Anarchistyczna sonda na temat ukraińskiego Majdanu
GwO: Publikujemy wyniki szybkiego sondażu na temat Ukrainy, jaki przeprowadziliśmy wśród znajomych anarchistów. Dołączyliśmy też jeden głos trockisty. Sytuacja jest rozwojowa i naturalne jest, że wszyscy cały czas uzupełniamy swój obraz wydarzeń na Majdanie. Sondaż nie jest więc żadną próbą ostatecznej analizy, lecz zbiorem komentarzy na gorąco. Interesuje nas jakie obawy i nadzieje, wiążą z tymi wydarzeniami polscy anarchiści. Jeśli chcesz by twój głos dołączył do naszej sondy, zachęcamy do kontaktu na nasz mail redakcyjny.
Krawat:
Na wydarzenia na Ukrainie patrzę z kilku perspektyw. Pierwsze protesty przypominały mi różnego koloru rewolucje i były odpowiedzią części społeczeństwa na zbyt pro-rosyjską polityk władz. Nie miałem i nie mam zbyt wiele sympatii dla politycznych sympatii Euromajdanu w jego pierwszej odsłonie. Jednak to, co w tej chwili dzieje się w Kijowie, jest zupełnie czymś innym. Reżim Janukowycza wprowadził prawa godzące w podstawowe wolności jednostki i społeczeństwa. Tak zdecydowany opór przeciwko nowej twarzy reżimowej władzy pokazuje, iż społeczeństwu Ukrainy nie jest tak do końca obojętne, kto i w jaki sposób będzie nimi rządził. Zdając sobie doskonale sprawę z tego, iż wśród protestujących i walczących z policją jest również wielu politycznych oszołomów z którymi mi zupełnie nie po drodze (całe spektrum skrajnej prawicy) a nawet sytuuję ich, jako wrogów – jednak z dużą sympatią i poparciem patrzę na walkę społeczeństwa ukraińskiego z władzą. Jednak owa sympatia podpowiada mi również, że ewentualna wygrana i obranie kursu pro-zachodniego, może w przyszłości okazać się zgubą dla większości Ukraińców. Odejście Janukowycza od steru władzy może również wynieść do niego ultranacjonalistów, szczególnie na Zachodniej Ukrainie, co może czkawką odbić się nie tylko liberałom, ale również środowiskom anarchistycznym i antyautorytarnym. Tak więc moje przesłanie dla walczących brzmi: walczcie z każdą władzą, nie tylko tą pro-rosyjską i totalitarną!
Rodion:
Co tu dużo pisać, sądzę, że jak większość tego typu masowych upustów gniewu, jakimi jesteśmy raczeni od paru lat, ten ukraiński rozbije się o mur głęboko zakorzenionych w umysłach ludzi, przesądów związanych z interpretacją pojęcia władzy i z tego też względu takie wystąpienia są w moim mniemaniu skazane na porażkę. Myślę, że w tym wyjątkowym przypadku Ukrainy, która jest obecnie postawiona między młotem a kowadłem, zakładając umiarkowany scenariusz, może się to skończyć co najwyżej ustąpieniem Janukowycza i zmianą warty w parlamencie. Z drugiej strony przy jego twardym postanowieniu ignorowania tłumów, dalszy rozlew krwi jak i radykalizacja protestujących w kwestii stawiania oporu, przy jednoczesnej polaryzacji celów i zachowawczości, co do wysuwania postulatów politycznych, może zaowocować to w przypadku przedłużającego się konfliktu przygaszeniem rewolucyjnych nastroi. Pozwoli to Janukowyczowi na ostateczne rozprawienie się z tym problemem przy pomocy nowej fali represji, co w ostatecznym rozrachunku stworzy mu pole do zaprowadzenia w Ukrainie nowej odsłony totalitaryzmu.
