„De Profundis” – samokrytyka Konspiracyjnych Komórek Ognia

ccf-xiros

Konspiracyjne Komórki Ognia o własnych błędach, planach ucieczki i zdradzie Xirosa. Tytułowe „De Profundis” nawiązuje do łacińskiej sentencji w której zwrot ten oznacza „krzyk, wołanie z głębi, otchłani”.

De Profundis

Publiczna samokrytyka

Nie zamierzaliśmy brać udziału w publicznym upadku i kanibalizmie, jaki rozprzestrzenił się, umiejętnie projektowany przez policję, dziennikarzy i żałosny wywiad udzielony przez Xirosa (1). Nędza jednak króluje…

I.
Raz kapusiem… na zawsze zdrajcą

Cóż może rozwścieczyć bardziej, niż kapuś z 17 Listopada gadający o moralności… on, który w swych wstępnych zeznaniach w 2002 (zostały opublikowane w internecie) wił się i błagał gliny o łagodne postępowanie w zamian za współpracę z organami ścigania?

Cóż może być bardziej intrygujące niż kapuś pokazywany jako krytyk „ruchu”? On, który do dziś nawet nie przeprosił swych dawnych towarzyszy za wyroki dożywocia, jakimi „obdarzył” ich poprzez swoje bezstronne zeznania dla agencji antyterrorystycznej (nie został przez jej przedstawicieli nawet spoliczkowany)

Cóż może być pełniejsze sprzeczności, niż zabawny liderek z aspiracjami proszący, by procedury kolektywne i różnorodność zostały uszanowane? W swoich bredniach, w których stawał się reinkarnacją Karaiskakisa (3), ujawniał kompleks władzy, wystawiający na próby nerwy trzymających z nim towarzyszy i pomagających mu w ucieczce przez cały rok, okazując wielką cierpliwość i ryzykując swoje życie i wolność.

Cóż może być głupszego niż nasze ciągłe odkładanie na później całkowitego zerwania z nim, które uwolniłoby nas od tego paskudnego posmaku w świadomości? Niezdolny nawet do pomocy samemu sobie, wygnany z naszych kręgów, zapewne już po paru godzinach zostałby złapany przez policję, a biorąc pod uwagę jego donosicielską przeszłość, istniało ryzyko że powie policji o naszym planie ucieczki, który on ciągle sabotował. Nie byłby to zresztą pierwszy przypadek jego donosicielstwa…

Cóż mogło być większym BŁĘDEM niż nasza własna sprzeczność? Gdy po raz pierwszy udzieliliśmy mu wsparcia, ze wszystkich swych sił, uznając go za towarzysza, w praktyce uznaliśmy zasadę, że „raz partyzantem, na zawsze partyzantem”, zapominając, że poza tym jest inna zasada – „raz kapusiem, na zawsze zdrajcą”

Xiros zdradził nasze zaufanie, naszą przyjaźń, braterstwo i solidarność, jaką mu zaoferowaliśmy, wbrew rzeczywistości, która w miarę upływu czasu pokazywała, że był on paskudną osobą, obrzydliwym podczłowiekiem uzależnionym od kłamstw.

Można się spodziewać, że skończy on jako uciekinier, szukający schronienia przed wszystkimi więźniami ze wszystkich skrzydeł więzienia(4) u straży więziennej. Nie, jak twierdzą media, dlatego, by miał być obwiniany przez więźniów za przyczynienie się do powstania więzień typu C łamiąc warunki przepustki(5). Gdyby tak było, nie powinno być starć z policją podczas demonstracji, a miejskie partyzantki powinny zaprzestać działalności, ponieważ powstają przez to ustawy antyterrorystyczne.

Xiros jest ścigany za gówno, jakiego dopuścił się wobec nas w więzieniu, a także za ciążące na nim piętno kapusia, które zostanie z nim na zawsze. On i jemu podobni ośmieszają i oczerniają miejską partyzantkę, zmieniając ją w historię donosicielstwa i zdrady.

