Kolumbia: FARC potwierdza wolę zakończenia konfliktu

Kolumbijska lewicowa partyzantka FARC (Fuerzas Armadas Revolucionarias de Colombia – Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii) zasiądzie do rozpoczynających się 8 października w Oslo rozmów „ze zdecydowaną wolą, aby zakończyć konflikt zbrojny” – powiedział jeden z ośmiu negocjatorów wyznaczonych przez ugrupowanie Rodrigo Granda.

„Mówimy, że trzeba zakończyć wojnę. To nasz cel” – mówi uważany za „ministra spraw zagranicznych rebeliantów granda, znany również pod swoim pseudonimem wojennym „Ricardo Téllez” lub „Comandante Téllez”. – Rząd uważa wprowadzenie zawieszenia broni lub rozejmu za wykluczone. Będzie to bardzo kłopotliwe, ale jesteśmy do takich rzeczy przyzwyczajeni, chociaż w takich warunkach dialog będzie przypominał poruszanie się po polu minowym”.

Drugi niespełniony warunek FARC to uwolnienie Simona Trinidad – naprawdę nazywa się Juvenal Ovidio Ricardo Palmera Pineda – również wyznaczonego do grupy negocjatorów, który odbywa wyrok w Stanach Zjednoczonych. W 2004 r. został wydany amerykańskim władzom za zorganizowanie porwania trójki amerykańskich obywateli, a następnie, w 2008 r., skazany na 60 lat więzienia. W negocjacjach będzie jednak brał udział za pośrednictwem wideokonferencji transmitowanej z amerykańskiego więzienia.

„Simon Trinidad powinien być obecny przy stole negocjacyjnym. To jeden z naszych najważniejszych dowódców” – mówi Granda. – Jego nieobecność pozbawi kraj jednego z największych duchów Kolumbii. To nie jest zwykły partyzant – Trinidad wywodzi się z kolumbijskiej klasy panującej”.

W stosunku do obu warunków rząd prezydenta Santosa jest nieustępliwy – rozejm będzie możliwy dopiero po podpisaniu finalnego porozumienia, a na uwolnienie Trinidada nie ma wpływu, gdyż nie jest to sprawa pod kolumbijską jurysdykcją.

Granda pochwalił Stany Zjednoczone za ich aprobatę dla procesu pokojowego, wezwał je jednak, aby w związku z nim „zawiesiły lub przynajmniej radykalnie zmniejszyły” pomoc wojskową dla Kolumbii. Jego zdaniem „wycofanie doradców wojskowych i likwidacja baz w Kolumbii byłyby najlepszym wkładem Stanów Zjednoczonych w sprawę pokoju” – powiedział Granda, przypominając, że „wojna domowa w Kolumbii jest efektem amerykańskiej interwencji w latach sześćdziesiątych XX w. pod pretekstem, aby nie doszło tam do rewolucji takiej jak na Kubie”.

Jest to czwarta z kolei próba doprowadzenia do końca konfliktu trwającego od 1964 roku, a zatem niemal od pięćdziesięciu lat. Poprzednia miała miejsce 10 lat temu. Wówczas rząd zgodził się na wydzielenie bezpiecznej enklawy, na której obszarze FARC mogła działać jawnie, bez przeciwdziałania ze strony sił rządowych. Obecny prezydent Kolumbii uważa jednak, że był to błąd, a dzięki rozejmowi rebeliantom udało się wzmocnić i rozbudować narkotykowy biznes – FARC finansuje swoją działalność poprzez produkcję i przemyt narkotyków.

Według sondaży 77 procent Kolumbijczyków popiera rozmowy między rządem a rebeliantami, niemniej silna jest także grupa przeciwników, zogniskowana wokół byłego prezydenta Alvaro Uribe. W okresie jego rządów ofensywa przeciwko FARC zadała organizacji duże straty i ograniczyła zasięg kontrolowanych przez nią terenów.

Rozmowy będą trudne – uczynienie choćby wstępnego rozrachunku po tak długim konflikcie obejmuje cały szereg obszarów, od związanych z reintegracją żołnierzy FARC, wzajemnych naruszeń praw człowieka i rekompensat dla ofiar, do spraw związanych z własnością ziemi. FARC broni interesów drobnych rolników – jest to jeden z elementów jej zaangażowania w produkcję narkotyków stanowiącą źródło utrzymania dla tej grupy społecznej.

Wybór daty rozpoczęcia ma wymiar symboliczny – jest to rocznica śmierci Ernesto Guevary znanego jako „Che” w 1967 r.

lewica24.pl

Dyskusja