Polska: Po 7 latach 2 anarchistów uniewinniona w procesie za Szczyt Rady Europy
Dwójka anarchistów oskarżonych w procesie po Szczycie Rady Europy (który miał miejsce w Warszawie w 2005 r.) została ostatecznie uniewinniona po przeszło 7 latach (!) ciągnących się procedur sądowych. Decyzja zapadła na rozprawie, która odbyła się 2 października 2012. Wyrok jest prawomocny. Agnieszka W. była oskarżona o „naruszenie nietykalności policjanta”, „utrudnianie mu prowadzenia czynności służbowych” oraz „kierowanie pod jego adresem słów powszechnie uznanych za obelżywe”, a jej kolega Rafał B. o „naruszenie nietykalności cielesnej” oraz „znieważenie” funkcjonariusza.
Przypomnijmy. Podczas Szczytu Rady Europy na ulicach Warszawy odbył się protest w którym udział wzięli anarchiści, lewica i inne środowiska społeczne. Jednym z celów Szczytu była dyskusja nad „polityką antyterrorystyczną”. Dość liczną grupą, uczestniczącą w protestach, byli także uchodźcy czeczeńscy, których szczególnie oburzał fakt udziału w tym spotkaniu przedstawicieli państwa rosyjskiego, które na terenach Kaukazu wsławiło się spektakularnymi aktami gwałtu, terroru i wieloletnią okupacją. Hasła antywojenne obecne były obok haseł społecznych.
W trakcie protestu doszło do niewielkiego zwarcia z policją na Pl. Św. Anny. Grupa demonstrantów usiłowała przewrócić barierki policyjne. W efekcie, gdy protest się zakończył, największa ok. 100-osobowa grupa jej uczestników wracających do domów, została otoczona przez policję w okolicach Al. Solidarności. Doszło tam do kłótni i utarczek podczas prób wylegitymowania, ponieważ niektórzy anarchiści nie chcieli okazać dokumentów, dopóki glina nie poda im swoich danych i nr służbowego. Między innymi dlatego, część osób została zawleczona do suk i przewieziona na komisariat. Był to jednak tylko pretekst, wśród zatrzymanych bowiem byli również ludzie, którzy się wcześniej już legitymowali. Zatrzymano ok. 10 osób.
Na komisariacie anarchiści spotkali się z dalszą przemocą. Pobrano od nich odciski palców i zrobiono im zdjęcia. Ubliżano im, przykuto kajdankami do krzeseł, jednej ze stawiających się osób rozbito łuk brwiowy, uderzając jej głową o maskę samochodu, gdy była wprowadzana do garażu posterunku (Gliny były przygotowane na aresztowania i miały tam prowizoryczną klatkę dla zatrzymanych oraz namiot).
Od początku było jednak jasne, że gliniarze nie mogli dojść między sobą do ładu, który z nich zatrzymywał którego demonstranta. Do spisania protokołów zatrzymania, wzięto więc przypadkowych funkcjonariuszy prewencji, którzy po prostu byli na miejscu zajścia. Na chybił trafił, każdemu z zatrzymanych przypisano dowolnego glinę. Zgodnie z poleceniami przełożonego młodzi gliniarze sfałszowali protokoły, fingując zarzuty „napaści, naruszenia nietykalności, znieważenia” itp. Tylko w przypadku jednej osoby zarzut okazał się prawdziwy (przyznała się).
Zatrzymani spędzili noc w klatce, a następnego dnia stanęli przed prokuratorem, który zasądził wobec nich uciążliwy dozór policyjny. Niektórzy musieli stawiać się nawet 2 razy w tygodniu na komisariacie w swojej rodzinnej miejscowości. Co najmniej jeden z oskarżonych dostał dozór policyjny na okres dwóch lat (!). Tak rozpoczęła się długa wędrówką po sądach, która trwała aż do roku 2012.
W międzyczasie jeden z oskarżonych uciekł za granicę, pozostawiając list w którym napisał, że „nie da się schwytać władzy”. Po ok. roku został ujęty, jakiś czas przebywał w areszcie, a jego sprawę wyłączona do odrębnego postępowania. Ostatecznie uniewinniono go.
W tym czasie pozostali stanęli przed sądem w grupowym procesie. Wielu pochodziło spoza Warszawy, np z Białegostoku, Krakowa czy Lublina. Do czasu złożenia zeznań osoby te musiały stawiać się na rozprawach w Warszawie. Część z nich (w tym dwóch oskarżonych związanych z Amnesty International) miała własnego obrońcę. Inni bronili się sami. Gdy jedna z osób usiłowała przedstawić motywy, jakie powodowały nią do udziału w proteście, sąd orzekł, iż nie ma to związku ze sprawą. Mimo obecności w miejscu zatrzymań policyjnych kamer i dziennikarzy, gliny nie były w stanie przedstawić materiału filmowego, potwierdzającego, że zatrzymane osoby zachowywały się agresywnie. Mimo to dla sądu liczyło się słowo gliny przeciwko słowu anarchisty.
Wyroki, jakie zapadły w pierwszej instancji były skazujące. Dwie osoby oczyszczono z zarzutów (współpracowników AI). Wobec skazanych zasądzono kilkuletnie kary więzienia w zawieszeniu i grzywny. Ze skazanej dziesiątki większość, wyczerpana uciążliwością procesu i dojazdów, pogodziła się z wyrokiem, jednak dwie osoby odwołały się od niego, składając wnioski do Sądu Apelacyjnego i powołując się m.in. na nieścisłości w uzasadnieniu wyroku.
Zaowocowało to wznowieniem procesu w którym oboje zostali uniewinnieni. Tym razem jednak wyrok zaskarżyła prokuratura, uparcie domagająca się kary dla anarchistów, mimo, że w przypadku jednej z osób nie było nawet możliwości przesłuchania funkcjonariusza, który rzekomo miał paść ofiarą jej ataku. Glina wyjechał za granicę i rozpłynął się we mgle.
Uznając odwołanie prokuratury (co wydłużyło procedurę o jeszcze kilka miesięcy) sąd apelacyjny podtrzymał ostatecznie wyrok uniewinniający. Kosztami procesu obarczony został skarb państwa.
Dalecy od języka władzy i fałszywego rozróżnienia „winny-niewinny”, które jest tylko kolejną macką Państwa i Kapitału, gratulujemy dwójce naszych towarzyszy wytrwałości oraz tego, że wreszcie udało im się uwolnić od represywnego narzędzia, jakim jest „wymiar sprawiedliwości”.
GwO
(Napis na zdjęciu: „Nie będę kolejną statystyką”)