Grecja: Oświadczenie Giorgosa Karagiannidisa oskarżonego o przynależność do KKO

28 sierpnia 2014 roku, Giorgos Karagiannidis, Aleksandros Mitrousias i Stella Antoniou odczytali swoje polityczne oświadczenia podczas procesu dotyczącym sprawy kryjówki w Nea Smirni (a.k.a. antyterrorystyczna operacja i aresztowania 4 grudnia 2010). Ponadto Giorgos Karagiannidis odczytał oświadczenie ukrywającego się Kostasa Sakkasa, wysłane przez niego do jego adwokata, Dimitrisa Katsarisa. Proces zakończył się wysokimi wyrokami. Aktualnie trwa 4 proces KKO dotyczący 250 ataków bombowych i podpaleń, z którego nie zdajemy relacji ponieważ nie są one tłumaczone na język angielski, jak to miało miejsce w poprzednich procesach.

Poniżej przedstawiamy oświadczenie Giorgiosa Karagiannidisa w którym przybliża m.in. jak funkcjonuje greckie państwo, oraz jak wygląda polowanie na anarchistów.

297d33fd2657294634f471e47c2aedb0

POLITYCZNE OŚWIADCZENIE GIORGIOSA KARAGIANNIDISA WYGŁOSZONE PODCZAS PROCESU ANTYTERRORYSTYCZNEGO W WIĘZIENIU KORIDALLOS

Na początek pragnę jeszcze raz podkreślić, że od czasu mojego aresztowania aż do teraz, ani przez moment nie czułem sie oskarżonym. A nie czując się pozwanym, nie odczuwam potrzeby bronić się przed sądem.

Nie uznaję systemu wartości zawartego w kodeksie prawnym, na którym ten sąd opiera swoje wyroki. Z uwagi na to że my mamy inny, nasz własny – a pozatym przeciwny waszemu – kodeks wartości, uważam że ani ten sąd ani żaden inny nie mają prawa mnie sądzić. W żadnym wypadku nie uznaję jurysdykcji tego sądu, jego prawa by osądzać nasz opór i próby obalenia istniejącego statusu quo, ani ludzi zainspirowanych i osobiście zaanagażowanych w tą walkę. Nie macie prawa by osądzać zjawisko tak niezbędne niczym oddychanie.

To co widzę w tym sądzie, tak jak w każdym innym sądzie, to jedynie jego egzekwowana za pomocą przemocy sposobność do wysyłania ludzi do więzienia. Innym słowem sąd jest jedynie karcącą ręką państwa.

Zabarykadowany za murem praw i klauzul organ sądowy, stanowi pośrednie ogniwo represyjnego łańcucha. Pośredniczy między policyjnym śledztwem a uwięzieniem w zakładzie karnym, podczas całej tej procedury starając się zachować swój autorytatywny prestiż który jest im konieczny by zapewnić sobie status jednego z głównych regulatorów relacji społecznych. Jest oczywistym, że wymiar sprawiedliwości stanowiący podstawowy filar państwa jest z nim bezpośrednio powiązany, oraz całkowicie oddany obronie jego interesów. Oprócz tego jego funkcjonariusze stanowią społeczną elitę (jak lubią się sami nazywać), i są powiązani nie tylko na szczeblu politycznym lub społecznym lecz często także prywatnym, m.in. z osobami pełniącymi czynności legislacyjne i wykonawcze państwa. Represyjna rola wymiaru sprawiedliwości jest historycznie udowodniona, tak więc nie ma sensu wspominać o sprawach o których pisano i mówiono już tysiące razy.

Jednakże odnosząc się do dnia dzisiejszego, aktualnego momentu historycznego, i mówiąc o greckiej, pogrążonej w kryzysie rzeczywistości; możemy zauważyć, że wymiar sprawiedliwości odgrywa kluczową role w szeroko zrozumianej socjo-politycznej restrukturyzacji. Wymiar sprawiedliwości stanowi obecnie “grot lancy” reżimu, który stara się wyeliminować wewnętrzne zgrzyty i ustabilizować się.

Widzimy zatem jak demokracja zaczyna obchodzić się agresywnie z własnymi przedstawicielami, pozbawiając się wielu z tych którzy byli jej głównymi egzekutorami na szczeblu politycznym i gospodarczym w ciągu ostatnich dziesięcioleci. Zbrodnie klasy rządzącej, upiększane zwykle przez użycie zwrotu “skandale”, nie pomnożyły się przecież na przestrzeni ostatnich trzech lat, ani też nie zwiększyły się nagle kompetencje i stanowczość sędziów i prokuratorów. Banda polityków, biznesmenów, dziennikarzy i zbirów po prostu zdała sobie sprawę, że z tonącego statku nie każdy może zostać uratowany. Tak więc, w zależności od stopnia powiązania z władzą, niektóre dawniej wpływowe osoby (nawet te na najwyższym szczeblu) takie jak Tsohatsopoulos (były minister), Papageorgopoulos (były burmistrz Salonik), Lawrentiadis (biznesmen któy sprzeniewierzył miliony euro) czy Psomiadis, zostali zdegradowani i złożeni w ofierze a arenie mediatycznej i sądowej, tylko po to by ukazać zasięg i poziom „oczyszczania” systemu. W tym samym czasie, za pośrednictwem wymiaru sprawiedliwości demokracja zwróciła się przeciw swemu bękartowi, faszystowskim śmieciom, którzy chwilowo uwierzyli że stoją na twardym gruncie i próbowali uniezależnić się, roszcząc sobie przy tym pewną “przestrzeń życiową” – jakże lubiane przez nich wyrażenie – wewnątrz politycznego/ekonomicznego systemu który ich wskrzesił i przez wiele lat żywił. Ani burżuazyjne partie, ani sędziowie czy też ich polityczni przełożeni, ani nawet dziennikarze nie “obudzili” się nagle i „odkryli” że istnieje faszystowskie zagrożenie. Wszyscy oni, wraz z „rozwścieczonymi i oburzonymi” wyborcami faszystów, zdali sobie sprawę, że jest już trochę za późno by przyznać, że szczeniak rośnie i spuszczony ze smyczy może ugryźć.