KK:
Nie mam jakichś większych złudzeń, że to co, dzieje się na Ukrainie skończy się tryumfem wolności, radykalnej demokracji czy nawet oddolnych sposobów organizacji społeczeństwa. Mimo, że sytuacja nie jest tak wielostronna i skomplikowana jak np. w Syrii, mam poczucie, że nie ogarniam wszystkich kontekstów, zwłaszcza ideologicznych. Oczywiście, chcę to widzieć jako starcie ludzi – różnych – z władzą, każdą, ale przede wszystkim autorytarną. Widzę solidarność, samoorganizację, opór, akcje bezpośrednie, pomysłowe metody i sposoby walki, kolektywną walkę, radykalny sprzeciw. Natomiast jak dotychczas tego typu zrywy ponad podziałami – nacjonalistów, anarchistów, oficjalnych opozycjonistów – z reguły kończyły się walkami wewnątrz grup protestu, znamy to wszyscy aż za dobrze.
Dodatkowo nadal nie ma konkretnego pomysłu jak naprawdę sobie poradzić z władzą, która jest coraz bardziej brutalna. Mam poczucie z jednej strony konieczności bycia tam i wsparcia czarno-czerwonych sił, z drugiej – poczucie jednak pewnej bezradności w obliczu jednak nierównego rozkładu sił. To, co jest na Ukrainie nie jest jeszcze rewolucją, i nie wiem czy kiedykolwiek – w tym chaosie i jednak zbytnim rozocie ideologicznym – nią będzie. Ale warto czerpać ze sposobów walki, konstrukcji broni, w miarę możliwości wspierać walczących. Nawet jeśli nie zawsze jest z nam z nimi po drodze.
Władzia:
Moim zdaniem powinniśmy wszyscy (mam tu na myśli nie tylko polskich
anarchistów) wziąć do łap czarne szmaty, poobwieszać się anarchiami
i jechać tam żeby wspierać naszych, którzy nikną wśród nazioli. Powinniśmy tam być i stać się widoczni, zbudować realną siłę uderzeniową i ideologiczną. Wyprodukować tysiące manifestów, ulotek, gazetek itd. Zakleić cały kijów anarcholskimi plakatami, dawać do łap propagandę, zorganizować realne wsparcie dla ludzi tam protestujących. Teraz, na szybko, nie wiem co – cokolwiek – miejsca z gorącą zupą czy herbatą,punkty jakiejś drobnej pomocy medycznej itd. Żeby ludzie wiedzieli, że mogą liczyć na jakąś, choćby symboliczną, pomoc. No ale to by musiało być widoczne, dobrze zorganizowane, zauważone przez media – żeby nasz przekaz trafiał szeroko, przebił się. No i do tego rzecz jasna walki z milicją i naziolstwem. Wyplenienie naziolstwa, obrona ludzi przed milicją. Przykrycie ich gradem kamieni, koktajli i (a)przekazem. Nie oszukujmy się, rewolucji czy choćby zmiany społecznej – takiej jaką my chcielibyśmy ją widzieć – z tego nie będzie. No ale mimo wszystko powinniśmy tam walczyć z naszymi.
Hanss:
To co powiem zabrzmi jak banał, lecz mam z jednej strony strasznie mieszane uczucia wobec „wiadomych” środowisk będących wśród protestujących (obawiam się, że zdominują/wykluczą pozostałe), a z drugiej całym sercem jestem z ludźmi prowadzącymi tam walkę z aparatem władzy. Wcześniej tamtejszą sytuację, odbierałem jako kolejny plac zabaw dzieciaków (wnuków?) konfliktu zimnowojennego, jednak w chwili obecnej trudno mi wydawać jednoznaczne oceny tej sytuacji. Rozmawiałem przed dwoma dniami z starszym, stosunkowo świadomym politycznie, aczkolwiek konserwatywnym facetem z Sewastopolu i to co on powiedział mogło by mocno zaskoczyć niejednego mieszkańca naszego kraju. Według niego, protestujący to w większości biedni ludzie, częściowo zmanipulowani (i „finansowani” heh) przez „obcy” (zachodni) kapitał. Brzmi to jak wycięte z Trybuny Ludu by PRL, lecz usłyszałem to od profesora, który powinien być już odporny na propagandową papkę (Pewnie się mylę). Podsumowując, za słabo znam sytuację i trudno mi jednoznacznie ocenić, nie zmienia to jednak faktu, że w chwili obecnej nasze miejsce jest z ludem na ulicy.