My, z naszymi „mafijnymi praktykami”, przynajmniej nigdy nie zdradziliśmy naszych ideałów i towarzyszy. Ale nawet jeśli chodzi o tych aresztowanych i oskarżonych za udział w naszej grupie, którzy nie mają z tym nic wspólnego, nawet, jeśli niektórych z nich nie uważamy za naszych towarzyszy, a niektórych uważamy wręcz za osobistych wrogów, jedno jest pewne – wśród nich nie było ani jednego kapusia ani zdrajcy.

II.
Od ostrza krytyki… do samokrytyki

Poniższy tekst odzwierciedla nasze wnętrze. To, co zostało zniekształcone i rozmyte po rozczłonkowaniu na medialnym ołtarzu, wciąż jest częścią nas i nie będziemy udawać, że tego nie poznajemy. Być odpowiedzialnym to nie obawiać się obnażyć, nie sprzedawać się w celu utrzymania niezmąconego, „dobrego” wizerunku. Obalmy więc bożków, a pierwszym – będziemy my sami.

III.
Łamanie szyfru

Nigdy nie kochaliśmy potężnych. Nasze sumienie i serce zawsze wybierały stronę ściganych, prześladowanych, poszukiwanych. Gdy ktoś postanawia opuścić więzienie łamiąc zasady przepustki, ma zapewnioną naszą pomoc i wsparcie. Kto mógłby rozkazać komuś innemu wrócić do więzienia? Kto odmówi podania pomocnej dłoni komuś, kto wbrew zasadom swej pięciodniowej, kontrolowanej wolności postanawia zejść do podziemia? Z pewnością nie my. Życie jednak to nie rewolucyjne wiersze czy uniwersalne teorie na każdą okoliczność. Życie składa się z wyborów posiadających przeszłość, teraźniejszość i przyszłość. Życie składa się z działań, które, by mieć jakieś perspektywy, powinny również posiadać pamięć.

Najłatwiej jest obwiniać innych… „Nie wiedzieliśmy…”, „Pomyliliśmy się…”. Prawda jest jednak prostsza: Wiemy, wiedzieliśmy i wybraliśmy pomyłkę…

Z pełną świadomością pozostaliśmy obojętni na historię. Lato 2002 r., aresztowania członków organizacji 17 Listopada, donosicielstwo i zeznania (z wyjątkiem tych, którzy szanowali swoją organizację) to jeden z najciemniejszych etapów w historii greckiej partyzantki miejskiej. Są to czarne strony historii pamiętne dla nas wszystkich. Poza tym nawet, gdybyśmy powołali się na wybiórczą „amnezję”, wciąż świadczyłoby to przeciw nam.

Mamy więc historię uwięzionych ludzi, wielu wyroków dożywocia, ponieważ inni ludzie „rozmawiali” z policją. Do dziś są białe plamy, a pewne rzeczy nie zostały powiedziane we właściwy sposób i z właściwą mocą. Jeśli jednak chodzi o nas, najgorsze jest to, że poprzez nasz wybór przywołaliśmy z zaświatów najokropniejszą część tej historii, przez rok pogrążoną w letargu.

Ktoś mógłby zadać sobie pytanie: „Czy nie można napisać na nowo własnej historii?” Historia niestety udzieliła odpowiedzi na to pytanie w najgorszy możliwy sposób.

Są rzeczy, których nie da się wymazać, a donosicielstwo jest jedną z nich. Ale nawet, jeśli ktoś chce napisać na nowo księgę swego życia, musi się oczyścić poprzez publiczną samokrytykę i wyraźnie przeprosić, okazać skruchę. Jak jednak powiedzieliśmy, będziemy tu mówić tylko o nas. Wiedzieliśmy o tym wszystkim i postanowiliśmy obejść historię. Czy ktoś nas oszukał? Oczywiście, że nie… Świadomie uznaliśmy, że „rewolucja uświęca środki”, a okazało się, że jedyną pewną rzeczą jest to, że „rewolucja nie uświęca ludzi”.