Już od jakichś 25 lat media grzmią o „przestępcach-imigrantach” lub „naszej narodowej dumie” podczas wydarzeń sportowych, przecierając tym szlaki dla państwowych i para-państwowych pogromów. Przez cała te lata, dla tej całej autorytarnej bandy faszystowskie zagrożenie “nie istniało”. Zaczęło ono istnieć dla nich dopiero gdy faszystowska propaganda zaczęła mieć więcej wpływu na społeczeństwo niż tradycyjne mechanizmy władzy.

Pomimo tego wszystkiego reżim uświadomił sobie, że realnym zagrożeniem dla niego nie są jacyś jego byli administratorzy, czy też jego własne faszystowskie psy. Reżim wie, że zagrożenie przewrotu nadchodzi od ludzi zdających sobie sprawę ze ślepych zaułków utworzonych przez państwo i kapitalizm, ludzi stawiających opór narzucanej nam alienacji, ludzi nie poddających się samozadowoleniu i rezygnacji, ludzi którzy analizują, budują relacje, oraz kolektywnie i stanowczo stawiają kwestię perspektywy anarchistycznej i rewolucyjnej. Ja też jestem jednym z nich.

Po 3 procesach sądowych w specjalnych trybunałach demokracji wiem dokładnie jaką rolę odgrywają te procesy. Służą do wyjałowienia i zdegradowania polityczno-społecznej wizji anarchii. Interpretują motywacje, idee i czyny mające na celu rewolucyjną zmianę społeczną poprzez pryzmat kodeksu karnego.

Biorąc to pod uwagę, każda podobna rozprawa sądowa jest parodią, nie w prawnym lecz politycznym sensie tego słowa. Wszelkie próby oddzielenia konkretnych czynów od powodów z których zostały one dokonane służy ich kryminalizacji, czyli oddania ich w ręce organów karnych, i wyrwania ich przy tym z kontekstu.

Burżuazyjna demokracja od momentu gdy uznała wolność słowa za jedną ze swoich fundamentalnych wartość, stworzyła sprzeczność: oddzieliła myśl od czynu. Powoływanie się na tą wartość prowadzi do absurdalnej sytuacji, kiedy to demokracja twierdzi iż nie prześladuje nikogo za idee a jedynie za czyny przez tą osobę dokonane, tak jakby możliwe było myślenie bez działania czy na odwrót. Tak jakby mógł istnieć ktoś wierzący w jakąś ideę, lecz nie starający się z całych swoich sił wprowadzić ją w życie.

W oparciu o ten przykład możemy raz na zawsze położyć kres temu demokratycznemu bełkotowi o “wolności”. Wolność może istnieć jedynie wtedy, gdy pragnienia, myśli i czyny są nierozłączne, jest więc niemożliwa w jakimkolwiek autorytarnym systemie.
Każda rozprawa sądowa jak ta jest jedynie momentem rozszalałej wojny, która niekiedy się rozpętuje a niekiedy słabnie. W ten sposób reżim stara się zwalczać swoich wrogów politycznych. Dlatego też widzę w tej rozprawie nic innego jak tylko organ wywierania presji politycznej. Nawet gdy sami boicie się do tego przyznać dobrze wiecie, tak samo jak my, że ten proces jest procesem politycznym. Lecz wasz brak szczerości nie pozwala wam, jako ludziom i funkcjonariuszom, przyznać tego. Proces ten, tak jak inne mu podobne, jako główne oskarżenie ma naruszenie artykułu 187A, czyli tzw. “paragrafu anyterrorystycznego”. Paragraf ten stosowany jest w przypadku gdy „popełniane są przestępstwa w sposób lub w okolicznościach które mogą stanowić poważne zagrożenie dla całego kraju lub międzynarodowej organizacji, przestępstwa mające na celu zastraszanie społeczeństwa albo wymuszenie na władzach publicznych czy też międzynarodowej organizacji podjęcie lub zaniechanie pewnych działań; a także poważne naruszenie lub zniszczenie podstawowych zasad konstytucyjnych, struktur gospodarczych kraju lub międzynarodowej organizacji”.

Tak więc reżim sam zadbał o to by nadać polityczny ton temu konkretnemu artykułowi kodeksu karnego. Jakże inaczej można zinterpretować presję jaką ktoś wywiera na kraj, administrację publiczną, lub międzynarodowe organizacje – czyli organy same w sobie używane głównie do robienia polityki – jeśli nie jako presję polityczną? Jakim aktem jest niszczenie fundamentalnych struktur państwa jeśli nie aktem politycznym? W rzeczywistości chodzi o czyny przede wszystkim polityczne ponieważ zmieniając warunki egzystencjalne, jedniocześnie prowadzą one także do zmian w relacjach międzyludzkich.

Jako anarchista pragnę i propaguję zniszczenie nie tylko podstawowych lecz wszystkich struktur, nie tylko jednego kraju lecz całego świata, oraz zastąpienie ich wolnymi związkami ludzi wspólnie decydujących i zarządzających ich materialnym, duchowym i etycznym rozwojem.

Nie chowajcie się przed wlasnym cieniem. Paragrafy takie jak 187A umacniają pozycję demokracji burżuazyjnej (będącą najbardziej udanym z politycznych przejawów kapitalizmu) wobec jej wrogów, przewidując dla nich inne, specjalne środki prawne. Specjalnie wybrani sędziowie, specjalne transfery dla więźniów, specjalne sale rozpraw w samych więzieniach, specjalne ramy legislacyjne, a wkrótce także specjalne warunki uwięzienia, stanowią kolejne ogniwa opresyjnego łańcucha.

Ustawa 187 stanowi w tym momencie “wytrych” organów represji. Wprowadzenie jej w życie rozwiązało ręce sędziom i prokuratorom, ponieważ będąc totalnie dwuznaczną i niejasną, w znacznym stopniu pozwoliła rozszerzyć pojęcie członka organizacji, jednocześnie zwiększając kary za poszczególne czyny. Z powodzeniem poszerzyła więc liczbę osób trzymanych jako zakładników w sensie prawnym, oraz przedłużyła czas ich uwięzienia. Oczywiście procedura ta nie jest oderwana od ogólnych wydarzeń społecznych, ale wrócę do tego później. Teraz chciałbym odnieść się jeszcze do roli którą gra ten konkretny proces sądowy i jaką przyjął postawę.

