‚Przynieść wojnę do domu’ – wywiad z byłymi Weathermanami

Wywiad z dawnymi działaczami Weather Underground

Co doprowadziło Weathermanów do użycia przemocy i stworzyło takie okoliczności, czy zrobiliby to ponownie? Dawni członkowie Weather Underground (Metereolodzy) Bernardine Dohrn i Bill Ayers opowiadają o rozczarowaniu, latach sześćdziesiątych i ruchu studenckim podczas spotkania Telewizyjnego Stowarzyszenia Krytyków Prasowych w styczniu 2004 w Hollywood w Kalifornii.

W filmie Mark Rudd opowiada o swoich wątpliwościach i sprzecznych uczuciach odnośnie tego co robił będąc w podziemiu. Wy nie składaliście podobnych oświadczeń, zastanawiam się dlaczego… Jak oceniacie waszą ówczesną działalność. Czy zrobilibyście to samo jeszcze raz pod wpływem podobnych okoliczności?

Bill Ayers: Bardzo dużo nad tym rozmyślałem. Zbliżając się do 60-tki nie da się nie mieć mnóstwa wątpliwości odnośnie wielu, wielu róznych rzeczy, ale pytanie brzmi czy robiliśmy wtedy coś straszliwego i okropnego? Nie sądze. Uważam, że to co wtedy robilismy było odpowiedzią na sytuację, która była nieludzka i niedorzeczna.

Dwa tysiące ludzi w ciągu jednej doby było mordowanych w Wietnamie, w terrorystycznej wojnie, otwarcie terrorystycznej wojnie. Robiono to w naszym imieniu. Próbowaliśmy więc się temu przeciwstawic i walczyć. Budowaliśmy masowy ruch, ogromną organizację a wojna wciąż trwała i nasilała się. Każdego dnia w czasie którego nie udawało nam sie jej zapobiec, zabijanych było dwa tysiące ludzi. Nie uważam abyśmy popadli w ekstremizm… Nie przekroczyliśmy granicy, która byłaby zupełnie nie do zaakceptowania. Nie zgadzam się z takimi zarzutami. Niszczylismy własność działając na uczciwym, umiarkowanym poziomie, biorąc pod uwagę to czemu się przeciwstawialiśmy.

Dohrn: Mogę wskazać cztery albo pięć rzeczy wokół których mam bardzo złożone odczucia.

Życzyłabym sobie abyśmy nie posiadali wówczas hierarchii posiadając mimo tego pomysł na przywództwo. Żałuje, że nie udało mi się w większym stopniu przerzucić pomostu między ruchem feministycznym a antywojennym. Chciałabym abyśmy nie używali wtedy języka wojny. Słyszeliście jak odczytywałam deklaracje wojny. Wolałabym abyśmy stosowali język sprzeciwu.

Oczywiście, nie powstrzymaliśmy wojny. Byliśmy częścią autentycznej opozycji skoncentrowanej wobec imperializmu Stanów Zjednoczonych i rasizmowi w naszym kraju. To były dwie kwestie których sie chwyciliśmy… Oczywiście, żałuje że nie zrobiliśmy tego lepiej, że nie udało się powstrzymać wojny wcześniej i żałuję też, że nie byliśmy bardziej skuteczni oraz bardziej zjednoczeni. Chciałabym również abyśmy walczyli o jedność mimo tego że nie udawało nam się jej osiągnąć.

Gdy rozmyślam pod koniec dnia czuję się szczęśliwa, że mogłem odegrać rolę w tych wydarzeniach. Byliśmy szczęśliwi mogąc włączyć się w bieg historii i znaleźć w momencie gdzie było tyle nadziei i poczucia kształtujących się możliwości.

Pani Dohrn,jak znalazła się pani na liście 10 Najbardziej Poszukiwanych Ludzi przez FBI?

Dohrn: Dobre pytanie. Przyjaciel podarował nam książkę – mamy ją w domu – na temat FBI. Liste Dziesięciu Najbardziej Poszukiwanych wymyślił Hoover. To był element jego machiny PR (public relations). To był świetny pomysł, ponieważ umieścił na tej liście ludzi których lada moment miał schwytać. Potem mógł ich zatrzymać następnego dnia gdy szli odwiedzić swoją matkę.