Pozostaliśmy obojętni na problematyczne fragmenty historii donosicielstwa, ponieważ byliśmy rozgorączkowani, chcieliśmy kontynuować naszą własną historię, odzyskać wolność i powrócić do walk anarchistycznej partyzantki miejskiej. Zapomnieliśmy jednak, że nic nowego i pięknego nie może zostać napisane na brudnych, pomazanych stronach.

Tak więc paranoja i brzydota rzuciły cień na wszystkie nasze piękne plany. Chcieliśmy się wyzwolić, a jednocześnie uwięziliśmy naszych towarzyszy, przyjaciół i samych siebie w labiryncie taktyk i nieortodoksyjnych stanowisk. Nauczyliśmy się, że obrzydliwości nie można zwalczyć gorszą obrzydliwością. Przez cały rok, mrówczą pracą, tworzyliśmy coś niemal z niczego. Przygotowaliśmy plan (wbrew obrzydliwym kłamstwom głoszącym, iż nie troszczymy się o życie przypadkowych ludzi), który miał zadać upokarzający cios w samo serce systemu więziennego. Używając ładunku o wadze 150 funtów (ok. 68 kg – tłum.), umieszczonego w pojemniku ze stożkową głowicą, opierając się na EFP – Explosively Formed Penetration/pocisk formowany wybuchowo – (metody tej używali iraccy partyzanci przeciw amerykańskim budynkom, w celu skierowania fali uderzeniowej dla uzyskania mocy przebicia) zamierzaliśmy zburzyć mur więzienia eliminując możliwość poszkodowania przypadkowych osób.

Taki plan wymagał tysięcy godzin przygotowań ze strony naszych towarzyszy poza więzieniem. Gdybyśmy chcieli użyć choćby i 300 a nie 150 funtów, jedynie umieszczając ładunek w samochodzie, fala uderzeniowa ledwie naruszyłaby mur więzienia, zaś wybuch przeniósłby się w słabsze obszary, takie jak alejki otaczające więzienie, powodując ogromne straty w ludziach. Dowiedzieliśmy się tego dzięki atakowi, jaki przeprowadziła nasza grupa w 2010 r. z użyciem bomby czasowej podłożonej pod fragmentem muru więzienia Korydallos. W tym wypadku, z oczywistych przyczyn, nie mogło być mowy o telefonie ostrzegawczym. Musieliśmy zatem znaleźć rozwiązanie. Po miesiącach poszukiwań zdecydowaliśmy się na użycie EFP.

W skrócie polega to na użyciu betonowego naczynia, na które nakłada się stalową głowicę w kształcie stożka, proporcjonalną do wielkości pojemnika i materiału, z jakiego jest zbudowany cel. Podczas eksplozji fala uderzeniowa jest skierowana tylko w stronę celu, zmieniając stalową głowicę w pocisk uderzający bezpośrednio w cel z ogromną prędkością. Pojemnik i głowica, których planowaliśmy użyć, to właśnie „beczka z materiałami wybuchowymi” znaleziona w Anavissos.

Oczywiście przeprowadzaliśmy próby na mniejszą skalę, by upewnić się o skutkach. Próby, które wymagały czasu i wiązały się z ryzykiem naszych towarzyszy na wolności, ale które były niezbędne. Gdy zostały już przeprowadzone z dala od ludzi i zobaczyliśmy, jak fala uderzeniowa skupia się w zaplanowany sposób, a efekt na otoczenie jest minimalny, można było przystąpić do realizacji planu. Dodatkowym środkiem ostrożności, który nie jest niezbędny przy tej metodzie, miały być worki z piaskiem umieszczone wokół lufy, w samochodzie, które miały pochłonąć tę minimalną siłę fali uderzeniowej, która mogła skierować się w bok. Ta część planu, podobnie jak cała reszta, została przemyślana tak, by uniknąć przypadkowych ofiar w ludziach.

