Grecy wołają do Europy (wyborcza.pl)

Przez ponad 20 dni Grecy w pokojowy sposób demonstrowali pod parlamentem, jednak 15 czerwca, podczas strajku generalnego, doszło do starć z policją. Rannych zostało około 60 osób, w tym dwóch policjantów

Przez ponad 20 dni Grecy w pokojowy sposób demonstrowali pod parlamentem, jednak 15 czerwca, podczas strajku generalnego, doszło do starć z policją. Rannych zostało około 60 osób, w tym dwóch policjantów

25 maja na ulice Aten wyszło 15 tys. Greków, by – wzorem Hiszpanów – zaprotestować przeciwko kolejnym pakietom cięć szykowanym przez rząd Jeorjosa Papandreu. Od tamtej pory codziennie na placu Syntagma (pl. Konstytucji) przed greckim parlamentem gromadzi się kilka tysięcy osób

Część z nich koczuje w namiotach, działają grupy wolontariuszy: jedni gotują, inni dbają o porządek, jest zabezpieczenie medyczne, toalety oraz polowy radiowęzeł. 15 czerwca dwa największe związki zawodowe zorganizowały strajk generalny.

Około 20 tys. Greków starało się zablokować parlament, by nie dopuścić do rozmów na temat nowego programu oszczędnościowego. W okolicach placu Syntagma i w innych częściach Aten doszło do starć z policją. Manifestujący rzucali koktajlami Mołotowa i kamieniami. Policja odpowiedziała gazem łzawiącym.

Pytałam ludzi, dlaczego protestują.

Teresa. Sprzedać Akropol?

Teresa Theologou ma 32 lata, samotnie wychowuje 6-letnią córkę Marię.

Mieszkanie W spadku po rodzicach odziedziczyła dwupokojowe mieszkanie w centrum Aten. – Całe szczęście, że nie muszę wynajmować, bo już chyba nie starczyłoby mi na jedzenie. I tak woda i elektryczność to aż 70-80 euro miesięcznie – wylicza Teresa.

Praca. Teresa studiowała projektowanie reklam. Pracowała jako wolny strzelec w reklamie, miesięcznie mogła zarobić około 700 euro. – Ale żadnej stabilizacji, pewności, że będę miała pensję. Gdy zaczął się kryzys, nie było nowych zleceń. Zatrudniłam się więc w supermarkecie, na dziale z serami. To mniej ryzykowne zajęcie. Na początku pracowałam po osiem godzin, ale z czasem obcięto mi je do czterech – mówi.

Teraz pracuje od godz. 16 do 20. Zarabia 400 euro i musi za to utrzymać siebie i córkę. Próbowała szukać nowej pracy, ale bez skutku. Już nie szuka. – Bo nie wierzę, że znajdę, a przynajmniej mam czas, by być z córką.

Market – W Grecji jest wielkie bezrobocie, więc ci, którzy mają pracę, rozpaczliwie się jej trzymają. Pracodawcy to skrzętnie wykorzystują. W moim markecie mamy coraz więcej obowiązków za te same pieniądze. A ostatnio widziałam, jak szef kazał sprzątaczce, starszej kobiecie, przenosić ciężkie skrzynie, strasząc, że ją zwolni. I ona dźwigała te ciężary – opowiada Teresa.

Córka – Staram się ją chronić przed problemami, dlatego nie zabieram jej np. na zakupy, by nie musieć mówić: odłóż, na to nas nie stać. Czasem jednak jej tłumaczę, jaka jest nasza sytuacja. Ona rozumie, jeśli powiem: dziś nie kupię ci nowej sukienki, ale dostaniesz ją na święta.

W Atenach jest wiele miejsc, dokąd można pójść razem z dzieckiem za darmo. Place zabaw są duże, z różnymi huśtawkami, jest gdzie spacerować, np. w Ogrodzie Narodowym.

Gdy Teresa jest w pracy, córką zajmują się jej przyjaciele. – Albo zabieram ją ze sobą i ona czeka na mnie w pokoju socjalnym. Rysuje albo bawi się z innymi dziećmi. Często jest ich tam sporo, bo wiele matek nie ma pieniędzy na opiekunkę, więc zabierają dzieciaki do pracy.

Gorzej będzie we wrześniu, gdy córka pójdzie do szkoły. Teresa jeszcze nie wie, za co kupi podręczniki. Ma nadzieję, że dorzuci się ojciec Marii.

Rodzina Teresa jest z nim w separacji od kilku lat. Ojciec Marii stara się pomagać w wychowaniu córki. – Co miesiąc dostaję od niego jakieś pieniądze, ale nigdy nie wiem, ile to będzie, bo on teraz jest na bezrobociu i pracuje dorywczo – mówi Teresa.

Marzenia Teresa nie lubi Aten, bo są zbyt hałaśliwe i brudne. Marzy o małym domku na którejś z greckich wysp. – Jeśli nic się nie zmieni, to moje marzenie nigdy się nie spełni. Taki domek to minimum 50 tys. euro. W życiu tyle nie uzbieram. Nie mam też szansy na kredyt, bo za mało zarabiam. Teraz zresztą bałabym się go zaciągać. Myślałam nawet, by sprzedać mieszkanie po rodzicach, ale przeprowadzając się na jakąś wyspę, muszę mieć zagwarantowaną pracę. A tam jest jeszcze gorzej niż w Atenach.

Wiara – Jestem wierząca. To dla mnie naturalne: wierzyć, modlić się. Tego uczyli mnie moi rodzice i tego uczę moją córkę. Razem chodzimy do kościoła. Modląc się, odpoczywam. Czuję, że nie jestem sama, że mam wsparcie. Wielu Greków wciąż się modli, starzy i młodzi. To mnie cieszy.

