Krystyna Skarżyńska: Świat to dżungla (wyborcza.pl)
Studenci nie są entuzjastami realnej demokracji i kapitalizmu III RP – prof. Krystyna Skarżyńska*
Adam Leszczyński: Od trzech lat prowadzi pani badania nad postawami polskich studentów. Bezrobocie wśród młodych jest wysokie. Ich perspektywy życiowe – kiepskie. Dlaczego więc się nie buntują tak jak młodzi Hiszpanie, Grecy czy Brytyjczycy?
Prof. Krystyna Skarżyńska*: Nasi studenci są dość zatomizowani. Nie potrafią działać wspólnie. Widzę to nie tylko w badaniach. Zdarza się, że tego samego dnia mają egzamin z dwóch przedmiotów. Przychodzą do mnie po niezbyt udanym egzaminie i marudzą. Nie zauważają, że działając razem z innymi mogliby go przełożyć.
Być może jednym z powodów jest to, że mają dość dobrą indywidualną samoocenę. Wierzą, że sobie jakoś sami poradzą. Nie widzą wspólnoty losu swojej generacji, która jest potrzebna do zbiorowego działania. Myślą raczej: „świat polega na rywalizacji”, „rodzina mnie wesprze, poradzę sobie w życiu”.
Są indywidualistami, dla nich ważniejsza ekspresja siebie, kariera. Szkoda im czasu na współdziałanie, trzeba dbać o swoje interesy.
Skąd to się bierze?
– Z ukształtowanego w rodzinie obrazu świata wzmocnionego obrazem wrogich relacji międzyludzkich w mediach. Odpowiedzi na to pytanie szukaliśmy w serii badań prowadzonych od trzech lat w Katedrze Psychologii Społecznej Szkoły Wyższej Psychologii. Korzystając z pośrednictwa uczelnianych Biur Pracy i Kariery, dotarliśmy online do studentów 30 państwowych uczelni z różnych miast Polski. Uzyskaliśmy odpowiedzi od prawie 700 osób.
Badanie prowadzone późną jesienią 2010 r. dotyczyło głównie percepcji relacji rodzinnych i społecznych identyfikacji. Na pytanie, jak wspominają swoje dzieciństwo, 50 proc. studentów zauważało, że rodzice przede wszystkim ostrzegali ich przed złym światem i uczyli ostrożności w postępowaniu z ludźmi. Podobnie odpowiadają inni dorośli Polacy, badani w próbie ogólnopolskiej w marcu bieżącego roku (badanie na próbie 850 osób, autorstwa Skarżyńskiej, Radkiewicza i Hamer, zrealizowane przez CBOS). Czyli postawa nieufności i związane z nią dbanie o własny interes jest w całym naszym społeczeństwie zakorzeniona.
Także wcześniejsze nasze badanie, z końca 2009 r., pokazało, że studenci nie mają poczucia bezpiecznego świata. Ich poczucie zagrożenia, niepewności jest podobne jak u przeciętnych Polaków. Zresztą także pod wieloma innymi względami studenci są tak samo zróżnicowani jak całe polskie społeczeństwo i w wielu kwestiach wyrażają te same poglądy i postawy. Można powiedzieć, że dzisiaj reprezentują wszystkie grupy społeczne, cały przekrój społeczeństwa.
W czasach PRL studiowało 10 proc. młodych ludzi; dziś zaczyna studia ponad 50 proc. każdego rocznika maturzystów. To nie są tylko „okularnicy” z piosenki Osieckiej. Chcą od życia więcej, niż tylko wiązania „końca z końcem za te polskie dwa tysiące”. Są jednak pewne różnice między studentami a innymi grupami społecznymi.
Wygląda na to, że dzisiejsi studenci są nieco bardziej od przeciętnego Polaka – jak mówimy – darwinistyczni. Częściej akceptują reguły bezwzględnej rywalizacji. Raczej np. zgadzają się z takim twierdzeniem: „Jeśli ktoś posiada władzę, to powinien ja wykorzystywać, by osiągnąć swoje cele, nie patrząc na to, co z tego mają inni”. Albo: „Jeśli trzeba być mściwym i bezlitosnym, aby osiągnąć swoje cele, to się powinno tak postępować”. Wreszcie: „Pieniądze, bogactwo, luksus – to jest to, co się w życiu naprawdę liczy”. „Żyjemy w świecie, który nie zna litości. Czasami trzeba się zachowywać bezwzględnie”.
