INNA komórka anarchistyczna – relacja z Antykongresu i okupacji

 zadyma katowice

Jak wiecie w dniach 20-22 kwietnia w Katowicach odbył się po raz 7 Europejski Kongres Gospodarczy. Co to za impreza też pewnie wiecie.

Może mniej wiecie o tym, że w dniach 18-21 odbył się w Katowicach Antykongres. Co to za impreza? To nie jest impreza, to opór przygotowany przez ,,Alians Grup Anarchistycznych”. Nie wiem co, jak, ile grup anarchistycznych ogarniało ten dorodny w walkę tydzień ale wiem że główną rolę odebrał tu Śląski oddział Federacji Anarchistycznej w skrócie F.A.Ś. Warto również zaznaczyć iż aktualna załoga FAŚ zna się i działa w kolektywie od okolic listopada zeszłego roku. Wracając do Antykongresu. Program Antykongresu, mimo utrudnień organów represyjnych, został pięknie zrealizowany.

Sobotnia manifestacja przebiegła zgodnie z wyznaczoną trasą. Ludzie? Hym, jak to ludzie, wiadomo, przed demonstracją każdy się jarał, a kto naprawdę gotowy i chętny po prostu pojawił się w Katowicach. Co tu mówić, wiele nas nie było. Ale mało nie znaczy źle. Wręcz bardzo dobrze. Mało osób ale konkretnie. Wszystko dograne na ostatni guzik. Ekipy FNB spisały się z szamką, lokalni Andrzeje świetnie ogarnęli przyjezdnych Andrzejków. Samo demo choć nieliczne to głośne. Tu dumnie oraz licznie stawili się smutni panowie, których liczebność na około 200 osobowy marsz była zdecydowanie wręcz śmieszna. Prezentacja siły demokracji – tak bardzo. Około tysięczna grupa prewencji i kilkudziesięciu osobowy, tajny, cywilny oddział smutnych panów nie umiejętnie ubranych na tą okoliczność ( ubrali ich jak na 11.11) piknie obstawiała wszelakie podwórka na naszej trasie.

Bez większych zakłóceń (dwie marne prowokacje środowisk prawicowych) manifestacja doszła pod Centrum Kongresowe mieszczące się przy katowickim Spodku. Coraz bardziej zwartym szykiem, pod naporem sił prewencji, niezliczonych gabaryn, białych kasków, prowokujących nas na każdym polu, ostatni raz wykrzyczeliśmy nasz przekaz tego dnia dla kongressmenów i ich popleczników. Otoczeni przez szmaciarzy bez możliwości ruchu zostaliśmy zmuszeni do oficjalnego zakończenia demonstracji. Od tego momentu byliśmy zgromadzeniem nielegalnym. Od tego momentu mógł dokonać się pogrom. Jednak się nie dokonał.

Upomnieliśmy się o jeden z uzgadnianych z władzą warunków, który dotyczył wspólnego przejścia po demie w kolumnie na przystań autobusową w okolicy ulicy Stawowej. Tak też się stało, wspólnie doszliśmy do centrum, gdzie powoli rozeszliśmy się do domów lub innych lokalizacji. Następnego dnia obudził mnie patrolujący Katowice z powietrza helikopter. Cóż burżuje mają swoją namiastkę bezpieczeństwa. Wiedziałem o wykładach jednak w wyniku pilności innych spraw nie mogłem w nich uczestniczyć. Jednak udało mi się tam na chwilę zajrzeć. Cudownym budującym obrazem była pękająca w szwach sala. Jak dobry to widok po uprzednio dniowym zawodzie względem manifestacji.

Co się działo tego dnia później – już wiecie. Wraz z Andrzejkami i Andrzejami dokonaliśmy skłotingu na opuszczonej kamienicy u szczytu ulicy Mariackiej, gdzie otworzyliśmy Alternatywne Centrum kongresowe. Otwarciu tego centrum towarzyszyło fire show, koncert rapowy oraz zabawa taneczna zarówno w środku budynku jak i na ulicy tuż przed nim. Tak przechodnie i mieszkańcy przyłączali się do nas, wyrażając swą aprobatę poprzez oklaski i taniec. Atmosfera była naprawdę przednia. Niestety mundurki nie pozwoliły o sobie zapomnieć, niestety i dla nich, my o nich nie zapomnieliśmy.