Niemcy – Ich tabloidy proponują nam, byśmy sprzedali wyspy i Akropol. To oburzające. Tym bardziej że nie zapłacili nam jeszcze za straty, które Grecja poniosła przez nich podczas II wojny światowej. A oskarżanie nas o lenistwo jest populizmem, bo Grecy kojarzą się z zabawą. Lubimy się bawić, ale też ciężko pracujemy, w korporacjach po dziesięć czy więcej godzin dziennie, a zarabiamy mniej niż Niemcy.

Kryzys – Dotyczy wszystkich Greków. Wiem, że ludzie na świecie myślą, że wydziwiamy, bo nie możemy kupić np. nowego samochodu czy dokończyć budowy kamienicy. Ale tu jest coraz gorzej. Coraz więcej ludzi traci pracę, płace są obcinane, zamykane są sklepy.

Egoizm Co było przyczyną kryzysu? – Nie, nie wprowadzenie euro, tylko nasz egoizm. Sami do tego doprowadziliśmy, bo tu każdy stawia swoje interesy nad dobro ogólne. Wierzę, że nasze protesty świadczą o tym, że Grecy chcą zmienić to nastawienie. Ale oczekujemy zmiany ze strony polityków, którzy podejmowali błędne decyzje. Oni mówią: jest źle, pomóżcie Grecji i ofiarujcie część swojej pensji. Sami jednak nie ponoszą żadnych ofiar. Nie słyszałam, by którykolwiek polityk zmniejszył swoją pensję albo zrezygnował ze służbowego samochodu.

Rozwiązanie Wierzę, że zjednoczeni, protestujący Grecy w końcu będą mogli o czymś decydować. O tym, jak uporać się z długiem, jakie płacić podatki. Chcemy też, by rząd żądał od Niemiec odszkodowań za nasze straty podczas wojny. Te pieniądze mogą pomóc wyplątać się z kryzysu. I jeśli ja miałabym decydować, to na pewno niczego bym nie sprzedała. Nasze wyspy i Akropol to nasz skarb, na nich zarabiamy, a część dochodów z turystyki może pójść na spłatę długu.

Maria. Trzynastą pensję już mi obcięli

Ma 41 lat. Jest urzędniczką. Gdzie? Nie powie, bo nie chce stracić pracy. Mimo że większość Greków uważa, że ci z budżetówki są nietykalni, a rząd zapewnia im wysokie zarobki, Maria codziennie przychodzi na Syntagmę, by razem z innymi protestować.

Negocjacje Zostaje tam do późna w nocy. – Jestem wykończona. Na nogach trzyma mnie jedynie wiara w to, że jeśli będziemy zjednoczeni, to uda nam się zmienić system.

Nie zadowalają ją transparenty i gwizdanie pod parlamentem, dlatego zapisała się do wolontariuszy. – Studiowałam dziennikarstwo i komunikację. Potrafię rozmawiać z ludźmi, mam wiele cierpliwości, dlatego interweniuję w sytuacjach konfliktowych. Zwykle wszystko się dobrze kończy, no bo przecież mamy wspólny cel.

Politycy Tym wspólnym celem są politycy. – Nie protestujemy przeciwko jakiejś konkretnej partii, tylko przeciwko systemowi w ogóle. Bo ludzie, którzy podejmowali złe decyzje, za które dziś płaci cała Grecja, dalej są obecni w polityce. Nie muszą się z niczego tłumaczyć, rozliczać. Trudno mi wyobrazić sobie taką sytuację w jakimkolwiek innym europejskim kraju. Chcę to zmienić, dlatego protestuję. Myślę, że tylko szeroki, wieloletni plan oszczędności może nam pomóc. Ale oszczędzać musimy solidarnie: politycy, państwo, obywatele. Państwo powinno jednak wysupłać pieniądze na pakiet pomocy dla małych i średnich firm, by tworzyć miejsca pracy, wtedy ludzie będą mieli z czego płacić.

Singielka Maria ma kotkę, zwykłego dachowca.- Jeśli wyobrażasz sobie stereotypową Greczynkę gotującą obiad dla męża i dzieci, to nie jestem ja. Jestem singlem z wyboru, bo lubię niezależność. Nie planuję zakładania rodziny, nie tęsknię do męża ani do posiadania dzieci. Rodzice długo naciskali, ale w ostatnich latach odpuścili. Tylko mama się wciąż martwi, że po ich śmierci zostanę sama. Ale to nieprawda. Mam wielu przyjaciół, a poza tym małżeństwo i dzieci też nie dają gwarancji. Ludzie się rozstają, giną w wypadkach.

Rodzice Marii są na emeryturze. Tata całe życie mieszkał w Atenach, pracował w międzynarodowej firmie transportowej. Mama pracowała w piekarni. Oboje oszczędzali, by zapewnić Marii jak najlepszy start.

Uczelnia Wybrała Londyn, bo nie podobała jej się atmosfera na Uniwersytecie w Atenach. – Tu nie ma indywidualności. Twój wynik nie zależy od tego, jak ciężko pracujesz, tylko od tego, co pokażą inni. Wieczne porównywanie. Tymczasem w Londynie od początku wiadomo było, że do zaliczenia testu trzeba uzyskać tyle i tyle punktów. Jeśli je uzyskałam, przechodziłam dalej i nie interesowało mnie, jaki wynik osiągnęli inni.

Za studia Marii płacili rodzice; nie był to dla nich duży problem, bo ojciec dobrze zarabiał.