Wybuch, jakiego dotąd nie było, niszczący najobrzydliwszy pomnik uwięzienia. I co najważniejsze, nasze wyzwolenie, nasz powrót na ścieżkę miejskiej partyzantki. Jednak w imię pięknej sprawy przestaliśmy panować nad naszymi zachowaniami, obsesjami, złudzeniami, problemami, arogancją, zaniedbaliśmy to, co czyniło nas anarchistami. A wszystko to po to, by nie stracić szansy, chwili, fazy, wybuchu, naszej wolności… A na koniec straciliśmy wszystko. Co gorsza, straciliśmy ludzi. Ludzie, którzy nie mieli ciemnych plam w życiorysie, a jedynie kryształową teraźniejszość i ognistą przyszłość, zeszli do podziemia, a ludzie, którzy nie mieli pojęcia, komu pomagają lub nawet nie mieli z tym nic wspólnego zostali uwięzieni. Odpowiedzialność za to ciąży przede wszystkim na nas. Nie tyle za skutki (nie decydowaliśmy o wszystkim, i jeśli chodzi o nasze relacje z towarzyszami, decyzje były podejmowane wspólnie, na równych zasadach), co za paskudną scenerię, jaką stworzyliśmy.

IV.
„Zwolnienie”, Nieczajew i poczta (7)

Niczego nie potwierdzamy ani niczemu nie zaprzeczamy. Nie istnieje większe kłamstwo niż półprawdy (które często w ogóle nie zawierają w sobie ani cząstki prawdy). Dzienikarze we współpracy z policją dokonali tego, na czym znają się najlepiej: zamordowali prawdę na ołtarzu kłamstw. Mówili o „masakrze”, „rozkazach dowódców”, „dziesiątkach nieprzewidzianych ofiar”, starając się odpolitycznić Konspiracyjne Komórki Ognia głosząc, że powierzyliśmy realizację naszych zamiarów „pospolitym przestępcom”. W tym samym czasie trwało plądrowanie prawdy poprzez wybiórcze cytaty z naszej osobistej poczty. Gdy prywatne staje się publiczne, ciemność naszych sekretów zostaje zniekształcona reflektorem przesłuchań. A jeśli ktoś uważa, że jest na tyle „czysty” by nie przejmować się tym, że jego osobisty dziennik zostanie pokazany w telewizji, jego myśli, tajemnice, słabości, rozdrażnienie i gniew wylądują na pierwszych stronach gazet, to powinien już zdechnąć z nudów.

To co powstaje między członkami grupy lub w gronie przyjaciół jest swoistym kodem, którego nie można „złamać”. To zakodowana dodatkowa treść, wspólna, wewnętrzna opowieść z przeszłością, która nie jest przeznaczona do publicznej dyskusji. To kod relacji zrozumiały i możliwy do interpretacji przez uczestników historii. Gdyby wszystko, co przyjaciel mówi w zaufaniu do przyjaciela, lub towarzysz do towarzysza, miało być opublikowane, bylibyśmy skazani na milczenie. Warto to rozpatrzyć przed następnym powierzeniem komuś tajemnicy, wyznaniem własnej słabości lub zwierzeniem się ze złości na przyjaciela. Co można poczuć, gdy zostanie to pokazane publicznie? Zwłaszcza, gdy w tych publicznych aktach kanibalizmu gliny dodają garść własnych, obrzydliwych kłamstw. Przy okazji próbują wrobić niezwiązane z tym osoby i przyjaciół dodając ich nazwiska do akt sprawy.