Większość badanych studentów nie udzielała jednak odpowiedzi „zdecydowanie się z tym zgadzam”. Mówią: „raczej się zgadzam”, rzadziej „raczej się nie zgadzam” – ale nie odrzucają zdecydowanie bezwzględnie rywalizującej wizji świata. To pokazuje, jak oni widzą świat i na jakie postępowanie nie wyrażają sprzeciwu.
Rozmawia pani z nimi na ten temat?
– Uczę ich psychologii społecznej, a w niej sporo jest empirycznych dowodów na to, że w życiu warto i można nauczyć się żyć przyjaźnie z ludźmi i osiągać swoje cele nie kosztem innych, tylko z innymi. Warto też niekiedy odmówić sobie czegoś ze względu na innych, bo to się potem i tak zwróci. Reguła wzajemności ciągle trzyma się mocno.
Trwałe poczucie sensu życia mają ci ludzie, którzy dużo dają innym – i dużo od nich dostają. Świat nie jest grą o sumie zerowej, chociaż młodzi często tak myślą. Ale także rozmawiam „po godzinach” i dowiaduję się, że wielu z nich stara się być twardymi trochę wbrew sobie. Jakby uważali, że tak trzeba, tak wypada, taka dzisiaj norma, a niekoniecznie, że jest to ich głęboka potrzeba.
Czy ta postawa wobec świata jest ukształtowana przez nasz polski kapitalizm? Polakom słabo idzie np. budowanie dużych firm: częściej są nastawieni na mniejsze, ale własne przedsiębiorstwa. Widzi tu pani związek?
– No pewno, że widzę. Pytaliśmy studentów o stosunek do realnej demokracji i kapitalizmu w naszym kraju oraz o to, w jakim stopniu moralnie legitymizują aktualny porządek polityczny i ekonomiczny. W uproszczeniu chcieliśmy dowiedzieć się, czy spostrzegają polskie życie społeczne i gospodarcze jest słuszne i sprawiedliwe, a politykę – jako działalność prowadzącą do dobrych dla ludzi celów.
Innymi słowy, chodziło nam o stwierdzenie, w jakim stopniu to, co dzieje się w sferze polityki i gospodarki, jest dla młodych ludzi zgodnie z ich poczuciem sprawiedliwości. Odpowiedź na to pytanie jest ważna, bowiem w zaawansowanych demokracjach poczucie, że aktualny system jest słuszny (jakoś realizuje akceptowane przez ludzi reguły sprawiedliwości) służy gotowości do jego podtrzymywania i obrony, a także (co ma miejsce także w Polsce) sprzyja zadowoleniu z życia.
Studenci nie okazali się entuzjastami realnej demokracji i kapitalizmu w wydaniu III RP. Ale, uwaga – ku mojemu zdziwieniu okazało się, że ci studenci, którzy bardziej akceptują wizję świata jako darwinowskiej dżungli, jednocześnie spostrzegają porządek polityczny i ekonomiczny w Polsce jako bardziej słuszny i sprawiedliwy niż osoby, które odrzucają reguły bezwzględnej rywalizacji.
Można powiedzieć więc, że wśród osób moralnie akceptujących nasz aktualny system są tacy, którzy uważają, że instrumentalne wykorzystywanie innych, manipulowanie innymi dla własnych celów, głównie zdobywania pieniędzy i pozycji – jest „w porządku”, można to zaakceptować.
To przecież poważne oskarżenie Polski, którą zbudowaliśmy – skoro dobrze się w nim czują ci, którzy uważają, że życie to dżungla!
– Niekoniecznie oskarżenie realnej Polski, ile raczej jest to efekt jej obrazu wśród pewnej części studentów i nie tylko studentów. Opracowuję właśnie wyniki badań zrobionych w marcu, już nie na studentach, ale na próbie ogólnopolskiej. Również w tych badaniach wśród osób moralnie legitymizujących porządek ekonomiczny i polityczny są tacy „społeczni darwiniści”.
Można to różnie interpretować: albo tak, że rzeczywiście w pewnych obszarach mamy w Polsce do czynienia ze społeczną dżunglą i część społeczeństwa na to przyzwala, bo jest to w zgodzie z ich poglądami na naturę relacji społecznych. Albo tak, że niektórzy ludzie mają w swoich głowach czarny wizerunek polskiej rzeczywistości i do niego dopasowują swoje przekonania na temat tego, jak należy postępować, by coś w tym świecie osiągnąć, a przynajmniej nie zginąć.