W pełni przygotowani na stawienie oporu represjom bawiliśmy się do około godziny drugiej w nocy. Wtedy, już wręcz zniesmaczeni brakiem konkretności prewencji, zaczęliśmy umacnianie naszych linii obronnych. Nie zamierzaliśmy opuszczać budynku. Ten sypiący się stos cegieł miał przerodzić się w punkt działań daleko posuniętej alternatywy wolnościowej, jakiego w Katowicach nie było i nie ma do dnia dzisiejszego. Dlaczego nie ma. Cóż, najwyraźniej odebranie miejsca spotkań ćpunom przez anarchistów było zbyt wielkim upokorzeniem dla szmateksów zza biurek.

Postanowili wkroczyć. Jednak nim wkroczyli kilkakrotnie podchodzili w szykach tak naprawdę sami nie wiedząc co robić. Co i przelało się na naszą ekipę ,, Co oni wchodzą czy nie? Mogliby się zdecydować bo już sam, głupieje i. rozpieprza mnie od środka”. To stali w szyku, to odchodzili, to grzali dupy w sukach lub zmieniali się . Tak do godziny piątej. Wtedy pojawiły się jednostki antyterrorystyczne ,, no to mamy cztery gwiazdki w GTA”. Grubo albo wcale. Mimo iż została najtwardsza część załogi, można było wyczuć napięcie. Oni mogą zabijać, oni lubią zabijać.

Godzina 5:20 weszli, wyładowując ładunki wybuchowe od fronu i z tyłu, zalewając nas granatami hukowymi i dymnymi. Mimo strachu i świadomości możliwej kuli w łeb stawialiśmy opór odgrywając się gaśnicami i petardami. W pewnym momencie poleciał nawet Ludwik. Po coraz bliższym krzyku i bluzgów panów z AT, natykających się na nasze barykady, postanowiliśmy wszyscy zamknąć się w jednym pokoju, siadając i barykadując się od środka.

W niedługim czasie pojawiły się latarki i i lasery, niosące wiadomość ,,rusz się a zdechniesz tu. „. Jeden z nas, po wtargnięciu do nas AT, dostał ataku padaczki, co w ogóle nie zainteresowało panów z odbezpieczoną bronią. Jednak wszczęliśmy apel i ktoś go asekurował. Zaczęło się wytargiwanie nas. Kobiety pojedynczo proszono o wyjście w towarzystwie bluzg i zniewag szowinistycznych, nas już nie proszono. Szarpania, pobicia, obijanie o ściany i inne elementy oraz bluzgi i obrazy słowne. Co było w więźniarce pozostawię w pamięci swojej i reszty Andrzejów i Andrzejek
A.C.A.B. to sentencja…

Po dotarciu na komisariat zostaliśmy ugoszczeni w sali konferencyjnej, wśród zniesmaczonych, zakłopotanych funkcjonariuszy śledczych, zniesmaczonych naszą obecnością. W oczekiwaniu na zaprotokołowanie naszego zatrzymania poznaliśmy postawnego policjanta ze swastykami w oczach i koszulce Free Tibet. Nasza reakcja oczywista. Następnie zostałem zawezwany, doprowadzony do skromnego pokoju z dwoma biurkami i pięciorgiem psów, zostałem rozkuty i posadzony na krześle. Wtedy usłyszałem, jak jeden z policjantów mówi do drugiego ,, I co mamy zrobić z tym zoo?”, co wywołało u mnie lekkie rozbawienie i uśmiech, co natomiast zostało szybko skwitowane przez władze krótkim i agresywnym ,, I co sie kurwa cieszysz?”. Odpowiedziałem, że mam taki tik nerwowy.

Po chwili w pokoju zostałem sam z jednym prewencyjnym i dwojgiem z wydziału do spraw zagrożenia życia i zdrowia. Kobieta pomagała prawidłowo wypełnić druk przeszukania psu z prewencji, gdyż robił to po raz pierwszy, a to jego pierwsza służba w zawodzie i akurat trafiła mu się nocka od 22 na Mariackiej. Kolega z wydziału natomiast zajął się protokołem zatrzymania. Poinformował mnie o przyczynie zatrzymania, prosił o podpis (bezcelowo). Podpisałem tylko protokół przeszukania, w którym napisano ,, przy zatrzymanym nie znaleziono przedmiotów mogących służyć do popełnienia przestępstwa”. Zaraz dostane hejty, bo ,, nic nie podpisujemy”, jednak wolę podpisać taki protokół, niż potem miałby się znaleźć inny, nie podpisany, mogący okazywać posiadanie przeze mnie, chuj wie czego im potrzebnego.