Tak więc w tej książce na jednej ze stron znajduje się spis osób które były kiedykolwiek na tej Liście. Od 1922 do 1972 byli tam sami rabusie i faceci w wełnianych garniturach z szerokimi karkami.A potem niespodziewanie na tej Liscie pojawiło się 6 osób – Angela Davis (działaczka Czarnych Panter) oraz Rap Brown, Ja i Ci studenci z Brandeis i tak dalej. To było zdumiewające.

Dali nam spokój. Nie daliśmy się złapać. Po tym jak na jaw wyszły wykroczenia władz oddalono od nas akt oskarżenia.

Gdybyście mogli przenieść Wietnam i to co sie wtedy działo w teraźniejszość do 2004 r.dokonalibyście wówczas tych samych wyborów co wtedy? Czy przyjelibyście inną strategie?

Dohrn: Podoba mi się pomost jaki został przerzucony między feministkami, ruchem gejowskim i środowiskami pracowniczymi. Całe potomstwo lat 60-ych. Wiele ruchów które zaistniały od tamtej pory stało się obecnie częścią czegoś w rodzaju wielkiego namiotu antyglobalizmu i antyimperializmu. Świat się zmienił ale nadal staramy sę opierać na własnych zasadach, używać do tego humoru, próbować podkopywać władzę, starać się ponosić i wyciągać konsekwencje z tego w co wierzymy.

Odczuwam, że jesteśmy w bardzo podobnej sytuacji…czy to nie te same zmory z przeszłości? Czy nie staramy się dowiedziec jak wielu Irakijczyków zostaje zranionych każdego dnia? Dlaczego nie pokazuje sie nam powracających stamtąd trumien? Co z Amerykanami którzy odnieśli rany?

Ayers: Jedna rzecz z pewnością się nie zmieniła w porównaniu z tamtymi czasami: nasz rząd nadal nas okłamuje…To nic wielkiego ale młodzi ludzie wiedzą o tym, że rząd okłamuje nas notorycznie. Oczywiście gdy popatrzę za siebie i pomyśle co zrobiłbym inaczej, odpowiem:nie bądźmy sekciarscy,nie bądźmy hierarchiczni, nie dzielmy się gdy tylko dokonujemy jakiegoś zwrotu.

Chciałbym powiedzieć młodym ludziom: Nie dajcie się ograniczać ideologii. Nie dajcie się kierować wymogom narzucanym przez idee. A jednocześnie uważam, że powinniśmy być dziś nadal aktywni. Powinniśmy mieć oczy szeroko otwarte, widzieć jasno z czym mamy do czynienia i działać.

Czy dostrzega Pan dziś jednak coś pozytywnego? Słyszę wiele zarzutów,to zrozumiałe ale czy widzi Pan jakieś pozytywne wątki w kursie obieranym przez rząd?

Ayers: Nie.

Dohrn: Pozytywna energia pochodzi z dołu. Myślę,że wśród młodych ludzi wiele się dziś dzieje.

Czy jako profesorowie zauważacie u waszych studentów tę samą pasję, którą miało kiedyś wasze pokolenie, kto mógłby dziś odegrac taką kontestującą rolę?

Ayers: Sadzę,że młodzi ludzie na wiele różnych sposobów są dzisiaj bardziej rozwinięci i nowocześni niż my byliśmy jeśli chodzi o polityczne myślenie. Nie są polityczni w sensie ideologicznym ale w sensie kulturowym, społecznym, socjalnym. Wielu ludzi pozbawionych jest złudzeń, że system służy ludziom, że jest sprawiedliwy, ludzki i pokojowy. W Lutym 2003 mieliśmy do czynienia z największą erupcją nastrojów antywojennych w historii świata. O wiele większą niż mieliśmy w latach 60-ych…Ta energia, to ożywienie nadal jest obecne i jest ono czymś co zostało zmobilizowane.