Podróże To ulubiona rozrywka Marii. Potrafi miesiącami oszczędzać, by potem przez kilka tygodni szaleć w Indiach, Afryce czy w Kanadzie. – Byłam też w Krakowie. Zapamiętałam m.in. bursztyny. Piękne rzeczy z nich robicie.

Mieszkanie Wynajmuje 67 metrów w centrum Aten. Płaci czynsz 350 euro. – To niewiele, ale mam ulgową stawkę, bo to mieszkanie przyjaciela. Jest blisko centrum, do pracy mam niedaleko, mogę korzystać z ogrodu. Minusem jest dzielnica. Jest w niej wielu imigrantów – dzięki temu jest bardzo kolorowo, ale częściej dochodzi do spięć. Nigdy nic mi się nie stało, ale gdy wracam do domu późno, oglądam się za siebie.

Budżetówka Mówią, że praca w budżetówce to jak los na loterii. Rzeczywiście, trzeba mieć albo duże szczęście, albo koneksje, by dostać pracę w sektorze publicznym. Moja rodzina nie miała pleców, a mimo to mi się udało. Bardzo się z tego cieszę. Zwłaszcza że nie mogą mnie już zwolnić. Tak jak i innych urzędników. Mam zagwarantowaną stabilność. Przed uchwaleniem tego przepisu (w latach 70. lub nieco wcześniej) co kilka lat wyrzucano wszystkich urzędników i na ich miejsce zatrudniano nowych. Nieważne, czy ktoś był dobry, czy nie. Po prostu jak wiatr wiał z lewej strony, wymieniano ludzi. Jak z prawej, też wymieniano.

Ludzie mówią, że mamy wysokie pensje, choć pracujemy mniej niż w prywatnym sektorze. Rzeczywiście jest garstka, ta najbliżej polityków, która nic nie robi. Ale ja przychodzę do pracy jak wszyscy inni, którzy pracują w korporacji. Różnica jest taka, że mam wyższą pensję i nie zostaję po godzinach ani w sobotę – jak oni. Ale nie czuję się winna, że mam lepsze warunki pracy. Każdy zasługuje na godziwe pieniądze za wykonaną pracę, na odpoczynek po dniu pracy. Wiem, że ci, którzy pracują w prywatnych firmach, nie mają na to szansy, dlatego m.in. przychodzę na Syntagmę.

Cięcia Na rękę mam 1198 euro. Moje stałe rachunki to ok. 500 euro: czynsz, media, telefon, jedzenie dla kota. Dawniej trzy razy w roku dostawałam pensję ekstra. Na Boże Narodzenie – 400 euro. Na Wielkanoc i wakacje – po 200. Rząd mi to zabrał w ramach cięć. Oszczędza kosztem obywateli. Choć gdy wchodziliśmy do Unii, to nikt nas nie pytał o to, jak powinniśmy korzystać z dotacji, w co inwestować i jak umawiać się z bankami.

Euro – Obecna sytuacja jest wynikiem wejścia do Unii w 1981 roku, bo już wtedy Grecja dostała wsparcie finansowe, z którym nie wiadomo dziś, co się stało. To także czkawka po przejściu z drachmy na euro w 2001 roku. Wtedy zachłysnęliśmy się kredytami konsumpcyjnymi, banki udzielały ich na prawo i lewo. Ceny wzrosły, ale pensje pozostały takie same, z powodu zmiany waluty straciliśmy.

Emigracja Jeśli nic się nie zmieni, spodziewam się fali emigracji. Nie widzę innego rozwiązania, już teraz mamy bardzo duże bezrobocie – ponad 16 procent, i to wśród osób młodych, wykształconych. Jeśli nie będzie dla nich szansy na zatrudnienie, to będą musieli z kraju wyjechać. Dla mnie to będzie jak policzek.

Marios. Nie jesteśmy leniwi

Marios Chatzidiamianos ma 33 lata.Wydaje fortunę na leczenie, dlatego protestuje.

Rodzina Pochodzi z – jak sam określa – typowej greckiej rodziny. – Mam dwóch starszych braci, jeden z nich jest żonaty, pracuje jako ochroniarz, ma dwoje dzieci, a drugi jeszcze mieszka ze mną. Niedawno przeniósł się do Aten z rodzinnych Salonik, bo tam nie mógł znaleźć pracy. Teraz pracuje w firmie telekomunikacyjnej. Mój ojciec był oficerem, a matka pracowała w prywatnej firmie. Do czasu kryzysu i moich problemów ze zdrowiem nigdy nie mieliśmy większych zmartwień.

Trzy pokoje Mieszka w trzypokojowym mieszkaniu w centrum Aten. Razem z bratem płacą 420 euro czynszu. Z prądem i wodą to około 600 euro miesięcznie. – Rachunki dzielimy na pół, ale przez ostatnie miesiące jest mi naprawdę ciężko.

Wypadek W wieku 21 lat Marios dostał pracę jako korespondent wojenny w jednej z największych greckich gazet. Sześć lat temu na Haiti miał wypadek. Obie nogi miał zmiażdżone, konieczna była rekonstrukcja kości. – Nie dostałem nic z ubezpieczenia, bo dla państwa jako korespondent nie byłem oficjalnie zatrudniony – zaznacza. Po rehabilitacji zaczął pracować w telewizji internetowej. – Zarobki są różne, w zależności od reklamodawców.