Nagle do pokoju wpadł jakiś dowodzący, zabrał protokół zatrzymania, zgniótł i kazał napisać nowy, z nową podstawą. Na tym protokole nie byłem już zatrzymanym, tylko podejrzanym. Podpisu i tak nie złożyłem. Następnie wzięto mnie na skan linii papilarnych, pięć pięter niżej. Również skuty zostałem poprowadzony pięć pięter niżej. Tam na skanerze odkryto, że mam już linie w kartotece, co zostało skomentowane ,, No przynajmniej jak Cie zajebią to będzie wiadomo, a niedługo tak się stanie, gwarantuje”. Tak więc usłyszałem pierwszą groźbę karalną.

Po powrocie ze skanu palców zapytano czy podpisuję, na brak reakcji otrzymałem plecak i wróciłem do sali konferencyjnej, gdzie znajdowała się część ekipy. Tym razem bogatsza o doprowadzone towarzyszki. Po kilku dialogach i zabawnych rozmysłach, zawołano mnie, zakuto i doprowadzono na dołek. Tam kolejna rewizja, zakatologowanie rzeczy do depozytu, zakazano papierosa i wody do picia. Na wstępie pies zaznaczył strażnikom ,, Tego tu to odseparować od reszty ekipy” więc osadzono mnie w celi nr 4.

Dołek bez rewelacji, już w więźniarce ustaliliśmy, że wprowadzamy strajk głodowy. Jedyne jedzenie jakie pobierałem to od czasu do czasu dla przybyłych, chwilowych w spół aresztantów z ulicy. Nie, wiem po ilu godzinach zawezwano mnie na badanie na obecność alkoholu i narkotyków. Alkomat? ,, A temu czemuś to trzeba zadzwonić do producenta by zrobił specjalną końcówkę”. I tak w otaczających mnie podśmiechujkach odbyłem badanie alkomatem – wynik 0.0. Następnie miałem test a’la wacik na język i odczyt również był negatywny. Następnie powrotnie byłem poprowadzony do celi. W tym czasie zakomunikowałem, że chcę skorzystać z toalety, na co otrzymałem ponowną odpowiedz ,, kolejka jest”. I tak czekałem . betonowe łóżko, lampa i ja. Po chwili znów wyproszenie, tym razem uradowałem się na widok Andrzeja., wraz z nim poprowadzony zostałem do depozytu, skąd mieliśmy wziąć ubrania, w których przebywaliśmy w Alternatywnym Centrum Kongresowym. Cała prezentacja wyszła pomyślnie.

Od tego momentu czekałem w odosobnieniu na spotkanie z prokuratorem, która mi obiecano. Oczywiste służby strażnicze starały mi się to utrudnić. Przykłady. Domofon którym dzwoniono po strażnika by np.: skorzystać z toalety, w moim przypadku był głuchy, gdy za dnia próbowałem się przespać, zjawiał się strażnik z jakimś durnym pytaniem. A w między czasie zaczął się problem o moja opaskę stabilizacyjną na stawie kolanowym. Nagle jeden ze strażników odkrył, że jako osoba niepełnosprawna winnem być zwolniony. Jednak oświadczyłem, iż moje poglądy społeczno-polityczne opiewają w postulat równości i jako równa jednostka tak samo protestuję, jak moje koleżanki i koledzy i nie widzę problemu i powodu, dla którego miałbym ponieść inne konsekwencje protestu niż inni. Dano mi spokój. Tak minęła noc. W końcu dano materac i koc.

Następnego dnia czekałem na prokuratora. Czekałem, ale się nie doczekałem. Jako jedna z ostatnich wypuszczonych tego dnia osób po wyjściu zapaliłem fajkę powiedziałem do zobaczenia i wraz z innym Andrzejem pomaszerowałem pod Spodek na pogrzeb wolności. Tam spotkałem swoje szczęście, Andrzejki i Andrzejów. Tam dowiedziałem się o akcjach solidarnościowych, za które wszystkim serdecznie dziękuje. To naprawdę budujące.

Tymczasem jako odmawiający zeznań i nie przyznający się do przedstawionych zarzutów czekam na proces. Tekst piszę wciąż w podróży do domu. Mam nadzieje do zobaczenia za rok w Katowicach. Wierzę, że będzie nas więcej.

Relacja ukazała się na fanpejdżu INNA komórka anarchistyczna

Dyskusja

  • Jk 7 lat temu

    O co chodzi ze swastyka w oczach i free tibet? Piszcie jaśniej