V.
„Błędy”

Błędem nie było to, że bomba nie wybuchła – była nim natomiast nasza próba „wymazania” historii. Towarzyszy nie ocenia się na podstawie ich umiejętności i zdolności operacyjnych, lecz poprzez relacje i jednoczącą ich przyjaźń. Błąd tkwi więc tu, a nie w niewłaściwym działaniu zapalnika czy zegara. Nawet, gdyby wybuchło sto bomb, gdyby tysiąc pistoletów wystrzeliło w cel, lecz nie byłoby braterstwa, szacunku i godności, pozostałby błąd. Prawdziwy błąd występuje wtedy, gdy relacja między towarzyszami rozbija się o paranoję. Skoro jednak mowa tu o samokrytyce a nie krytykowaniu innych, nasz pobyt w więzieniu oznacza, że na pewnym… etapie drogi uczyniliśmy błąd operacyjny. Cóż, kto jest bez winy (ale nie bezczynny) niechaj rzuci pierwszy kamień…

VI.
Przywódcza grupa Konspiracyjnych Komórek Ognia

Gdybyśmy chcieli być przywódcami, wybralibyśmy inną drogę, pewniejszą i bezpieczniejszą, a nie anarchistyczną partyzantkę miejską. Jesteśmy wspólnotą towarzyszy i przyjaciół, bez przywódców i podwładnych. Rozkazujemy jedynie samym sobie. Oczywiście nie jesteśmy tacy sami; każde z nas ma inne zdolności, niektórzy więcej, niektórzy mniej. Wszyscy jednak dajemy z siebie wszystko dla Konspiracji jaką stworzyliśmy, i nie zamierzamy przestać. Nikt z nas nie jest ważniejszy – jesteśmy Olga, Giorgos, Michalis, Gerasimos, Christos, Haris, Panagiotis, Damianos, Giorgos, Theofilos i mamy jedno, wspólne miano – Konspiracyjne Komórki Ognia

VII.
Związki z pospolitymi przestępcami

W więzieniu nauczyliśmy się, że ludzi nie należy szufladkować. Nie akceptujemy retoryki prokuratorów ani charakterystyk zawartych w aktach. Każdego człowieka należy oceniać wedle jego czynów i wyborów. Dlatego też nienawidzimy zakurzonych, ideologicznych etykietek, które przylepia się ludziom dla łatwej klasyfikacji. Nauczyliśmy się, że życie wykracza poza ortodoksyjne definicje polityczne. Wartości takich, jak godność, przyjaźń, solidarność nie da się nauczyć w oszklonych audytoriach, lecz w praktyce, zmagając się z trudnościami życia. Wielu bowiem mówi o anarchii, jednak nieliczni spośród nich decydują się w niej żyć.

VIII.
Podsumowanie

Ktoś mógłby spytać, czy mówilibyśmy to samo, gdyby nasza ucieczka się udała. Szczerze mówiąc nie wiemy. Historii jednak nie pisze się gdybając… Stworzyliśmy plan, który choć operacyjnie i logistycznie był niesamowity, w środku trzymał się na włosku i niesamowitym samozaparciu, by nie rozdrapać dokuczliwego wrzodu. Niepowodzenie i jego skutki wepchnęły nas w bagno, na krawędzi którego i tak balansowaliśmy przez rok. Igraliśmy z własnymi sprzecznościami i teraz, gdy się rozrosły, musimy się z nimi zmierzyć.

Wiemy, że młodzi towarzysze i przyjaciele są zdezorientowani przez to, co mówią o nas gliny i dziennikarze. Dlatego właśnie powinniśmy publicznie wypowiedzieć się, ujawnić prawdy, które nas bolą. Jest to też jedyny sposób, by zacząć od nowa. Samokrytyka i brutalne wyrwanie z korzeniami naszej przeszłości. Jest za późno na żale. Mawia się, że pomyłka to najkrótsza droga do nowego odkrycia. Dlatego też samokrytyka nie oznacza wycofania się. Przeciwnie – zaciskamy pięści i ostrzymy noże, pozostajemy nieugięci. A jeśli upadniemy, podniesiemy się, pokonani będziemy walczyć dalej, a zamknięci – znajdziemy klucz.