Choroba Już po rehabilitacji okazało się, że Marios ma chłoniaka. – Konieczna była operacja. Udała się, ale czeka mnie jeszcze druga runda, bo już wykryto przerzuty. Za wiele zabiegów i opiekę muszę płacić z własnej kieszeni. Więc większość z tego, co zarobię, wydaję na leki. Moje leczenie kosztuje nawet 2 tys. euro miesięcznie. Gdyby nie pomoc rodziny, przyjaciół, którzy organizują zbiórki dla mnie, nie stać by mnie było na to. Mogę funkcjonować tylko dzięki prywatnemu zaangażowaniu ludzi – podkreśla.

Opowiada, że przy okazji leczenia dowiedział się, że wiele osób, by zaliczyć medycynę, po prostu kupuje egzaminy. – Nie zgadzam się na taki system i to jest jeden z moich osobistych powodów protestu na Syntagmie.

Wolontariat Na Syntagmie działa w kilku grupach jako wolontariusz, np. zajmuje się posiłkami. – Coraz więcej ludzi wzorem Hiszpanii rozbija na Syntagmie namioty. Oni muszą coś jeść, dlatego zorganizowaliśmy system wzajemnej pomocy: ludzie przynoszą różne rzeczy, np. warzywa, makarony, a wolontariusze w domu gotują z tego posiłki, które wydawane są za darmo protestującym.

Syndrom chleba – W Grecji jest coś, co nazywamy „syndromem chleba”. Chodzi o to, że rodziny zrobią wszystko, by zapewnić jak najlepsze warunki i jak najlepszą przyszłość swoim bliskim.

Podczas tych dwudziestu paru dni protestu i strajku generalnego zobaczyłem jednak przede wszystkim zjednoczenie. Dwie generacje spotkały się w sercu Aten, bo wspólnie chcemy zadbać o naszą przyszłość.

Grecja – Kocham Grecję, bo ludzie tutaj się budzą. Zaczynają żyć. Czuć, doświadczać emocji. Może to dlatego, że mamy czas, by porozmawiać, spotkać się z innymi. To nie ma nic wspólnego z lenistwem. Tylko z otwartością na innych. Jak słyszę, że Grecy są leniwi, to odsyłam do statystyk Unii Europejskiej – wynika z nich, że jesteśmy jednym z najbardziej pracowitych narodów. Spędzamy w pracy ponad 40 godz. tygodniowo. Jeśli mówi się o nas źle, np. w przypadku sfałszowania tych statystyk przed przystąpieniem do strefy euro, to przecież nie ma to nic wspólnego ze zwykłymi ludźmi, tylko z politykami, którzy – jak widać – za nic mają prawo.

Euro – Nie zdawaliśmy sobie sprawy, czym tak naprawdę będzie przyjęcie euro. Ceny poszły w górę, życie stało się trudne dla wszystkich i już wiemy, że to nie jest tak, jak sobie to wyobrażaliśmy.

Rozmowy Rozwiązanie? Nie mam pojęcia. Myślę, że jesteśmy na skraju przepaści. Dla mnie najważniejsze, byśmy najpierw zaczęli głośno mówić o problemie, o tym, dlaczego jesteśmy tak zadłużeni. I najważniejsze jest to, by rząd nas słuchał. To są nasi przedstawiciele, a nie słuchają ludzi. Stąd protest.

Kalli i Jeorios. Niech Niemcy zapłacą za II wojnę

Kalli Dramitinou Emmanouil ma 45 lat i jest wdową. Jej starszy syn, 25-letni Zachariasz, skończył studia, dostał pracę w jednej z największych sieci telefonii komórkowych i wyprowadził się. Młodszy, 20-letni Jeorios, wciąż z nią mieszka. Studiuje na uczelni muzycznej. Poza tym zajmuje się ustawianiem sprzętu muzycznego podczas koncertów i gra we własnym zespole heavymetalowym

Rodzinne posiadłości Mieszkają w pięknej, bogatej dzielnicy Aten (90 m kw., salon, dwie sypialnie, dwa balkony). Przyjaciele Kalli w większości nie pracują, bo nie muszą. – Utrzymują się z tego, co dadzą im rodzice, ci zaś mają duże rodzinne majątki, gromadzili je latami. Ich jeszcze kryzys nie obchodzi – mówi Kalli.

Zwolnienie Kalli studiowała zarządzanie i administrację. Wcześniej pracowała w kilku dużych firmach. Jako specjalistka od logistyki albo główna księgowa. – Dwa lata temu, gdy przyszedł kryzys, jak inni Grecy zostałam zwolniona. Szef zatrzymał Albańczyków, bo mógł płacić im mniej niż nam. Poszliśmy na skargę do związków zawodowych. Odradzili proces, bo uznali, że i tak nie mamy szans na wygraną.

Renta Jej mąż był kapitanem na statku. Przez kilkanaście lat co miesiąc potrącano mu 2 tys. euro z jego 8-tysięcznej pensji na obowiązkowe ubezpieczenie. Gdy siedem lat temu zmarł (atak serca na statku), dostawała z państwowej ubezpieczalni 1000 euro renty miesięcznie. – Ale gdy przyszedł kryzys, rząd uznał, że najłatwiej oszczędzić na obywatelach. Obciął mi rentę po mężu o połowę. Pod koniec ubiegłego roku wypłacano mi 750 euro, a od lutego jedynie 500.

Kredyt Przed kryzysem mieszkania w Atenach można było kupić za 1000-1500 euro za metr kwadratowy. – Teraz cena oscyluje w granicach 2-2,5 tys. euro, zależy od miejsca, standardu itd. Pocieszające, że ceny znów zaczęły spadać, bo nie ma chętnych.