Na początku procedury niektórzy z pozwanych przedstawili swoje zastrzeżenia dotyczące politycznego charakteru procesu i zażądali uznania przez sąd że akcje rozpatrywane podczas rozprawy –według was są to przestępstwa albo zbrodnie– także mają ten charakter. Tego typu objekcje są ważne dla mnie nie po to by stanowiły argument w prawnych dyskusjach pomiędzy sędziami i adwokatami, lecz z powodu sprzeczności zachodzących na tej płaszczyźnie.

Sąd ostatecznie przyjął wniosek prokuratora, według którego czyny te nie mogą być scharakteryzowane jako polityczne gdyż uderzyłoby to w obiektywną interpretację prawa. Wychodzi więc na to, że niezależnie od subiektywnej woli sprawców, nie mogli oni obiektywnie doprowadzić do zniszczenia struktur państwa, itd. Taka interpretacja jest całkowicie sprzeczna z definicją zawartą w paragrafie 187A, według której te same akcje mogły efektywnie uderzyć w struktury kraju i bazując na czym ci sami sędziowie nas dziś skazują.

Za inny przykład posłużyć może kwestia – pozbawiona oparcia o jakiekolwiek prawo, lecz zupełnie jasna z politycznego punktu widzenia – dalszego przedłużenia aresztu Kostasa Sakkasa i Gerasimosa Tsakalosa z 30 do 36 miesięcy. Podczas gdy w sensie prawnym było to oczywistym brudnym zagraniem, sąd nie odniósł się do tego w żaden sposób, ujawniając tak że nawet waszym własnym kodeksem karnym posługujecie się jedynie w sposób instrumentalny.

Przewodniczący sądu potwierdził zresztą tą postawę oświadczając cynicznie “co niby chcecie żeby sądzia miał zrobić w takiej sytuacji?” Trzeba było w końcu 38 dni strajku głodowego po to by Kostas Sakkas dostał to co mu się należało czyli zwolnienie warunkowe. Po jego warunkowym zwolnieniu tempo procesu automatycznie zwolniło, udawadniając że wcześniejsze przyśpieszanie procedur miało wyłącznie zapobiec uwolnieniu go ze względu na przekroczenie 30-miesięcznego limitu aresztu.

Sąd wielokrotnie dał nam przykład swojej zakłamanej natury, mógłbym się pogubić gdybym miał je wszystkie wymieniać. Sądzę jednak, że ze wszystkich wymienionych powyżej jasno wynika, że sąd ten jest organem politycznym.

Drugim politycznym organem demokracji biorącym udział w tym procesie są służby antyterrorystyczne. Jednostka uważana za elitę policji, zajmująca się określonymi sprawami (takimi jak zbrojne ataki, napady itp. podpadające według policyjno-sędziowskich ram myślenia pod artykuł 187A) popełnianymi przez osoby o konkretnych poglądach politycznych. W mniemaniu policji i sędziów podobne akcje podchodzą pod paragraf 187A, czyli są to przestępstwa dokonane w celu poważnego uszkodzenie fundamentalnych struktur politycznych, konstytucyjnych, ekonomicznych, itp. (w swoim zeznaniu antyterrorysta Christos Maleas wspomniał że jego brygadzie operowała “sekcja antyanarchistyczna”). W momencie gdy służby antyterrorystyczne prowadzą śledztwa na temat akcji i osób o określonych poglądach i celach politycznych, ich rola nie jest inna niż bycie organem politycznym.

Oficjalnie brygada antyterrorystyczna zwie się „Dyrektoratem do Zwalczania Przestępstw Specjalnych dotyczących Przemocy” (Δ.Α.Ε.Ε.Β). Co oznacza słowo „specjalnych”, jeśli nie wyjątkowość badanych „przestępstw”, w stosunku do pozostałych? Przyjrzyjmy się bliżej tej brygadzie, a dowiemy się nieco o uwikłaniu jej oficerów w rozmaite naruszenia kodeksu karnego. Co jakiś czas oskarżani są o ochranianie klubów nocnych, szantażowanie biznesmenów na podstawie podsłuchów tefonicznych, a niektórzy zaś byli oskarżenie o przemyt antyków i złota. Za najlepszy z przykładów posłużyć może natomiast gliniarz Bourdoukoutas – główny świadek w innym procesie KKO,– aresztowany po napadzie na punkt bukmacherski. Mimo że zasadniczo gliniarze ze wszystkich jednostek nierzadko uwikłują się w tego rodzaju, z tego co widać, swoje ulubione sprawki, niezbyt często powiązani są jednak na poziomie politycznym z kandydatami lub obecnymi członkami parlamentu, z pracownikami ministerstw i dziennikarzami, tak jak Hardalias – główny świadek w tym, oraz innych procesach KKO.

Istnieje więc bardzo intensywna kooperacja pomiędzy Δ.Α.Ε.Ε.Β. i innymi instytucjami państwowymi, nawet tymi wysoko usytuowanymi. A to ze względu na to, że Δ.Α.Ε.Ε.Β. jest niezbędny do funkcjonowania burżuazyjnego państwa, jego ochrony przed wrogiem wewnętrznym, a także do utrzymania stabilizacji pomiędzy wewnętrzną częścią aparatu państwowego a resztą instytucji systemowych.

Dzisiejszy proces stanowi kontynuację serii procesów ochrzczonych „sprawami KKO”. Policyjno-sądowe władze łączą różne niepowiązane ze sobą sprawy sądowe i przedstawiają oskarżonych w nich anarchistów jako operujących w ramach wspólnego planu. Z jednej strony połączono różne sprawy a z drugiej rozdzielono je w czasie by sądzić jedną po drugiej.

Greckie państwo nie jest pionierem w tego typu represyjnych manewrach. W 1995 włoski prokurator Marini powiązał ze sobą szereg spraw dotyczących ataków na państwowe i kapitalistyczne cele, przypisując je rzekomej organizacji o nazwie O.R.A.I. ( http://theanarchistlibrary.org/library/various-authors-the-marini-trial ). Około 60 anarchistów zostało wówczas oskarżonych i uwięzionych z powodu ich „zaangażowania” w tej nieistniejącej organizacji.

