Konspiracyjne Komórki Ognia – Refleksje z krainy nicości

morzeGdy zamykają się za tobą jedne drzwi, otwierają się kolejne. To uczucie towarzyszyło nam, gdy otworzyły się przed nami drzwi więzienia, zamykając erę naszej wolności…

Naszym oczom ukazał się nowy świat. Ciasny  świat zbudowany z betonu, w którym dobre dni i noce zostały zakazane.

Więzienie jest cienistą luką w przejrzystej galerze demokracji. Czas staje się tutaj niepoliczalny, a dni powoli przelewają się, melancholijnie, monotonnie, mechanicznie. Pory roku giną w kalendarzu na ścianie i górę bierze nostalgia, odgrzebując wspomnienia, emocje, ukochane osoby, miejsca i myśli, które nigdy nie stały się czynami.

Jednak wilk wewnątrz nas pozostaje czujny i głodny. Przez wszystkie te dni, miesiące i lata karmimy go myślami, pragnieniami, troskami, zamiarami, gniewem, a on pożera kraty, drut kolczasty i zamki, by pewnego dnia znów wybiec na wolność.

Do tego czasu wilki negacji przechadzają się samotnie pośród otaczających je cieni. Większość więźniów bowiem to nędzne cienie ludzi, dla których więzienie stało się jedyną ojczyzną.

Żyjący poza więziennym murem powinni zdawać sobie sprawę z tego, że więzienie, poza ścianami, kratami, zamkami i mundurami składa się także z krwi i kości. To żywa bestia, żyjąca w samych więźniach. Mówi ich językiem, naśladuje ich ruchy, uwielbia ich kłamstwa, a nocą zamyka ich. Nie nosi jednak munduru, nie ma kluczy ani pałki, ponieważ więźniowie są swoimi własnymi strażnikami.

Tutaj, w kraju nicości, upadają fałszywi bożkowie i znikają mity, a pozostaje nędzna prawda.

Zanim przekroczyliśmy próg więzienia, dawaliśmy się uwodzić magnetyzmowi marginesu społecznego i socjologii jego wizerunku. Karmiliśmy się stęchłymi, starymi mitami opisującymi świat więzienny jako tajemnicze miejsce, którego mieszkańcy mogą być awangardą powstania anarchistycznego. Ten przeklęty mit „rewolucyjności” więźniów jest bardzo popularny, zwłaszcza w Grecji.

Istnieje cała anarchistyczna subkultura, wytwarzająca i podtrzymująca podkoloryzowaną i upiększoną baśń o godności więźniów, ich kodeksie honorowym, nieugiętej postawie, niesubordynacji. Romantyczną fikcję dotyczącą rzekomej gotowości bojowej więźniów, pociętą i posklejaną tak, by pasowała do anarchistycznych wyobrażeń.

W rzeczywistości cała ta subkultura uświęcająca więźniów i traktująca ich jako nowy podmiot rewolucyjny jest karmiona opowieściami tworzonymi przede wszystkim przez ludzi, którzy nigdy nie mieli tego nieszczęścia obcowania ze środowiskiem więziennym i okazji zapoznania się ze zgnilizną ich pasywności. Dlatego ten wytwór wyobraźni jest sprzedawany wraz z mądrymi cytatami i wspaniałymi słowami wskazującymi na „instynkt buntu” w więźniach. W ten sposób opowieści o więzieniu i zamieszkującej je społeczności są kształtowane i dostosowywane, by dopasować się do „etycznych” przekonań tradycyjnych środowisk anarchistycznych.

Na przykład odrażająca mentalność więźnia często skrywa się za pięknymi płomieniami więziennych zamieszek. W eklektycznej historiografii „walk więziennych” brakuje jednak wzmianek o tym, że nawet podczas zamieszek większość więźniów, zamiast szukać drogi ucieczki, stara się napchać kieszenie w więziennej apteczce i naćpać się lekami psychotropowymi. Nie brakuje też porachunków związanych z heroiną i długami. Społeczeństwo więzienne, równolegle do „wolnego” w świetle prawa, czci tych samych bożków: hierarchię, rasizm, donosicielstwo, religijną dewocję, hipokryzję, służalczość… Więzienie jest jak małe lusterko postawione przed społeczeństwem. Wszystko jest tu skompresowane. Nikt i nic nie może się tu ukryć. Kapusie krążą bez przeszkód, więźniowie upokarzają się, by uzyskać łaskawość wpływowych osób, przyjaźń i godność są sprzedawane za działkę heroiny, przemoc wobec współwięźniów staje się oznaką władzy, a kłamstwa i tchórzostwo święcą triumf w rzekomo „twardym” świecie więzienia, gdzie wola życia jest odłożona na czas nieokreślony.