Jej mieszkanie zostało kupione w 1996 roku, częściowo na kredyt zaciągnięty na 15 lat. Po wstąpieniu Grecji do strefy euro rata wynosiła 435 euro miesięcznie. – Gdy obcięli mi rentę, chciałam obniżyć raty, bo nie mam z czego płacić. Bank się nie zgodził. Mimo to zaczęłam płacić tylko 145 euro miesięcznie, bo na tyle mnie stać. Gdy dzwonią z banku, mówię, że więcej nie dostaną, bo nie miałabym za co żyć. Przez to nawet nie wiem, jak długo jeszcze będę musiała spłacać kredyt – mówi Kalli. – Przyjaciółka mi powiedziała, że jeśli bank będzie chciał zabrać moje mieszkanie, ona pożyczy mi pieniądze na spłatę kredytu. Poza tym premier Papandreu obiecuje, że Grecy będą mogli renegocjować umowy z bankami. I całe szczęście, bo ludzie bankrutują, a banki, zamiast pomagać, wywierają silniejszą presję. Czy nie lepiej byłoby dogadać się z dłużnikami, obniżyć raty, pomóc w spłacie?

Praca Odkąd jest bezrobotna, wysłała już ponad 300 CV. Bez odzewu. – Szukam już czegokolwiek. Jedyne, co mi zaproponowano, to praca w… banku. Jako windykatorka. Proponowali 800 euro. To dobra oferta. Tym bardziej że to tylko 8 godzin dziennie, od poniedziałku do piątku, a nie jak wcześniej 6 dni w tygodniu po 10 godzin. Chciałam ją przyjąć. Ale ojciec mi powiedział: „Będziesz dzwonić do ludzi i pytać, kiedy oddadzą pieniądze, wiedząc, że nie mają na spłatę raty? Będziesz straszyć innych po to, by bank zarobił? Czy będziesz mogła spojrzeć sobie w oczy?”. Nie mogłabym, więc zrezygnowałam.

Jeorios: – Pracuję, by się dołożyć do domowego budżetu. Ale to zależy od tego, czy i za ile zagramy. Za koncert płacą średnio 2 tys. euro. To dzielimy na 7 osób, bo tylu nas jest w zespole.

Samochód. Kupiony w 2002 roku. Teraz rzadko używany, bo benzyna jest za droga.

Kalli: – Korzystam najczęściej z metra albo z trolejbusów, bo są bardzo nowoczesne, choć jadą wolno. Jak trzeba, to i pieszo idę. Do centrum mam ok. 30 minut.

Jeorios: – Mam rower, ale dziś rzadko jeżdżę, bo Ateny są ogromne, dlatego korzystam z metra.

Ateny. Kalli: – To piękne miejsce. Jest gdzie pójść, ale muzea są drogie. Np. bilet do Akropolu to 5 euro. Kina i teatry też drogie – 20-25 euro i więcej, w zależności od przedstawienia, więc teraz chodzę rzadziej do teatru.

Jeorios: – Jest wiele miejsc, w których można posiedzieć, ale za drinka płaci się 8 euro albo i więcej, więc to droga rozrywka. Poza tym centrum Aten jest do bani. To miejsce dla ćpunów i marginesu. Szkoda, bo powinno być wizytówką miasta.

Korupcja Kalli wychodzi na balkon z salonu i wskazuje dużą kamienicę naprzeciwko. – Gdy kupowaliśmy mieszkanie, miałam cudowny widok na Akropol. Sprawdzałam plany zagospodarowania przestrzennego, w których zaznaczono, że kamienica naprzeciwko nas nie może się rozbudować, bo nie spełnia warunków technicznych. Pięć lat później, mimo że w tej kamienicy nic się nie zmieniło, rozbudowano ją o kilka pięter. I nikt nie umiał wyjaśnić dlaczego. Dla mnie to dowód wszechobecnej tu korupcji.

Kościół Jak niemal wszyscy Grecy Kalli i jej syn są oficjalnie wyznania prawosławnego. – Wierzę w Boga, ale nie lubię księży ani naszych prawosławnych kościołów. Bo jest w nich za dużo przepychu. Wszędzie złoto, obrazy. To bardzo przytłaczające. Jeśli mam się modlić w świątyni, to wybieram kościoły katolickie. Są spokojniejsze.

Ale synów ochrzciła w kościele prawosławnym, bo tego wymaga tradycja. – Zresztą do niedawna mieliśmy wpisane w dowodach osobistych, że jesteśmy wyznania prawosławnego.

Jeorios do kościoła nie chodzi. – Bo nie muszę.

Kryzys Zdaniem Kalli jego początkiem było wstąpienie Grecji do Unii. – Od 30 lat ci sami ludzie rządzący tym krajem pozwalają na oszustwa, które usprawiedliwiają wyciekanie pieniędzy: rozdmuchana biurokracja, rolnicy i pseudoinwestorzy, którzy brali za pozwoleniem rządu dotacje na fikcyjne interesy, fałszowane statystyki i politycy, którzy dbali tylko o własne interesy – banki, fundacje. Nikt nie został z tego rozliczony, nie było procesów, konfiskaty majątków. Niektóre media piszą o nas, protestujących, „Oburzeni” – jak o Hiszpanach. Ale to nie jest dobre porównanie. Oczywiście jesteśmy wściekli, ale też strasznie zdołowani. Po prostu jesteśmy rozczarowani. Rządem, Grecją, brakiem pomocy. Dlatego protestuję na Syntagmie. Są tam ludzie w podobnej sytuacji. Rozumieją mnie.

Gaz 15 czerwca, gdy w Grecji trwał strajk generalny, Jeorios miał egzaminy na uczelni, ale Kalli razem z ponad 20 tys. Greków wygwizdywała rząd pod parlamentem. – Najgorszy był gaz łzawiący. Choć i na to mamy sposoby. Wystarczy spryskać twarz wodą z domieszką cytrusów lub mięty albo z popularnymi tu pigułkami na ból brzucha. Ich zapach pomaga na łzawienie i mdłości.