Greckie władze nie tylko podążają tropem, ale i rozwijają międzynarodowe praktyki represyjne. Specjalni sędziowie śledczy Baltas, Mokkas i Nikolopoulos, oraz prokuratorzy Dimitriou, Makropoulos i Drakos okazali się mądrzejsi i bardziej przebiegli niż ich wloski kolega Marini. Pionierskim posunięciem greckich władz było użycie istniejącej organizacji. Nazwę KKO wykorzystano jako parasol, pod który zaczęto upychać różne niepowiązane ze sobą sprawy anarchistów oskarżonych o ataki, napady na banki, oraz posiadanie broni i materiałów wybuchowych. Celem tych policyjno-sądowych kombinacji jest przede wszystkim wyegzekwowanie większych wyroków na oskarżonych, oraz podskórnym szerzeniu zamieszania i strachu w rewolucyjnych kręgach.

W tym miejscu należy przedstawić jak preparowano oskarżenia wiążące mnie i moich towarzyszy Mitrousiasa, Sakkasa i Antoniou, z Konspiracyjnymi Komórkami Ognia. Po naszym aresztowaniu władze powiązały nas początkowo z „nieznaną(!) organizacją terrorystyczną” która nie przeprowadziła żadnego konkretnego ataku, po czym doszły do wniosku, że dowody jakie mogą zebrać po naszym aresztowaniu pozwolą im na sformułowanie wystarczającej liczby oskarżeń by wysłać nas do więzienia na wiele lat. Jako że 3 kolejne miesiące nie przyniosły w tej sprawie nic nowego, przełożeni brygady antyterrorystycznej, kwartet Baltas i Mokkas wraz z Dimitriou i Makropoulosem, ogłosili nam że zostaliśmy oskarżeni (ja i Aleksandros już po raz drugi) o przynależność do KKO. Niemal jednocześnie wmieszano nas także w sprawę wybuchowych przesyłek. Rok później, gdy kolejny raz śledztwo w naszej sprawie nie poczyniło żadnych postępów, wmieszano nas w sprawę wcześniejszych 160 ataków z użyciem ładunków zapalających i wybuchowych, za które odpowiedzialność wzięły KKO. Wszystkie te działania miały charakter czysto instrumentalny, przypisanie nam przynależności do KKO posłużyło do zwiększeniu wyroków, a sprawa 160 ataków miała zapobiec zwolnieniu warunkowemu Kostasa po upływie 18-miesięcznego okresu aresztu.

Stała przyśpiewka sądowniczych manekinów skazujących rewolucjonistów brzmi: „rewidujemy karygodne czyny, a nie idee”. Rzućmy więc okiem na fakty, biorąc za przykład zeznania ówczesnego dowódcy brygady antyterrorystycznej Elefteriosa Hardaliasa i jego podwładnego, Panagiotisa Bagatelasa. Oboje podkreślali jak skomplikowane były podejmowane przez nas środki przeciw inwigilacji policyjnej, oraz jak wzmogła się nasza czujność operacyjna. Nawet jeśli to prawda, trzeba pamiętać że ja i Aleksandros byliśmy wtedy poszukiwani, nie stanowiliśmy jednak w żadnym wypadku zorganizowanej grupy. Do obalenia tej teorii policyjnej wystarczy moment naszego aresztowania. Kostasa i Aleksandrosa aresztowano na zewnątrz magazynu w Nea Smirni, podczas gdy mnie w tym samym momencie aresztowano w zakładzie fryzjerskim w Pireusie. Pozostali trzej towarzysze anarchiści aresztowani zostali w trakcie wykonywania ich codziennych czynności, Dimitrisa Michaila i Stellę Adoniou aresztowano w ich domach, a Christosa Politisa w barze. Podczas obserwacji nas (20 dni według Δ.Α.Ε.Ε.Β.) nie odkryto żadnego kontaktu pomiędzy nami i członkami KKO pomimo faktu, że kilka dni wcześniej aresztowano dwóch jej członków, coś co mogłoby spowodować wzmożoną komunikację pomiędzy członkami grupy. Nie zarejestrowano w tym czasie żadnych działań niezgodnych z prawem. Obserwacja prowadzona przez brygadę antyterrorystyczną dotyczyła wyłącznie spotkań pomiędzy nami (Kostasem, Aleksandrosem i mną), oraz innymi osobami, które nie mają nic wspólnego ze tą sprawą. Jeśli chodzi o mnie, to zeznania w rzeczywistości mówią wyłącznie o mojej wizycie w Agrinio, powrocie do Aten trzy dni później, zakupie łopaty, i to wszystko.

Nie tylko nie ma żadnego dowodu, lecz nawet poszlak wiążących nas w jakikolwiek sposób z członkami lub działaniami KKO. Nie ma dowodu, ani nawet poszlak na to że byliśmy członkami „nieznanej organizacji terrorystycznej”, która dokonała „nieznanych ataków”.

Cała ta sprawa została sfingowana przez brygadę antyterrorystyczną, uparcie starającą się przedstawić nas jako zorganizowaną grupę. Ktokolwiek pamięta medialny klimat w dniach naszego aresztowania z pewnością nie zapomniał, że przedstawiano nas jako członków znanych wówczas organizacji. Rok później, ówczesny minister porządku publicznego Christos Papoutsis oświadczył, że został zwiedziony przez brygadę antyterrorystyczną dając zielone światło dla naszych aresztowań, z uwagi na zbliżającą się rocznicę przełomowego 6 grudnia. Jedynym sukcesem jaki 4-go grudnia 2010 roku odnieśli antyterroryści przez swą operację było aresztowanie dwóch poszukiwanych anarchistów – Aleksandrosa i mnie,– oraz moich przyjaciół i towarzyszy Kostasa i Stellę, z których każdy na swój sposób solidarnie trwał przy nas podczas gdy ukrywaliśmy się.

Pomimo faktu, że brygada antyterrorystyczna od początku wiedziała że jedynymi osobami mającymi cokolwiek wspólnego z rzeczami które skonfiskowano podczas naszego aresztu byliśmy ja, Kostas i Aleksandros, ani gliniarze, ani ich marionetki Baltas, Mokkas, Dimitriou i Makropoulos nie zawahali się wziąść na celownik także innych anarchistów, nawet w ludzi których w ogóle nie znamy, takich jak Christos Politis.