Oto kim jesteśmy, a to nasze błedy. Nie będziemy wycofywać się tego, co powiedzieliśmy…

Z naszych prochów rozbłyśnie nowy płomień, znak dla ściganych i poszukiwanych…

Powędrujmy jeszcze raz aż do końca.

Ponieważ nasz dzień nadejdzie…

WSPARCIE DLA LUDZI UWIĘZIONYCH I OSKARŻONYCH W SPRAWIE UCIECZKI KONSPIRACYJNYCH KOMÓREK OGNIA, KTÓRZY NIE MIELI Z TYM NIC WSPÓLNEGO

SOLIDARNOŚĆ – SIŁA – WSPÓŁUDZIAŁ Z POSZUKIWANĄ TOWARZYSZKĄ ANGGELIKI SPIROPOULOU

NIC SIĘ NIE ZAKOŃCZYŁO, WSZYSTKO TRWA

STWÓRZMY 10, 100, 1000 KOMÓREK FAI-IRF

O ROZPOWSZECHNIANIE SIĘ CZARNEJ ANARCHII I ŻYCIA NA KRAWĘDZI

Więzienna Komórka Konspiracyjnych Komórek Ognia

Olga Ekonomidou

Michalis Nikolopoulos

Giorgos Nikolopoulos

Haris Hatzimihelakis

Christos Tsakalos

Gerasimos Tsakalos

Giorgos Polydoros

Panagiotis Argyrou

Damiano Bolano

Theofilos Mavropoulos

 

Przypisy z angielskiej wersji:

1. Xiros udzielił wywiadu Makisowi Triantafilopoulosowi (znanej dziennikarskiej szumowinie powiązanej z partiami politycznymi, agencjami państwowymi, lokalnymi kapitalistami i faszystami ze Złotego Świtu) dla jego portalu Zougla

2. 17 Listopada był marksistowsko-leninowską miejską partyzantką działającą w Grecji w latach 1975-2002. Towarzysze z KKO odnoszą się do wydarzeń po rozbiciu grupy przez władze w 2002, gdy bomba eksplodowała w rękach członka grupy, Savasa Xirosa, brata Christodoulosa. Christodoulos Xiros był członkiem tej grupy.

3. Ironiczne nawiązanie do nagrania przemowy do ludu opublikowanego przez Xirosa po ucieczce z więzienia. Georgios Karaiskakis był jednym z przywódców w czasie greckiej rewolucji przeciw tureckiej okupacji w 1821 i jest bohaterem narodowym i ludowym. W nagraniu Xiros przemawiał na tle wizerunku jego i innych podobnych postaci historycznych.

4. Jak dotąd Xiros został zaatakowany przez współwięźniów cztery razy

5. Po ucieczce Xirosa media oszalały. Poprzedni rząd w odpowiedzi na histerię zaproponował ustawę o więzieniach maksymalnego bezpieczeństwa (typu C)

6. Części IV, V, VI i VII odnoszą się do tego, co twierdziły gliny i o czym donosiły media. Wśród dowodów pokazanych przez policję były setki odręcznych notatek, korespondencja między towarzyszami i ludźmi zaangażowanymi w plan ucieczki. W jednej z tych notek KKO rzekomo napisały, że „zwolnią” Xirosa po ucieczce. Co do nieudanych prób bombowych, gliny twierdzą, że Xiros był odpowiedzialny za nieudane ataki na posterunek policji w Itei i urząd podatkowy, do których nie przyznały się ani KKO, ani nikt inny. Gliny twierdzą, że KKO po ucieczce zamierzały wykonać na Xirosie egzekucję (tak zinterpretowali słowo „zwolnić”) z powodu tych niepowodzeń. Ponadto dziennikarze i gliny po raz kolejny mowili o „grupie przywódczej” KKO i ich rzekomych „powiązaniach” z osadzonymi szefami grup przestępczych.

Dyskusja