Warto jednak pamiętać, że postrzeganie świata jako społecznej dżungli ma różne złe konsekwencje. Np. zniechęca do posiadania dzieci, co wyraźnie wyszło w badaniach na studentach.
Pytaliśmy ich, czy chcą mieć dzieci. Połowa odpowiadała, że tak, ale dopiero, jak się w życiu ustawią. Spodziewaliśmy się, że chęć dochowania się dzieci ma związek z jakimiś głębszymi wartościami, celami życiowymi, poczuciem szczęścia. Nic z tych rzeczy.
Decydowały dwa elementy: ogólny poziom aktywności życiowej (sprzyja deklaracji zamiaru posiadania więcej niż jednego dziecka) i darwinistyczna wizja świata (sprzyja deklaracji o tym, że nie planują dzieci).
Zgaduję, że wizja świata jako dżungli zniechęca do tego, żeby się politycznie czy obywatelsko angażować? W takiej sytuacji logiczne jest walczyć tylko o swój interes.
– Zgoda. Zwykle dane z różnych krajów pokazują, że ludzie lepiej wykształceni są bardziej aktywni.
Studenci polscy są bardzo mało aktywni w porównaniu z tym, co robi młodzież w Europie Zachodniej czy w Stanach – zwłaszcza jeśli chodzi o aktywność polityczną i uczestnictwo w organizacjach pozarządowych.
Pytaliśmy, czy robią coś wspólnie z innymi. Odpowiedzi wahały się między „nigdy” a „rzadko”. Lepiej wypadło indywidualne pomaganie innym. Częściej – chociaż też rzadko – mówili: „wspomagam kogoś finansowo, pomagam sąsiadom, czasem coś robię dla człowieka z mojej dzielnicy”.
To pierwsze pokolenie urodzone i wychowane po 1989 r. Wyrośli w świecie, w którym nie ma granic. To jakoś w tych badaniach wychodzi?
– Myślę, że to, co dla pana i starszego pokolenia jest jakąś nadzwyczajną zdobyczą, dla nich jest czymś naturalnym.
Więcej danych o postawach wobec Polski i Europy dostarczyło ostatnie, trzecie badanie z wiosny 2011 r. Chcieliśmy zobaczyć, co jest dla młodych ludzi podstawą przywiązania do Polski, do społeczeństwa, jaki jest ich stosunek do symboli narodowych oraz do różnych państwowych instytucji. Okazało się, że studenci bardziej niż przeciętni Polacy widzą społeczeństwo jako stowarzyszenie, które ma służyć realizacji różnych potrzeb ludzkich – a mniej wyrażaniu sentymentów i symboli.
Ważniejsze jest dla nich realne funkcjonowanie państwa i społeczeństwa, jego sprawność w realizowaniu potrzeb obywateli niż wymiar symboliczny, świętowanie rocznic, pamięć o bohaterach.
To pierwszy taki wynik w znanych mi badaniach, który pokazuje, że w deklaracjach młodych Polaków waga spraw codziennych – np. edukacja, drogi – są bardziej ważne od spraw symbolicznych. Nie czują się specjalnie wzruszeni, słysząc pieśni patriotyczne, symboliczne wyrażanie patriotyzmu nie jest dla nich bardzo ważne, natomiast bardziej im zależy, aby polski system prawny był sprawiedliwy i efektywny oraz by edukacja była dostępna dla wszystkich.
A martyrologia? Poczucie narodowej krzywdy? To już przeszłość?
– Pojawia się w badaniach. Ci studenci, którzy bardziej cenią sprawy symboliczne, mają większe poczucie narodowej krzywdy. I większy dystans do Unii Europejskiej.
Poczucie narodowej krzywdy istotnie różnicuje proponowane przez studentów priorytety naszej unijnej prezydencji. Studenci, którzy uważają, że „Polska cierpiała bardziej niż inne narody” oraz akceptują inne podobne stwierdzenia, uważają za najważniejsze, by Polska brała większy udział w decyzjach unijnych, by dbała o bezpieczeństwo naszych granic i wywalczyła większe dopłaty dla polskich rolników. Chcą głównie coś dla nas.
To ważny wynik – bo pokazuje, że poczucie krzywdy, czy indywidualnej, czy – jak w omawianych badaniach – narodowej, czyni ludzi większymi egocentrykami. Krzywda jest traktowana jako rodzaj zasługi, za którą nam się coś ekstra należy.