Szczytem tego wszystkiego było uznanie 3 członków KKO za naszych zwierzchników. Pozatym że bez utrzymywania kontaktu jest niemożliwe “wydawanie rozkazów”, wszyscy aresztowani 4 grudnia 2010 oświadczyliśmy że jesteśmy anarchistami, a więc o żadnych rozkazach nie mogło być mowy. Oznacza to, że hierarchia nie pośredniczy naszym relacjom, że odrzucamy każdy autorytarny sposób działania. Nie akceptujemy żadnych liderów, tak jak nie uznajemy żadnych pełnomocników.

Zarzut ten pojawia się we wszystkich tego typu procesach. Ci którzy opracowują i weryfikują te oskarżenia (oficerowie służb antyterrorystycznych, specjalni sędziowie śledczy i prokuratorzy, specjalne sądy), przenoszą dominujący model organizacji i działania na struktury anarchistyczne, co, oprócz próby wymazania politycznej tożsamości oskarżonego, pozwala im na wydanie cięższych wyroków.

Z uwagi na to, że relacje jakie budujemy dziś odzwierciedlają relacje jutra, jako anarchiści ustajemy przy tym by działać w sposób horyzontalną i anty-hierarchiczny. Kropka.

Aby służby antyterrorystyczne i ich podwładni sędziowie mogli uwiarygodnić swoje wymysły, wiele osób zostało aresztowanych, nękanych, wziętych na celownik, uwięzionych i oskarżonych. W tym punkcie wyraźnie widać etyczne różnice między nami a wami. Gdy państwowe mechanizmy obierają za cel rewolucjonistę, jednocześnie uderzają w jego znajomych i bliskie mu osoby. Z drugiej strony, gdy rewolucjoniści biorą na celownik któregoś z przedstawicieli aparatu państwowego koncentrują się wyłącznie na tej osobie.

W przypadku aresztowań z 4/12/2010, policyjno-sądownicze władze spróbowały po raz pierwszy za pomocą różnych sztuczek przezwyciężyć brak istotnych, obciążających dowodów. Wspomniałem wcześniej o zarzutach przynależności do „nieznanej organizacji terrorystycznej”. Zarzut ten przez 3 miesiące wykorzystywały służby antyterrorystyczne i specjalni sędziowie śledczy, po czym ostatecznie zastąpiono go „przynależnością do KKO”, licząc na to że tym sposobem osiągną pożądaną wysokość wyroków (biorąc pod uwagę że “nieznana grupa terrorystyczna” nie inspirowała by zbytnio sędziów).

Ten sam zarzut powielono miesiąc po naszym aresztowaniu, wobec 4 pojmanych anarchistów pochodzących z Salonik. Posłużono się tym zarzutem również w ich procesie, fakt który ukazuje na jaką drogę jest gotowa obrać represja by przezwyciężyć brak dowodów. Zamierzona nieprecyzyjność ustaw 187 i 187A jest gwarantem tego, że jeśli sami oskarżeni oraz scena polityczna która zdaje sobie sprawę co się dzieje nie starają sie ich zablokować politycznie, ten prawny “stan wyjątkowy” będzie się coraz bardziej poszerzał aż w końcu stanie się codziennością.

W naszej sprawie rozmaite osoby były dosłownie zmyślone a potem porozmieszczane w różnych miejscach i czasie. Według zeznań Hardaliasa i Bagatelasa, nieznany „blondyn, nieogolony, około 30-letni” zaoferował mi pomoc przed inwigilacją gdy wysiadłem z autobusu na dworcu w Agrinio. Dziwnym zbiegiem okoliczności, ta sama osoba w różnych miejsach i czasie spotykała się później z Christosem Politisem i Kostasem Sakkasem. Ta nieznana do tej pory osoba (ponownie według zeznań gliniarzy) łączy zatem 3 różne osoby (Ch.Politis, K.Sakkas i mnie) które nie miały żadnego kontaktu jeden z drugim. Osoba ta została “rozpoznana” po prawie 2 latach, znów dzięki anonimowemu telefonowi, ponownie przy udziale Hardaliasa. Okazał się nią oskarżony o napad na bank i zabójstwo na wyspie Paros Tasos Theofilou, który został przedstawiony jako morderca i był traktowany w sposób który kompleks policyjno-sędziowski rezerwuje specjalnie dla ludzi których bierze na celownik. Należy przy tym wspomnieć że Theofilou spotkałem dopiero w więzieniu i nigdy wcześniej go nie widziałem.

Co antyterroryści starają się nam przez to wmówić? To, że przez kilka dni śledzili kogoś, rejestrowali z kim się kontaktuje, aż w pewnym momecie postanowili aresztować wyłącznie osoby z którymi się spotykał, pomijając jego samego – osobę która ich wszystkich łączyła,- a wszystko to jedynie po to by dwa lata później po aresztowaniu go w innej sprawie uwikłać go jako oskarżonego także w tą.

Powyższy ciąg zdarzeń ukazuje taktykę policyjno-sądowych władz, stosowaną by „rozwiązywać” sprawy pozbawione jakichkolwiek dowodów. Nie zapominajmy że, ponownie według Hardaliasa, Kostas Sakkas spotkał się w mieście Nafpaktos z „nieznanym, nieogolonym, około 30-letnim mężczyzną”, a w Agrinio z „kobietą niosącą plecak, wzrostu około 1,55cm”. Tak jak w przypadku Theofilou, przedstawionym opisom odpowiadać mogą tysiące ludzi, i gdy konieczność (policyjna) będzie tego wymagać, kolejna osoba pasująca do nich może zostać oskarżona w tej sprawie.