Do domu wróciła w nocy z bólem głowy i zaczerwienionymi oczami. – Ale to nas nie odstraszy.

Marzenia Kalli wciąż wysyła CV. – Ale zaczynam tracić nadzieję. Myślę, że dla takich ludzi jak ja nie ma już w Grecji miejsca.

Jeorios też ma dość Grecji. Uważa, że szkoda życia na zamartwianie się, planuje wyemigrować. – Może do USA albo do Szwajcarii? Chcę też uniknąć wojska. W Grecji każdy mężczyzna ma obowiązek odbycia służby. Dla mnie to strata czasu.

Jeorios chce zostać muzykiem i zarabiać na życie, grając koncerty.

Ziemia, słońce i początek cywilizacji – Niemcy proponują nam wyprzedaż majątku narodowego. Trzęsie mnie na samą myśl o tym, chyba zwariowali. Zyski z turystyki naprawdę mogą pomóc Grecji, więc głupotą byłoby pozbywać się tego, co wciąż jest i będzie dochodowe. Naszym skarbem jest ziemia, słońce i początki cywilizacji – i z tego jesteśmy dumni. Jak są tacy mądrzy, to niech najpierw wypłacą nam odszkodowanie za II wojnę światową.

Vasiliki i Giorgos. W Grecji jest coraz smutniej

Vasiliki Kremmida ma 25 lat, Giorgos Vogiatzakis – 38. Są ze sobą od trzech lat. Od końca maja codziennie przychodzą protestować na plac Syntagma.

Mieszkanie Mieszkają na przedmieściach Pireusu, ok. 20 kilometrów od Aten, w trzech pokojach z widokiem na morze. Giorgos: – Gdyby nie to, że ojciec podarował mi mieszkanie, pewnie przez całe życie musielibyśmy coś wynajmować za ok. 400 euro miesięcznie albo i więcej. Bo dziś w Grecji nie ma możliwości oszczędzania.

Kredyt Vasiliki: – Na szczęście żadnych długów nie mamy. Ale część naszych znajomych wzięła kredyty na kupno mieszkań i dziś pracują tylko na ich spłatę. Zresztą my nie mamy szans na pożyczkę. Po pierwsze, trzeba spłacić ponad dwa razy więcej pieniędzy, niż się wzięło, na co nas pewnie nigdy nie będzie stać. Po drugie, dziś banki mają ogromne wymagania i ostre procedury zabezpieczające. Bezrobotni kredytów nie dostają.

Kryzys Oboje od roku nie mają pracy.

Vasiliki skończyła turystykę i hotelarstwo; gdy wybierała studia, była przekonana, że w tej branży na pewno pracy nie zabraknie. – Pracowałam w niewielkim hotelu. Zarabiałam około 700 euro na rękę. Więcej, jeśli pracowałam w niedzielę czy miałam nadgodziny, bo wtedy stawka była wyższa. Gdy przyszedł kryzys, właściciel hotelu zaczął zwalniać ludzi. Mnie nie musiał zwalniać. Po prostu nie przedłużył mi umowy na czas określony. Kilka miesięcy później zamknęli kilka hoteli tej sieci. Zamknęli też kawiarnię, w której poznałam Giorgosa.

Giorgos był przedstawicielem handlowym w Starbucks. Miesięcznie dostawał 940 euro. – Z tego jednak 300 szło na paliwo, bo pracę miałem w innym mieście i codziennie musiałem pokonywać 70 kilometrów.

Gdy zaczął się kryzys, dostał wypowiedzenie.

Zasiłek Vasiliki: – On jest w lepszej sytuacji, bo został zwolniony i dostaje zasiłek – 450 euro miesięcznie. Ja nie mam nic, bo oficjalnie nie zostałam zwolniona. Te pieniądze wystarczają nam na skromne życie. Wciąż jednak musimy korzystać z pomocy rodziny.

Obie rodziny pochodzą z Krety. Mama Vasiliki pracuje w sklepie swojego brata. Dlatego zarabia aż 800-900 euro miesięcznie. Rodzice Giorgosa są na emeryturze, ojciec pracował w rafinerii, matka w sklepie, który dziś jest już zamknięty.

Samochód Giorgos: – Samochód był mi potrzebny do pracy. Potem benzyna skoczyła z 1 euro za litr do 1,6 czy nawet przez pewien czas 1,8 euro. Więc gdy samochód się zepsuł, sprzedaliśmy go. I tak nie mieliśmy go za co naprawiać. Czasem pożyczam samochód od brata.

Komunikacja Najczęściej korzystają jednak z transportu publicznego.

– Jest całkiem nieźle rozwinięty system autobusów, trolejbusów i metra. Najlepsze jest metro, bo szybkie i czyste. Najgorsze są autobusy. – Stare, brudne i często się psują. Spóźnienia są na porządku dziennym – opowiada Vasiliki.

Narzekają na drogie bilety. Tygodniowy, który uprawnia do korzystania z całego transportu publicznego, kosztuje 14 euro. Od ubiegłego lata podrożał o 4 euro. – Nie korzystamy codziennie z tego biletu, więc szkoda wydawać 14 euro. Kupujemy bilety jednorazowe za 1,4 euro. Przez 1,5 godziny można korzystać z całej komunikacji.