Towarzysz Szczur:
Niespecjalnie mam pojecie o sprawach majdanu. Jeżeli ktoś tam ostro dymi,niech będzie pozdrowiony. Sercem jestem z podpalaczami świata. Obawiam się tylko,ze wszelki antypaństwowy opór na wschodzie zostanie nad wisłą uznany za po prostu antyrosyjski. Głupio będzie, jeżeli cały buntowniczy trud zostanie uznany za probe dowalenia ruskim;)
Głos trockisty:
Dzisiejsza sytuacja na Ukrainie pokazuje, jak ogromnie palącym zadaniem jest stworzenie tam partii robotniczej, która podstawiłaby żądania opodatkowania oligarchii i luksusowej konsumpcji, uszczelnienia systemu podatkowego, poprawy jakości usług publicznych (poprzez m.in transfer środków ze służb represyjnych), nacjonalizacji czołowych sektorów gospodarki i ustanowiłaby w nich demokrację zakładową i robotniczą, by nie stały się znowu źródłem dochodów dla państwowej biurokracji, ale służyły społeczeństwu poprzez demokratyczne planowanie. Naród ukraiński ma także prawo do samostanowienia, czy chce wejść czy nie chce wejść do UE, bądź Unii Celnej. Rządzący oligarchowie nie mają prawa decydować za niego. Jednakże, wątpliwe, by któraś z tych kapitalistycznych struktur była w stanie zrealizować interesy społeczeństwa. Dlatego partia robotnicza musi też walczyć z iluzjami, jakie sieją aparaty propagandowe obu stron na ten temat.
Obecnie na Ukrainie mamy walkę sojuszu „pro-europejskich” neoliberałów i nacjonalistów (błędnie nazywanych „banderowcami” – to nie to!), za którymi poszła część ludności, z serwilistycznym wobec imperializmu rosyjskiego rządem Janukowycza: żadna z tych stron nie jest w stanie zrealizować palących potrzeb świata pracy. Obie strony reprezentują odłamy oligarchii, pasożytującej na bogactwach społecznych i na wyzysku ludzi pracy, obie rządziły i nie poprawiły położenia społeczeństwa, przeciwnie, doprowadziły do obecnego wybuchu. Nie ma co sympatyzować z Janukowyczem i umniejszać (lub co gorsza, usprawiedliwiać w najgorszym konserwatywnym stylu) represji wobec protestujących, bowiem nie jest to metoda, na rozwiązanie obecnego kryzysu, a świadczy ona jedynie o naturze i słabości jego rządów. Nie ma też co idealizować opozycji z jej szowinizmem i marzeniami, by „było jak w Polsce” (czyli bez przemysłu, ze śmieciówkami i niepewnością jutra, bez ochrony związkowej i kodeksowej pracowników, życie na kredyt z akceptacją wyzyskiwania przez „pracodawców” by żyć w miarę na poziomie – a i to mniejszość).
Tylko partia robotnicza, poddana demokratycznej kontroli ze strony członków i odpowiadająca na bieżące i długofalowe potrzeby świata pracy, jest w stanie przynajmniej spróbować pokonać kryzys, w jakim znajduje się społeczeństwo Ukrainy od upadku stalinizmu i ZSRR.
Bartek (komentarz znaleziony w sieci):
Co się dzieje na Ukrainie? Trwa imperialistyczna walka kapitału rosyjskiego i zachodnioeuropejskiego. Do jakiej strefy wpływów trafi Ukraina? Zdecyduje walka. Demonstranci antyrządowi, niezależnie od odcieni politycznych, są po stronie kapitału zachodnioeuropejskiego. Upatrują wzmocnienia pozycji Ukrainy i polepszenia położenia materialnego obywateli po zmianie strefy wpływów. Być może mają racje, być może nie. Stanie się półkolonią Zachodu, jak Polska, wcale nie znaczy, że kraj stanie się mlekiem i miodem płynącym. Ukraińcy mogą się bardzo zdziwić.