Trzeba tutaj zwrócić uwagę na kłamstwa Hardaliasa i Bagatelasa, jakie wygłosili w swoich zeznaniach dotyczących śledzenia mnie. Według ich zeznań, po raz pierwszy zaobserwowali mnie 30/11/10 na dworcu w Agrinio, wychodzącego z autobusu z osobą (którą dwa lata później rozpoznano jako Theofilou) która podobno ochraniała mnie przed inwigilacją. Pozwólcie mi więc zaakceptować tezę, że rzeczywiście ktoś był ze mną na dworcu autobusowym w Agrinio. Pytanie pierwsze: Biorąc pod uwagę to, że gliniarze będący tam wówczas nie zauważyli bym się z nim komunikował (ustnie, lub nawet za pomocą telefonu albo sygnałów), jak doszedli do wniosku, że się znamy? Dlaczego gliniarz widząc dwie nieznane osoby, jedną którą widział wcześniej spotykającą się z innym „podejrzanym”, oraz drugą którą widzi po raz pierwszy, postanawia śledzić zamiast pierwszej tę drugą? Odpowiedzią Bagatelasa na te dwa pytania brzmiała: „policyjne kryteria”. Drugie pytanie: Hardalias wspomina, że gdy odbierałem swój bagaż z autobusu, nieznajomy mężczyzna stał obok mnie i obserwował co się wokół dzieje. Bagatelas (który według swoich zeznań był naocznym świadkiem) powiedział, że nieznany mężczyzna odszedł na około 10-15 metrów, co jest nie tak małym dystansem do obserwacji na małym, prowincjalnym dworcu autobusowym. Dwóch gliniarzy przeczących sobie w czymś tak prostym świadczy jedynie o tym, że po prostu nikogo tam ze mną nie było.

Trzecie pytanie: Jak ktoś może zaoferować komuś pomoc w sprawdzeniu czy nie jest śledzony jednocześnie podróżując tym samym środkiem transportu? Cóż takiego mógłby zobaczyć, i przed czym ostrzec? Absolutnie przed niczym.

Czwarte pytanie: Dworzec autobusowy w Agrinio jest pełen kamer. Podczas gdy przedstawiono w sądzie nagrania z innych kamer (tj. banku Pireus i sklepu Praktiker), w przypadku tych z dworca służby antyterrorystyczne nie wykazały jednak takiego samego zapału, pomimo, że mogłyby im to pomóc w zidentyfikowaniu nieznanej osoby. Dlaczego?

Powyższe pytania to pytania retoryczne, na które odpowiedź jest tylko jedna – gliniarze kłamią mówiąc, że był ze mną ktoś inny na tym dworcu autobusowym. Tak samo kłamią mówiąc, że pewnego razu gdy Christos Politis odszedł 3 skrzyżowania dalej od ulicy Praksitelous, zaoferował Aleksandrosowi pomoc w sprawdzeniu czy go nie śledzą.

Jasno z tego wynika, że by poszerzać krąg osób dotkniętych represją służby antyterrorystyczne starają się wywołać pewne wrażenia, które następnie są jednak potwierdzane przez sędziów śledczych. Innym pytaniem jakie się nasuwa, jest sprawa mojej tożsamości. Hardalias i Bagatelas wspominali, że aż do momentu przewiezienia mnie do komendy głównej policji w Atenach, nie odpowiadałem na pytanie o moje nazwisko i nie pozwoliłem na wzięcie moich odcisków palców. Więc jak to jest, że Papathanasakis oraz Hardalias od samego początku wołali mnie po nazwisku? Czemu już 4 godziny po moim aresztowaniu dokonano przeszukania w domu moich rodziców?

Moje nazwisko było im znane, wiedzieli kogo aresztują, co udowodnili w ten sposób: 1/12/10 gdy szedłem jedną z większych ulic Agrinio, zauważyłem stojący na jej środku samochód. Gdy zbliżyłem się, pasażer wyszedł i poprosił mnie o pomoc w przesunięciu samochodu, podczas gdy kierowca pozostawał w środku. Naiwnie zgodziłem się, i tym sposobem pozostawiłem swoje odciski na samochodzie, które doprowadziły póżniej do zidentyfikowania mnie. Opowiadam to jako ostrzeżenie dla innych towarzyszy, którzy mogą znaleźć się w podobnej sytuacji.

Kreowanie fałszywych poszlak pozwalających realizować represyjne plany, nie ogranicza się wyłącznie do obecności ludzi w określonych miejscach i czasie, oraz nieistniejących kontaktów, lecz idzie jeszcze krok dalej. Policyjne represje bratają się z nauką tworząc naukowy wymiar represji. W epoce w jakiej żyjemy, używanie DNA jako dowodu jest podstawowym narzędziem naukowej represji.

Policyjne śledztwo przedstawia pobieranie DNA jako niepodważalną metodę identyfikacji przestępstw, a władze sądownicze zazwyczaj są gotowe zaakceptować propozycje gliniarzy odnośnie tego. Używając czysto naukowych metod, gliniarze nakładają płaszczyk obiektywizmu na śledztwa, i tym samym deklarują nieomylność swoich osądów.

W poprzedniej fazie tego procesu sądowego jeden ze świadków, expert biologii, oznajmił, że nie można w żaden naukowy sposób zaakceptować DNA do poświadczenia o domniemanym kontakcie danej osoby z jakimiś przedmiotami ani o udowodnienia jej obecności w danym miejscu. Jak każdy z łatwością może sobie zdać sprawę, materiał biologiczny może być przenoszony także przez każdego, kto wchodzi z daną osobą w kontakt. Ponadto policyjni świadkowie z Δ.Α.Ε.Ε.Β. składając swoje zeznania (w tym także Bagatelas) wspomnieli o powierzchowności pierwszych badań przeprowadzonych na naszych rzeczach i w naszych mieszkaniach, coś co zostało potwierdzone przez laboratorium kryminalistyczne, które określiło te badania jako “ze zrozumiałych względów niewystarczające”. Gliniarze z Δ.Α.Ε.Ε.Β., laboratoria bio-kryminalistyczne i specjalni sędziowie śledczy doskonale zdają sobie sprawę z tego wszystkiego.

Akceptacja próbek DNA jako dowodu, jest wyłącznie legitymizacją, w „obiektywno-bezsporny” sposób, wydumanych powiązań pomiędzy różnymi ludźmi w celu udowodnienia policyjno-sędziowskich scenariuszy. Mówiąc konkretnie o naszej sprawie, DNA użyte zostało do wykreowania fałszywego obrazu rzeczywistości. Odkrycie niezidentyfikowanego do tej pory typu DNA nazwanego “X15”, znalezionego (według gliniarzy) tak w należącym do nas mieszkaniu jak i w domu jednego z anarchistów oskarżonych w sprawie Walki Rewolucjynjej, posłużyło potwierdzeniu policyjnej teorii tzw. “połączonych pojemników”, według której wszystkich oskarżonych o udział w zbrojnych organizacjach rewolucyjnych łączą jakieś osobiste relacje.