Taka jest niezmienna rzeczywistość w greckich więzieniach. Nie ma tu miejsca na litość, ani solidarność. Nie żal nam tych, którzy sprzedali własną skórę i stali się żałośni, ani nie okazujemy solidarności tym, którzy biernie znoszą swoje pojmanie i kajdany.

Niestety, część anarchistów trzyma się ideologicznej poprawności i wierzy w metafizyczną „rewolucyjność” więźniów. Być może umieszczanie więźniów i lumpenproletariatu na podium jako rewolucyjnego podmiotu jest jednym ze sposobów radzenia sobie ze skrajną wiarą w klasę robotniczą, przejawianą przez komunistów… Ale dla anarchistów praxis metafizyka pozostaje bez znaczenia. Nigdy nie lubiliśmy tych „modłów” wznoszonych w oczekiwaniu, aż „inni” się przebudzą.

Jedną z najgorszych form przemocy wobec indywidualnej wolności jest ta dogmatyczna pewność podmiotu klasowego. Jeśli szukamy sojuszy w innych obszarach społecznych, to właściwie potwierdzamy tożsamości społeczne dystrybuowane przez Władzę. Każda założona wstępnie klasa społeczna, od migrantów po lumpenproletariat, jest uznawana jako taka poprzez skatalogowanie jej w autorytarnej rzeczywistości.

Jeśli chcemy odrzucić wszelkie klasy społeczne, musimy wyzbyć się ideologicznej oczywistości sojuszy społecznych, odrzucić masową strukturę społeczną i umieścić nasze własne, jednostkowe „ja” w centrum naszego buntu. Nasze wybory czynią nas tym, kim jesteśmy. Dlatego też nie znosimy wszelkich oświadczeń, rozpoczynających się ortodoksyjną pewnością masowej tożsamości: „My, więźniowie…”, „My, proletariusze…”

Więźniowie są pariasami społeczeństwa. Są marginesem społeczeństwa. Nie są jednak marginesem pragnącym zaatakować centrum systemu – są raczej marginesem pragnącym, zazdroszczącym i pełnym zawiści wobec centrum tego świata i jego wiodących wartości. Bogactwo i religia pieniądza pozostają naczelnymi wartościami społeczności więźniów.

Krótko mówiąc, więźniowie nie zanegowali dominującego społeczeństwa. Przeciwnie, to społeczeństwo ich nie akceptuje. Czym innym jest być negującym, a czym innym nie być akceptowanym. Czym innym jest walczący margines anarchistycznej nielegalności i atak, a czym innym pasywny margines lumpenproletariatu i użalanie się nad sobą. Jako anarchiści praxis wybieramy dobrowolne wygnanie z panującej cywilizacji i wybieramy walkę przeciw niej, podczas gdy większość „zbrodniczych gorszycieli”, choć została wygnana, nie odrzuciła jej. I zamiast obrócić gniew za swe wygnanie w atak, wyrażają go w postaci kompleksów lub syndromów autodestrukcji…

Uważamy że lumpenproletariat kopie własny grób. Są masą, która okazała się niezdolna do tego, by zlekceważyć pogardę, jaką zostali obdarzeni, a zamiast tego reprodukują ją w sobie, obracając przeciw sobie jak nóż – poprzez narkotyki, samookaleczenia, wierzenia religijne i użalanie się nad sobą. W ten sposób ucieleśniają powszechną ideę „kryminalności” skonstruowaną przez burżuazję, stając się jej „śmiałymi” reprezentantami jako narkomani, kieszonkowcy i „czarne charaktery”.

Większość więźniów składa się z mieszanki instynktów bez świadomości. Z tego powodu, są najgorszym z potencjalnych sojuszników. To motłoch, łatwy do kupienia, i wyniszczający się jeszcze szybciej, niż przy uzależnieniu od narkotyków. Osadzeni w więzieniach to osad tego szczególnego społeczeństwa. nie są negacją społeczeństwa, a jednym z jego produktów.

