW PAŃSTWA STANOWI DLA NAS OTWARTE ZAPROSZENIE DO NASILENIA DALSZYCH ATAKÓW

Nie zapomnieliśmy o Miejskich Partyzantach oraz Bojownikach Nieposłuszeństwa, którzy stracili życie walcząc z systemem o godność i wolność: Ch.Kassimisie, Ch. Tsoutsouvisie, M. Prekasie, Ch. Marinosie, Ch. Temperekidisie.

Przesyłamy wyrazy solidarności partyzantowi Dimitrisowi Koufondinasowi, uwięzionemu w izolacyjnych celach demokracji.

PARTYZANCKA GRUPA TERRORYSTÓW – KONSPIRACYJNE KOMÓRKI OGNIA

Dyskusja