Istnieją dziesiątki nieznanych typów DNA powiązanych ze sprawami ochrzczonymi sprawami KKO, oczekujące identyfikacji w związku z nieznanymi sędziom śledczym osobami o których wyżej wspomniałem. Jednej z tych osób, aresztowanej w innym czasie i pod innym pretekstem, również postawiony był zarzut uczestnictwa w KKO jedynie w oparciu o próbkę DNA.

W rzeczywistości, upowszechnianie się tej metody wpłynie w równym stopniu na poszerzenie społecznej kontroli. Pobieranie na siłę próbek DNA od anarchistów aresztowanych w różnych sprawach i od dziesiątek mieszkańców półwyspu Halkidiki, grabieże prywatnych rzeczy w celu pozyskania materiału biologicznego, dokonywane podczas nalotów na mieszkania anarchistów w ciągu 2 ostatnich miesięcy, nie wspominając już o setkach innych spraw sądowych, ukazują że władza dąży do stworzenia biologicznej bazy danych, dając w niej pierwszeństwo anarchistom jako najbardziej radykalnej, a zatem najniebezpieczniejszej części społeczeństwa.

Ujawnianie taktyk wroga jest ważne, gdyż daje możliwość ruchowi rewolucyjnemu na nabycie doświadczenia. W samych tylko sprawach ochrzczonych sprawami KKO przewinęły się dziesiątki ludzi, których śledzono, aresztowano, wskazywano jako winnych i więziono tylko po to, by w końcu uniewinnić ich ze wszystkich zarzutów.

Naiwnie podchodząc do sprawy należałoby uznać antyterrorystów, specjalnych sędziów śledczych i prokuratorów za idiotów, wcielonych Clouseau (inspektor z Różowej Pantery) lub bezużytecznych. Ja osobiście uważam, że rzekome błędy stanowią część planu poszerzania represji. Gdy starają się kryminalizować relacje pomiędzy ludźmi którzy po prostu należą do tego samego środowiska polityczno-rewolucyjnego nie jest to pomyłką, lecz wręcz przeciwnie, rozwija to i doskonali represyjny program. Z drugiej strony, internalizacja strachu i introwersja torują drogę dla tego typu represyjnych posunięć. Bojowa anarchistyczna akcja jest jedynym sposobem by przeciwstawić się wrogowi na wszelkich płaszczyznach – politycznej, ideologicznej, organizacyjnej i militarnej.

Kończę na tym mój komentarz odnoście faktów zawartych w aktach oskarżenia i kontynuuję swoję oświadczenie polityczne.

We wrześniu 2009, gdy pojawił się nakaz aresztowania mnie, postanowiłem zejść do podziemia.
Na dylemat ten, który może czekać wszystkich stających po stronie rewolucji, każdy odpowiada inaczej. Nawet ta sama osoba może zareagować inaczej, w zależności od sytuacji, od momentu w którym się znajduje.

Moja decyzja była połączeniem mojej anarchistycznej perspektywy politycznej, nie pozwalającej dobrowolnie poddać się sądowym lokajom, oraz mojej miłości do wolności. Teraz, gdy myślę o tym mniej emocjonalnie, dochodzę do wniosku, że moja instynktowna pasja do słodkiego uczucia wolności miała na to większy wpływ niż moja polityczna decyzja nie oddania się w ręce prawa.

Z tym moim wyborem, oraz z moją ogólnie wrogą postawą wobec państwa i kapitału, związany jest fakt znalezionych przez policję rzeczy (broń, fałszywe papiery, nielegalne mieszkania).

Uchylanie się od prawa jest wyborem który, jak pokazuje historia, podjęły tysiące rewolucjonistów. Jeśli chodzi o mnie, na płaszczyźnie politycznej jak i emocjonalnej wspieram każdą osobę podejmującą decyzję o bronieniu lub odzyskaniu swojej wolności. Gdy, co więcej, decyzja ta ma motywację polityczną, jest ona wyborem walki, bojowym wyborem, i jako takiej powinni jej bronić rewolucjoniści.

Zejście do podziemia pociąga za sobą wielkie koszta dla każdego, ponieważ brutalnie separuje od bliskich, zrywa relacje osobiste, a kontakty czyni bardzo wybiórczymi. Dla osób zaangażowanych politycznie, wybór ten niesie za sobą dodatkowy ciężar, ponieważ w znacznym stopniu wyklucza to ich udział w szerszym środowisku społecznym/politycznym, a interakcja z wieloma towarzyszami staje się straszliwie ograniczona.

W takiej sytuacji konflikt z państwowymi mechanizmami przyjmuje wyłącznie bojowy charakter, a na tej płaszczyźnie państwo ma przewagę. Wszystko to oczywiście równoważy swoboda ruchów, którą nabywasz poruszając się niewidocznie wśród represyjnych mechanizmów. Satysfakcja z przemieszczania się bez dowodu osobistego, bez niczego łączącego cię z istniejącymi relacjami społecznymi, jest czymś nie do opisania. Mogę bez żanych zastrzeżeń powiedzieć, że dni spędzone w podziemiu były czasem gdy czułem się najbardziej wolny w swoim życiu.

Ustawa 187 uznaje za organizacje przestępcze „zorganizowane grupy składające się z 3 lub więcej osób, z wyraźnym podziałem ról, działające w celu popełniania przestępstw, z członkami dobrowolnie podporządkowującymi się celom organizacji”. Zatem zgodnie z tym organizacjami przestępczymi są:

– Banki, kompanie brokerskie, koncerny inwestycyjne, międzynarodowe przedsiębiorstwa itp., a ich członkami są wszyscy w jakikolwiek sposób przyczyniający się do sprawnego funkcjonowania tych instytucji. Oskarżeni są o: popełnianie, wspieranie i podżeganie do ciągłego i wielopostaciowego mordowania tysięcy ludzi, rabunki, oszustwa, szantaże, zaprzedawanie i niszczenie przyszłości następnych pokoleń i wyjaławianie całych obszarów geograficznych.