Dohrn: Myślę, że lata 60-te są w pewien sposób barierą dla młodego pokolenia. Myślą o nich w ten sposób, że nigdy nie uda im się dorównać tamtym czasom. Ale częściowo mamy tu do czynienia z mitem lat 60-ych. Zawsze jest się małym i osaczonym. Zawsze, prawie zawsze działalność prowadziły nieduże grupy pozostające w opozycji do otoczenia.

Podążając tym tropem, odkąd oboje jesteście profesorami, czy rozumiecie to w jaki sposób jesteście postrzegani przez swoich studentów? Czy widzą coś romantycznego w tym czym była Weather Underground czy też jesteście dla nich starymi pierdzielami?

Dohrn: Zdecydowanie!

Ayers: To ostatnie…tak!

Zgadzam się z tym, że ludzie którzy byli wtedy poważnie zaangażowani i głęboko uczestniczyli, stanowili bardzo małą grupę w latach 60-ych – relatywnie małą w porównaniu z tym jak postrzega się dzisiaj ich i tamte wydarzenia. Tymczasem dziś mamy więcej zaangażowanych osób a mimo to wydaje się że jest ich mniej niż kiedyś. Z czego to wynika? Czy taki wrażenie kreują media?

Dohrn: Myślę że wiąże się z tym zagadnienie czym jest ruch społeczny. Cała ta ogromna liczba organizacji politycznych i twórczych instytucji alternatywnych…to wciąż nie jest ruch. Ta prawda dotyczy także wczesnych lat 60-ych lecz potem nagle wszystko to połączyło się i powstał ruch… Nie wiem co sprawiło, że tak się stało.

Ayers: Istniał kontekst w którym rozwijał się ruch antywojenny i był to kontekst ruchu praw obywatelskich. I to wówczas definiowało cała kwestie odnośnie tego co było możliwe i co każdy z nas mógł zrobić. Ruch antywojenny nabył zarówno strategie i taktykę, jak i wiele innych rzeczy od ruchu praw obywatelskich. Nawet nazywanie tego latami 60-ymi wydaje mi się czasem dziwaczne. Dlaczego lata sześćdziesiąte? Kto przeżywa swoje życie dzieląc je na dekady? Oh, jestem w latach 60-ych a teraz jestem już w 70-ych, muszę się zatrzymać.

Czy łatwo było zejść do podziemia gdy ludzie nie wiedzieli kim byliście oraz gdzie przebywacie? Jak wam się wydaje czy bylibyście zdolni zrobić to jeszcze raz?

Ayers: Relatywnie było to łatwe w tym sensie, że był to przede wszystkim stan świadomości.Zamykałeś za sobą drzwi swojego domu,zmieniałes kilka detali w swoim życiu i już tam byłeś(w podziemiu).Składał się na to fakt, że w Ameryce łatwo było zniknąć.Innym czynnikiem było istnienie masowego zaplecza przeciwników wojny i ruchu młodziezowego, który był ogromny oraz trudny do pisania dla ludzi którzy go nie współtworzyli.
Więc, to nie tak że nigdy nie zostaliśmy rozpoznani. Każdego miesiąca ktoś mnie rozpoznawał, ale ludzie nie chcieli mnie wrabiać. Dlaczego mieliby? Nie byli po drugiej stronie.

Czy to możliwe żeby starzy pierdziele zeszli do podziemia? Chodzi mi o to czy wg was istnieje taka dziedzina rzeczy spośród tych które kiedyś robiliscie, przynależna tylko młodym ludziom?

Dorhn: Właściwie tak,choć nie do końca.Odchodziliśmy wtedy od naszych rodzin,od tzw.szans na karierę. Setki tysięcy ludzi tak wówczas robiło.Był to czas masowego rozszczepienia i wielotorowego podziemia.

Czy Weather Uderground faktycznie mają jakąś spuścizne?

Dohrn: O tym zadecyduje historia. Nie czuje że walczyłam dla spuścizny czy w imieniu jakiejś partykularnej organizacji; byliśmy elementem społecznej fali która była ogromna. I ona z kolei była częścią Amerykańskiej historii która istniała zanim do niej dołączyliśmy i o której nie wiedziałam; o abolicjonistach i różnych formach walki gdzie ludzie rzucali się do oporu przeciw prawu i ponosili tego konsekwencje.

Dyskusja