W-wa: „Wynocha burżuje”. Zniszczono elewację luksusowej restauracji
Nieznani sprawcy zniszczyli elewację nowo otwartej restauracji, mieszczącej się na rogu ul. Wilczej i Marszałkowskiej w Warszawie. Na murze umieścili napis: „Wynocha burżuje. Stop gentryfikacji”. Akcje nie ograniczyła się jednak tylko do pomalowania ściany. Jak powiedział Gazecie Wyborczej Mariusz Majewski, współwłaściciel restauracji:
„Niebieskim sprayem ktoś wcześniej prysnął na kamerę monitorującą tę część elewacji. Stało się to dokładnie o 4.06 nad ranem, co zostało zarejestrowane. Sprawcy byli sprytni. Najpierw wspięli się po murze do umocowanej ok. czterech metrów nad chodnikiem kamery. Na filmie widać tylko pusty chodnik i moment, gdy farba zakrywa jej obudowę.”
Elewację zniszczono z 11 na 12 września czyli na trzy dni przed oficjalnym otwarciem restauracji Secado. Działanie było więc prawdopodobnie zaplanowane. G.W. doskonale weszła w role policjanta stojącego na straży kapitalistycznego prawa i porządku. W swoim artykule stara się wyśmiać i spłycić całe działanie, opisując je określeniami w rodzaju „ktoś nasmarował napis”, „amatorzy bazgrania po murach”, „wandale”.
Wtóruje współwłaścicielowi lokalu, który mówi, że pozostawi graffiti na jakiś czas widoczne, „aby o tej sprawie usłyszały władze Warszawy, policja, straż miejska, które naszym zdaniem pobłażają wandalom.”, „aby warszawiacy zobaczyli, że w stolicy są ludzie, którzy nie szanują cudzej własności, a przede wszystkim pracy tych, którzy odnowili do niedawna brudną elewację.”
Co oczywiście jest komiczną hipokryzją, ponieważ zwalniając ludzi burżuje bez skrupułów podkreślają, że nie zajmują się działalnością charytatywną, gdy jednak ktoś uszkodzi ich własność, pierwsi zasłaniają się interesem pracowników i kreują na ofiary. W tym przypadku Wyborcza usiłuje przedstawiać burżuja jako gentryfikatora-dobroczyńce, który odnowił podupadającą kamienicę, co wpisuje się w panujący model myślenia o tych, którzy mają pieniądze, jako o jedynych zdolnych przeprowadzać jakieś zmiany.
Jak widać nie wszystkim jednak podoba się new brand world dużej metropolii w której wszelka aktywność jest nieustannie cyrkulującym towarem, a jednostka zostaje zakleszczona pomiędzy obsceniczną wszechobecnością kapitału: banków, markowych sklepów oraz luksusowych restauracji i kawiarni, nieustannie indoktrynujących nas techno-konsumpcyjną obietnicą plastikowego szczęścia.
Właściciele Secado poinformowali o tej politycznej akcji, policję. Z informacji podanych przez Wyborczą wynika jednak, że nie udało jej się nikogo zidentyfikować. Właściciele spekulują jedynie, że ze zdarzeniem może mieć związek pobliski skłot, znajdujący się na Wilczej.
„Tu, na Wilczej, dwie kamienice dalej są pustostany zajmowane przez squattersów. Że to właśnie oni mogą za tym stać, może świadczyć treść napisu. Dla nich jesteśmy burżujami, którzy gentryfikują teren uznany zapewne przez nich za własny.” – powiedział Wyborczej Majewski.
na podstawie: wyborcza.pl

No dobra ale ocb? Przed powstaniem restauracji wyrzucono kogoś z parteru na bruk? jest jakaś historia związana z tym miejscem?
Nie w tym rzecz, żeby konkretnie kogoś wywalili na bruk. To szersze spektrum przywłaszczania sobie przestrzeni publicznej centr miast w łapy dzianych kapitalistów, firm, banków itd., które nota bene świadczą usługi dla im podobnej, wąskiej grupy dzianych burżujów i szemranych dorobkiewiczów. W tym ich świecie każdy, kto ma mniej w portfelu, powinien wypierdalać z centrum na peryferie i nie psuć im sielskiego nastroju w konsumpcyjnym przejadaniu szmalu.
Rumun, a może chciałbyś nam pomóc w tłumaczeniach?
Chłopaki (i dziewczyny?), bardzo chętnie bym pomógł, bo jak pisałem pod którymś z artykułów, dzięki Waszym tekstom i tłumaczeniom zaczyna mi się zmieniać pogląd na Anarchię. Jednak mało mam czasu, co boli. Jeżeli będę miewał więcej wolnej chwili, to nie omieszkam czegoś naskrobać i podrzucać na Wasz mail redakcyjny. Pozdrowienia!