– Wszelkiej maści politycy i ich radno-sędziowscy klakierzy, biorący udział w zarządzaniu zyskami powyższych organizacji przestępczych. Oskarżeni są o: popełnianie, wspieranie i podżeganie do ciągłego i wielopostaciowego mordowania tysięcy ludzi, rabunki, oszustwa, szantaże, zaprzedawanie i niszczenie przyszłości następnych pokoleń.

– Umundurowani mordercy z sił zbrojnych i służb bezpieczeństwa, którzy ochraniają dwie wcześniej wspomniane organizacje przestępcze używając przemocy wobec ludzi, oraz są odpowiedzialni za represjowanie wszelkich prób stawiania oporu tymże. Oskarżeni są o: popełnianie, wspieranie i podżeganie do ciągłego i wielopostaciowego mordowania tysięcy ludzi, tortury i gwałty na posterunkach, w obozach koncentracyjnych dla emigrantów, na lądowych i morskich granicach i na ulicach oraz rabunki, szantaże, handel narkotykami i ludźmi.

– Organy sądownicze odpowiedzialne za skazywanie wszystkich niepodporządkowujących się rozkazom trzech poprzednich organizacji przestępczych, każdy sędzia, prokurator i reszta pracującego dla nich personelu. Oskarżeni o: tysiące uprowadzeń ludzi ładowanych później do więzień, wspieranie i podżeganie do ciągłego i wielopostaciowego mordowania tysięcy więźniów, rabunki i szantaże.

– Organy resocjalizacyjne, dyrektorzy więzień, klawisze i reszta personelu w jakikolwiek sposób przyczyniająca się do sprawnego funkcjonowania najbardziej nieludzkiej instytucji czyli demokracji burżuazyjnej. Oskarżeni są o: dziesiątki zabójstw każdego roku, tortury, szantaże i handel narkotykami.

– Cały medialny kompleks, od właścicieli kanałów telewizyjnych, aż po ostatniego dziennikarza którzy ochrania wszystkie te wyżej wymienione organizacje przestępcze. Są oni współwinni ich zbrodniom.

Wszystkie wyżej wymienione organizacje przestępcze mają strukturę hierarchiczną i kontynuują swoje poczynania. Działając w sposób zkoordynowany i we wspólnym celu, dowiedzonym jest że funkcjonowały w sposób, w rozmiarze i w warunkach które poważnie zaszkodziły całemu kraju i jego mieszkańcom. Tak więc istnieje jak najpoważniejszy powód do wyegzekowawania wobec nich paragrafu187A.

To są prawdziwe organizacje terrorystyczne i takie są zarzuty wobec nich. To właśnie oni sieją terror, a nie ci którzy w ten czy inny sposób decydują się z nimi walczyć. I to oni codziennie są sądzeni przez rewolucjonistów w każdym zakątku Ziemi. Oni zostaną ostatecznie skazani gdy społeczna apatia przeinaczy się we wściekłą świadomość i zdolność organizacyjną.

Nie martwcie się jednak szanowni sędziowie i inni członkowie pozostałych organizacji terrorystycznych. Nie zostaniecie skazani za pomocą waszego zgniłego kodeksu karnego, lecz na podstawie kodeksu który powstańcza godność nam dyktuje wobec tyranów.

Już od wielu lat oczywistym jest, również w Grecji, że kapitał dąży do restrukturyzacji państwa do bardziej scalonej formy, mającej zagwarantować ciągłość jego rentowności, na poziomie zarówno krajowym jak i międzynarodowym. Właśnie dlatego się fortyfikuje politycznie, technicznie, prawnie, militarnie i ideologicznie.

System stara się przezwyciężyć zachodzące w nim sprzeczności i zorganizować na wyższym poziomie.
Ci z nas którzy uznają się za rewolucjonistów muszą demaskować i zaogniać te sprzeczności, organizować się i atakować system na wszystkich płaszczyznach. Gdy reżim mówi o kryzysie, my powinniśmy po raz kolejny opowiadać się za rewolucją. Do przezwyciężenia kryzysu potrzeba odpowiedzi absolutnej a nie częściowej. Unicestwienia wszelkiej władzy, państwa i kapitału w naszym życiu. Anarchii.
Podczas całego mojego politycznego oświadczenia unikałem używania terminów “winny” czy “niewinny”. Jestem anarchistą i za nic mam tego typu procedury. Uważam że tego typu procesy nie są interesujące ze względu na ich prawne konsekwencje, lecz ze względu na ich szerszy polityczno-społeczny zasięg.

W publikowanych wcześniej prze mnie tekstach jak również w deklaracji wygłoszonej teraz w tej sali, twierdziłem że nie jestem członkiem KKO. Jednakże jestem świadomie winny bycia anarchistą, jestem z tej winy dumny i będę jej bronić gdy odnosi się do mojej przynależności do ruchu anarchistycznego i mojej walczącej postawy wobec władzy.

Właśnie dlatego uważam, że sąd nie ma kompetencji do sądzenia ani mnie ani żadnej rewolucyjnej akcji. Tak jak na salach sądowych nie ma miejsca na koncepty jak represja, rezygnacja, autorytarna paranoja czy mediacja, tak samo nie ma tu miejsca na opór, godność i solidarność.

Chodzi tu o społeczne relacje, które były i są osądzane w każdym momencie.

Kończąc moje polityczne oświadczenie pragnę oświadczyć, że nie zamierzam odpowiadać na pytania sędziów. Nie zamierzam otwierać dialogu z przedstawicielami władzy sądowniczej, tak jak unikałem całej tej procedury odpowiadania na uwagi przewodniczącego i prokuratora.

Swoje ostatnie słowa pragnę skierować do mojego przyjaciela i towarzysza Kostasa Sakkasa, z którym dzieliliśmy dni podziemia, więzienia, i część tego procesu. Mojego przyjaciela i towarzysza, który walczył wszelkimi sposobami z policyjno-sądowym totalitaryzmem, a jego walka zainspirowała wielopostaciowy ruch solidarnościowy. Mojego przyjaciela i towarzysza, który wciąż broni wolności jaką wywalczył z tak wielkim trudem (Kostas Sakkas jest poszukiwany).

Idziemy dalej…
„Do końca… do zwycięstwa…”

Dyskusja