Chile: Studenci ponownie starli się z policją

Studenci domagający się reform szkolnictwa wyższego starli się z policją na ulicach stolicy Chile, Santiago. Użyto gazu łzawiącego, armatek wodnych i oddziałów konnych do przełamania płonących barykad. – Studenci nie są właścicielami tego kraju – powiedział rzecznik rządu Andres Chadwick.

Setki protestujących wznosiły na ulicach barykady z płonących opon i obrzucały pojazdy policyjne kamieniami. Do rozruchów doszło mimo ostrzeżenia ministra spraw wewnętrznych Rodrigo Hinzpetera i innych przedstawicieli władz, że zaplanowane przez uczniów i studentów na czwartek marsze są nielegalne i zostaną spacyfikowane.

– Studenci nie są właścicielami tego kraju – powiedział rzecznik rządu Andres Chadwick. – My, jako społeczeństwo, nie możemy być zakładnikami idei, że jedynym obowiązującym prawem jest prawo studentów do protestowania – dodał.

Chcą reformy edukacji

Studenci, nauczyciele i pracownicy nauki, których wsparło ok. 100 tys. Chilijczyków, protestowali od wielu tygodni, żądając poprawy sytuacji w systemie edukacji państwowej. System ten, ustanowiony jeszcze w czasach gen. Augusto Pinocheta, pozostawia szkoły państwowe na utrzymaniu niedofinansowanych gmin.

Prezydent Sebastian Pinera zaoferował 21-punktowy pakiet reform i zaprosił centrolewicowych deputowanych do rozmów w celu zażegnania kryzysu trwającego od ponad dwóch miesięcy. Jego plan zakładał dofinansowanie sektora edukacji i częściowe przeniesienie ciężaru utrzymania szkół na rząd centralny. Deputowani odrzucili jednak zaproszenie do dialogu z prezydentem, a studenci zażądali większych reform.

Niektórzy studenci uczestniczący w strajku głodowym zapowiedzieli, że wkrótce mogą przestać przyjmować również napoje.

Prezydent dołuje

Tymczasem, jak wynika z ogłoszonych w czwartek wyników sondażu Centrum Studiów Politycznych, w półtora roku po wyborach poparcie dla konserwatywnego prezydenta Pinery spadło do 26 proc., podczas gdy 53 proc. wyborców dezaprobuje jego politykę. Dla porównania Centrum podaje, że jego poprzedniczka na stanowisku prezydenta, socjalistka Michele Bachelet, cieszyła się w ostatnim miesiącu swego urzędowania 84-procentowym poparciem społeczeństwa.

Od grudnia 2010 roku poparcie dla Pinery spadło o 20 punktów procentowych i jest najniższe, jakie ma szef państwa w Chile od czasu przywrócenia przed 20 laty demokracji po zakończeniu dyktatury gen. Augusto Pinocheta.

Źródło: tvn24.pl

Dyskusja