Szpital Giorgos z wykształcenia jest pielęgniarzem. – Pracowałem w szpitalu przez pięć lat, potem odszedłem, nie wytrzymywałem psychicznie. W Grecji system opieki medycznej jest wyniszczający i dla pacjenta, i dla personelu. Brakuje wszystkiego, wszystko jest za drogie, na specjalistów czeka się w kolejkach, personelu jest za mało w stosunku do liczby pacjentów. Miałem dość.

Rozmowa kwalifikacyjna Od czasu gdy stracili pracę, wysłali po kilkaset CV i listów motywacyjnych. – Najpierw szukaliśmy w swoich branżach, ale Giorgos zasiłek dostawać będzie jeszcze tylko przez pół roku, więc zaczęliśmy wysyłać podania wszędzie. Ale telefon milczy.

Gdy dostaną zaproszenie na rozmowę, jest święto. Ale rozmowa kwalifikacyjna to piekło. – To kilkugodzinne przesłuchanie, które ze stanowiskiem pracy nie ma nic wspólnego. Najgorsze jest jak mantra powracające pytanie: „Ale dlaczego akurat ty? Powiedz, dlaczego mam wybrać ciebie”. Strasznie irytujące.

Ślub Nie są małżeństwem i na razie nie planują ślubu. Giorgos: – Teraz wiele par nie ma ślubu. Mama Vicky też jest rozwiedziona. Co innego moi rodzice. Bardzo naciskają. Odpowiadam im, że na razie nie planuję się żenić. Zresztą małżeństwo byłoby przydatne i praktyczne z finansowego punktu widzenia tylko, gdybyśmy mieli dzieci.

Dzieci Vasiliki: – Może kiedyś będziemy je mieć. Na razie nas po prostu nie stać. W Grecji rodzice bardzo dbają o dzieci. Chcą im zapewnić jak najlepsze warunki. Nasi rodzice dbali o nasze wykształcenie, oszczędzali, by zapewnić nam dobrą przyszłość. Teraz jednak są niepewne czasy, nie mam żadnej pewności, że mogłabym dać moim dzieciom chociaż część z tego, co ofiarowali mi moi rodzice.

Coraz smutniej Vasiliki: – Mieszkamy blisko Pireusu. To największy port w Grecji, wiele się tam dzieje, ale od czasu kryzysu jest smutniej. Mniej osób się bawi, mniej ludzi się uśmiecha. My też nie możemy pozwolić sobie na wyjście na miasto. Spotykamy się więc w domach ze znajomymi, rozmawiamy, oglądamy filmy.

– W Atenach wieczorami knajpy i puby pękają w szwach. Część to turyści, ale jeszcze sporo Greków się bawi. Myślę, że to ci, którzy nie zdają sobie jeszcze sprawy z tego, co się dzieje. Ale to tylko kwestia czasu – wróży Giorgos.

Tani Rzym Zawsze spędzali wakacje na którejś z greckich wysp. – Teraz już nie podróżujemy. Ale klika miesięcy temu udało nam się trochę zaoszczędzić i wyskoczyć do Rzymu. Ceny są tam znacznie niższe niż w Grecji. Za kawę płaci się 1 czy 2 euro. U nas w mieście 4-5 euro. Tańsze są również ubrania czy buty.

Śmieci – Każdy Grek powie ci, że kocha swój kraj i jest z niego dumny. Ale wystarczy przejść się trochę po Atenach. Wszędzie jest pełno śmieci, bo Grecy zamiast do kosza rzucają je na ulicę. Dlaczego? Nie mamy pojęcia. My tego nie robimy.

– I nie można zwalić winy na turystów, bo nawet u nas, w Pireusie, jest brudno – dodaje Vasiliki.

Protest Od 25 maja Vasiliki i Giorgos codziennie przyjeżdżali na Syntagmę, by protestować przed greckim parlamentem. Vasiliki: – Chcemy pokazać, że nie zgadzamy się na to, co zrobił nasz rząd. Roztrwoniono pieniądze, a teraz ma za to płacić społeczeństwo. Nie politycy.

Giorgos: – Chciałbym wygłosić oświadczenie do każdego Europejczyka. Musimy zacząć gospodarczą rewolucję. Ona już w Grecji trwa, ale to spotka również inne kraje Unii. Tylko jeśli naprawdę się zjednoczymy, mamy szanse na zmianę.

Finanse Są przekonani, że Grecja nie potrzebuje kolejnej pożyczki. – Pieniądze są w naszym kraju, ale mają je najbogatsi. 4 proc. populacji kontroluje u nas wszystkie pieniądze i wpływy. Jeśli wprowadzimy uczciwy i rzetelny system podatkowy, rozliczymy polityków, pieniądze się znajdą. Kolejne pożyczki to kolejny krok w finansową przepaść albo uzależnienie się od innych – przekonują.

Euro Giorgos: – Winni są również politycy, bo nie przedstawiali konkretnego planu działań, gdy wchodziliśmy do Unii, potem to samo było przy wejściu do strefy euro. Nie pytano nas o euro. Nie było referendum czy plebiscytu. A dziś możemy powiedzieć, że przejście na euro nie było dla nas dobre, straciliśmy, bo pensje nie wzrosły. Teraz politycy nie mają pomysłu, jak radzić sobie z kryzysem.

Cięcia – Ile można zaoszczędzić na cięciach wydatków na kulturę, edukację i opiekę zdrowotną? Już teraz służba zdrowia jest w fatalnym stanie. Stracimy na tym więcej, niż zyskamy na cięciach – przekonuje Giorgos.

Uważa, że Grecji potrzebny jest całościowy plan walki m.in. z oszustwami podatkowymi. – Proponujemy również cięcia w resorcie publicznym. Bo wynagrodzenia są tam bardzo duże. Chcielibyśmy również usprawnienia biurokracji. Cały system powinien być przebudowany, ale na to trzeba czasu i spokojnej dyskusji, a nie pakietu cięć.