To badanie było już po katastrofie w Smoleńsku?
– Tak, przecież było prowadzone wiosną tego roku. Tak jak większość Polaków również większość studentów deklaruje, że dzisiaj sprawa tej katastrofy nie wzbudza ich emocji. Kilkanaście procent mówiło, że to jest dla nich ciągle ważne i o tym myśli. Zamierzam przyjrzeć się bliżej tym, którzy jeszcze są Smoleńskiem poruszeni, aby zobaczyć, jakie są ich inne społeczne postawy i formy społecznej aktywności.
– Nie wiem. To zależy, co oni wyjmą z takiej politycznej oferty. Jeżeli za nią kryje się ograniczenie ich wolności, tłamszenie odmienności czy różnorodności – z pewnością ją odrzucą. Ale pesymistyczne prognozy czy czarne scenariusze przyszłości skłaniają ludzi do akceptacji autorytarnych idei. Również w naszych badaniach deklarowane poczucie zagrożenia osłabiało sympatię dla demokracji.
A w innych krajach, na przykład w Islandii, kryzys zmienił relacje międzypokoleniowe na bardziej przyjazne, co chyba nie wpłynęło na wzrost sympatii do autorytaryzmu.
Nie jestem też wcale pewna, czy młodzi ludzie naprawdę czują zagrożenie ze strony otaczającego ich świata – czy tylko powtarzają to, co słyszą wkoło, np. z mediów. Dla mnie ważniejsze jest to, że nie odrzucają wizji złego, cynicznego świata.
Darwinizm społeczny, o którym już mówiliśmy, w istotnym stopniu jest pochodną silnego poczucia zawodu, niedotrzymania obietnic czy lekceważenia doznanego od osób sprawujących władzę.
Pytaliśmy, jak często mają poczucie zawiedzionego zaufania – ze strony nauczycieli, profesorów, urzędników państwowych, polityków. Okazało się, że im częściej takie poczucie mają, tym mniej akceptują porządek społeczny. Także w innych krajach całe generacje, które miały silne poczucie zawodu, oszustwa czy niedotrzymania obietnic ze strony ludzi mających władzę – np. Amerykanie po Wietnamie czy Watergate – traciły zaufanie do ludzi i do demokratycznych instytucji i wycofywały się z obywatelskiej aktywności.
Czy studenci, których pani badała, mają cyniczny stosunek do świata?
– Wiara w to, że świat jest dżunglą, to jest objaw cynizmu, przynajmniej w deklaracjach. Ale przecież nie mówiłam, że akceptacja darwinistycznych przekonań jest wśród studentów powszechna czy silna. Powtórzę: w większości nie odrzucają cynicznych sądów o tym, jak należy żyć, ale nie są ich entuzjastami.
Przyglądają się światu, widzą, jak wyglądają w Polsce i na świecie kariery, komu udaje się a kto przegrywa. I wyciągają wnioski.
Są realistami. Przynajmniej niektórzy próbują dostosować się do reguł, które wydają się im obowiązujące. Uczą się, pracują, obserwują tych, którym się udało. Może mylnie utożsamiają sukces z pewną bezwzględnością. Media pokazują takie wzory, a rodzina je wzmacnia, podkreślając konieczność „dbania o swoje”. Młodzi są produktem całego systemu.
To pokolenie – takie jakie się wyłania z tych badań – wydaje się pani sympatyczne?
– [długa pauza] Powiem tak… W ogóle mało wykrywamy w naszych badaniach cech wspólnych i specyficznych dla całego pokolenia. Jest podobnie zróżnicowane, jak inne generacje Polaków. Ja lubię swoich studentów. Mają cechy sympatyczne i takie, które mogą dobrze rokować ich sukcesom życiowym. Są dość pewni siebie, w miarę otwarci na inność, deklarują, że ich obchodzi, jak w Polsce mają wyglądać publiczne instytucje.
Wielu z nich inwestuje w siebie, korzysta z każdej okazji, by się czegoś nauczyć. Są także chłodnymi realistami, skoncentrowanymi na tym, żeby się jakoś ustawić w życiu. Bo wiedzą, że jeśli tego nie zrobią, to inni wezmą wszystko.
* prof. Krystyna Skarżyńska – psycholog społeczny, pracuje w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i w Instytucie Psychologii PAN