W każdym razie dzisiejsza walka jest starciem między-imperialistycznym. Gdyby istniały na Ukrainie rewolucyjne organizacje robotnicze mogłyby wyjść z własnym, samodzielnym, klasowym, rewolucyjnym stanowiskiem – Cała władza w ręce rad! A tak pozostaje tylko opowiedzenie się po stronie jednych lub drugich imperialistów. Albo zachowanie dystansu.
Inna sprawa jest taka, że rewolucyjne wystąpienie robotników szybko doprowadziłoby do wspólnego frontu imperialistów UE, Rosji i ukraińskich oligarchów przeciw robotnikom. Wiadomo. Wyizolowana rewolucja na dłuższą metę musi zginąć marnie, albo straszliwie się zdegenerować we wrogim otoczeniu.
Jestemnikim:
Sytuacja z jaką mamy do czynienia na Ukrainie jest bardzo niejednoznaczna. Nie wiązałbym jednak z nią szans na daleko idące postępowe przemiany społeczne. Daleki jestem od huraoptymizmu zakrawającego wręcz o onanizm z jakim mamy dziś często do czynienia w polskim środowisku anarchistycznym.
„Rozmawiałem przed dwoma dniami z starszym, stosunkowo świadomym politycznie, aczkolwiek konserwatywnym facetem z Sewastopolu i to co on powiedział mogło by mocno zaskoczyć niejednego mieszkańca naszego kraju. Według niego, protestujący to w większości biedni ludzie, częściowo zmanipulowani (i „finansowani” heh) przez „obcy” (zachodni) kapitał. Brzmi to jak wycięte z Trybuny Ludu by PRL, lecz usłyszałem to od profesora, który powinien być już odporny na propagandową papkę ” Wcale mnie nie dziwi, że ten człowiek tak twierdzi, widze te wydażenia podobnie. Podobno opozycji ma doradzać Balcerowicz co szykuje kolejny cud gospodarczej eksploatacji krajów postsowieckich przez kapitał zachodni. Sposób przedstawiania tych wydażeń w mediach i cała pielgrzymka polityków na majdan, np eurosceptyka Kaczyńskiego, który jak się okazało eurosceptykiem jest jedynie dla swoich wyborców utwierdza mnie w przekonaniu, że te wydażenia mają prowadzić do ekspansji kapitału zachodniego na nowe gospodarki, a w dłuższej perspektywie osłabić potencjał Rosji.
Moje przemyślenia są następujące…Walka między Moskwą a Brukselą, o kraj zasobny i ludny. Propagandziści UE i Moskwy roztrąbują to jako coś wielce ideowego, lecz moim zdaniem prócz naszych towarzyszy , to zlot nazioli, agentów UE i innego plugastwa. Media jak przystało na tuby plugawej propagandy przekazują swoją wersję wydarzeń.. Bełkot że jesteśmy o krok od rewolucjji, włóżmy między bajki. Wszystko co dzieje się na Majdanie to bardziej lub mniej świadoma reakcja na prowokacjje UE i Rosji. Nie marnujcie swych sił na prowokacje reżiimowych świń! To nie nasza walka. Nie wchodźmy między Merkel a Putina. Nie jestem jakimś autorytetem, lecz mówię co czuję. Świnia zawsze zoestanie świnią.
Dzięki za komentarze. Zachęcamy do kolejnych.
Jak ktoś ma potrzebę cokolwiek zrobić w tej sprawie, a nie tylko komentować, w czwartek jest demonstracja w warszawie: https://www.facebook.com/events/250857565075514/
Zdecydowanie odradzam anarchistom udział w tego rodzaju manifestacjach. Anarchiści mają własne narzędzia okazywania solidarności i z pewnością nie są nimi wspólne marsze pod egidą KP, Wyborczej i innych odeologicznych parasoli demokratycznego reżimu. W tej sytuacji powinniśmy podkreślać własną odrębność zamiast tworzyć fałszywe złudzenie jedności w słusznej sprawie, dzięki czemu po raz kolejny nie wiadomo czym anarchista różni się od aktywisty Amnesty International