Jedyne cząstki dywersji, jakim udało się przetrwać w bagnie więzień, są przeprowadzane przez szczątkowe mniejszości, jednostki, które odmawiają przeistoczenia się w przewidywalne statystyki. W przeszłości mniejszości te doprowadzały do buntów w więzieniach Hiszpanii (np. „Coordinator of Spanish Prisoners in Struggle”, COPEL), we włoskich więzieniach (np. „Proletariackie Komórki Zbrojne”, NAP) i w innych krajach.

Gniew i ból tych więźniów został zamieniony w paliwo dla zemsty i zakorzenionej świadomości. Ich nienawiść wobec systemu stała się praxis ich własnej egzystencji w wojnie z tyranią strażników więziennych i więzień tych czasów, poprzez ucieczki, ataki zbrojne i wybuchy (w przypadku NAP), jak również radykalną świadomość. To są chwalebne wyjątki potwierdzające smutną regułę pasywności wśród więźniów.

Zamykając ten tekst zdajemy sobie sprawę z tego, że wywoła on wiele obiekcji i sprzeciwów, które będą jedynie odbiciem tego, jak każda skostniała ideologia broni się przed dojrzeniem, jak upadają jej mity. Wśród anarchistów greckich, uwiedzionych ideą politycznej sympatii wobec więźniów, istniał rodzaj niewypowiedzialnego szacunku. My również uważaliśmy, że w środowisku przestępczym dojrzymy pierwsze oznaki niesubordynacji i insurekcji. Niestety mity są piękniejsze od prawdy, a ci, którzy mieli do czynienia ze środowiskiem „zbrodniczych gorszycieli” z pewnością zrozumieją, co mamy na myśli.

Dla anarchisty praxis wartością jest jednak właśnie obalanie mitów i szukanie dalej, zawsze z wątpliwościami w myślach i czynach. Każdy powinien przeżyć własne doświadczenia i uzbroić własne pragnienia. Jedyną pewną rzeczą jest w tym wypadku to, że więzienie to przeklęte miejsce, w którym społeczeństwo umieszcza wszystko, co je przeraża i czego nie chce widzieć. Więzienie jest współczesnym portretem Doriana Graya, tak obrzydliwym, jak prawda o panującej cywilizacji. Nie uchowa się tu nic pięknego, poza jedną prostą myślą: tą o ucieczce i zniszczeniu wszystkich więzień.

Czarna róża negacji rozkwitnie dopiero na gruzach społeczeństwa-więzienia.

Jesteśmy pewni jednego. Wśród więźniów spotkaliśmy się z zachowaniami wrogimi naszym wartościom. Poznaliśmy wiele osób, od których dzieli nas cały ocean jeśli chodzi o nasze spostrzeżenia i godność. Istnieje również więcej niż kilku osadzonych, którym nie okazalibyśmy ani odrobiny litości za gówno, jakie popełnili. Mimo tego nie istnieje osoba – nawet nasz najgorszy wróg – która usprawiedliwiałaby istnienie więzień. Odrzucamy fałszywą kurtuazję humanitaryzmu. Więzienie to ciągła tortura, maszyna karmiąca się wspomnieniami, emocjami, mięsem i kośćmi. A dla tych, którzy prędko spytają: „A co z gwałcicielami, alfonsami i wszelkim tego typu ścierwem…?” odpowiedź jest prosta. Kwestia nie w tym, czy te ścierwa „zasługują” na więzienie, ale raczej, czy my możemy zaakceptować istnienie więzień. Co więcej, zawsze zostaje wspaniała przemoc wynikająca z wzięcia prawa we własne ręce. Każdy powinien więc przemyśleć, czy chce współtworzyć społeczeństwo, którego pomnikami są więzienia i sądy, czy raczej woli być niszczycielem, siejącym burzę która zniszczy wszystkie instytucje związane z uwięzieniem, uwalniając myśli, emocje, czyny… Dla ciągłej anarchistycznej insurekcji…

Więzienie Koridallos, Październik 2012

Pierwsze pokolenie Konspiracyjnych Komórek Ognia
Theofilos Mavropoulos
FAI-IRF

Dyskusja