7 października urodziła się niemiecka rewolucjonistka Ulrike Meinhof
Jak co roku z okazji rocznicy urodzin Ulrike Meinhof publikujemy materiały nawiązujące do jej postaci. Jednak szczególny charakter tego miesiąca nie kończy się tylko na dacie jej urodzin. Warto pamiętać, że 9 października w boliwijskiej dżungli zginął Ernesto „Che” Guevara zamordowany przez tamtejsze wojsko na polecenie amerykańskiego CIA, a w nocy z 17 na 18-go października „komando śmierci” nadzorowane przez służby RFN i NATO zamordowało liderów Frakcji Czerwonej Armii przetrzymywanych w specjalnym więzieniu Stammheim koło Stuttgartu. Andreas Baader, Gudrun Ennslin i Jan-Carl Raspe zostali znalezieni martwi w swoich celach, powieszeni oraz z kulą w głowie. Czwarta bojowniczka Irmgard Moeller została tej nocy czterokrotnie pchnięta nożem, a gdy lekarzom udało się uratować jej życie zaprzeczyła by więźniowie planowali jakiekolwiek samobójstwo.
Poniżej znajdziecie tłumaczenie hiphopowej piosenki o Ulrike, która została zadedykowana tej rewolucjonistce, pisarce i współtwórczyni RAF – Frakcji Czerwonej Armii. Załączamy także wiersz poświęcony jej pamięci. Dodatkowo polecamy waszej uwadze dramat pt. „Bambule” wyreżyserowany przez Ulrike (patrz TU), krytyczną recenzję kłamliwego filmu Baader Meinhof Komplex (Patrz TU) oraz wspomnienia Astrid Proll o RAF (Patrz TU)
Nocą bombowce przelatują nad Wietnamem
Ulrike stoi przy zakratowanym oknie, przez które niczego nie widać.
(Czy jest tu w ogóle okno?)
Nie widać ciągnących się buraczanych pól pokrytych śniegiem
szpaków kryjących się w załomach muru,
pustego horyzontu, nad którym ciężko wznosi się księżyc.
Wszystko przesłaniają olbrzymie reflektory, niczym światła rampy w Auschwitz.
Ulrike stoi w milczeniu jakby za chwilę miała dostrzec tam jakiś ruch.
Stoi tak bardzo długo.
Mruży oczy, starając się dostrzec jakiś kształt w oślepiającym blasku jarzeniówek.
Jej dłonie miękko zaciskają się na kracie.
Opuszki palców robią się czerwone, następnie białe.
Gdyby odkryć dach, na rzęsach miałaby płatki śniegu.
„I nagle cela jedzie, uczucie jakby głowa eksplodowała…”
Stalowa klamra zaciska się na mózgu.
Cisza pulsuje i zgrzyta niczym tłok ogromnego silnika, jak szczęk przeładowywanej broni.
Trzeba się przebić przez tę ciszę jak przez lawinę zimnego śniegu
Przywrócić umysłowi sprawność.
Nocą bombowce przelatują nad Wietnamem.
a ciało domaga się swoich potrzeb.
Ulrike niestrudzenie całuje je i pieści
Układając do snu.
Przy ostrym świetle lampy kaligrafuje grypsy, narzuca dłoniom precyzyjny rytm.
Przychodzi strażnik
Jego zdecydowane dłonie zabierają wszystko: nietknięty posiłek, maszynę do pisania, wiersze Brechta,
ostatnie zdjęcie dzieci.
Astrid nie żyje, Andreas nie żyje, Gudrun tez nie żyje – mówi.
Ty też wkrótce będziesz martwa.
Pij herbatę dopóki nie oślepi Cię to światło.
Pij zimną herbatę dopóki tłumy na zewnątrz nie podpalą świata by zwrócić Ci wolność.
Nocą bombowce przelatują nad Wietnamem.
Przez sen Ulrike zaciska palce na krawędzi więziennego koca.
Napalm opada ze świstem, wybucha głucho, zasysając całe powietrze
Opada nad Stammheim, nad Bonn, Nad Zachodnim Berlinem.
Nad śpiącymi Gudrun i Andreasem.
Ulrike pływa w napalmie i słyszy krzyk płonących żywcem ludzi, krzyk własnych córek:
Mamo, mamo!
Oto ostateczne rozwiązanie, oto Auschwitz.
Mijają godziny. Wstaje i chodzi by rozprostować kości
Światło wciąż świeci, dopomina się by go wysłuchać.
Ulrike gorączkowo myśli, tak szybko jakby cela miała zaraz rozpaść się na kawałki
Za chwilę, za jakiś czas,
Kiedy? Po minucie? Godzinie? Dniu? (Trzeba liczyć posiłki)
Wyczerpana osuwa się na swoją pryczę.
Zwija w kłębek
Rudi miarowo głaszcze ją po głowie, którą ułożyła na jego kolanach:
Pamiętasz? Chrystus przez 40 dni pościł na pustyni zanim odniósł zwycięstwo.
Nadchodzą Andreas i Holger.
Palą papierosy. Chcą dyskutować, ale nie ma tu żadnego cienia, w którym można by bezpiecznie się ukryć.
Ulrike przestań być tak cholernie skonfundowaną świnią.
Zabieg pomoże Pani odzyskać jasną ocenę sytuacji.
Ulrike kopie policjanta na więziennym korytarzu.
Służbowe buty piszczą na wypastowanej podłodze, gdy kopnięty cofa się chwiejąc
I omal nie przewraca.
To nie nasza wina, że świnie są ludźmi.
Prochy. Znowu podają Ci jakieś prochy. Ulrike wypluj. Trzymają Cię skrępowaną, zaciskasz szczęki ale lekarze
są silniejsi od Ciebie.
Lekki zawrót głowy, coś jakby gołąb pod sufitem celi sfrunął i lekko osiadł Ci na ramieniu.
Leżysz i nasłuchujesz.
Nocą bombowce przelatują nad Wietnamem.
Ulrike patrzy w tę groźną ciemność nad swoją głową.
Jedna bomba dla Buddenberga, druga dla Springera, trzecia dla Amerykanów.
Stworzyć dwa, trzy wiele Wietnamów – we własnym sercu.
Zwyciężyć nad własnym strachem
Pokonać świnie w sobie
i nie myśleć już o tych, którzy latem beztrosko spacerują po Kufurstendamm, kupując swoim dzieciom lody i porzeczki z cukrem.
W ogóle nie zaprzątać sobie nimi głowy.
Nocą palestyńskie dzieci o skośnych oczach, skradają się korytarzami skrzydła śmierci.
Nocą światło chłepce ciemność gęstniejącą na zewnątrz.
Ulrike śpi niespokojna, napięta jak struna.
Oddycha jakby płakała.
(Właściwie nie wie czy jest noc. Żyje w bardzo długim dniu, który nigdy się nie zaczyna i nie kończy.)
Nocą Stammheim, niczym przyczajona bestia, spoczywa nieruchomo na obrzeżach Stuttgartu.
Nad dziedzińcem więzienia prószy biały śnieg.
Ulrike wstaje. Wydaje jej się, że już jest poranek.
Popycha mur, ale zimna ściana wciąż pozostaje na swoim miejscu.