Eleni. Wolimy zbankrutować

Ma 40 lat. Jest adwokatem. – Od dziesięciu lat jestem w zawodzie, od pięciu prowadzę własną praktykę, a mimo to wciąż muszę liczyć na pomoc rodziców.

Klienci Od dwóch lat jest ich coraz mniej. Ludzi nie stać na adwokata, tym bardziej że od ubiegłego roku ich usługi podrożały. Bo rząd nałożył na prawników 23-procentowy podatek. – To znaczy, że jeśli moje usługi kosztują 1000 euro, po wprowadzeniu tego podatku pobieram od klientów 1230 euro. Gdybym nie podwyższyła stawek o ten podatek, prowadzenie kancelarii byłoby dla mnie zupełnie nieopłacalne.

Zarobki – Mam dziesięć lat doświadczenia. Pierwsze pięć lat byłam w dużej kancelarii, pracując na majątek doświadczonych adwokatów. Potem otworzyłam swoją własną kancelarię. Spodziewałam się, że będę zarabiała przynajmniej 1000 euro miesięcznie na rękę. A zarabiam 600-700, to mniej niż kelnerki czy barmani. Dlatego wciąż muszę prosić mamę o pomoc. Moi znajomi prawnicy mają podobne doświadczenia.

Biuro Niewielkie. Jest miejsce do pracy tylko dla jednego adwokata. Za to w centrum Aten, niedaleko jednego z głównych placów, Omonii. – Miesięcznie płacę ok. 500- 600 euro za jego utrzymanie. Wchodzi w to czynsz, energia, wydatki na telefon itd. To i tak stawka po obniżce, wcześniej było o ok. 150 euro drożej, ale właściciel zgodził się zejść z ceny, bo teraz wiele lokali stoi pustych. Najemców nie było stać na ich utrzymanie.

Rodzina Jej matka pochodzi z wyspy Chios, jest urzędniczką. Ojciec zmarł 12 lat temu, pochodził z wyspy Mykonos, był inżynierem. Eleni urodziła się i wychowała w Atenach.

Eleni jest singielką, ale marzy o rodzinie. – Pracuję po 10 godzin dziennie, często również w soboty. Potem nie mam siły, by gdzieś wyjść. Przy takim trybie życia nie mam szans, by kogoś poznać.

Mieszkanie Razem z bratem wynajmuje trzypokojowe mieszkanie. Płacą 500 euro czynszu, co w ich okolicy jest normą. Chciałaby mieć własne, ale boi się wziąć kredyt. – Nie chcę ryzykować, bo nie mam żadnego zabezpieczenia i żadnej pewności jutra. Poza tym w ogóle nie wiadomo, czy dziś bym dostała kredyt.

Brat jest kucharzem, w sezonie wyjeżdża na wyspy, by pracować w hotelach. – Wtedy mam mieszkanie tylko dla siebie.

Turcja Wielu Greków jeździ do Turcji na zakupy. Bardzo się to opłaca. – Na przykład suknia ślubna: Grecy szaleją na punkcie ślubów, dlatego u nas suknia kosztuje ok. 2-3 tys. euro, a w Turcji można kupić już za 300.

Dumny naród – Wielu Greków nie rozumie kryzysu. Jego przyczyną z pewnością są politycy. Nasz dług narastał latami z powodu systemu bankowego, który najpierw był przyjazny dla Grecji, ale potem oprocentowanie kredytów skoczyło, dostaliśmy np. gorsze warunki kredytowe niż Irlandia. Dlatego dla mnie wsparcie i pożyczki proponowane Grecji są obraźliwe. To jest lichwiarski procent. Jesteśmy dumnym narodem i wolimy chyba zbankrutować, niż przez lata się wykańczać, usiłując spłacić ogromny dług.

Odpowiedzi Gdy tylko skończy wcześniej pracę, dołącza do protestujących. – Zawiązaliśmy coś w rodzaju komitetu, który będzie się domagał od rządu pełnego wyjaśnienia przyczyn kryzysu i odpowiedzi, dlaczego sytuacja gospodarcza wymknęła się spod kontroli. Tym bardziej że choć od roku oszczędzamy, nasz dług nie maleje, a rząd wciąż zaciąga nowe pożyczki.

Demokracja – To, co naprawdę może nam pomóc, to prawdziwa demokracja. Wspólne zdecydowanie, jak wyjść z zapaści finansowej. Konieczne są nowe reformy, sprawne ich wprowadzenie i sprawdzenie, czy nie tworzą one znowu grupy uprzywilejowanej. Potrzebny jest też system pomocy dla prywatnych przedsiębiorstw, szukanie inwestorów, by stworzono miejsca pracy. I przede wszystkim niezaciąganie nowych pożyczek.

Statystyki – Śledzę, co piszą o Grekach i o naszej sytuacji w zagranicznych mediach. Boli mnie obraz Grecji: oszuści, wiecznie bawiący się lenie, nieodpowiedzialni ludzie. To stereotypy. To nie społeczeństwo decydowało np. o fałszowaniu statystyk. A mnie zastanawia, że inne kraje tak łatwo dały się nabrać. Nikt tych danych nie weryfikował? Nie chce mi się wierzyć, że ci najlepiej zorientowani ludzie w Unii nie zdawali sobie sprawy z tego, jak naprawdę wygląda grecka gospodarka.

Źródło: gazeta.pl / Duży Format

http://wyborcza.pl/1,75480,9871019,Grecy_wolaja_do_Europy.html?as=1&startsz=x

Dyskusja